Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 217
Перейти на страницу:

Egwene zacisnęła usta.

„On powinien nosić rogi jak jakiś trollok” — pomyślała ze złością.

— Bardzo mi było przykro, gdy wasza karczma stanęła w płomieniach i cieszę się, że pan Fitch mógł ją odbudować. Po co przyjechałaś do Tar Valon? Najwyraźniej wcale nie chcesz zostać Aes Sedai.

Min wygięła brwi w łuk, Egwene była pewna, że czyni to z rozbawienia.

— Ona go lubi — wyjaśniła Elayne. — Wiem.

Min zerknęła na Egwene, której przez chwilę wydawało się, że widzi w jej oczach smutek — a może żal?

— Jestem tu — odparła dobitnie Min — bo przysłano po mnie i dano mi wybór, że albo usiądę samodzielnie na końskim grzbiecie, albo przywiążą mnie do niego, zapakowaną w worek.

— Ty zawsze przesadzasz — skarciła ją Elayne. — Sheriam Sedai widziała ten list i powiada, że to była prośba. Min widzi rzeczy, Egwene. Dlatego właśnie tu jest, by Aes Sedai mogły zbadać, jak ona to robi. To nie polega na korzystaniu z Mocy.

— Prośba — żachnęła się Min. — Kiedy jakaś Aes Sedai prosi o twoje przybycie, to przypomina to rozkaz wydany przez królową, rozkaz, za którym kryje się stu żołnierzy.

— Każdy człowiek przecież widzi rzeczy — zauważyła Egwene.

Elayne potrząsnęła głową.

— Nie tak jak Min. Ona widzi... poświaty, które otaczają ludzi. Ma także wizje.

— Nie zawsze — wtrąciła Min. — Nie przy każdym. — Potrafi też z nich różne rzeczy wyczytywać, choć ja nie jestem pewna, czy zawsze mówi prawdę. Powiedziała mi, że będę musiała dzielić męża z dwoma innymi kobietami, i że nigdy się z tym nie pogodzę. Nie podoba mi się to, ale ona tylko się z tego śmieje i mówi, że jej samej nigdy nie interesowało dbanie o rozwój spraw. Ale powiedziała, że ja zostanę królową, jeszcze zanim się dowiedziała, kim jestem. Mówiła też, że widzi koronę i to była Różana Korona Andoru.

Wbrew sobie Egwene spytała:

— Co widzisz, gdy na mnie patrzysz?

Min zerknęła na nią.

— Biały płomień i... och, różne rzeczy. Nie wiem, co one znaczą...

— Często to powtarza — powiedziała Elayne cierpkim tonem. — Jedną z rzeczy, które zobaczyła, gdy na mnie spojrzała, była odcięta dłoń. Nie moja dłoń, orzekła. Twierdzi też, że nie wie, co ona oznacza.

Chrzęst butów na ścieżce kazał im się odwrócić. Zobaczyły dwóch młodych mężczyzn, koszule i kaftany nieśli przewieszone przez ramię, ukazując obnażone, okryte potem torsy, w dłoniach trzymali schowane do pochew miecze. Egwene mimo woli zagapiła się na najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego widziała w życiu. Wysoki i szczupły, a przy tym mocno zbudowany, poruszał się z kocią gracją. Nagle zauważyła, że młodzieniec pochyla się nad jej dłonią — nawet nie poczuła, kiedy ją ujął — musiała poszukać w myślach imienia, którym się przedstawił.

— Galad — powtórzyła półgłosem.

Ciemne oczy wpatrywały się w jej oczy. Był od niej starszy. Starszy od Randa. Na myśl o Randzie otrząsnęła się i przyszła do siebie.

— A ja jestem Gawyn. — Drugi młodzieniec uśmiechał się szeroko. — Zdaje się, nie dosłyszałaś za pierwszym razem.

Min również się uśmiechała, tylko Elayne zmarszczyła czoło.

Egwene nagle przypomniała sobie o swej dłoni, wciąż pozostającej w uścisku Galada, i uwolniła ją.

— Jeśli nasze obowiązki nam pozwolą — powiedział Galad — pragnąłbym cię zobaczyć raz jeszcze, Egwene. Moglibyśmy udać się na przechadzkę albo, jeśli uzyskasz zezwolenie na opuszczenie Wieży, zrobić sobie piknik za murami miasta.

— To... byłoby bardzo przyjemnie. — Poczuła się skrępowana obecnością Min, która wciąż uśmiechała się z tym samym rozbawieniem, Elayne, z grymasem wokół ust i Gawyna. Próbowała odzyskać spokój, myśleć o Randzie.

„On jest taki... piękny”.

Drgnęła, trochę przestraszona, że wypowiedziała tę myśl na głos.

— Do zobaczenia zatem. — Galad, który wreszcie oderwał wzrok od jej oczu, ukłonił się Elayne. — Siostro!

Sprężysty niczym ostrze miecza wszedł na mostek.

— On będzie zawsze czynił to, co należy — mruknęła Min, ukradkiem odprowadzając go wzrokiem — nie zważając, kogo tym zrani.

— Siostro? — zapytała Egwene.

Grymas na twarzy Elayne zelżał tylko odrobinę.

— Myślałam, że to twój... Chodzi mi o to skrzywienie na twojej... — Przyszło jej do głowy, że Elayne jest zazdrosna i nadal nie była pewna, czy nie ma racji.

— Nie jestem jego siostrą — oświadczyła surowym tonem Elayne. — Nie życzę sobie nią być.

— Nasz ojciec był również jego ojcem — wtrącił sucho Gawyn. — Nie możesz temu zaprzeczyć, chyba że pragniesz kłam zarzucić matce, a coś takiego, jak sądzę, wymagałoby więcej tupetu, niż w sumie razem posiadamy.

Egwene dopiero teraz zauważyła, że Gawyn ma takie same rudawozłote włosy jak Elayne, pociemniałe teraz i sklejone od potu.

— Min ma rację — orzekła Elayne. — Galadowi brakuje choć krztyny ludzkich odruchów. Stawia prawo ponad miłosierdziem, litością czy bodaj... Nie jest bardziej człowiekiem niż trollok.

Na twarz Gawyna powrócił szeroki uśmiech.

— Nic mi o tym nie wiadomo. W każdym razie nie wynika to ze sposobu, w jaki patrzył się tutaj na Egwene. — Pochwycił jej spojrzenie, a także spojrzenie swej siostry i wyciągnął przed siebie ręce, jakby chciał się przed nimi osłonić mieczem schowanym do pochwy. — A poza tym w życiu nie widziałem lepszej ręki do miecza. Wystarczy pokazać mu coś tylko raz, a on z miejsca to umie. Jeśli chodzi o mnie, to omal nie kazali wypocić się na śmierć, bym się nauczył bodaj połowy tego, co Galad umie od razu, wcale wcześniej nie ćwicząc.

— Czyżby umiejętność posługiwania się mieczem starczała za wszystko? — zadrwiła Elayne. — Mężczyźni! Egwene, jak się zapewne już domyśliłaś, ten haniebnie obnażony tuman to mój brat. Gawyn, Egwene zna Randa al’Thora. Pochodzi z tej samej wsi.

— Doprawdy? Czy on naprawdę urodził się w Dwu Rzekach, Egwene?

Egwene zmusiła się, by spokojnie mu przytaknąć.

„Co on wie?”

— Oczywiście, że tak. Dorastaliśmy razem.

— Oczywiście — wolno powtórzył Gawyn. — Cóż za dziwny człowiek. Mówił, że jest pasterzem, ale zupełnie nie wyglądał ani nie zachowywał się jak wszyscy pasterze, których dotąd widywałem. Dziwny. Stale napotykam najróżniejszych ludzi, którym zdarzyło się poznać Randa al’Thora. Niektórzy nawet nie znali jego imienia, ale opis nie mógłby pasować do nikogo innego, a nadto on wprowadził zmianę w życie każdego z nich. Był taki jeden stary rolnik, który przybył do Caemlyn po to tylko, by zobaczyć, jak będą tamtędy wiedli Logaina do Tar Valon i ten rolnik został w mieście, by wesprzeć matkę, kiedy zaczęły się rozruchy. Został za sprawą młodego człowieka wędrującego po świecie, który pokazał staremu, że może w życiu zobaczyć coś jeszcze niż tylko swoją zagrodę; za sprawą Randa al’Thora. Można by nieomal pomyśleć, że on jest ta’veren. Elaida z pewnością się nim zainteresowała. Ciekaw jestem, czy to, że go poznaliśmy, przemieści nasze pozycje we Wzorze?

Egwene popatrzyła na Elayne, potem na Min. Była przekonana, że nie mają podstaw, by sądzić, że Rand jest rzeczywiście ta’veren. Nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym elementem całej historii. Był Randem i dotknęło go przekleństwo, jakim jest umiejętność przenoszenia Mocy. Jednakże ta’veren istotnie przemieszczali przypisane ludziom przez Wzór pozycje, całkowicie niezależnie od ich woli.

— Naprawdę was lubię — wyznała znienacka, obejmując przyjaznym gestem obydwie dziewczyny. — Pragnę być waszą przyjaciółką.

1 ... 111 112 113 114 115 116 117 118 119 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)