Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 137
Перейти на страницу:

Zgadza się, baronie. Czyż nie jesteśmy fascynujący? Czyż nie potrafimy cię zaintrygować?

— Muszę się zastanowić, jak najlepiej przywrócić go do poprzedniego stanu — zamyślił się Ryoval. — Przyprowadźcie go później do mojej kwatery. Zobaczę, co da krótka rozmowa i parę eksperymentów.

Mimo pozornej obojętności ten Czwarty zadrżał na myśl o tym, co ich czekało.

Dwaj strażnicy zaprowadzili go/ich do przytulnego salonu barona Ryovala. W pokoju nie było okien, lecz większą część jednej ściany zajmował wielki ekran holowidowy, na którym w tym momencie było widać jakąś plażę tropikalną. Kwatera Ryovala na pewno jednak znajdowała się pod ziemią. Nikt tu nie mógłby się wedrzeć przez okna.

Skórę wciąż miał w łatach. Technicy potraktowali go wcześniej jakimś sprayem, który przykrył odarte miejsca rodzajem warstwy ochronnej, by nie zanieczyścił eleganckich mebli Ryovala, a inne rany opatrzyli plastikowymi bandażami, żeby się nie otworzyły i nie pozostawiły nigdzie krwawych śladów.

— Sądzisz, że to coś da? — zapytał technik ze sprayem w dłoni.

— Pewnie nie — westchnął jego towarzysz. — Lepiej pójdę przodem i postawię w stan gotowości sprzątaczy. Szkoda, że nie rozłożył jakiegoś brezentu.

Strażnicy posadzili go teraz na niskim, szerokim krześle. Było to zwykłe krzesło, bez kolców, brzytew i zaostrzonych pali. Ręce miał skrępowane za plecami, nie mógł się więc oprzeć. Rozstawiwszy kolana, siedział wyprostowany i dyszał ciężko.

Starszy stopniem strażnik zapytał Ryovala:

— Chce pan, żebyśmy dla bezpieczeństwa zostali, panie baronie?

Ryoval uniósł brew.

— Potrafi wstać bez niczyjej pomocy?

— Z tej pozycji nie tak łatwo.

Usta Ryovala skrzywiły się lekko z pogardą i rozbawieniem. Spojrzał na więźnia.

— Poradzimy sobie. Powolutku. Zostawcie nas. Sam was zawołam. I nie przeszkadzajcie. Może będzie trochę hałasu.

— Warstwa dźwiękoszczelna jest naprawdę bardzo skuteczna, panie baronie. — Strażnicy o płaskich twarzach zasalutowali i wycofali się. Z tymi strażnikami było coś nie tak. Kiedy nie wypełniali rozkazów, po prostu siedzieli albo stali bez słowa, z obojętnością wypisaną na twarzy. Niewątpliwie tak zostali skonstruowani.

Żarłok, Burk, Wyjęć i ten Czwarty rozglądali się ciekawie, zachodząc w głowę, na którego z nich wypadnie teraz kolej.

— Właśnie miałeś swoją kolej — powiedział do Żarłoka Wyjęć. — Teraz ja.

— Nie bądź taki pewien — wtrącił się Burk. — Może akurat ja.

— Gdyby nie Żarłok — powiedział ponuro Czwarty — byłaby moja kolej. Ale muszę czekać.

— Przecież nigdy jeszcze nie przyszła twoja kolej — zauważył Żarłok. Lecz Czwarty znowu zamilkł.

— Obejrzyjmy sobie coś — zaproponował Ryoval, dotykając pilota. Tropikalna plaża ustąpiła miejsca holowidowemu nagraniu w skali naturalnej z jednego ze spotkań Burka z… tymi stworzeniami z burdeli. Burk oglądał siebie z odmiennego punktu widzenia z wielkim zainteresowaniem i zadowoleniem. W wyniku działań Żarłoka wiele ciekawych widoków coraz bardziej znikało mu z oczu, chowając się za coraz szerszym równikiem jego brzucha.

— Zastanawiam się, czy nie przesłać kopii tego zapisu do floty dendariańskich najemników — mruknął Ryoval, obserwując go. — Wyobraź sobie, jak oglądają to twoi oficerowie. W ten sposób chyba ściągnąłbym tu kilku, co?

Nie. Ryoval kłamał. Nikomu jeszcze nie wyjawił, że go tu przetrzymuje, w przeciwnym razie w ogóle by go tu nie było. Poza tym niemożliwe, żeby pośpiech miał go skłonić do wyjawienia tajemnicy. Czwarty mruknął drwiąco: Lepiej prześlij kopię Simonowi fllyanowi, wtedy zobaczysz, co na siebie ściągniesz. Ale Illyan należał do lorda Marka, którego tu nie było, a ten Czwarty nigdy, przenigdy nie odzywał się na głos.

— Wyobraź sobie tę swoją piękną ochroniarkę, która z tobą… — ciągnął Ryoval, szczegółowo opisując sceny, które mogłyby się tu rozegrać. Burk chętnie wyobraził sobie część tych rzeczy, ale niektóre gorszyły nawet jego. Wyjęć?

— Ja nie! — powiedział Wyjęć. — To nie moje zadanie.

— Trzeba będzie wystawić kogoś nowego — powiedzieli wszyscy. Mógł powoływać tysiące nowych rekrutów w zależności od potrzeby. Był jak wielka armia płynąca jedną falą, rozdzielająca się przed przeszkodami i omijająca je bezpiecznie, której nie mógł zniszczyć pojedynczy cios.

Obraz na ekranie pokazywał teraz Wyj ca w jednej z jego ważniejszych chwil, dzięki której otrzymał swe imię. Niedługo po chemicznym usunięciu skóry technicy pomalowali go jakąś lepką substancją, co go potwornie swędziało. Technicy nie musieli go wcale dotykać. Sam omal się nie zabił. Potem zrobili mu transfuzję, aby uzupełnić krew, którą stracił, orząc sobie ciało do żywego mięsa.

Przyglądał się obojętnie drgającej konwulsyjnie istocie na ekranie holowidu. Przedstawienie, jakie Ryoval chciał mu pokazać, stanowił on sam. Przyglądając mu się teraz, ktoś mógłby doznać mniej więcej tylu wrażeń, co przy oglądaniu obrazu kontrolnego. Nuda. Ryoval natomiast wyglądał, jakby miał ochotę skierować pilota w jego stronę i zmienić kanał.

Czwarty czekał z rosnącym zniecierpliwieniem. Zaczynał odzyskiwać oddech, lecz nadal musiał pokonać opór tego cholernie niskiego krzesła. Dziś, to musi się stać dziś wieczorem. Przy najbliższej okazji, jeśli w ogóle się nadarzy, Żarłok mógł pomóc, powstrzymując ich wszystkich. Tak. Czekał.

Ryoval wydął rozczarowany usta, wpatrując się w jego spokojny profil. Wyłączył holowid, wstał i obszedł wokół krzesło, przyglądając mu się spod zmrużonych powiek.

— Nie jesteś wobec mnie w porządku. Wolisz udawać wariata. Muszę pomyśleć, jak przywrócić ci zdrowe zmysły. A raczej wam.

Ryoval był zdecydowanie zbyt spostrzegawczy.

— Nie ufam ci — rzekł do Czwartego Żarłok z powątpiewaniem. — Co się ze mną potem stanie?

— I ze mną — dodał Burk. Tylko Wyjęć milczał, ponieważ był bardzo zmęczony.

— Przyrzekam Żarłokowi, że Mark będzie go nadal karmił — szepnął Czwarty z głębi swej kryjówki. — Przynajmniej od czasu do czasu. Burk, Mark mógłby cię zabrać na Kolonie Beta. Mieszkają tam ludzie, którzy pomogą ci wyjść z tego na tyle, że nie będziesz się wstydził pokazać innym. Nie będziesz potrzebował hiporozpylacza Ryovala. Biedny Wyjęć i tak jest wykończony. Pracował najciężej, osłaniając was wszystkich. Burk, a gdyby Ryoval zdecydował się potem na kastrację? Może porozumiesz się z Wyjcem, a Mark wynajmie wam oddział pięknych kobiet — czy to nie byłyby miła odmiana? — z batami i łańcuchami. To Obszar Jacksona, na pewno coś znajdziecie w katalogu holowidowym. Nie potrzebujecie Ryovala. Uratujemy Marka, a on uratuje nas. Przyrzekam.

— Kim ty jesteś, żeby ręczyć słowem Marka? — spytał szorstko Żarłok.

— Jestem mu najbliższy.

— Najlepsze zostawiłeś na koniec — powiedział Wyjęć z nutką urazy.

— To było konieczne. Ale Ryoval dopadnie każdego z nas po kolei i zginiemy wszyscy. Jest bardzo przenikliwy. To my jesteśmy oryginałami. Nowi rekruci mogą być już tylko naszymi zniekształconymi cieniami.

To prawda, nikt nie miał wątpliwości.

— Przyprowadzę ci kolegę do zabawy — odezwał się Ryoval, wciąż spacerując wokół niego. Kiedy miał Ryovala za plecami, w jego wewnętrznej topografii zachodziły dziwne zmiany. Żarłok rozpłaszczał się, a głowę wystawiał Wyjęć, lecz gdy Ryoval ponownie pojawiał się w polu widzenia, Wyjęć chował się z powrotem. Burk przyglądał się czujnie, czekając na sygnał i lekko się kołysząc. — Twojego klona — bliźniaka. Tego, którego nie zabrał mój oddział idiotów.

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)