Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 217
Перейти на страницу:

— Wydaje mi się — wolno powiedziała Egwene — że Sheriam już trochę nam o tym napomykała. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłabym być w niedostatecznym stopniu Aes Sedai.

— Ona głosi pewną teorię. Twierdzi, że dokonałyśmy selekcji gatunku ludzkiego. Czy wiesz, co to jest selekcjonowanie? Usuwanie ze stada zwierząt, których cechy ci się nie podobają.

Egwene przytaknęła z rozdrażnieniem: każdy, kto wyrastał w otoczeniu hodowców owiec, musiał się znać na selekcji stad.

— Sheriam Sedai mówi, że dzięki Czerwonym Ajah, które od trzech tysięcy lat polują na mężczyzn zdolnych do przenoszenia Mocy, wytrzebiłyśmy w nas zdolność do przenoszenia. Na twoim miejscu nie wspominałabym o tym w towarzystwie Czerwonych. Sheriam Sedai uczestniczyła w niejednej awanturze na ten temat, a zresztą jesteśmy tylko nowicjuszkami.

— Nie powiem ani słowa.

Elayne umilkła, po czym dodała:

— Czy Rand ma się dobrze?

Egwene poczuła nagłe ukłucie zazdrości — Elayne była bardzo piękna — lecz zaraz potem jeszcze silniejsze drgnienie serca, które oznaczało strach. Przywołała na myśl te strzępy wspomnień, które zachowała z opowieści Randa na temat spotkania z dziedziczką tronu i jej niepokój rozproszył się: Elayne raczej nie mogła wiedzieć, że Rand potrafi przenosić Moc.

— Egwene?

— Ma się jak najlepiej.

„Mam nadzieję, że ten wełnianogłowy idiota ma się dobrze”.

— Ostatnim razem, jak go widziałam, odjeżdżał konno w towarzystwie shienarańskich żołnierzy.

— Shienarańskich żołnierzy! Mnie powiedział, że jest pasterzem. — Potrząsnęła głową. — Zdarza mi się o nim myśleć w najdziwniejszych momentach. Zdaniem Elaidy on jest z jakiegoś powodu ważny. Wprawdzie nie powiedziała tego otwarcie, ale rozkazała go szukać i wpadła w furię, gdy się dowiedziała, że wyjechał z Caemlyn.

— Elaida?

— Elaida Sedai. Doradczyni mojej matki. Należy do Czerwonych Ajah, ale mimo to moja matka zdaje się ją lubić.

Egwene zaschło w ustach.

„Czerwona Ajah, która interesuje się Randem”.

— Ja... nie wiem, gdzie on teraz jest. Opuścił Shienar i nie sądzę, by miał tam wrócić.

Elayne obdarzyła ją krytycznym spojrzeniem.

— Nie zdradziłabym Elaidzie, gdzie ma go szukać, gdybym to wiedziała, Egwene. Nic mi nie wiadomo, aby uczynił coś złego; obawiam się nadto, że ona chce go w jakiś sposób wykorzystać. W każdym razie nie widziałam jej od dnia, w którym tu przybyłyśmy, wlokąc za sobą Białe Płaszcze, które niczym gończe psy szły naszym śladem. Wciąż jeszcze obozują na zboczu Góry Smoka. — Poderwała się znienacka na równe nogi. — Porozmawiajmy o czymś weselszym. Są tu jeszcze dwie inne dziewczyny, znające Randa, chciałabym, abyś poznała jedną z nich.

Ujęła Egwene za rękę i wyciągnęła ją z pokoju.

— Dwie dziewczyny? Rand najwyraźniej poznaje wiele dziewczyn...

— Hmmmm? — Elayne przyjrzała się jej bacznie, nadal ciągnąc za sobą w głąb korytarza. — Tak. No cóż. Jedna z nich to leniwa dzierlatka, nazywa się Else Grinwell. Moim zdaniem nie pobędzie tu długo. Wymiguje się od codziennych posług i wiecznie wykrada, by móc podpatrywać Strażników przy ich ćwiczeniach z mieczami. Twierdzi, że Rand trafił do farmy jej ojca razem ze swym przyjacielem, Matem. Niechybnie nakładli jej do głowy wyobrażeń o świecie, który leży za następną wsią, więc uciekła z domu, żeby zostać Aes Sedai.

— Mężczyźni — mruknęła Egwene. — Jak ja podaruję kilka tańców jakiemuś miłemu chłopcu, to Rand zaraz zaczyna się boczyć niczym pies, którego bolą zęby, a on...

Urwała, w dalszej części korytarza pojawiła się bowiem ludzka sylwetka. Elayne też przystanęła w pół kroku i ścisnęła mocniej dłoń Egwene.

Mężczyzna nie miał w sobie nic takiego, co mogłoby wywołać niepokój, jedynie to jego niespodziane pojawienie się mogło zaniepokoić. Był wysoki i przystojny, wchodził już w średni wiek, miał długie, ciemne, wijące się włosy, jednakże garbił ramiona, a w jego oczach czaił się smutek. Nie wykonał ani jednego ruchu w stronę Egwene i Elayne, stał tylko i patrzył na nie, aż w końcu za jego ramieniem pojawiła się jedna z Przyjętych.

— Nie powinno cię tu być — powiedziała do niego tonem nie pozbawionym uprzejmości.

— Chciałem się przejść. — Mówił głębokim głosem, równie smutnym jak oczy.

— Mogłeś się przejść po ogrodzie, tam gdzie ci kazano przebywać. Słońce dobrze ci zrobi.

Mężczyzna parsknął gorzkim śmiechem.

— Przy czym dwie albo trzy z was będą pilnowały każdego mojego kroku? Boicie się po prostu, że znajdę jakiś nóż. — Widząc wyraz oczu Przyjętej, znowu się zaśmiał. — Dla siebie, kobieto. Dla siebie. Prowadź mnie do waszego ogrodu i waszych czujnych oczu.

Przyjęta ujęła go lekko za ramię i poprowadziła przed siebie.

— Logain — powiedziała Elayne, gdy mężczyzna zniknął już z korytarza.

— Fałszywy Smok!

— Został poskromiony, Egwene. Nie jest już bardziej niebezpieczny niż inni mężczyźni. Pamiętam jednak, jak wyglądał przedtem, kiedy aż sześć Aes Sedai musiało go pilnować, by nie wykorzystał Mocy i nie zniszczył nas wszystkich.

Zadygotała.

Egwene też poczuła, jak przeszywa ją dreszcz. Właśnie to Czerwone Ajah mogły zrobić z Randem.

— Czy zawsze trzeba ich poskramiać? — spytała.

Elayne zapatrzyła się na nią z ustami otwartymi ze zdumienia, więc szybko dodała:

— No, bo mogłabym pomyśleć, że Aes Sedai znajdą jakiś inny sposób na radzenie sobie z nimi. Anaiya i Moiraine mówiły, że największe dzieła Wieku Legend wymagały współdziałania mężczyzn i kobiet przy korzystaniu z Mocy. Po prostu wydawało mi się, że będą próbowały znaleźć jakąś inną drogę.

— Cóż, nie dopuść, by jakaś Czerwona siostra słyszała, jak głośno o tym myślisz. Egwene, one istotnie próbowały. Próbowały przez trzysta lat od czasu zbudowania Białej Wieży. Poddały się, ponosiły kolejne porażki. Chodź. Chcę, żebyś poznała Min. Na szczęście nie w ogrodzie, do którego udał się Logain, dzięki Światłości.

Imię to wydawało się Egwene dziwnie znajome, a gdy zobaczyła młodą kobietę, wiedziała już dlaczego. W ogrodzie płynął wąski strumyk, przez który przerzucony był niski kamienny mostek. Na ograniczającym go murze siedziała na skrzyżowanych nogach Min. Była ubrana w obcisłe męskie spodnie i workowatą koszulę, dzięki krótko przyciętym włosom mogła nieomal uchodzić za chłopca, jakkolwiek bardzo urodziwego. Obok niej, na zwieńczeniu muru, leżał szary kaftan.

— Znam cię — powiedziała Egwene. — Pracowałaś w karczmie w Baerlon.

Powierzchnię wody płynącej pod mostkiem marszczył lekki wiatr, wśród drzew rosnących w ogrodzie ćwierkały szaropiórki.

Min uśmiechnęła się.

— A ty byłaś z tymi, którzy sprowadzili Sprzymierzeńców Ciemności, co to usiłowali nas spalić. Nie, nie przejmuj się. Posłaniec, który przybył mnie zabrać, przywiózł z sobą dość złota, by pan Fitch mógł odbudować karczmę, i to dwukrotnie większą niż miał uprzednio. Dzień dobry, Elayne. Nie ślęczysz przy swoich naukach? Ani przy jakichś garnkach?

Zostało to wypowiedziane żartobliwym tonem, jakby obydwie kobiety przyjaźniły się ze sobą i mogły przekomarzać się, nie wywołując urazy. Uśmiech Elayne to potwierdził.

— Widzę, że Sheriam nie potrafiła cię jeszcze zmusić, byś ubrała się w suknię.

W śmiechu Min zabrzmiała złośliwa nuta.

— Nie jestem nowicjuszką.

Zaczęła mówić piskliwym głosem:

— Tak, Aes Sedai. Nie, Aes Sedai. Czy mogę zamieść jeszcze którąś podłogę, Aes Sedai? Ja — dodała, powracając do swej zwykłej, niskiej barwy głosu — ubieram się tak, jak chcę. — Zwróciła się do Egwene. — Czy Rand ma się dobrze?

1 ... 110 111 112 113 114 115 116 117 118 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)