Wielkie Polowanie
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #2
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:
„Moi ludzie”.
Łuk zalśnił.
„Wyjście. To nie jest prawdziwe”.
Nynaeve załkała, wyrwała swój rękaw z uścisku Marin i rzuciła się w kierunku srebrzystej poświaty.
Ścigał ją wrzask Marin.
— Na miłość Światłości, Nynaeve, pomóż mi! POMÓŻ MI!
Poświata otuliła ją całą.
Z wytrzeszczonymi oczyma, zataczając się Nynaeve wyszła spod łuku, niemalże zupełnie nieświadoma komnaty, w której się znalazła i obecności Aes Sedai. Ostatni krzyk Marin wciąż dźwięczał jej w uszach. Nawet się nie napięła, gdy nagle wylano jej na głowę zimną wodę.
— Zostajesz oczyszczona z fałszywej dumy. Zostajesz oczyszczona z fałszywych ambicji. Przychodzisz do nas obmyta i czysta, na sercu i duszy.
Kiedy Czerwona Aes Sedai cofnęła się o krok, Sheriam podeszła, podając Nynaeve ramię.
Nynaeve wzdrygnęła się, potem zrozumiała, kto to jest. Oboma rękoma pochwyciła kołnierz płaszcza tamtej.
— Powiedz mi, że to nie było prawdziwe. Powiedz mi!
— Źle? — Ręce Sheriam zwisały swobodnie wzdłuż boków, jakby przyzwyczajona była do takich reakcji. — Za każdym razem jest gorzej, a trzeci raz najgorszy jest ze wszystkich.
— Zostawiłam moją przyjaciółkę... zostawiłam moich ludzi... w Szczelinie Przeznaczenia, po to tylko, by wrócić.
„Błagam, Światłości, to nie było prawdziwe. Naprawdę, nigdy... Muszę spowodować, że Moiraine zapłaci. Muszę!”
— Zawsze są jakieś powody, aby nie wracać, coś co ci przeszkadza, coś co cię rozprasza. Ten ter’angreal splata sidła na ciebie. Bierze je z twego własnego umysłu, tkając pułapkę ścisłą i mocną, silniejszą niż stal i bardziej śmiertelną niż trucizna. Dlatego właśnie używamy go do przeprowadzania prób. Musisz pragnąć zostać Aes Sedai, bardziej niźli wszystkiego innego w całym świecie, musisz pragnąć tego w wystarczającym stopniu, aby móc stawić czoło wszystkiemu, walczyć wyzwolona z wszelkich uwarunkowań. Biała Wieża nie przyjmie od ciebie mniej. Tego właśnie od ciebie żądamy.
— Dużo żądacie. — Nynaeve wpatrywała się w trzeci łuk, ku któremu prowadziła ją ruda Aes Sedai.
„Trzeci jest najgorszy”.
— Boję się — wyszeptała.
„Cóż może być gorszego od tego, co właśnie zrobiłam?”
— Dobrze — powiedziała Sheriam. — Pragniesz zostać Aes Sedai, przenosić Jedyną Moc. Nikt nie osiągnie tego bez strachu i zgrozy. Strach spowoduje, że będziesz ostrożna, ostrożność pozwoli ci pozostać przy życiu.
Odwróciła Nynaeve twarzą do łuku, ale nie cofnęła się od razu.
— Nikt cię nie zmusi, byś weszła tam po raz trzeci, dziecko.
Nynaeve oblizała usta.
— Jeśli odmówię, wydalicie mnie z Wieży i nigdy nie pozwolicie powrócić.
Sheriam pokiwała głową.
— A to jest najgorsze ze wszystkiego.
Sheriam pokiwała ponownie. Nynaeve wzięła głęboki oddech.
— Jestem gotowa.
— Trzecia próba — zaintonowała uroczyście Sheriam — poświęcona jest temu, co będzie. Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz. Pozostań nieugięta.
Nynaeve biegiem rzuciła się w przestrzeń łuku.
Śmiejąc się, biegła przez wirujące chmury motyli podrywających się z kwiatów, które pokrywały łąkę na szczycie wzgórza głębokim po kolana dywanem barw. Na skraju łąki szara klacz tańczyła nerwowo, wodze zwisały luźno i Nynaeve przestała biec, aby jeszcze bardziej nie przestraszyć zwierzęcia. Kilka motyli przysiadło na jej sukience, na kwiatach zdobień i drobnych perłach, inne migotały wokół szafirów i księżycowych kamieni w jej włosach, zwisających luźno na ramiona.
Poniżej wzgórza rozciągał się naszyjnik Tysiąca Jezior, obejmując miasto Malkier, odbijając dotykające chmur Siedem Wież, ze sztandarami Złotego Żurawia rozwiniętymi na pełną długość wśród lekkich mgieł. Miasto posiadało tysiąc ogrodów, ona jednak wolała ten dziki ogród na szczycie wzgórza.
„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz. Pozostań nieugięta”.
Stukot kopyt spowodował, że odwróciła się.
Al’Lan Mandragoram Król Malkier, zeskoczył z grzbietu swego rumaka i śmiejąc się szedł ku niej poprzez obłok motyli. Rysy jego twarzy, widać to było na pierwszy rzut oka, wskazały na twardego człowieka, jednak uśmiech, jaki twarz przybierała dla niej, łagodził kamienne płaszczyzny.
Zaskoczona zapatrzyła się i wtedy wziął ją w ramiona i pocałował. Na chwilę przywarła do niego, zatracając się, potem oddała pocałunek. Jej stopy wisiały w powietrzu o stopę nad powierzchnią ziemi, ale nie dbała o to.
Nagle odepchnęła go, odrzuciła głowę do tyłu.
— Nie — pchnęła mocniej. — Puść mnie. Postaw na ziemi.
Zmieszany, powoli opuszczał ją, aż stopy dotknęły ziemi. Odchyliła się od niego.
— Nie to — powiedziała. — Nie jestem w stanie poradzić sobie. Wszystko, tylko nie to.
„Proszę, pozwól mi znowu spotkać się z Aginorem”.
Pamięć zawirowała.
„Z Aginorem?”
Nie wiedziała, skąd wzięła się ta myśl. Wspomnienia chwiały się i falowały, jak niestałe kawałki pokruszonego lodu na rozszalałej powodzią rzece. Usiłowała pozbierać te kawałki, uchwycić coś, na czym mogłaby się oprzeć.
— Dobrze się czujesz, moja kochana? — zapytał niespokojnie Lan.
— Nie nazywaj mnie tak! Nie jestem twoją kochaną! Nie mogę wyjść za ciebie!
Przestraszyła się, kiedy odrzucił w tył głowę i wybuchnął śmiechem.
— Implikacje faktu, że mielibyśmy nie być małżeństwem, mogłyby zaniepokoić dzieci, moja żono. I jak miałabyś nią nie być, moja kochana? Nie mam żadnej innej i mieć nie będę.
— Muszę wracać.
Rozpaczliwie poszukiwała łuku, ale wokół były tylko łąka i niebo.
„Mocniejsze niż stal i bardziej śmiertelne niż trucizna. Lan. Dzieci Lana. Światłości, pomóż mi!”
— Muszę zaraz wracać.
— Wracać? Dokąd? Do Pola Emonda? Jak sobie życzysz. Wyślę list do Morgase i wydam rozkazy eskorcie.
— Sama — wymamrotała, wciąż rozglądając się dokoła.
„Gdzie to jest? Muszę odejść”.
— Nie mogę się uwikłać. Nie zniosę tego. Nie to. Muszę zaraz iść.
— W co się uwikłać, Nynaeve? Czego nie możesz znieść? Nie, Nynaeve. Możesz tutaj jeździć sarna, dokąd tylko chcesz, ale jeśli Królowa Malkieri przybędzie do Andoru bez odpowiedniej eskorty, Morgase będzie zgorszona, o ile nie poczuje się obrażona. Nie chcesz jej przecież obrazić, nieprawdaż? Sądziłem, że wy dwie jesteście przyjaciółkami.
Nynaeve poczuła się, jakby ją bito po głowie, jakby zadawano jej ogłuszające ciosy.
— Królowa? — zapytała z wahaniem. — Mamy dzieci?
— Pewna jesteś, że dobrze się czujesz? Sądzę, iż będzie lepiej, jeśli zobaczy cię Sharina Sedai.
— Nie — odchyliła się na powrót od niego. — Nie, Aes Sedai.
„To nie jest prawdziwe. Nie mogę dać się w to teraz wciągnąć. Nie mogę!”
— Bardzo dobrze — powiedział powoli. — Jako moja żona, jak możesz nie być królową? Jesteśmy Malkieri, nie południowcami. Zostałaś koronowana w Siedmiu Wieżach, w tym samym czasie, kiedy wymieniliśmy pierścienie.
Nieświadomie poruszył lewą dłonią, prosty złoty krąg otaczał palec wskazujący. Spojrzała na swoją rękę, na pierścień, o którym wiedziała, że tam będzie. Przykryła ją drugą ręką, ale nie potrafiła powiedzieć, czy to w celu zanegowania, czy podkreślenia jego obecności.
— Teraz pamiętasz? — ciągnął dalej. Wyciągnął rękę, jakby chciał pogłaskać jej policzek, cofnęła się o kolejne sześć kroków. Westchnął. — Jak chcesz, moja kochana. Mamy trójkę dzieci, chociaż tylko jedno może być właściwie określone tym mianem. Maric sięga ci już niemalże do ramienia i nie jest w stanie zdecydować, co pociąga go bardziej, konie czy książki. Elnore już zaczęła praktykować sztukę zawracania chłopcom w głowach, narzuca się Sharinie z pytaniami, kiedy będzie dostatecznie dorosła, aby udać się do Białej Wieży.