Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 296
Перейти на страницу:

– Dai Shan! – zawołał ktoś. Książę Kaisel. Wskazywał na miejsce, gdzie Trollokom udało się ciąć strażnika Lana. Jego sztandar przechylił się. Andere. Jego koń padł, podczas gdy Lan wpadł na grzbiecie Mandarba pomiędzy dwa Trolloki. Książę Kaisel z małą grupą żołnierzy przyłączyli się do niego.

Lan nie mógł pędzić dalej na koniu, chyba że stratowałby niechcący przyjaciela.

Zeskoczył z siodła, uderzył o ziemię i kucnął przy kołyszącym się Trolloku. Kaisel odciął nogę bestii w kolanie. Lan przemknął pod upadającym ciałem. Zobaczył sztandar i leżące obok niego ciało. Żywe lub martwe, Lan nie wiedział, ale tuż obok Myrddraal unosił straszliwe ostrze.

Lan ruszył jak poryw wiatru i wirująca stal zarazem. Obrócił się i zablokował cios Thakan’dara, depcąc sztandar podczas walki. W pustce nie było czasu do namysłu. Był tylko instynkt i działanie. Był…

Był także drugi Myrddraal, który wyrósł nagle spoza powalonego konia Andere. A więc pułapka. Rzucić sztandar i w ten sposób przyciągnąć uwagę Lana. Dwa Myrddraale zaatakowały z dwóch stron. Pustka nie zatrzęsła się. Miecz nie mógł odczuwać strachu, a w tej chwili Lan był mieczem. „Czapla rozkładająca skrzydła”. Siekąc mieczem, blokując ciosy zasłonami, Lan posuwał się to do przodu, to do tyłu. Myrddraale były niczym płynąca woda, lecz Lan był jak wiatr. Obracał się pomiędzy ostrzami mieczy wroga, odparowując ataki to z lewej, to z prawej strony.

Myrddraale zaczęły przeklinać w furii. Ten znajdujący się po lewej stronie atakował Lana z szyderczym uśmiechem. Lan uskoczył w bok, odparował pchnięcie bestii i odciął jej rękę w okolicy łokcia. Obrócił się w stronę, z której spodziewał się ataku drugiego Pomora, i jednym płynnym ciosem pozbawił go dłoni.

Miecze obu Thakan’darów z brzękiem upadły na ziemię. Myrddraale zamarły, kompletnie ogłupione. Lan odciął głowę jednego, a potem obrócił się i przeszył mieczem szyję drugiego. „Czarne kamienie na śniegu”. Postąpił do tyłu i zamachał mieczem, tak by strząsnąć z ostrza krew wroga. Oba Myrddraale padły, pokonane i bez zmysłów, a czarna krew splamiła ziemię.

Nieopodal przynajmniej sto pięćdziesiąt Trolloków padło, wijąc się z bólu. Były połączone z Myrddraalami. Lan ruszył, by wyciągnąć Andere z błota. Mężczyzna mrugał, wyglądał na ogłuszonego, a jego ramię zwisało pod dziwnym kątem. Lan przerzucił Andere przez ramię, chwyciwszy sztandar wolną ręką.

Ruszył biegiem w kierunku Mandarba – wokół nie było już Trolloków – i wręczył sztandar jednemu z ludzi Kaisela.

– Wyczyść go, a potem niech znowu łopoce.

Umieścił Andere z przodu siodła, dosiadł konia i otarł miecz o materię pokrywającą siodło. Andere nie wyglądał na śmiertelnie rannego.

Za plecami usłyszał cichy głos księcia Kaisela.

– Na ojców! – powiedział. – Słyszałem, że był dobry, ale… ale, Światłości!

– Dojdzie do siebie – rzekł Lan, lustrując pole bitwy i uwalniając próżnię. – Wyślij sygnał, Deepe.

Asha’man wykonał rozkaz, posyłając w górę czerwoną smugę światła. Lan zawrócił Mandarba i mieczem wskazał w kierunku obozu. Armia zebrała się wokół niego. Ich ataki zawsze polegały na tym, by najpierw uderzyć, a potem dokonać odwrotu. Nie mieli zamiaru formować solidnej linii bojowej. Było to trudne w przypadku szarży kawalerii.

Oddziały Lana zaczęły się wycofywać, natomiast falami nadjeżdżali Saldaeanie i Arafelianie, których zadaniem było rozbić linię Trolloków i ochraniać odwrót. Mandarb spływał potem. Dźwiganie dwóch mężczyzn w zbrojach było dla konia zadaniem niełatwym, zwłaszcza że zwierzę brało udział w szarży. Teraz, kiedy znajdowali się poza niebezpieczeństwem, Lan zwolnił bieg konia.

– Deepe? – odezwał się Lan, gdy dotarli na tyły linii bojowej. – Co z Andere?

– Złamał kilka żeber, ramię i został ranny w głowę. Zdziwiłbym się, gdyby teraz był w stanie samodzielnie policzyć do dziesięciu, ale widziałem ludzi w gorszym stanie. Najpierw zajmę się raną na jego głowie. Reszta może zaczekać.

Lan przytaknął, nie mówiąc nic. Jeden z jego strażników – zgryźliwy człowiek imieniem Benish, odziany w zawój Tarabonianin, choć nałożył nań hadori – pomógł zdjąć Andere z konia. Lan i strażnik ponieśli go i stanęli obok konia Deepe. Jednonogi Asha’man, przywiązany do siodła plątaniną sznurków, pochylił się, położył rękę na głowie Andere i zaczął się koncentrować. Oszołomienie zaczęło znikać z oczu Andere, zastąpione przytomnym spojrzeniem. Potem zaczął przeklinać.

„Dojdzie do siebie” – pomyślał Lan, patrząc na pole walki. Pomiot Cienia zaczął się wycofywać. Nadchodził zmierzch.

Do Lana galopem podjechał książę Kaisel.

– Na fladze Saldaean widnieje czerwony pasek królowej – powiedział. – Ona znowu z nimi podąża, Lan.

– Ona jest ich królową. Może robić to, czego sobie zażyczy.

– Powinieneś z nią porozmawiać – rzekł Kaisel, potrząsając głową. – To nie w porządku, Lan. Inne kobiety z saldaeańskiej armii zaczynają się także do nich przyłączać.

– Widziałem walczące saldaeańskie kobiety – odparł Lan, wciąż obserwując pole walki. – Gdybym miał postawić na kogoś w starciu pomiędzy nimi a jakimkolwiek mężczyzną z jakiejkolwiek armii z południa, postawiłbym na Saldaeanki.

– Ale…

– To wojna o wszystko. Jeśli mógłbym dotrzeć do każdej kobiety na Ziemiach Granicznych i włożyć miecz w jej dłoń, zrobiłbym to. Na razie zadowolę się unikaniem robienia głupstw – jak zabranianie walki wytrenowanym i zaciekłym w walce żołnierzom. Jeśli jednak zdecydujesz się nie korzystać z własnego rozsądku, masz wolną rękę, by powiedzieć Saldaeankom, co o nich myślisz. Obiecuję, że będziesz miał godny stos, jak tylko przyniosą mi twoją zdjętą z pala głowę.

– Ja… Tak, lordzie Mandragoran – rzekł Kaisel.

Lan wyjął swoją lunetę i obserwował pole bitwy.

– Lordzie Mandragoran? – zapytał Kaisel. – Czy naprawdę sądzisz, że ten plan zadziała?

– Jest zbyt wiele Trolloków – powiedział Lan. – Przywódcy armii Ciemności hodowali je przez lata i wyrosły niczym chwasty. Trolloki mnóstwo jedzą, każdy z nich, aby funkcjonować, potrzebuje więcej pożywienia niż człowiek. Jak do tej pory oczyszczały Ugór ze wszystkiego, co dało się zjeść. Cień wykorzystuje każdy skrawek jedzenia, by wyżywić tę armię, licząc na to, że Trolloki będą w stanie żywić się ciałami poległych.

Bez wątpienia teraz, kiedy bitwa się zakończyła, Trolloki roiły się na polu walki, szukając przerażającej padliny. Preferowały ludzkie mięso, ale mogły też zjeść ciała swoich poległych. Lan uciekał przed ich armią przez cztery dni, nie pozostawiając im ani jednego ciała, by mogły ucztować. Udało mu się to tylko dzięki spaleniu Fal Dara i Fal Moran i innych miast w zachodnim Shienarze. Plądrowanie tych miast w poszukiwaniu jedzenia opóźniało marsz Trolloków, co pozwoliło armii Lana zrealizować swój plan i zorganizować odwrót.

Shienaranie nie pozostawili nic nadającego się do jedzenia w pobliskich miastach. Cztery dni bez jedzenia. Trolloki nie miały zaopatrzenia. Jadły to, co znalazły po drodze. Teraz głodowały. Lan obserwował je przez lunetę. Wiele z nich nie czekało, aż dostaną naczynia. Dalece bardziej były zwierzętami niż ludźmi.

„Są o wiele bardziej istotami Cienia niż czymkolwiek innym” – pomyślał Lan, opuszczając lornetkę. Jego plan był makabryczny, lecz jeśli Światłość pozwoli, będzie skuteczny. Jego ludzie walczyli i były ofiary. One stały się przynętą do rozpoczęcia prawdziwej bitwy.

1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)