Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 217
Перейти на страницу:

— Elnore to było imię mojej matki — powiedziała cicho.

— Tak też mówiłaś, kiedy je wybrałaś. Nynaeve...

„Nie mogę dać się w to teraz wciągnąć. Nie mogę!”

Za jego plecami, pomiędzy drzewami na skraju łąki, zobaczyła srebrny łuk. Przedtem skrywały go drzewa.

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz”.

Odwróciła się w jego stronę.

— Muszę iść.

Chwycił jej dłoń i było tak, jakby stopy wrosły jej w kamień, nie była w stanie się wyrwać.

— Pojęcia nie mam, cóż cię kłopocze, moja żono, lecz cokolwiek to jest, powiedz mi, a ja rozwiążę problem. Wiem, że nie jestem najlepszym z mężów. Kiedy się poznaliśmy, cały składałem się z kolcy, lecz przecież w końcu wygładziłaś mi niektóre.

— Jesteś najlepszym z mężów — wymruczała.

Ku swemu przerażeniu stwierdziła, że pamięta go jako swego męża, że pamięta śmiech i łzy, gorzkie kłótnie i słodkie pogodzenia. Wspomnienia były niejasne, lecz czuła, jak robią się coraz silniejsze, coraz cieplejsze.

— Nie mogę.

Łuk wciąż stał, tylko kilka kroków od niej.

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz. Pozostań nieugięta”.

— Nie wiem, co się dzieje, Nynaeve, lecz czuję, jakbym cię tracił. Nie mogę tego znieść. — Wplótł palce w jej włosy, zamknęła oczy, przyciskając policzek do jego dłoni. — Bądź ze mną, zawsze.

— Chciałabym zostać — powiedziała miękko. — Chcę zostać z tobą.

Kiedy otworzyła oczy, łuk zniknął...

„Pojawi się, lecz tylko raz”.

— Nie. Nie!

Lan odwrócił jej twarz ku sobie.

— Czym się kłopoczesz? Musisz mi powiedzieć, jeśli mam ci pomóc.

— To nie jest prawdziwe.

— Nieprawdziwe? Zanim cię spotkałem, sądziłem, że nic prócz miecza nie jest rzeczywiste. Rozejrzyj się dokoła, Nynaeve. To jest prawdziwe. Jeśli zechcesz, by cokolwiek było prawdziwe, możemy to razem urzeczywistnić, ty i ja.

Z niedowierzaniem potoczyła dokoła wzrokiem. Łąka wciąż tu była. Siedem Wież wciąż wznosiło się nad Tysiącem Jezior. Łuk zniknął, lecz prócz tego nic nie uległo zmianie.

„Mogę tu zostać. Z Lanem. Nic się nie zmieniło. — Jej myśli popłynęły w inną stronę. — Nic się nie zmieniło. Egwene jest samotna w Białej Wieży. Rand będzie przenosił Moc i oszaleje. A co z Matem i Perrinem? Czy odzyskają choć odrobinę swych żywotów? A Moiraine, która rozerwała nasze życie na strzępy, wciąż żyje bezkarnie”.

— Muszę wracać — wyszeptała.

Niezdolna znieść bólu widocznego na jego twarzy, wyzwoliła się z jego objęć. Rozmyślnie stworzyła przed oczyma obraz pączka kwiatowego, białego pączka na czarnej, ciernistej łodydze. Kolce wymyśliła ostre i okrutne, pragnąc, by przeszyły jej skórę. Czuła się, jakby wisiała na czarnych, ciernistych gałęziach. Głos Sheriam Sedai tańczył gdzieś na granicy słyszalności, mówiąc jej o niebezpieczeństwach, jakie pociąga za sobą próba przenoszenia Mocy. Pączek otworzył się i saidar wypełnił ją światłem.

— Nynaeve, powiedz mi, o co chodzi.

Głos Lana wślizgnął się w jej skupienie, nie pozwoliła sobie na to, by go słyszeć. Wciąż jeszcze musi być gdzieś wyjście. Wpatrując się w miejsce, gdzie stał srebrny łuk, usiłowała odnaleźć jakiś ślad po nim. Nie było nic.

— Nynaeve...

Starała się przedstawić myślowy obraz łuku, ukształtować i uformować go do najdrobniejszych szczegółów, wygięcie połyskującego metalu wypełnione poświatą niczym śnieżnym ogniem. Wydawało się chwiać przed nią, na tle drzew, potem zniknęło, za chwilę pojawiło się znowuż. — ...kocham cię...

Zaczerpnęła z saidara, spijając strumień Jedynej Mocy, do chwili gdy poczuła, iż niemalże eksploduje. Promienistość wypełniła ją, lśniła wokół, raziła oczy. Gorąco zdawało się przepalać jej ciało. Migotliwy łuk ustalił się, umocnił, pojawił w pełni swej obecności. Ogień i ból przepełniały ją niemalże bez reszty, kości rezonowały, niczym przeżerane płomieniem, pod czaszką wyło rozbuchane palenisko.

— ... całym moim sercem.

Pobiegła w kierunku srebrnego łuku, nie pozwalając sobie nawet na rzut oka wstecz. Nie miała najmniejszych wątpliwości, iż najbardziej gorzką rzeczą, jaką słyszała w życiu, nie był krzyk Marin al’Vere błagającej o pomoc, w momencie gdy ją opuszczała, ale słodycz, jaka brzmiała w ścigającym ją, pełnym udręki głosie Lana.

— Nynaeve, błagam, nie opuszczaj mnie.

Pochłonęła ją biała poświata.

Nynaeve, naga, zataczając się, opuściła przestrzeń łuku i padła na kolana. Łkała z rozwartymi ustami, łzy strumieniami ściekały jej po policzkach. Gdy Sheriam uklękła przy niej, podniosła oczy i spojrzała na rudowłosą Aes Sedai.

— Nienawidzę cię! — Z całych sił starała się powstrzymać łzy. — Nienawidzę wszystkich Aes Sedai!

Sheriam westchnęła cicho, po czym pomogła Nynaeve wstać.

— Dziecko, niemalże każda kobieta, która przechodzi próbę, mówi to samo. Nie jest prostą rzeczą zostać zmuszona do spotkania swoich strachów. Co to jest? — powiedziała ostro, odwracając dłonie Nynaeve wnętrzem do góry.

Ręce Nynaeve nagle zadrżały, przeszyte bólem, którego dotąd nie czuła. Obie dłonie, dokładnie pośrodku, przebijały długie, czarne ciernie. Sheriam wyciągnęła je ostrożnie. Nynaeve czuła delikatny chłód dotyku Uzdrowienia. Kiedy ciernie wreszcie zostały usunięte, pozostawiły po sobie małe blizny, na wierzchu i we wnętrzu dłoni.

Sheriam zmarszczyła brwi.

— Nie powinny zostać żadne ślady. I w jaki sposób udało ci się nadziać tylko na dwa, do tego umieszczone tak dokładnie? Gdybyś zaplątała się w krzaki tarniny, powinnaś być cała pokryta skaleczeniami i cierniami.

— Powinnam — zgodziła się gorzko Nynaeve. — Może uznałam, że już wystarczająco dużo zapłaciłam.

— Zawsze trzeba zapłacić określoną cenę — stwierdziła Aes Sedai. — Teraz chodź. To była pierwsza cena. Weź to, za co zapłaciłaś.

Delikatnie popchnęła Nynaeve do przodu.

Nynaeve zdała sobie sprawę, że w komnacie znajduje się więcej Aes Sedai. Była tu Amyrlin w pasiastej stule, po jej obu bokach stały otulone w szale przedstawicielki kolejnych Ajah. Wszystkie patrzyły na nią. Pamiętając wskazówki Sheriam, Nynaeve podeszła na chwiejnych nogach i uklękła przed Amyrlin. Tamta wylała na jej głowę, trzymany w dłoniach, ostatni kielich.

— Zostajesz oczyszczona z Nynaeve al’Meara, z Pola Emonda. Zostajesz oczyszczona z wszelkich więzi, które łączą cię ze światem. Przychodzisz do nas obmyta i czysta, na sercu i duszy. Jesteś Nynaeve al’Meara, Przyjęta Białej Wieży.

Amyrlin podała kielich jednej z sióstr i pomogła Nynaeve wstać.

— Należysz teraz do nas.

Oczy Amyrlin zdawały się płonąć ciemną poświatą. Dreszcz, który przeszył Nynaeve, nie miał nic wspólnego z tym, że była naga i mokra.

24

Nowi przyjaciele i starzy wrogowie

Egwene, prowadzona przez Przyjętą, wędrowała korytarzami Białej Wieży. Ściany, równie białe jak zewnętrzne mury wieży, pokrywały gobeliny i malowidła, posadzkę tworzyły wzorzyste ceramiczne płytki. Biała szata Przyjętej w zasadzie nie różniła się niczym od jej ubioru, wyjąwszy siedem wąskich, barwnych pasków przy kraju i mankietach. Egwene krzywiła się, gdy jej spojrzenie padało na tę suknię. Właśnie taką od wczoraj nosiła Nynaeve, wyglądało jednak, że bynajmniej nie sprawiła jej radości, podobnie zresztą jak złoty pierścień — wąż pożerający własny ogon — oznaka rangi. Podczas tych kilku okazji, gdy Egwene mogła zobaczyć Wiedzącą, oczy tamtej wypełniał mrok, jakby zobaczyła coś, czego całym sercem pragnęła nie widzieć nigdy.

1 ... 108 109 110 111 112 113 114 115 116 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)