Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 109 110 111 112 113 114 115 116 117 ... 217
Перейти на страницу:

— To tutaj — powiedziała oschle Przyjęta, wskazując gestem drzwi. Pedra, tak ją przynajmniej przedstawiano, niska, żylasta kobieta, nieco starsza od Nynaeve, zawsze przemawiała ostrym tonem. — Tym razem ci darowano, bo to twój pierwszy dzień, ale spodziewam się zobaczyć cię w pomywalni, gdy gong zabrzmi na primę. Ani chwili później.

Egwene dygnęła, po czym pokazała język oddalającym się plecom Przyjętej. Od pierwszej chwili, gdy tylko Sheriam umieściła jej imię w księdze nowicjuszek, Egwene wiedziała, że nie lubi Pedry. Otworzyła teraz z rozmachem drzwi i weszła do środka.

Wystrój niewielkiej izby był niewyszukany, wnętrze okalała biel ścian, a na jednej z dwóch twardych ław siedziała młoda kobieta o rudozłotych włosach opadających na ramiona. Posadzka była goła, nowicjuszek raczej nie przyzwyczajano do pomieszczeń z dywanami. Egwene stwierdziła, że dziewczyna jest mniej więcej w jej wieku, tyle że godność i opanowanie, jakie od niej biły, powodowały, iż wydawała się starsza. Na niej prosto skrojona suknia nowicjuszki prezentowała się jakby lepiej. Elegancko. O właśnie!

— Mam na imię Elayne — przedstawiła się i przekrzywiwszy głowę, zaczęła się Egwene przyglądać. — A ty jesteś Egwene. Z Pola Emonda w Dwu Rzekach.

Wypowiedziała to takim tonem, jakby w tym stwierdzeniu kryło się coś ważnego, zaraz jednak przeszła do innego tematu.

— Stałym obowiązkiem tych, którzy przebywają tu już od jakiegoś czasu, jest udzielanie pomocy nowym, dopiero co przybyłym nowicjuszkom. Mamy im pomóc odnaleźć się w tym miejscu. Usiądź, proszę.

Egwene przysiadła na drugiej ławie, wprost naprzeciwko Elayne.

— Myślałam, że Aes Sedai będą mnie uczyć, skoro już jestem nowicjuszką. Ale jak dotąd zdarzyło się tylko tyle, że Pedra obudziła mnie na dobre dwie godziny przed pierwszym brzaskiem i kazała zamiatać korytarze. Twierdzi, że będę też musiała pomagać przy zmywaniu naczyń po obiedzie.

Elayne skrzywiła się.

— Nienawidzę zmywania. Nigdy dotąd mnie nie zmuszano... zresztą nieważne. Będziesz pobierała nauki. W rzeczy samej, począwszy od dzisiaj, będziesz codziennie pobierała nauki właśnie o tej porze. Od śniadania do primy, a potem znowu od obiadu do tercji. Jeśli okażesz się wybitnie zdolna, względnie wybitnie tępa, być może zagospodarują ci również czas między kolacją a kompletą, zazwyczaj jednak będą to zwykłe posługi. — Błękitne oczy Elayne przybrały zamyślony wyraz. — Ty się urodziłaś z Jedyną Mocą, prawda?

Egwene przytaknęła.

— Tak, zdawało mi się, że ją czuję. I j a się z tym urodziłam. Nie czuj się zawiedziona, że się nie poznałaś na tym. Nauczysz się jeszcze wyczuwać zdolności u innych kobiet. Ja mam tę przewagę, że wychowałam się w otoczeniu Aes Sedai.

Egwene miała ochotę zapytać: „Kogóż to wychowują w otoczeniu Aes Sedai?” — ale Elayne nie przestawała mówić.

— Nie czuj się zawiedziona, jeśli trochę potrwa, zanim cokolwiek osiągniesz. To znaczy w korzystaniu z Jedynej Mocy. Nawet najprostsza rzecz wymaga nieco czasu. Cierpliwość jest cnotą, której trzeba się uczyć. — Zmarszczyła nos. — Sheriam Sedai zawsze to powtarza i dokłada wszelkich starań, abyśmy wszystkie też się tego nauczyły. Spróbuj pobiec, gdy ona rozkaże ci iść, a nawet nie zdążysz mrugnąć, jak cię wezwie do swego gabinetu.

— Już miałam kilka lekcji — powiedziała Egwene, starając się, by to zabrzmiało skromnie.

Otworzyła się na saidara — ta partia nauk stawała się coraz łatwiejsza — i poczuła, jak ciepło wypełnia jej ciało. Postanowiła, że spróbuje jednej z najbardziej efektownych rzeczy, którą nauczyła się robić. Wyciągnęła rękę i ponad powierzchnią dłoni utworzyła kulę płonącą czystym światłem. Płomień chybotał się — wciąż nie potrafiła utrzymać go nieruchomo — ale był.

Elayne spokojnym ruchem wyciągnęła rękę i pojawiła się nad nią świetlna kula. Też migotała.

Po chwili wokół całego ciała Elayne rozbłysło blade światło. Egwene jęknęła ze zdumienia, a jej płomień zniknął.

Elayne ni stąd, ni zowąd zachichotała, emitowane przez nią światło zagasło, zarówno kula, jak i poświata.

— Widziałaś? Widziałaś, jak mnie otoczyło? — spytała podnieconym głosem. — Ja je dookoła ciebie widziałam. Sheriam Sedai obiecała, że je w końcu zobaczę. To był pierwszy raz. Dla ciebie też?

Egwene skinęła głową, śmiejąc się razem ze swoją towarzyszką.

— Podobasz mi się, Elayne. Myślę, że się zaprzyjaźnimy.

— Ja też tak myślę, Egwene. Jesteś z Dwu Rzek, z Pola Emonda. Czy znasz może chłopca, który się nazywa Rand al’Thor?

— Znam go. — Egwene nagle przypomniała sobie historię opowiedzianą jej przez Randa, historię, w którą ani trochę nie wierzyła, o tym, jak spadł z muru do jakiegoś ogrodu i poznał... — Jesteś dziedziczką tronu Andoru? — wykrztusiła.

— Tak — odparła z prostotą Elayne. — Gdyby Sheriam Sedai wpadło w ucho, choćby dalekim echem, że w ogóle o tym wspomniałam, to pewnie wezwałaby mnie do gabinetu, jeszcze zanim skończyłabym gadać.

— Wszystkie wkoło opowiadają o wezwaniach do gabinetu Sheriam. Nawet Przyjęte. Czy aż tak dotkliwie potrafi zbesztać? Na mnie sprawia wrażenie dobrotliwej.

Elayne zawahała się, a odezwawszy się, mówiła wolno, nie patrząc Egwene w oczy.

— Trzyma wierzbową rózgę na biurku. Twierdzi, że jeśli nie potrafisz nauczyć się przestrzegać reguł w cywilizowany sposób, to ona nauczy cię ich inną metodą. Nowicjuszki związane są tyloma regułami, że bardzo trudno jest którejś z nich nie złamać — zakończyła.

— Ależ to.., to potworne! Nie jestem dzieckiem, ty też nie. Nie dam się traktować jak dziecko.

— A właśnie, że jesteśmy dziećmi. Aes Sedai, pełne siostry, to dorosłe kobiety. Przyjęte są młodymi kobietami, dostatecznie dojrzałymi, by można im było ufać i nie patrzeć bezustannie przez ramię. Zaś nowicjuszki są dziećmi, które trzeba chronić i otaczać opieką, wskazywać im kierunek, w którym winny się udać, a także karać, gdy uczynią coś, czego nie powinny. W taki właśnie sposób wyjaśnia to Sheriam Sedai. Nikt cię nie ukarze podczas lekcji, o ile nie będziesz próbowała zrobić czegoś, czego ci nie wolno. Czasami trudno jest się powstrzymać, sama się przekonasz. Masz ochotę przenosić Moc równie mocno, jak oddychać. Jeśli jednak zbijesz zbyt wiele naczyń, bo coś ci się zaroi w głowie podczas zmywania, jeśli okażesz lekceważenie którejś z Przyjętych, opuścisz Wieżę bez zezwolenia, albo przemówisz do jakiejś Aes Sedai, nie czekając aż ona odezwie się do ciebie pierwsza albo... Wszystko, co powinnaś robić, to dokładać wszelkich starań. Nic innego robić nie wolno.

— Tak to brzmi, jakby one usiłowały nas zmusić, abyśmy zapragnęły opuścić to miejsce — zaprotestowała Egwene.

— Wcale nie, choć jednocześnie tak właśnie jest. Egwene, w Wieży przebywa zaledwie czterdzieści nowicjuszek. Tylko czterdzieści i nie więcej jak siedem albo osiem wejdzie do grona Przyjętych. To za mało, powiada Sheriam Sedai. Jej zdaniem jest teraz za mało Aes Sedai do zrobienia tego, co musi zostać zrobione. Jednak Wieża nie... nie może... zaniżyć swoich wymogów. Aes Sedai nie mogą uznać żadnej kobiety za swoją siostrę, jeśli brak jej zdolności, siły i woli. Nie mogą ofiarować pierścienia i szala takiej, co nie potrafi dostatecznie dobrze przenosić Mocy, daje się zastraszyć albo rezygnuje, gdy droga robi się wyboista. Od przenoszenia są nauki i próby, jeśli zaś idzie o siłę i wolę... Cóż, jeśli będziesz chciała odejść, pozwolą ci, ale wtedy, gdy już nauczysz się tyle, by nie umrzeć z powodu swej ignorancji.

1 ... 109 110 111 112 113 114 115 116 117 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)