Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zaginiona Ewangelia
Zaginiona Ewangelia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zaginiona Ewangelia

Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:

Ponad pięćset stron pochłonęłam w trzy dosłownie wieczory. Na okładce napisane jest że jest to thriller a'la kod da Vinci Dana Browna a moim zdaniem to Kod powinien być nazwany powieścią a'la Zaginiona Ewangelia. Po pierwsze dlatego ze powieść Wallace powstała początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie ma w niej w porównaniu z Kodem żadnych technicznych super-urządzeń ratujących głownego bohatera z każdej opresji. W Zaginionej ewangelii nie ma nawet telefonów komórkowych a bohaterowie używają jedynie pagerów. Musze powiedzieć że powieść mi sie podobała, choć przyznam że bardzo długo sie rozkręca. Trzeba przebrnąć przez około 200 stron a potem to już nie wiadomo jak szybko ksiązka sie kończy. Bałam sie troche zakończenia bo niestety często sie zdarza że powieść jest swietna ale zakończenie rozczarowuje. U Wallace zakończenie nie jest banalne i zaskoczyło mnie w takim pozytywnym sensie. Z miłą chęcią sięgnę po kolejną powieść tegoz autora…
1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 153
Перейти на страницу:

– Nie zaprzeczę, Steve. – Jej głos był ledwo słyszalnym szeptem. – Nie mogę, bo rzeczywiście cię okłamałam.

– W takim razie nie oczekujesz chyba, że ci jeszcze kiedykolwiek zaufam?

Zamknęła oczy i zakryła je dłonią, po czym spojrzała na niego z udręką.

– Steve… nie wiem, czy zdołam do ciebie dotrzeć. Tak wiele dzieje się w twojej głowie, a tak niewiele w sercu. A tylko twoje serce mogłoby zrozumieć, że czasami kłamstwo jest najuczciwszą rzeczą, jaką można komuś powiedzieć, jeżeli się go kocha. Gdy zadzwoniłeś z Paryża, moje serce usłyszało tę część ciebie, część twojej natury, która najbardziej mnie martwi i która najmniej mi się podoba.

– I co to takiego? – zapytał z irytacją.

– Twój cynizm. Irracjonalny cynizm, którym się osłaniasz. Możliwe, że on cię chroni przed zranieniem, Steve. Ale oddziela cię także od życia, nie pozwala przyjąć albo dać miłości, prawdziwej, głębokiej miłości. Bez wiary nie można kochać. Słyszałam twój głos w słuchawce, kiedy telefonowałeś z Paryża, i wyczułam, że znów zwątpiłeś w autentyczność odkrycia. Czułam, jak tracisz tę odrobinę zaufania, którą dopiero co zyskałeś. Znowu stawałeś się Stevenem Randallem, który nie potrafił się zbliżyć do własnej żony, dziecka, rodziców, do nikogo. Pomimo stuprocentowych dowodów, przedstawionych przez najwybitniejszych naukowców i znawców Biblii na świecie, znów próbowałeś zdyskredytować cud, jakim jest znalezisko z Ostii. W Paryżu, na Athos czy gdziekolwiek, wciąż poszukujesz kogoś, choćby nawet samego diabła, kto się z tobą zgodzi i usprawiedliwi twój cynizm. Nie mogłam już tego znieść, musiałam to przerwać, i to wcale nie przez wzgląd na ojca, wierz mi, tylko przez wzgląd na ciebie. I powiedziałam to, co mi w tym momencie wpadło do głowy. Pamiętałam nazwisko opata z świętej góry Athos, bo pisałam na maszynie listy ojca do niego. Ale poza tym nie wiedziałam niczego o tym miejscu, więc palnęłam głupie, nieudolne kłamstwo. Tak, skłamałam, byłam gotowa powiedzieć cokolwiek, żebyś tylko nie niszczył ostatniej rzeczy, jaka mogła nadać znaczenie twemu życiu. Zupełnie jakbyś obsesyjnie dążył do tego, co się nie udało de Vroome'owi… do pogrążenia Drugiego Zmartwychwstania, zniszczenia dzieła życia mojego ojca, nowej nadziei dla ludzkości i wreszcie także naszego związku i samego siebie. Starałam się temu zapobiec, Steve. Nie udało się, pojechałeś jednak na Athos, ciągnąłeś to dalej. A kiedy opat Petropoulos nie zgodził się z tobą i poparł nasz punkt widzenia, nie dajesz za wygraną. Nieważne fakty, udowadniane wciąż na nowo, ty musisz brnąć dalej. Nie wiem, za czym gonisz tym razem. Ale widzę, że te zdjęcia wcale cię nie interesują. Szukasz czegoś, co pozwoli ci powiedzieć, że słusznie nie uwierzyłeś, słusznie nie zaufałeś. A ja jestem gotowa znowu skłamać, Steve. Jestem gotowa skłamać nawet tysiąc razy, żeby cię odwieść od samozniszczenia.

Angela oddychała ciężko, wyraźnie opadła z sił. Sięgnęła po jego dłonie i okryła je swoimi, wypatrując w jego twarzy oznak zrozumienia. Ponieważ Randall sienie odezwał, mówiła dalej:

– Ja cię kocham, Steve. I zrobię wszystko, żebyś i ty kochał mnie, żebyś uwierzył we mnie i w to, w co ja wierzę… w nasz projekt. Mając taką wiarę, mógłbyś poznać miłość… nie tylko do mnie, ale i do samego siebie. Czy myślisz, że to możliwe?

Wpatrywał się w nią nieruchomym spojrzeniem.

– Tak, możliwe – odparł.

– Co mam zrobić, powiedz. Zrobię wszystko, o co poprosisz.

– Wszystko? – odrzekł cicho. – Więc dobrze. Jedź jutro ze mną do Rzymu.

– Do Rzymu?

– Tak. Chcę się spotkać z twoim ojcem.

– Z ojcem? – powtórzyła niczym echo. – To takie ważne dla ciebie?

– Chcę porozmawiać z człowiekiem, który odkrył Słowo. Chcę mu pokazać fotografię, zapytać o kilka rzeczy. On jest już ostatnią instancją. Po rozmowie z nim przestanę szukać. Tego przecież pragniesz, prawda? Żebym przestał dociekać, żebym uwierzył. Teraz wszystko w twoich rękach, Angelo. Zabierzesz mnie do ojca?

– Czy to… rozwieje twoje wątpliwości i zaufasz mi? – spytała.

– Tak.

Westchnęła głęboko i spojrzała mu w oczy.

– Dobrze, Steve. To błąd… ale widocznie musimy go popełnić. Jutro polecimy do Rzymu. Spotkasz się z profesorem Augustem Montim, twarzą w twarz. Może to rzeczywiście rozwiąże sprawę.

ROZDZIAŁ 9

Samolot Alitalii wylądował na lotnisku Leonarda da Vinci pod Rzymem w późne piątkowe popołudnie. Gdy szli szeroką czerwoną rampą ku odprawie celnej i paszportowej, Randallowi krążyła po głowie jedna bardzo budująca myśl.

Angela go tym razem nie zawiodła.

Przed budynkiem terminalu wsiedli do taksówki. Minęli wielki pomnik brodatego Leonarda, herb miasta z błękitnym napisem Roma, tablice reklamowe: Pepsi-Cola, Ethiopian Airlines, Visit Israel, Telefunken, Olivetti, minęli zielone parasole sosen, pola cukinii i brokułów, targ żywnościowy Cassa del Mercato, domy mieszkalne na przedmieściu San Paolo, tor wyścigowy dla psów Cinodromo, strzaskane budowle Forum Romanum i Koloseum – i przez całą tę półgodzinną jazdę do hotelu Excelsior wypełniało Randalla narastające uczucie ekscytacji.

To starożytne, a zarazem nowe miasto, myślał, to właśnie miejsce, gdzie się wszystko zaczęło. I po upływie wielu stuleci ludzie nadal będą pamiętać, że tutaj właśnie rozpoczęło się Drugie Zmartwychwstanie i miało swój początek odrodzenie wiary. Tutaj żałosny, materialistyczny świat raz jeszcze odzyskał nadzieję. Wszystko to było możliwe – i Randall modlił się, żeby tak się stało – jeżeli tylko ostatni cień zwątpienia zostanie rozproszony przez sprawcę tego przedsięwzięcia, który aż dotąd unikał ludzi zamierzających ogłosić światu wielką nowinę.

Kiedy się zameldował w Excelsiorze i wyszedł do czekającej przed hotelem Angeli, miał wrażenie, że wkroczył na rozżarzone palenisko. Było samo południe i Rzym dosłownie smażył siew lipcowym słońcu.

Pojechali wynajętym oplem, na szczęście z klimatyzacją i przysłoniętymi oknami.

– Gotowy? – zapytała Angela, sadowiąc się na tylnym siedzeniu. Na jej twarzy nie było uśmiechu. – Pojedziemy prosto do mojego ojca.

– Jeszcze raz wielkie dzięki – odparł Randall. Dziewczyna powiedziała coś do kierowcy po włosku, a potem powtórzyła adres po angielsku.

– Villa Bellavista, zaraz na początku Via Belvedere Montello. Włączyli się do ruchu na Via Veneto i ruszyli na spotkanie z profesorem Augustem Montim w jego azylu, rodzinnej willi na przedmieściu.

Nareszcie, pomyślał Randall.

Jazda zabrała im trzy kwadranse. Randall odczytywał nazwy niektórych placów i ulic po drodze. Piazza Barberini. Via del Tritone. Piazza Cavour. Viale Vaticano, na obrzeżach Watykanu. Via Aurelia, wylotówka z Rzymu. Via di Boccea, już za miastem, wśród pól i rzadko rozrzuconych osiedli. W końcu, po ostrym skręcie w prawo, samochód stanął na Via Belvedere Montello.

– To tutaj – oznajmiła Angela. – Villa Bellavista. Randall wyjrzał przez okno. Za zielonym żelaznym ogrodzeniem z różowo-żółtą kamienną podmurówką, wśród zielonych trawników i drzew stał, częściowo zasłonięty cyprysami i sosnami, piętrowy budynek o czerwonawych ścianach.

Angela powiedziała coś do kierowcy i opel potoczył się wzdłuż płotu, aż stanął przed bramą, strzeżoną przez siwowłosego dozorcę. Angela pomachała doń ręką, mężczyzna odpowiedział jej tym samym i brama się otworzyła. Po chwili stanęli przed tarasem prowadzącym do wejścia. Randall, z aktówką w ręce i sercem przepełnionym oczekiwaniem i obawami, wszedł za Angela po schodach. Nie potrzebowała klucza, frontowe drzwi były bowiem otwarte.

1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 153
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)