Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
- Автор: Ринго Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: ISA
- ISBN: 83-88916-73-4
- Переводчик: Przemyslaw Bielinski
- Жанр: Боевая фантастика
Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:
Wybraliśmy walkę.
— To jest fragment kodu kontrolnego, który każe systemowi IVIS za każdym razem, kiedy wysyła poprawkę pozycji, sięgać do zewnętrznego pliku. Nie wiem, co to za plik zewnętrzny, ale mam pewne przypuszczenia.
— Plik określa, czy system ma mówić prawdę, czy nie.
— Tak, sir. A skoro to jest w IVIS…
— To jest wszędzie.
— Właśnie, sir. Te incydenty z ostrzałem naszych własnych żołnierzy…
Generał odwrócił się gwałtownie.
— Operacyjny, wyślijcie rozkaz o najwyższym priorytecie do wszystkich jednostek polowych artylerii. Nie używajcie Centrali do kontroli ognia, stosujcie tylko łączność głosową!
— Ale, sir… — przerwał major.
— Czego? — warknął rozwścieczony generał.
— Ich komputery naprowadzania na cel też mogą być uszkodzone. A jednostki nie znają swojego dokładnego położenia bez IVIS.
To się już zdarzało.
— Monsunowy Grom. — Jack gniewnie potrząsnął głową. — Ale tym razem to do nas się włamano. Może renegackie cyberpunki?
Kim jest ten gość, który dostał Medal, a potem zniknął?
— To nie on, sir — odezwał się major Nix. — Gdyby to był Król Artur, nie dowiedzielibyśmy się o tym tak szybko. Najpierw zniszczyłby zasoby dowodzenia, a dopiero potem wprowadził zamieszanie do oddziałów. Nie, sir, wydaje mi się, że to ktoś inny. Właśnie z powodu tego fragmentu kodu.
Tym razem wyświetlił na ekranie tylko zera i jedynki.
— Kod binarny. I co z tego?
— To galaksjański kod w systemie binarnym, sir, translator dla algorytmu kwantowego.
— Galaksjański? Czyżby to Posleeni się włamali? Oni chyba używają podobnych kodów?
— Nie wygląda na to, sir. Nie jestem ekspertem GalTechu, ale ta linia bardzo przypomina kod inteligentnych przekaźników. Myślę, że to jakiś renegat z GalTechu. Wydaje mi się, że ten zewnętrzny plik to jakiś program przekaźnika, który podawał jednostkom błędne dane, a potem przekazywał je dalej. Pliki w Cheyenne nie zgadzają się z tym, co otrzymywały bataliony, a odpowiedzi batalionów były ignorowane. Przypuszczam, że program zmieniał rozkazy i odpowiedzi, a kod IVIS miał za zadanie jak najdłużej utrzymywać to zamieszanie. Dodatkowo wszystko skomplikował prawdziwy „zamęt wojenny”. To diablo skomplikowane; nie wiem, czy nawet cyberpunki zdołałyby to zrobić w tak dużej liczbie jednostek. Raczej wskazałbym na galaksjańskich renegatów. To jedyne rozwiązanie zagadki, jakie mi się nasuwa. Potrzebujemy darhelskich śledczych, albo może Tchpth.
— Darhelowie — powiedział w zamyśleniu generał. — To oni są programistami, Tchpth się na tym nie znają. Cholera, to znaczy, że wszystkie nasze automatyczne systemy mogą być uszkodzone. Nawet pancerze wspomagane mogą zawierać błędy. To załatwia naszego asa w rękawie.
— Nie wydaje mi się, żeby to był globalny problem, sir, ale nie umiem powiedzieć, jaki ma zasięg. Stanowczo zalecam przejęcie pełnej kontroli nad wezwaniami ostrzału i rozkazami wymarszu.
— Racja, proszę rozesłać ostrzeżenie o pojawieniu się problemu.
Dobra robota, pułkowniku.
— Majorze, sir.
— Już nie.
Oficer zamrugał oczami.
— Dziękuję, sir. Teraz muszę rozesłać ostrzeżenie.
— Proszę się tym zająć i przesłać do dziesiątego rozkaz, żeby wycofali się dowolną dostępną trasą.
Brzęczyk sygnalizujący rozkazy przychodzące z bezużytecznego teraz komputera balistycznego wyrwał Kerena z rozmyślań. Szybko przeczytał zwięzły tekst.
— Rany, dzięki za informację — mruknął.
— Ostatnia salwa, Keren! — krzyknął sierżant plutonu i wrzucił swój osobisty sprzęt do opancerzonego transportowca.
— Moździerze, tu trzeci pluton! Bądźcie gotowi do odwrotu, bo niedługo wycofamy się za wasze pozycje!
— Przyjąłem, trzeci.
Keren po raz ostatni spojrzał na arkusz ładowania i odłożył planszet; zadanie było dość łatwe. Wstał, żeby było go widać z transportera i zawołał:
— Odchylenie Dwa-Osiem-Zero-Zero!
Ponieważ zawieszono wszystkie połączenia komunikacyjne, dowódcy wychylili głowy z pojazdów, żeby prawidłowo ustawić broń maszynową. Towarzystwo, którego oczekiwano, zasługiwało na profesjonalne przyjęcie.
— Elewacja lufy tysiąc czterysta! Ładunek jeden! Pięć granatów, trawers, ogień wolny, a potem wiejemy jak cholera!
Każdy został poinformowany, z której trasy ma skorzystać, żeby dotrzeć do drugorzędnych pozycji. Wszyscy kierowcy, niczym kierowcy rajdowi przed startem, równocześnie zapalili wielkie, wysokoprężne silniki.
Keren widział przez gałęzie drzew smugi pocisków z bushmasterów kaliber 25 mm umieszczonych na bradleyach. Jasny rozbłysk poinformował go o zniszczeniu kolejnego wozu bojowego kompanii. Keren był zadowolony, że drzewa zasłaniają mu widok.
— W porządku, Keren — krzyknął dowódca plutonu i wdrapał się do środka, zamykając właz dokładnie w chwili, gdy zaczęły opadać pierwsze granaty.
Kiedy moździerze na transporterach zaczęły strzelać, kierowca wozu kierowania ogniem ruszył. Już za kilka chwil miały się skończyć pociski, a wszystkie trzy transportery zacząć „wiać jak cholera”. Lepiej byłoby jechać już wtedy przed siebie, niż wpakować się w korek na drodze.
— Nie przejmuj się. — Porucznik chwycił drążek sterowniczy i uśmiechnął się ponuro. — Nic nam nie będzie, dopóki mamy czym strzelać!
Arkady Simosin spojrzał na mapę Okręgu Prince William i westchnął w myślach. Nie poddawał się rozpaczy mimo tego, co wyraźnie widział na mapie. Jego oddziały, jego wspaniałe dywizje były rozrzucone po lasach. Ale nadal istnieli żołnierze, których warto było ratować.
— Powtórzyć rozkaz DowArKon, ten dotyczący odwrotu. — Spojrzał na czerwoną strzałkę oznaczającą Posleenów, nacierających wzdłuż dróg międzystanowych numer 95 i 1. Posleeni wydawali się całkowicie odporni na zmęczenie. W ciągu godziny dotrą do mostów Occoquan.
— Wyślijcie wiadomość do trzydziestej trzeciej i czterdziestej pierwszej dywizji, żeby wycofały się na plaże. Sprawdźcie, czy możemy im wysłać jakieś wsparcie z wody. Pancerników nie włączono do sieci kierowania ogniem i jak na razie ich ogień okazywał się celny. Może uda im się osłonić odwrót. Zróbcie to natychmiast.
— Zajmę się tym — powiedział oficer planowania.
— Dobra, całą resztą skierować na Manassas. Zmieniamy pierwotny plan odwrotu. Przekażcie im, żeby wycofali się jak najszybciej, a dziewiętnasta pancerna niech zostanie w tyle i opóźni Posleenów. — Znowu spojrzał na mapę. — Artyleria trzydziestej trzeciej, czterdziestej pierwszej i pięćdziesiątej dywizji powinna zdążyć przejść przez mosty. Na pewno się z tym pospieszą. Niech jadą polnymi drogami wzdłuż Occoquan. W razie czego będą mogli stamtąd strzelać. Jednostki mają się wycofywać, dopóki nie znajdą się w rezerwie dziewiątego korpusu, w rejonie… — spojrzał na mapę i uśmiechnął się ponuro — Narodowego Parku Pola Bitwy Buli Run.
Tam się przegrupujemy.
Urwał i spojrzał na swój sztab.
— Panowie, wszyscy wiemy, że odwrót pod ogniem jest najtrudniejszym ze wszystkich manewrów. Zasadniczo jest to ucieczka.
Musimy dotrzeć do Manassas przed naszymi oddziałami i zatrzymać ich za liniami dziewiątego korpusu. Użyjemy wciąż jeszcze zdolnych do walki jednostek, które wesprą dziewiąty korpus i zatrzymają Posleenów na tej osi. Nie dojdą dalej niż do Okręgu Prince William!