Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 137
Перейти на страницу:

Lilly wpatrzyła się w swoje odbicie w długim lustrze. Na moment zatrzymała wzrok na niskiej sylwetce Milesa, który wykonał taki gest, jakby chciał ją przedstawić samej sobie, po czym przeniosła spojrzenie na czubek jego głowy znajdujący się na wysokości jej ramienia. Miles chwycił kubek, nalał do niego wody i pociągnął solidny łyk, by przygotować gardło do akcji. Jak długo uda mu się tu przytrzymać dziewczynę? Nie sądził, aby udało mu się zaskoczyć ją ciosem w czaszkę, nie był też pewien, który z leków w torbie Rowan leżącej na łazienkowym blacie jest środkiem uspokajającym, jakim mu wcześniej groziła.

Ku jego zaskoczeniu, Lilly odezwała się pierwsza.

— To ty wtedy po nas przyleciałeś, prawda? Po wszystkie klony?

— Hm… — Chodzi o tamten fatalny atak Dendarian na Bharaputrę? Czyżby ona była jednym z uratowanych klonów? Cóż więc tu robiła? — Przepraszani. Przez jakiś czas nie żyłem i mój mózg nie działa najlepiej. Krioamnezja. Być może to byłem ja, a być może spotkałaś mojego klona — bliźniaka.

— Też masz klonowane rodzeństwo?

— Co najmniej jednego… brata.

— Naprawdę nie żyłeś? — W jej głosie brzmiało pewne niedowierzanie.

Podciągnął szarą koszulę i pokazał blizny.

— Och — powiedziała, będąc wyraźnie pod wrażeniem. — Rzeczywiście chyba nie żyłeś.

— Rowan złożyła mnie do kupy. Jest w tym bardzo dobra. — Nie, nie wolno wspominać o nieobecnej Rowan. — Na pewno byś jej dorównała, gdybyś spróbowała. Gdybyś się uczyła.

— Jak to jest — nie żyć? — Spojrzała na niego z nagłą uwagą.

Opuścił koszulę.

— Nijak. Naprawdę nudno. Pustka. Nic nie pamiętam. Nie pamiętam, jak umarłem… — Nagle stracił dech…jasny płomień u wylotu lufy… wybuch rozrywający mu klatkę piersiową, potworny ból… Wciągnął powietrze, opierając się o blat, bo ugięły się pod nim nogi. — Przeraźliwa samotność. Zaręczam, że nie spodobałoby ci się. — Ujął jej ciepłą dłoń. — Żyć jest o wiele lepiej. Żyć to jak, jak… — Musiał na czymś stanąć. Wdrapał się na blat i przykucnął, by wreszcie ich twarze znalazły się na tym samym poziomie. Owinął na palcu kosmyk jej włosów, przechylił głowę i pocałował ją, przyciskając na moment wargi do jej ust. — Nie można stwierdzić, czy się żyje, dopóki cię ktoś nie dotknie.

Odsunęła się zaskoczona, ale i zaciekawiona.

— Całujesz inaczej niż baron.

Miał wrażenie, jakby dostał czkawki mózgu.

— Baron cię całował?

— Tak…

Wypróbowywał wcześniej nowe ciało żony? Na kiedy wyznaczono operację przeszczepu?

— Zawsze mieszkałaś ze swoją, hm, panią?

— Nie. Przywieziono mnie tutaj po zniszczeniu żłobka klonów. Ale remont już prawie skończony, wkrótce znowu się tam przeprowadzę.

— Ale… nie na długo.

— Nie.

Baron nie może oprzeć się pokusie. Przecież mózg Lilly niedługo zostanie zniszczony i dziewczyna nie będzie mogła go o nic oskarżyć. Vasa Luigi mógł z nią zrobić, co chciał, z wyjątkiem odebrania jej dziewictwa. Jaki to miało związek z ukierunkowaniem jej umysłu, z tym, że pogodziła się ze swym przeznaczeniem? Jakiś na pewno, inaczej nigdy by się tu nie znalazła.

Zerknęła podejrzliwie na zamknięte drzwi i nagle rozchyliła usta. Wyrwała dłoń z jego ręki i pobiegła do pustej sypialni.

— O, nie!

— Ci, ci! — Dopadł jej i ponownie złapał za rękę. Potem wskoczył na łóżko, by znów móc spojrzeć jej prosto w oczy. — Nie krzycz! — syknął. — Jeśli stąd wybiegniesz i o wszystkim powiesz strażnikom, popadniesz w poważne tarapaty, ale jeśli zaczekasz na jej powrót, nikt się o niczym nie dowie. — Czul się dość nikczemnie, wykorzystując do swoich celów jej panikę, ale nie miał wyjścia; musiał to zrobić. — Bądź cicho, to nikt się nie dowie. — Nie miał pojęcia, czy Rowan w ogóle ma zamiar wracać. W tym momencie może po prostu chciała uciec od niego. Żaden z jego planów nie uwzględniał takiego obrotu spraw.

Lilly Młodsza górowała nad nim fizycznie i z łatwością mogła go pokonać, choć nie sądził, żeby sama zdawała sobie z tego sprawę. Jeden cios w pierś powaliłby go na podłogę. Nie musiałaby wcale użyć dużej siły.

— Usiądź — powiedział do niej. — Tu, obok mnie. Nie bój się. Właściwie nie wyobrażam sobie, czego mogłabyś się bać, jeśli z takim spokojem mówisz o swoim przeznaczeniu. Musisz być bardzo dzielną dziewczyną. Kobietą. Usiądź… — Pociągnął ją; jeszcze raz niepewnie zerknęła na drzwi, lecz pozwoliła się na chwilę posadzić. Mięśnie miała napięte jak sprężyny. — Powiedz… opowiedz mi coś o sobie. O swoim życiu. Jesteś bardzo interesującą osobą, wiesz?

— Ja?

— Niewiele pamiętam ze swojego życia, dlatego cię proszę. Wierz mi, brak wspomnień to dla mnie prawdziwa męka. Czego dotyczy twoje pierwsze wspomnienie?

— No… chyba miejsca, gdzie mieszkałam, zanim trafiłam do żłobka. Opiekowała się mną kobieta. Pamiętam… to głupie, ale pamiętam, że miała takie fioletowe kwiaty, takie duże jak ja, które rosły w takim małym kwadratowym ogrodzie, miał może metr na metr. Pachniały jak winogrona.

— Tak? Opowiedz mi coś o tych kwiatach.

Obawiał się, że czeka ich długa rozmowa. A co potem? Rowan nie została przyprowadzona z powrotem, a to był dobry znak. Mogła nie wrócić, a to stawiało Lilly Młodszą przed poważnym dylematem. Ale co mogą jej zrobić baron i baronowa? — zakpił w duchu Miles. Zabić?

Rozmawiali o jej życiu w żłobku. Sprytnie wyciągnął z niej relację o ataku Dendarian, poznając tę historię z jej punktu widzenia. O tym, jak się jej udało wrócić do barona. Bystre, naprawdę bystre dziecko. Ależ Mark narobił bigosu. Chwile ciszy stawały się coraz dłuższe. Miles miał zamiar zacząć mówić o sobie, aby podtrzymać zamierającą rozmowę. Lilly odzywała się coraz rzadziej, popatrując na drzwi.

— Rowan nie wraca — powiedziała w końcu.

— Chyba masz rację — odrzekł szczerze. — Pewnie udało się jej uciec.

— Skąd możesz wiedzieć?

— Gdyby ją złapali, przyszliby po ciebie, nawet jeśliby nie przyprowadzili jej ze sobą. Według nich Rowan nadal tu jest. To ciebie nigdzie nie ma.

— Chyba nie sądzisz, że mogli ją wziąć za mnie, prawda? — powiedziała z nagłą trwogą. — I nie zabrali jej, by połączyła się z moją panią?

Nie był pewien, czy Lilly bardziej boi się o Rowan, czy o to, że Rowan mogłaby zająć jej miejsce. Co za upiorna i ohydna paranoja.

— A kiedy masz być… nie — zapewnił ją. I siebie. — Nie. Z daleka w korytarzu wyglądacie bardzo podobnie, ale z bliska jesteście inne. Rowan jest o wiele starsza. To po prostu niemożliwe.

— Co mam robić? — Zaczęła się podnosić; Miles chwycił ją za rękę, pociągając z powrotem na łóżko.

— Nic — poradził jej. — Wszystko w porządku. Powiedz im… powiedz im, że zatrzymałem cię tu siłą.

Zmierzyła sceptycznym spojrzeniem jego lilipucią postać.

— Jak?

— Podstępem. Groźbami. Zastosowałem przymus psychiczny — rzekł zgodnie z prawdą. — Możesz całą winę zrzucić na mnie.

Nie wyglądała na przekonaną.

Ile miała lat? Przez dwie godziny zmuszał ją, by opowiadała o swoim życiu, które nie wydawało się zbyt bogate. W tym, co mówiła, bystrość dziwnie mieszała się z naiwnością. Największą przygodą jej życia wydawało się porwanie przez Najemników Dendarii.

Rowan. Udało się jej wyjść. Co dalej? Wróci po niego? Jak? Byli w Obszarze Jacksona. Nie można tu ufać nikomu. Ludzi traktuje się tu mięso. Na przykład ta dziewczyna. Nagle w wyobraźni ujrzał koszmarną wizję jej wydrążonej czaszki, pustego spojrzenia oczu.

1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)