Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— Przyjąłem, czekaj… weryfikacja Del-Ta.
— Julia, tu Tatuś, ostrzał był potwierdzony przez Centralę, odbiór.
— Przyjąłem. Nie mamy już pieprzonej kompanii, Tatuś. Nie wiem, co się stało z Centralą, ale właśnie wykończyliście kompanię Alfa pierwszego batalionu.
— Jezu! To był cholerny zweryfikowany rozkaz! — Przez chwilę było cicho. — Punkt celowania leży na przedpolu kompanii! Co się, kurwa, stało, odbiór?
— Jakie macie koordynaty kompanii?
— Julia, tu Whisky, odbiór! — pojawiło się połączenie z drugiego plutonu.
— Zaczekajcie, artylerzyści.
Keren odwrócił się do drugiej radiostacji, podczas gdy sierżant plutonu przejął mikrofon i kontynuował rozmowę z jednostką artylerii.
— Trzeci, mówcie.
— Wciąż potrzebujemy wsparcia ogniowego! Posleeni szykują się do kolejnego ataku!
— Przyjąłem. Czekajcie.
Keren chwycił nadajnik łączności międzypojazdowej i już miał wezwać ostateczne wsparcie obronne, ale spojrzał na komputer kontroli ognia. Kierując się instynktownym odruchem, którego nie potrafił zdefiniować, rzucił się do swojego stanowiska i zaczął grzebać za siedzeniem.
— Co ty tam robisz? — spytał porucznik Leper.
Tymczasem Keren sprawdzał na ręcznym planszecie radiolokacyjnym lokalizacje jednostek. Minęły już prawie dwa lata, odkąd po raz ostatni trzymał w ręku ten przestarzały sprzęt i z wielkim trudem przypominał sobie, jak go używać. Ale zważywszy na problemy z Centralą i fakt, że balistyczne komputery sekcji moździerzy były do niej podłączone, niech go piekło pochłonie, jeśli zaufa teraz jakiemukolwiek innemu sprzętowi.
— Coś sprawdzam, sir.
— Byle szybko.
— Moździerze, tu trzeci pluton! Potrzebujemy cholernego wsparcia artyleryjskiego, odbiór!
Keren chwycił mikrofon, nie odrywając wzroku od swoich obliczeń.
— Mamy strzelać do Posleenów czy prosto w wasze łby?
— Keren! — upomniał go porucznik.
— Przepraszam, sir.
Wyciągnął kalkulator i dokonał ostatnich obliczeń.
— Szlag!
— Co się stało? — spytał dowódca plutonu.
— Koordynaty ostatecznego wsparcia obronnego są popieprzone, sir — powiedział Keren i znowu wściekle zaczął wpisywać jakieś liczby. — Wyliczone komputerowo ostateczne wsparcie obronne trafiłoby prosto w stanowisko dowodzenia kompanii. W komputerze jest błąd.
47
Major George Nix sądził, że znalazł się właśnie u szczytu kariery. Jako administratorowi systemów taktycznych Dowództwa Armii Kontynentalnej powierzono mu kontrolę nad wszystkimi informacjami, które docierały do dowódcy Armii Kontynentalnej i opuszczały jego biuro. Stanowisko to było odpowiednikiem pozycji pułkownika dowodzącego brygadą albo kapitana marynarki wojennej dowodzącego okrętem. Jego pasją było codzienne — tak zwane ręczne — kierowanie systemami, zbieranie i ponowne rozdzielanie wiadomości. W końcu dokładne informacje wywiadu w znacznej mierze decydują o losach bitew, podobnie jak dobre rozkazy. Cała reszta, czyli właściwa walka, jest, według niego, tylko drugoplanową sprawą.
Kiedy pojawiły się pierwsze raporty o błędnych rozkazach, major — podobnie jak wszyscy — wziął to za skutek chwilowego zamieszania, „zamętu wojny”. Ale w miarę, jak napływały kolejne doniesienia, zaczął zdawać sobie sprawę z alarmujących nieprawidłowości w systemie przekazywania informacji.
Kropkę nad „i” postawiła kłótnia DowArKonu i dowódcy dziesiątego korpusu, którą podsłuchał. DowArKon został nieoficjalnie poinformowany, że dziesiąty korpus wydał sprzeczne rozkazy i że część z nich wydał ustnie sam generał Simosin. Generał odparł zarzut z taką furią i takim przekonaniem, że major Nix nie wiedział już, komu ma wierzyć.
Zważywszy na tak sprzeczne zeznania, tylko dodatkowe, obiektywne informacje mogły wskazać winnego. Major Nix zabrał się do poszukiwań. Nie był cyberpunkiem, ale potrafił zrobić, co do niego należało.
Zaczął od logów zawierających zarchiwizowane rozkazy. Wszystkie elektroniczne polecenia wydawane przez Sieć Bitewną przechowywano w serwerze bezpieczeństwa pod górą Cheyenne. Major przywołał najpierw rejestr rozkazów dotyczących rozmieszczenia każdej jednostki dziesiątego korpusu. Potem sprawdził treść odpowiedzi jednostek. Okazało się, że aż dwadzieścia pięć procent jednostek udzieliło nieprawidłowych odpowiedzi. Procedura wymagała, żeby wyższe dowództwo reagowało na niewłaściwe odpowiedzi, ale zarejestrowano tylko trzy takie przypadki. Dodatkowo odpowiedzi sugerowały, że jednostki są rozsiane po całej północnej Wirginii. Gdyby kody szyfrujące były nieprawidłowe, jednostki te albo nie miałyby żadnej łączności, albo otrzymałyby na mapach odnośniki celu rozsiane po całym świecie. Zdezorientowany major sprawdził lokalne serwery jednostek.
Niewielu ludzi wiedziało, że łączność między lokalnymi dowództwami też jest przez jakiś czas przechowywana. Głównie były to e-maile przesyłane między departamentami albo uwagi sztabu do podkomendnych. Okazało się, że informacje te często nie miały nic wspólnego z manewrami ani nawet z wojskiem.
Oprócz lokalnych połączeń, rejestrowano także informacje pojawiające się na ekranach dowodzenia. Uważano je za dane o niewielkim znaczeniu, więc pozostawały do dyspozycji tylko przez krótki czas, a następnie je usuwano. Ku zaskoczeniu majora Nixa większość baz danych korpusu wymazano, i tylko trzydziesta trzecia i pięćdziesiąta dywizja wciąż miały kilka dostępnych plików, ale te dane z kolei nie zgadzały się z tym, co przechowywano w serwerze Cheyenne. A więc okazuje się, że operatorzy na poziomie batalionu mogli otrzymywać nie to, co było im wysyłane z dywizji.
Do sieci dziesiątego korpusu ktoś się włamał.
Jack Horner popatrzył na elektroniczną mapę północnej Wirginii i zadrżał. Mapa była usłana czerwonymi znacznikami penetracji i ostrzału jego sił bojowych. Teraz już rozumiał, dlaczego tak doświadczony i zdolny oficer jak Arkady Simosin mógł dopuścić do takiej klęski.
Odwrócił się do pułkownika Tremonta.
— Zacznij ewakuację.
— Ale… sir!
— Miną godziny, zanim to zrobimy, a jeśli major Nix ma rację…
— Mam…
— Nie wiem, jak się to wszystko potoczy. Nie wiem nawet, czy dziewiąty korpus rzeczywiście jest tam, gdzie wskazuje mapa, dopóki nie wyślę pana jak posłańca na cholernym koniu, żeby pan to sprawdził! Jeśli wróg rzeczywiście włamał się do naszych systemów, musimy przyjąć najgorszy scenariusz tej bitwy.
— Tak jest, sir.
— Więc zacznijcie ewakuację Pentagonu. I to już!
— Tak jest, sir.
— A teraz, majorze, proszę mi wyjaśnić, jak głęboko spenetrowano nasze systemy i kto to zrobił?
— Nie wiem, sir, ale mam pewne przypuszczenia. Poleciłem drugiemu komputerowi batalionu czterysta pięćdziesiątej drugiej dywizji przesłać mi wszystkie pliki, łącznie z kompletną kopią oprogramowania. Przepuściłem to przez kilka programów do analizowania i nie wygląda to dobrze. Mam kilka fragmentów pliku, które są… podejrzane, ale to jest prawdziwy kwiatek — wskazał na tekst na ekranie laptopa.
— Co to jest, majorze? — zapytał generał.
Wyglądał jak szary tygrys, mający zamiar wyjaśnić jeleniowi, czemu powinien patrzeć za siebie, kiedy stoi u wodopoju.