Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— Raczej nie. Ardan’aathu!
— Oolfondaiu?
— Jesteś z nami?
— W długim marszu bez szans na bitwę?
— Ardan’aathu! Tak czy nie? Musimy ruszać!
— Przejechałem z tobą kawał drogi, Kenallaiu, więc pojadę dalej, mimo że nie podoba mi się twoja słabość do tego pisklaka.
— Więc ruszajmy!
Brygada minęła obrzeża miasta Occoquan dokładnie w chwili, gdy na placu wylądowała pierwsza salwa szesnastocalowych pocisków.
— Ognia! — Pomimo pospiesznie włożonych zatyczek, Ryanowi potwornie dzwoniło w uszach. — Nie słyszę odpowiedzi! Chyba ogłuchłem! Ale jak dotąd wymiatamy ich setkami.
Sytuacja przeszła ich najśmielsze oczekiwania. Ponieważ wieść o wciąż stojącym w tym miejscu moście rozeszła się z prędkością błyskawicy, przez całe popołudnie Posleeni wdzierali się do doliny, aby jak najszybciej dotrzeć do skarbów północy. A kiedy nacierali, Missouri strzelał tam, gdzie kiedyś było miasto.
Occoquan już nie istniało; w całej dolinie nie zachował się ani jeden dom. Wszystkie budynki zostały zmiecione z powierzchni ziemi przez ostrzał artylerii. Cała Main Street była usłana gruzami, a w miejscu, gdzie kiedyś był Occoquan Botyard, ciągnął się teraz ogromny rów.
Ogień, pył i dym gęstniały z każdym wybuchem. Lekki północny wiatr sporadycznie rozpędzał kurzawę, ale mimo to niewiele było widać. Nie bacząc na straty, grupy Posleenów wciąż brnęły ku zaporze i kładce, nie wiedząc, że czeka ich tam jeszcze gorsza rzeź.
Pluton saperów rozłożył wcześniej na moście miny. Kiedy zaczynało ich już brakować, a na most napierały coraz to nowe szeregi Posleenów, rozpoczął się ostrzał z karabinów. Posleeni szli przez most jeden za drugim, więc byli łatwym celem dla karabinów M-16 i AIW. Wprawdzie trzy razy jakiemuś Wszechwładcy udało się umknąć ostrzałowi artylerii z pancernika, ale i tak obcy nie mogli przedrzeć się przez most.
Niewiele więcej szczęścia mieli przy starej zaporze. W przebłysku geniuszu jeden z szeregowców wyciągnął z nieczynnego już budynku przepompowni kanister smaru i rozmazał go po całej nawierzchni zapory. Saperzy nawet już nie strzelali do centaurów; zamiast tego zakładali się o wysokie sumy, któremu Posleenowi jak daleko uda się dotrzeć. Masywni obcy oczywiście bardzo szybko wpadali w spienioną wodę przelewającą się przez zaporę.
Porucznik Ryan czuł, że wykonał tego dnia kawał dobrej roboty, mimo że pluton stracił kilku niedoszkolonych saperów. Słońce chyliło się już ku zachodowi i zapanował dotkliwy chłód jesiennej nocy, kiedy szeregowiec obok krzyknął coś do porucznika.
Wołanie ledwie przebiło się przez dzwonienie w jego uszach, za to poczuł klepnięcie w ramię. Przed Ryanem stał kapitan w mundurze polowym ze skrzyżowanymi strzelbami na kołnierzu, a na jego pokrytej kamuflażem twarzy widniał uśmiech.
— Jesteśmy tu, żeby pana zastąpić — trochę usłyszał, trochę odczytał z ruchu jego warg.
Oszołomiony walką tylko skinął głową. Nieskończona ulga na widok wypoczętych, dobrze wyszkolonych i ciężko uzbrojonych żołnierzy piechoty, którzy wbiegali do okopu i zajmowali stanowiska bojowe, mieszała się ze smutkiem. Miał poczucie, że sam jest bezpieczny, ale pozostawia dokończenie walki komuś innemu, być może narażając go na śmierć.
Było to głupie uczucie, zważywszy na to, że kompania piechoty była lepiej przygotowana do tego rodzaju bitwy: była trzy razy liczniejsza i miała wypoczętych, dobrze uzbrojonych żołnierzy. Skoro jego pluton niedoświadczonych saperów zdołał utrzymać most przez cały dzień, to ta kompania nie powinna mieć z tym problemu nawet przez kilka dni. A w innych miejscach na pewno bardzo potrzebowano saperów. Ale to nadal bolało.
Jeszcze raz skinął głową kapitanowi, który stał teraz obok niego.
— Nic nie słyszę, sir, niech pan skinie głową!
Oficer skinął.
— USS Missouri! — krzyknął i pokazał na mikrofon. — Uniform Cztery Siedem. Uważajcie, jak blisko podlatują. — Terkot broni maszynowej w tle utonął w kolejnym huku trzech spadających pocisków. — Dzielicie ogień z dywizjami, które wycofują się przy Deep Hole Point i w Maryland, ale to powinno wam wystarczyć.
— Uniform Cztery Siedem, tu Romeo Sześć Siedem, odbiór.
— Romeo, tu Mo, odbiór.
— Mo, schodzimy z pozycji. Przekazuję dowództwo… — Przerwał i spojrzał na kapitana.
— Lima Dziewięć Dwa! — krzyknął kapitan.
— Lima Dziewięć Dwa, odbiór!
— Rozumiem, przyjmuję Lima Dziewięć Dwa do sieci, odbiór.
— Cóż, dziękuję Mo, tu Romeo Sześć Siedem, koniec.
— Powodzenia, Romeo, tu Julia, koniec — odpowiedziała nieznana kobieta po drugiej stronie linii.
Zmęczony porucznik ostrożnie wyczołgał się z okopu i podążył na tyły wzgórza, gdzie już zbierały się niedobitki jego plutonu.
49
Waszyngton miał szczęście. Odległość w linii prostej między nim a Fredericksburgiem była praktycznie taka sama, jak między Fredericksburgiem a Richmond. Ale konieczność obejścia zbiornika Occoquan oraz opór dziewiątego i dziesiątego korpusu zdecydowały o tym, że pierwszym miastem, które stało się celem ataku Posleenów, było Richmond.
A w Richmond właśnie kończono szykować się na ich przyjęcie.
— Nie zauważą tego? — spytał kapral, wyznaczony na kierowcę Muellera.
— Może — odpowiedział Mueller i podłączył ostatni przewód do konsoli czujników.
Małe urządzenia obserwacyjne zmodyfikowano dla celów transmisji na dużą odległość. Niewielka kamera i transmiter, umieszczone w lekko opancerzonym pudełku, spoglądały na północ, na szosę międzystanową numer 95.
— Jeśli nie zauważą, albo zauważą i nie zniszczą, będziemy mogli za ich pomocą kierować ogniem dalekiego zasięgu przez całą bitwę.
— Sierżancie Ersin!
— Tak?
Ersin odwrócił się od żołnierzy rozkładających miny wzdłuż północno-zachodniej krawędzi miasta, których nadzorował. Zagadnął go jeden z młodszych techników. Dzieciak nie miał nawet licencji.
Był pionkiem w jednej z lokalnych firm inżynieryjnych, którą przysłano jako ostatnie wsparcie. Ale przynajmniej wiedział, że nie ma doświadczenia, i nie bał się zadawać pytań. Towarzyszył mu wysoki, krępy cywil. Coś w jego rumianej twarzy i eleganckim ubiorze wskazywało, że jest sprzedawcą.
— Ten gość próbuje mi coś wyjaśnić… — zaczął saper.
— Witam, sierżancie… Ersin, o ile się nie mylę? — Cywil odepchnął na bok technika i potrząsnął ręką sierżanta w serdecznym uścisku. — Tolert, Bob Tolert, reprezentuję Produkcję Zaawansowanych Materiałów w Richmond…
— Jeśli chodzi o Golden Girls…
— Nie, nie, to zupełnie inna firma. My mamy…
— Jesteśmy odrobinę zajęci…
— …pewien sprzęt wojskowy, który moim zdaniem…
— …i naprawdę nie mam czasu…
— …doskonale nadawałby się na…
— Nie słyszy pan, co mówię? — warknął Ersin zaskakująco spokojnym głosem.
Blizny na jego szyi i twarzy stały się teraz szczególnie widoczne.
— Ależ, tak, słyszę, sir — zaśmiał się sprzedawca. — Ma pan teraz na głowie najważniejsze w całych Stanach Zjednoczonych zadanie.