Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Lord z planety Ziemia
Lord z planety Ziemia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lord z planety Ziemia

Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:

Były żołnierz wyrusza w galaktyczną wyprawę w nieznany świat. I staje do pojedynku o władzę nad planetą, na której nikt nie wie o istnieniu Ziemi – dobrze ukrytej przed wzrokiem innych przez wszechpotężną rasę. Żeby wrócić na Ziemię, Siergiej musi ją najpierw odnaleźć. Ale naszej planety szuka także ktoś, kto chce ją zniszczyć…
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 135
Перейти на страницу:

– Numer pokładowy… – zerknąłem na panel sterowniczy. – K łamane przez sześćdziesiąt dwanaście. Na pokładzie jest imperator planety Tar. Schodzę do lądowania, proszę podać numer wolnego pasa.

Przez kilka chwil dyżurny kosmoportu milczał, jakby przetrawiając moje słowa. W końcu niepewnie zapytał:

– A cel wizyty?

Chcę wam pomóc, kretyni! – nie wytrzymałem. – Kto wysyła pytanie na sto kilometrów przed kosmoportem? Wrogi statek dawno zasypałby was rakietami! Pytanie zadaje się przy wejściu w atmosferę i wysyła grupę przejęcia!

– Wszystkie patrole dostały wolne, mamy wiosenne święta, Dzień Słońca – wymamrotał dyżurny. – Zaraz połączę się z tauryjskim korpusem ekspedycyjnym…

– Cymbały – wysyczałem. – Połącz mnie z doradcą wojskowym Lansem, szybko!

Zapadła cisza. Kuter przeleciał nad łańcuchem górskim i zaczął schodzić niżej. Syczenie w głośnikach ustało – łączyli się teraz przez normalny nadajnik.

– Siergiej? To ty?! – krzyknął w głośnikach Lans. – Gdzie jesteś?

Spojrzałem na ekran.

– Nad stolicą tej sennej planety. Cześć, Lans.

– Cześć… Włącz łączność wideo!

Na ekranie pojawiła się stropiona twarz Lansa. Przez kilka chwil przyglądał mi się, w końcu rozkwitł w uśmiechu.

– Siergiej… jak się wydostałeś?

– Potem. Poinformuj tego głupka na kosmodromie, że nie jestem wrogiem. Niech zwolnią pas… i niech nie strzelają do kutra z cekaemów, czy czego tam używają. Zajmowaliście się beze mnie czymś pożytecznym czy tylko permanentną stypą po imperatorze?

Lans pospiesznie odsunął od siebie butelkę z różowym płynem i powiedział przepraszająco:

– Planeta jest raczej… pokojowa. Nie można się do nikogo dostać. A my nie mamy oficjalnych pełnomocnictw.

– Zaraz wszystkim wydam pełnomocnictwa – obiecałem ponuro. – Zorganizuj lądowanie.

– Dobrze… podjadę do kosmoportu.

– Lepiej ja do ciebie. Poleć dyżurnemu przygotować maszynę. Jeśli nie wszyscy świętują te bachanalie, rzecz jasna.

Musiałem zrobić kilka okrążeń nad małym przytulnym kosmoportem, zanim z pasów startowych rozpełzły się starożytne czołgi, przedpotopowe ciężarówki i chyba nawet kilka wozów strażackich. Ale się rozruszali… Kuter może wylądować na małym placyku, to nie samolot.

Zajęcie Ar-Na-Tiana najwyraźniej nie sprawi Fangom większych problemów.

W kierowaniu samochodem z normalnym silnikiem spalinowym było coś nostalgicznego. Zwłaszcza gdy zrozumiałem, że jeździ się tu na spirytusie, którego zapach nie płynie od mojego przewodnika, piętnastoletniego chłopca, z ważną miną siedzącego na przednim siedzeniu obok mnie.

– Na prawu – rozpaczliwie kalecząc standardowy kierował mnie dzieciak. – A za tym pałycem na liewo.

„Pałycem” był trzypiętrowy budynek z dwoma kolumnami przed wejściem. Wyhamowałem.

– Nie mogliśmy przejechać główną ulicą?

– Mogliśmy – potwierdził chłopak po chwili namysłu. Odgarnął z czoła rude loki i beztrosko oznajmił: – Ale tak ciekawij. Obok zabytki.

– Czy nie wspominałem, że się spieszę?

– Tak. Ale tak…

– Ciekawij – dokończyłem łagodnie. – Przyjacielu, macie tu u was więzienia dla niepełnoletnich?

– Nie – odparł chłopak ze smutkiem. – Tylko dla dorosłych…

– Otworzymy. Specjalnie dla ciebie.

Mały otworzył szeroko oczy.

– Mówię poważnie, przyjacielu – powiedziałem serdecznie.

– Prosto i na liewo. Na głównej ulicy, pałyc z wieżą… Nacisnąłem gaz i chłopiec zamilkł. Chyba przygryzł sobie język. Ale obok „pałycu” z kolumnami znowu dał głos:

– A prezient?

Chwycił mnie nerwowy śmiech. Wyszedłem z samochodu na brudną asfaltową drogę. Przez dziury w pokrywie chmur widać było żółte niebo. Słońce, mimo swojego święta, było nieobecne. Z daleka dobiegał hałas tysiąca głosów, przypominający chóralne pienia pacjentów kliniki leczenia uzależnień – ochrypłe i wesołe. Zdaje się, że mieszkańcy Ar-Na-Tina wraz z dzielnymi obrońcami planety właśnie przeprowadzali seans przeganiania chmur i przywracania dobrej pogody.

– W tym pałycu, na trzecim piętrze – podpowiedział cichutko przewodnik. – Prezient?

Poczułem znużenie. Poklepałem chłopaczka po ramieniu. Przycichł i zerknął na swoje ramiona, jakby spodziewając się, że wyrosną mu ogromne pagony, jak u dyżurnego kosmoportu.

– Zjeżdżaj ze stolicy, przyjacielu – poradziłem. – I to jak najszybciej.

Lans powitał mnie na schodach – pewnie słyszał, jak podjeżdża ta starożytna pyrkawka.

– Siergiej! – zawołał radośnie. – Chwała Siewcom, udało ci się…

– Milcz, pętaku! – Ledwie powstrzymałem się przed użyciem siły. – Planeta podana jak na talerzu, tylko brać! Gdzie nasza eskadra? Gdzie statki sprzymierzone, gdzie Siewcy?

Las pobladł i powiedział cicho:

– Imperatorze, jesteśmy winni, ale…

– Usprawiedliwiasz się? Pijany głupcze!

Po przesączonym spirytusem wnętrzu samochodu nie odróżniłbym zapachu alkoholu od smrodu benzyny, ale to mnie nie martwiło.

Lans padł na kolana w rytualnym geście poddania i powiedział cicho:

– Imperatorze, moja krew należy do ciebie. Pozwolisz, że przedstawię sytuację?

Skinąłem głową.

– Dożywotni prezydent planety… w dosłownym przekładzie Wielki i Wieczny Pastuch, wyznaczył nam audiencję na trzeci dzień od przybycia. Tego wymaga ich etykieta. Ernado jest teraz na Święcie Słońca, próbuje spotkać się z prezydentem w warunkach nieoficjalnych. Ja jestem gościem Djini, miejscowego przemysłowca, próbuję dostać się do prezydenta przez niego. Jedyne, co osiągnęliśmy, to wprowadzenie stanu wojennego. Ale to czysta formalność…

– Czystszej jeszcze nie widziałem!

– Mały krążownik i trzy lekkie statki patrolowe Tara otrzymały pozwolenie stacjonowania na planecie. To dzięki Djiniemu…

– Dlaczego jest tak mało statków? Gdzie Korpus Desantowy?

– Ziemia oznajmiła, że nie ma wystarczających podstaw do wysłania eskadry. A nasze statki… Terry wysłała je na poszukiwania, gdy dowiedziała się, że użyłeś katapulty.

– Idiotka! – zakląłem ze złością.

Lans szarpnął się jak od uderzenia. Powiedział cicho, jakby sam nie wierząc w to, co mówi:

– Ty nie jesteś Siergiej… Jesteś inny. Podróbka.

Jakby mnie oblał wrzątkiem. W milczeniu patrzyłem, jak Lans wyjmuje pistolet. Powiedziałem cicho:

– Ale nadal jestem twoim imperatorem, Lans.

Zamarł. A ja usiadłem na drewnianym progu brudnej klatki schodowej ceglanego pałacu na planecie Ar-Na-Tin.

– Posłuchaj, Lans… Zanim pójdziemy do twojego przemysłowca i zanim schowasz broń, opowiem ci, co się ze mną stało.

Siedzieliśmy pod słabą, zakurzoną żarówką, której jedyną zaleta było to, że jest elektryczna. Opowiedziałem o wszystkim. Pominąłem tylko rytuał wstąpienia do rodziny Aler.

– Co będziemy teraz robić, kapitanie? – zapytał nieoczekiwanie Lans.

– Żyć. Szykować się do walki. A ze swoimi uczuciami jakoś sobie poradzę.

– Kim są Obojętni?

– Potomkami Fangów. Nie sądzę, żeby Nes kłamał.

– W takim razie nie mamy żadnych szans, Siergiej.

– Oni nie mogą aktywnie ingerować w wydarzenia. Mogą tylko oddziaływać na psychikę ludzi podróżujących hipertunelem. Dlatego właśnie nie użyłem pierścienia na Klenie.

Lans skinął głową, przyznając mi słuszność albo godząc się z tym, co nieuniknione.

– Chodźmy do twojego przemysłowca. Na tej planecie cała władza nie może należeć do dożywotniego prezydenta. Nie pachnie tu dyktaturą, a to znaczy, że Wieczny Pastuch to podstawiona figura. Pewnie rządzą pieniądze.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 135
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)