Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]
Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]

Электронная книга - «Pierwsze uderzenie [Gust Front - pl]». Краткое содержание книги:

Mieliśmy prosty wybór: albo będziemy mięsem armatnim, albo... po prostu mięsem. Mogliśmy wysłać nasze wojska i walczyć — tak, jak tylko ludzie potrafią — z rozszalałą hordą, która dosłownie żywiła się łupami swoich międzygwiezdnych podbojów; mogliśmy też czekać, bezbronni, aż zostaniemy pożarci.
Wybraliśmy walkę.
1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 167
Перейти на страницу:

Wszystkie leżą na tej drodze i najwyraźniej prowadzą gdzieś na drugą stronę rzeki. W normalnych okolicznościach nasz cel byłby tam — wskazał na zarysy miasta. — Jest tam pełno thresh, ale wojsko chce iść za znaczkami aż do ich źródła.

— Inni mistrzowie zwiadowców wrócili z zachodu z marnymi wieściami. Nie ma tam niczego wartościowego. To, co dałoby się jakoś wykorzystać, zniszczono lub usunięto.

— W tych budynkach jest pełno thresh — zauważył mistrz zwiadowców, który przyglądał się czujnikom. Każdy z górujących nad miastem wieżowców był zaznaczony czerwienią. — Czemu nie strzelają?

— Z lęku przed naszym wojskiem — zaśmiał się mistrz bitewny.

Wskazał w kierunku miasta, gdzie sunęły tysiące centaurów, i do tyłu, skąd nadciągało jeszcze półtora miliona wojowników. — Musieliby być głupcami, żeby strzelać.

* * *

Dla jednego z posleeńskich wojowników nadszedł czas porodu.

W obozie, nawet tymczasowym, wykopano by dół, gdzie mógł złożyć skórzaste jajo i zaczekać, aż wyklują się pisklęta. Potem pisklęta miały zostać przeniesione do zagród, gdzie musiałyby walczyć o przeżycie aż do chwili osiągnięcia dorosłości.

Ale kiedy wojsko się przemieszcza, można tylko złożyć jajka i puścić pisklęta wolno. Większość z nich czekała śmierć, ale Ścieżka nie była łatwa i centaur nie mógł nic na to poradzić. Teraz Posleen chciał tylko jak najszybciej pozbyć się uczucia mdłości, które nachodziło go, kiedy jajo osiągało pełną dojrzałość.

Odbiegł od swojej grupy. Drogę na zachód zagradzał wał z drutem kolczastym, który z łatwością udało mu się przeciąć krótkim mieczem monomolekularnym. Niedaleko stał jakiś budynek. Posleeni otrzymali jednak jasne rozkazy, żeby nie wchodzić bez zezwolenia do budynków, a on potrzebował tylko oddalić się od swoich ziomków. Centaur schował się więc za budynkiem i zaczął rodzić.

Jego brzuch zafalował i u podstawy karku pojawiło się wybrzuszenie, które następnie szybko przesunęło się do tyłu jak kot połknięty przez pytona. Po chwili centaur wydalił z siebie nakrapiane skórzaste jajo, wielkości małego kurczaka. Zlizał ze skorupki soki porodowe, z pogardą rzucił jajo pod ścianę opuszczonego budynku i pospieszył z powrotem na drogę. Jego misja była skończona.

Kompania wojowników była już daleko na przedzie. Centaur puścił się w pogoń przez zburzone budynki i zwalone, wypalone drzewa. W biegu przeciął niewidzialną wiązkę światła.

Drużyna siedemdziesiątej pierwszej dywizji piechoty w pośpiechu ustawiała autonomiczny system strzelecki i cholernie ciężkie skrzynie z amunicją. Żołnierze byli bardziej zainteresowani powrotem do gry w pchełki niż sprawdzaniem, czy broń jest zabezpieczona, dobrze wycelowana i czy taśmy z amunicją gładko się przesuwają. Sierżant, która miała dopilnować, by broń dobrze ustawiono i zabezpieczono, baraszkowała z przystojnym i dobrze zbudowanym młodym żołnierzem. Starszy sierżant grał w pokera z dwoma sierżantami plutonu i chorążym sekcji zaopatrzenia, zaś dowódca kompanii udał się do batalionu, upewniając się, że jego dowódca zdaje sobie sprawę, jak dobrze dowodzona jest jego kompania.

* * *

Broń wystrzeliła dwanaście pocisków i zacięła się. Kule kaliber 7.62 mm, dwie z nich smugowe, pomknęły przed siebie i zaryły w piach Wirginii. Ponieważ karabinu nie przestrzelano, nie trafiły nawet w cel, który pobiegł dalej zupełnie nieświadomy, że do niego strzelano.

* * *

Kapral George Rendel rzucił właśnie trójkę i przebił dwójkę.

Przełożył karty kilka razy i przygotował się do rzucenia kolejnej, kiedy karabin w przeciwległym końcu pokoju wypluł dwanaście pocisków. Żołnierz zamarł i ze zdziwienia otworzył szeroko oczy.

— Zapomnieliśmy… — powiedział ktoś i w tym momencie świat wokół zniknął.

* * *

Posleeni byli przyzwyczajeni do otwartej walki z wrogiem. Nie słyszeli nigdy o czymś takim jak kamuflaż, osłona lub ukrycie. Mimo to jednak radzili sobie z tchórzliwymi ludźmi, którzy chowającymi się podczas bitwy. Spodki Wszechwładców były wyposażone we wspaniałe czujniki, zdolne namierzyć pozycję każdego strzelca.

Chociaż przy dużej liczbie celów miały tendencje do ulegania przeciążeniom, w przypadku jednego działały błyskawicznie.

W polu ostrzału gniazda karabinu maszynowego znalazło się teraz około dwudziestu Wszechwładców. Wszyscy oni, a w ślad za nimi około ośmiu tysięcy wojowników, otworzyli ogień.

Nawała strzałek i rakiet uderzyła w bok wieżowca i rozeszła się po wszystkich trzech piętrach. W jednej chwili zginęły setki żołnierzy. Z niedbałej kompanii przeżyli tylko dowódca, który był w tym czasie na dole w centrum operacji taktycznych, oraz starszy sierżant i sierżanci plutonu, zajęci grą w pokera.

Rakiety hiperszybkie i plazma roznosiły piętro po piętrze, często przechodząc przez budynek na wylot. Nadwątlone elementy nośne konstrukcji poddały się i budowla runęła.

W sąsiednich budynkach wszyscy skoczyli do okien, chcąc zobaczyć, co się dzieje. Niektórzy, bardziej wystraszeni albo głupsi, zaczęli strzelać, ale szybko zmuszono ich, żeby usiedli na podłodze i nie ściągali na siebie ognia Posleenów.

Ponieważ nikt już do nich nie strzelał, obcy na nowo podjęli marsz w kierunku swojego odległego El Dorado.

50

Richmond, Wirginia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
14:17 letniego czasu wschodniego USA
10 października 2004

— To przerażające — powiedział generał Keeton, patrząc na setki monitorów.

W dużej sali konferencyjnej budynku R. J. Reynolds tłoczyli się technicy wywiadu i kilka powołanych do służby sekretarek. Odszyfrowywali nagrania z kamer rozstawionych wzdłuż trasy natarcia i wpisywali dane do systemu kontrolnego przebiegu bitwy. Dwudziestoczterocalowy monitor, który został przystosowany dla potrzeb wojska przez szefa działu Informacyjnych Systemów Zarządzania Reynolds, pokazywał, że awangarda Posleenów dotarła właśnie do muru przeciwpowodziowego i przy wejściu do miasta rozdziela się na dwie grupy.

Generał czuł się niemal zakłopotany wsparciem, jakiego mu udzielono. Miejscowy zastępca prezesa do spraw zarządzania budynkami przysłał kilkudziesięciu techników; uruchomili oni sieć, z której Keeton teraz korzystał. W innych warunkach na zintegrowanie systemów wojskowych z komputerami osobistymi i macintoshami potrzebowano by dziesięciu lat i dwustu miliardów dolarów. Chłopaki z Reynoldsa, którzy mieli się tylko zastanowić nad sposobem przeprowadzenia takiego przedsięwzięcia, zmontowali w pełni działający system w ciągu kilku godzin. Jak się okazało, jest to możliwe, kiedy stawia się jasne cele, daje do dyspozycji odpowiednie zasoby i pozwala kompetentnym ludziom wykonywać swoje zadania.

Podobnie wyglądała sprawa obrony. Kiedy ułożono plan odparcia ataku, zajęli się nim ludzie, którzy rozumieli, że nie ma czasu, żeby się kłócić, a trzeba po prostu działać. Poczynając od Keene’a, który krzątał się jak mrówka, nadzorując realizację projektu w wielu miejscach, a kończąc na sierżant Gleason, która pogoniła do roboty sześciu administratorów szpitala i urządziła zaimprowizowane lazarety.

Istniała też oczywiście druga strona medalu. Jeśli generał zauważał, że jakiś oficer opóźnia przygotowanie obrony czy to z powodów politycznych, czy biurokratycznych, zwalniał go z pracy w komisji i wysyłał na front do kopania dołów. W ten sposób machało łopatą już dwudziestu oficerów polowych i trzech flagowych. Keeton wiedział, że po zakończeniu obrony będzie musiał to wszystko odkręcić; inni generałowie mogliby mieć pretensje.

1 ... 113 114 115 116 117 118 119 120 121 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)