Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
- Автор: Буджолд Лоис Макмастер
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 3-7337-142-7
- Переводчик: Lukasz Praski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:
Bolała go głowa.
— Co Ryoval mu robi?
— Doprawdy, Vasa, to nie jest najlepszy temat przy kolacji — upomniała męża baronowa. Spojrzała na niego ciekawie. — Zresztą, dlaczego miałoby to pana obchodzić?
— „Miles, co zrobiłeś swojemu młodszemu bratu?” — Cytat przyszedł znikąd. Po prostu jego usta same wypowiedziały to pytanie. Dotknął ich niepewnie. Rowan patrzyła na niego bez słowa, podobnie jak Lotus.
— Wracając do pańskiego pytania, admirale — odezwał się Vasa Luigi — odpowiedź zależy od tego, czy Ry doszedł do takich samych wniosków jak ja. Jeśli tak — prawdopodobnie robi niewiele. Jeżeli nie, jego działania będą zależne od pańskiego klonabliźniaka.
— Nie… nie rozumiem.
— Ryoval będzie go badał. Będzie eksperymentował. Na podstawie analizy osobowości obiektu wybierze odpowiednią metodę działania.
To nie brzmiało tak źle. Wyobrażał sobie jakieś testy wyboru.
Uniósł pytająco brwi.
— Ry jest na swój sposób artystą — ciągnął baron. — Potrafi osiągnąć zupełnie niezwykłe efekty psychologiczne. Widziałem, jak zmienia wroga w oddanego sobie bez reszty niewolnika, gotowego spełnić każdy rozkaz. Ostatni śmiałek, który próbował dokonać na niego zamachu, skończył jako służący podający napoje na prywatnych przyjęciach Ryovala. Błagał gości, by pozwolili mu spełnić każdą ich zachciankę.
— I o co go poprosiłeś? — spytała cierpkim tonem baronowa.
— O białe wino. Wtedy się jeszcze nie znaliśmy, najdroższa. Ale dobrze mu się przyjrzałem. Ten człowiek miał najbardziej udręczone spojrzenie, jakie widziałem.
— Rozważa pan możliwość sprzedania mnie Ryovalowi? — spytał wolno.
— Jeśli zaoferuje najwyższą cenę, admirale. Najazd, jakiego wraz ze swoim klonembliźniakiem dopuścił się pan na mój teren — a nadal nie jestem pewien, czy nie zaplanowaliście tego razem od początku do końca — naraził mój Dom na spore koszty. A także — w jego oczach pojawił się złowieszczy błysk — rozdrażnił mnie osobiście. Nie zamierzam się mścić na osobie cierpiącej na krioamnezję, chciałbym jednak ograniczyć swoje straty. Jeśli sprzedam pana Ryovalowi, spotka pana kara, jakiej sobie nawet nie wyobrażam. Ry będzie zachwycony, mając dwóch do pary. — Vasa Luigi westchnął. — Obawiam się, że Dom Ryoval zawsze będzie Domem Mniejszym, dopóki Ry będzie przedkładał zaspokajanie własnych kaprysów nad zyski. Szkoda. Mając jego środki, mógłbym tyle zrobić…
Wróciła dziewczyna, podała im przystawki i ponownie napełniła naczynia napojem — jakimś cocktailem z wina i owoców, po czym znów bezszelestnie zniknęła. Vasa Luigi odprowadził ją wzrokiem. Zauważywszy to, baronowa znacząco zmrużyła oczy. Gdy baron odwrócił się do niej, spuściła rzęsy, spoglądając w głąb kieliszka.
— A jeśli będą mnie chcieli odkupić… Najemnicy Dendarii? — Tak! Niech tylko Bharaputra złoży tę ofertę, a Dendarianie zaraz zapukają do jego drzwi. Działem plazmowym. Rzeczywiście wysoka cena. To musi być krótka rozgrywka. Gdy Bharaputra wystawi go na licytację, ujawni wszystkim, że go ma, a potem… co? — Mógłby pan wykorzystać ich udział i podbić ofertę Ryovala — dodał chytrze.
— Obawiam się, że dysponują ograniczonymi środkami. I nie ma ich tu.
— Widzieliśmy ich. Wczoraj.
— To tylko grupa specjalna. Nie mają statków ani wsparcia. Przypuszczam, że w ogóle ujawnili swoją tożsamość, żeby Lilly zechciała z nimi rozmawiać. Ale… przypuszczam, że w tej grze uczestniczy jeszcze ktoś trzeci. Kiedy na pana patrzę, kusi mnie, by zgarnąć tylko skromną prowizję pośrednika, a autorów odrzuconej oferty odesłać do Domu Ryoval. — Baron zachichotał.
Autorów odrzuconej oferty? Ach, tak. Ludzi z działem plazmowym. Starał się nie reagować na tę uwagę.
— Wracamy w ten sposób do pierwotnego pytania — ciągnął Vasa Luigi. — Jaki interes ma w tym Lilly? Po co Lilly dała ci zadanie ożywienia tego człowieka, Rowan? A w ogóle, jakim cudem znalazł się u Lilly, skoro nie potrafiły go odnaleźć setki sumiennych poszukiwaczy?
— Nie powiedziała — odparła uprzejmie Rowan. — Ale ucieszyłam się z okazji wykorzystania i poprawienia swoich umiejętności. Dzięki doskonałej celności pańskiej straży stanowił prawdziwe wyzwanie medyczne.
Rozmowa zeszła na tematy medyczno — techniczne i toczyła się głównie między Rowan a Lotus, natomiast później, gdy dziewczyna — klon podawała im złożoną z wykwintnych dań kolację, stała się ogólniejsza i bardziej zdawkowa. Rowan sprytnie wykręcała się od odpowiedzi na coraz bardziej natarczywe pytania barona, a nikt się nie spodziewał, że on będzie cokolwiek wiedział. Jednak baron Bharaputra sprawiał wrażenie, jakby się nie spieszył. Wszystko wskazywało na to, że gra na zwłokę. Potem strażnicy odprowadzili ich z powrotem do pokoiku, który, jak się wreszcie zorientował, znajdował się w korytarzu, gdzie mieściły się identyczne pomieszczenia przeznaczone najprawdopodobniej dla służby ważnych gości.
— Gdzie my jesteśmy? — syknął do Rowan, gdy tylko za wartownikami zamknęły się drzwi. — Potrafisz odpowiedzieć? To kwatera główna Bharaputry?
— Nie — odrzekła Rowan. — Jego główną rezydencję nadal remontują. Podobno jacyś komandosi wysadzili mu w powietrze kilka pokoi — dorzuciła zgryźliwie.
Wolno obszedł pokój dookoła, lecz tym razem, ku wyraźnej uldze Rowan, nie zaczął opukiwać ścian.
— Przyszło mi do głowy… że istnieje jeszcze jeden sposób, żeby stąd uciec. Musimy sprawić, żeby pomógł nam się stąd wydostać ktoś z zewnątrz. Powiedz mi… czy trudniej byłoby odbić więźnia Domu Bharaputra, Domu Fell czy Domu Ryoval?
— No… przypuszczam, że najtrudniej byłoby wykraść kogoś od Fella. Ma więcej żołnierzy i ciężką broń. Najłatwiej poszłoby z Ryovalem. Tak naprawdę Ryoval ma Dom Mniejszy, ale ze względu na wiek cieszy się szacunkiem podobnym do władców Wielkich Domów.
— Czyli… gdyby ktoś potrzebował kogoś potężniejszego od Bharaputry, mógłby się zwrócić do Fella.
— Mógłby.
— I… gdyby wiedział, że pomoc jest w drodze… może rozsądniejszym posunięciem byłoby pozostawienie wspomnianego więźnia u Ryovala zamiast przenoszenia go do groźniejszego miejsca.
— Może by było — zgodziła się.
— Musimy się porozumieć z Fellem.
— Jak? Nie możemy przecież nawet wyjść z tego pokoju!
— Musimy wyjść z pokoju. Ale niewykluczone, że nie będziemy musieli wychodzić z budynku. Wystarczy, że któreś z nas uzyska na parę minut dostęp do komkonsoli. Skontaktuje się z Fellem albo z kimś innym i da światu znać, że jesteśmy u Vasy Luigiego. Wtedy coś się zacznie dziać.
— Lilly — powiedziała stanowczo Rowan. — Trzeba dać znać Lilly, nie Fellowi.
Potrzebuję Fella. Lilly nie da rady włamać się do Ryovala. Niepokoiła go myśl, że może dojść do rozbieżności między jego intencjami a intencjami Grupy Durony. Potrzebował przysługi Fella, od którego Lilly chciała uciec. Z drugiej jednak strony — niewiele trzeba zaoferować Fellowi, aby chciał zaatakować Ryovala. Wyrównany bilans zysków i strat pod względem materialnym, korzyść z satysfakcji uderzenia na znienawidzony od dawna Dom. Tak, to jest to.
Poszedł do łazienki i popatrzył na swoje odbicie w lustrze. Kim jestem? Chudym, wymizerowanym, bladym i niedużym człowieczkiem o niespokojnych oczach, ze skłonnością do ataków konwulsji. Gdyby sam mógł zdecydować, który z nich jest jego klonem, widząc wczoraj przelotnie tego drugiego, drogą eliminacji uznałby, że on. Tamten wyglądał jak Naismith. Ale Vasa Luigi w swej przenikliwości był przekonany, że jest odwrotnie. W każdym razie jest jednym albo drugim. Dlaczego nie potrafi zdecydować? Jeśli jestem Naismithem, dlaczego mój brat podaje się za mnie?