Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 167
Перейти на страницу:

— Nadlatuje! Wszyscy padnij! — krzyknął porucznik i sam rzucił się na dno wąskiego rowu.

Odgłos uderzenia był porównywalny z grzmotem wybuchu znajdującego się o wiele bliżej mostu. Oficer stanął chwiejnie na nogach, na wpół ogłuszony, i zaczął przyglądać się zniszczeniom. Pocisk upadł na przeciwległy brzeg rzeki, blisko miejsca, w które wcześniej trafiały kule milczącej teraz artylerii, a obszar zniszczeń był ogromny. Wszędzie wokół słał się dym i pył. Zważywszy na miejsce upadku pocisku, takie „blisko” było faktycznie „niebezpieczne”. — Jezu Chryste, sir — wrzasnął sierżant Leo — kogo, u diabła, pan wezwał?

— Romeo Sześć Siedem — zatrzeszczało radio. — Widzieliście upadek pocisku?

Wstrząśnięty porucznik chwycił mikrofon.

— Uniform Cztery Siedem, potwierdzam. Siedemdziesiąt pięć metrów dalej i rozpocząć ostrzał. I uważajcie z tymi siedemdziesięcioma pięcioma metrami. Co to za jednostka, odbiór? — Takie pytanie było pogwałceniem regulaminu komunikacji, ale porucznik czuł, że musi wiedzieć, kogo ściągnął na głowę swoich żołnierzy.

— Romeo Sześć Siedem, potwierdzam siedemdziesiąt pięć metrów dalej i rozpocząć ostrzał. Tu USS Missouri, do usług. Przygotuj się na salwę z dziewięciu takich dział, Romeo.

* * *

Kenallai był wściekły na tresh, rozplenionych na tym po trzykroć przeklętym świecie.

— To threshkreen, mój edas’antai — mruknął Kenallurial, kiedy pobliskie działa ostrzeliwały niedobitków zwiadowców Sammadara, przeczesujących główną ulicę miasta.

Przekonał swojego edas’antaia, że najwłaściwszą metodą walki z tym nieprzyjacielem jest obserwowanie jego metod i dostosowanie do nich własnej taktyki. Oddziały Sammadara zostały praktycznie zmiecione podczas ataku na południowe szeregi nieprzyjaciela.

Ale kiedy działa wroga zniszczyły swoje własne pozycje, oolfos Kenallurialabyli we właściwym miejscu, żeby to wykorzystać.

Teraz Kenallurial szedł w stronę miasta i zbierał liczne łupy.

Posuwał się bardzo ostrożnie, strofując młodszego Kessentaia — czasem nawet kuksańcami — żeby się nie wychylał. Jego oolt zajęły teraz strategiczną krawędź urwiska, a on i jego edas’antai oglądali zniszczenie rywalizującego oolf ondar przez dom na wzniesieniu.

Domy były na tej po trzykroć przeklętej planecie niebezpiecznymi pułapkami i Posleeni powoli zaczęli rozpoznawać niebezpieczeństwo.

Wysyłano pojedynczego oolfos, żeby ostrożnie otwierał wrota, które wyglądały na główne wejście do budynku. Jeśli rozlegał się brzęczyk, a na czarnym pudełku zaczynało migać światełko, oolfos uciekał, jakby go goniły demony. Czasem mu się udawało, czasem nie, ale przynajmniej nie tracili już tylu oolfos, co przedtem.

Ten dom nie miał migających światełek. Stał na wznoszącym się nad miastem wzgórzu od strony rzeki. Szyld nad wejściem, napisany zwierzęcym językiem tej planety, mówił coś o „Rock Shelf, co pewnie opisywało rzeźbę terenu.

Odległy brzeg rzeki był stromy i przecinała go wąska, kręta droga. Na rzece widać było czteropasmowy most i małą kładkę dla pieszych tuż poniżej domostwa, które zajmowali.

— Powinniśmy wysłać wojska i zająć to! — warknął Ardan’aath, wskazując na most. — Czemu chowamy się w budynkach?

Ale Oolf ondar miał wątpliwości.

— Jeśli chcesz spróbować — rzekł spokojnie Kenallurial — ruszaj.

Ale Ardan’aath nie był głupcem. Ten po trzykroć nawiedzony przez demony pisklak miał coś w zanadrzu.

— Czemu ty nie spróbujesz?

— Wolę dożyć dnia, w którym skosztuję owoców mych podbojów — odparł młodszy Kessentai i z pogardą zmarszczył pysk.

Ardan’aath już miał powiedzieć, co myśli o tak tchórzliwej postawie, ale powstrzymała go uniesiona dłoń Kenallaia.

— Koniec kłótni — powiedział i wskazał na okno.

Zobaczyli, jak Sammadar posyła swoje główne siły w kierunku mostu i jak pierwsze dwa oolt zostają zmiecione przez wybuch.

— Łajno demonów przestworzy — warknął Ardan’aath i odwrócił się do młodszego Kessentaia. — Wiedziałeś o tym!

— Podejrzewałem.

— Dlaczego? — spytał Kenallai.

— Bo ja sam bym tak postąpił.

— A co uczyniłbyś później?

Kenallurial wyciągnął przechwyconą mapę. Ardan’aath odwrócił się od tego obcego śmiecia, ale Kenallai pochylił się nad nią z zaciekawieniem.

— Spójrz, jesteśmy tutaj. Ta rzeka ciągnie się aż dotąd — wskazał na miasto Manassas. — Dopiero tutaj możemy skręcić ku skarbom północy.

— A co z tym? — Kenallai pokazał coś na mapie. — Czy ten most nie jest bliżej?

Niedaleko możliwego miejsca obrony widniał drugi most.

— O jakim moście mówisz, mój edas‘antai? — spytał młodszy centaur, nie odrywając wzroku od mapy.

— No tak.

Kiedy się nad tym dobrze zastanowić, stawało się jasne, że threshkreen zniszczą most, zanim oni będą mogli go zająć.

— Lecz zanim Po’oslenar zagrabią łupy na północy — ciągnął eson‘antai — jest jeszcze to. — Niedaleko końca zbiornika Occoquan cienka niebieska linia odchodziła na południe i rozszerzała się, tworząc Lake Jackson. — Threshkreen mogą się tu zgrupować i spotkać z nami w straszliwej bitwie. Biada armii, która pierwsza ruszy im na spotkanie!

— Ale byłaby to przynajmniej bitwa — warknął Ardan’aath — a nie chowanie się po kątach. Moglibyśmy zepchnąć ich z frontu, tak jak zmietliśmy ich ziomków po zniszczeniu miasta, i zagnać tych wszystkich thresh do naszych zagród!

— Postąpilibyśmy jak Sammadar! — warknął młodszy centaur i stanął przed starszym Kessentaiem w wyzywającej pozie. — Bez jednego oolfos ku naszej chwale, poniżeni do rangi kasztelanów! Czyżbyś tego pragnął?

— Dość! — rzucił oolfondai i stanął między dwoma oficerami. — Każdy z was ma swoje racje i każdy kieruje działaniami swych oolt’os. I sam za nie odpowiada! Taka jest Droga i taka jest Ścieżka. Słucham Ardan’aathu, bo on często ma słuszność. Lecz gdy ruszamy do boju, czyż nie słucham twoich rad?

— Tak, mój panie. — Starszy doradca poczuł się zawstydzony tym upomnieniem.

— Więc teraz i ty go posłuchaj. Nie wynoś gniewu z tej narady, wynieś z niej mądrość.

— Będę czerpał z jego mądrości dopiero wtedy, kiedy ten pisklak ujrzy ognie orna’adar i podbije światy. Dopiero wtedy.

Odwrócił się i podszedł do okna. W tym momencie straszliwy wybuch na południowym zboczu cisnął do środka kawałki szyb, wplątując je w grzywę Wszechwładcy. Centaur gniewnie potrząsnął krokodylim łbem.

— Niechaj demony przestworzy pożrą wasze dusze, wy przeklęci thresh!

— Mój edas’antaiu, nie mamy już wiele czasu — szepnął młodszy centaur.

— Masz na myśli ostrzał tej doliny? Jesteś tego pewien?

— Tak. Jeśli thresh będą się bronić tutaj — wskazał jakiś punkt na mapie, dziwiąc się przez chwilę istotom, które mogły coś takiego stworzyć — będą silni. Ale jeśli ruszymy tutaj — wskazał na południe od Lake Jackson — możemy zajść ich od tyłu. Muszą mieć jakieś słabe punkty.

— Nadłożymy kawał drogi, nie dotrzemy na miejsce przed nocą!

— Taka jest moja sugestia. Jeśli wolisz spróbować przejść przez ten most…

Oolfondai zadrżał. Miał wystarczająco dużo doświadczenia, żeby rozpoznać pułapkę.

1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)