Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Ba — rzekł Atos — Bóg nas ustrzegł do tej chwili, Bóg ustrzeże nas i w przyszłości.
— Tak, nas; ale my jesteśmy mężczyznami i w końcu naszą rzeczą jest stawiać życie na kartę, ale ona! — dodał półgłosem.
— O kim mówisz? — zapytał Atos.
— O Konstancji.
— Prawda, pani Bonacieux! — powiedział Atos. — Biedny przyjacielu, zapomniałem, że jesteś zakochany.
— Tak — rzekł Aramis — ale czy nie dowiedziałeś się z listu, który znalazłeś przy tym nędzniku, że ona znajduje się w klasztorze? W klasztorze nie jest źle i gdy tylko skończy się oblężenie La Rochelle, przyrzekam wam, że ja...
— Dobrze, dobrze, mój drogi Aramisie — rzekł Atos. — Wiem, że chcesz się poświęcić stanowi duchownemu.
— Jestem muszkieterem tylko chwilowo — odparł skromnie Aramis.
— Zdaje się, że dawno już nie miał wiadomości od swojej kochanki — powiedział cicho Atos — ale nie zwracajcie na to uwagi, znam się na tym.
— Zdaje mi się, że znalazłem prosty sposób — rzekł Portos.
— Jaki? — zapytał d’Artagnan.
— Powiadasz, że jest w klasztorze? — ciągnął Portos.
— Tak.
— Gdy tylko skończy się oblężenie, uprowadzimy ją stamtąd.
— Trzeba jeszcze wiedzieć, jaki to klasztor.
— To prawda — przyznał Portos.
— Ale czy nie wydaje ci się, drogi d’Artagnanie — zapytał Atos — że to królowa wybrała klasztor dla niej?
— Owszem, tak przypuszczam.
— Wybornie, Portos nam pomoże.
— Ale jak, jeśli łaska?
— Przez swoją markizę, diuszesę, księżnę; ta dama ma na pewno wielkie stosunki.
— Pst! — rzekł Portos kładąc palec na ustach — myślę, że jest zwolenniczką kardynała i nie powinna nic wiedzieć.
— W takim razie ja zdobędę wiadomości — rzekł Aramis.
— Ty, Aramisie — zawołali trzej przyjaciele — ale jakim sposobem?
— Przez spowiednika królowej, z którym jestem bardzo zaprzyjaźniony... — powiedział Aramis z rumieńcem na twarzy.
Na to zapewnienie czterej przyjaciele, którzy skończyli swój skromny posiłek, rozstali się obiecując sobie, że spotkają się jeszcze tego samego wieczora; d’Artagnan wrócił do Minimes, a trzej muszkieterowie udali się do kwatery królewskiej, gdzie mieli się rozlokować.
Rozdział XIII
OBERŻA POD “CZERWONYM GOŁĘBNIKIEM”
Tymczasem król, któremu spieszno było znaleźć się w obliczu nieprzyjaciela i który równie nienawidził Buckinghama jak kardynał, choć lepsze miał do tego prawo, chciał niezwłocznie poczynić przygotowania, by przegnać Anglików z wyspy Re i skrócić oblężenie La Rochelle; ale waśnie wynikłe między panami Bassompierre i Schombergiem a księciem d’Angoulême spowodowały, wbrew woli króla, dalszą zwłokę.
Panowie de Bassompierre i Schomberg byli marszałkami Francji i domagali się, by honorowano ich prawo dowodzenia armią pod rozkazami króla, ale kardynał w obawie, że Bassompierre, hugenot w głębi serca, nie będzie dość mocno nacierał na Anglików i roszelczyków, swych braci w religii, popierał księcia d’Angoulême, którego król za jego namową mianował dowódcą. Jakoż, by uniknąć widoku panów Bassompierre’a i Schomberga opuszczających armię, musiano dać każdemu oddzielne dowództwo: Bassompierre rozłożył się obozem na północ od miasta, od La Leu[*] aż do Dompierre; książę d’Angoulême na wschód, od Dompierre aż do Périgny[*], a pan de Schomberg na południe, od Périgny do Angoutin.
Kwatera brata królewskiego znajdowała się w Dompierre.
Kwatera króla to w Etre, to w La Jarrie[*].
Kwatera kardynała na wydmach, przy Moście Kamiennym, w zwyczajnym domu bez żadnego oszańcowania.
W ten sposób brat królewski miał na oku Bassompierre’a, król księcia d’Angoulême, a kardynał pana Schomberga.
Gdy tylko te sprawy zostały załatwione, zajęto się Anglikami z wyspy Re.
Okoliczności były sprzyjające: Anglicy, którzy są dobrymi żołnierzami tylko wtedy, gdy mają pełne brzuchy, żywili się jedynie solonym mięsem i kiepskimi sucharami, toteż w ich obozie było wielu chorych; co więcej, morze, bardzo burzliwe o tej porze roku przy wszystkich wybrzeżach, co dzień uszkadzało jakiś statek. Każdy przypływ wyrzucał na brzeg, od cypla Aiguillon do okopu, szczątki łodzi, szalup i barek; było więc jasne, że jeśli nawet królewscy pozostaną w swym obozie, Buckingham, który trzymał się na wyspie Re tylko z uporu, będzie ją musiał prędzej czy później opuścić.
Tymczasem pan de Toirac dał znać, że w obozie nieprzyjaciela szykują się do nowego szturmu; król uznał, że nadeszła chwila, i rozkazał nacierać.
Nie jest naszym zamiarem prowadzić dziennik oblężenia; przeciwnie, przytaczamy tylko te wypadki, które mają związek z opowiadaną przez nas historią. Poprzestaniemy więc na kilku słowach i podamy do wiadomości czytelnika, że ku wielkiemu zdumieniu króla i ku wielkiej chwale pana kardynała przedsięwzięcie zostało uwieńczone pomyślnym skutkiem. Anglicy wypierani krok za krokiem, bici we wszystkich potyczkach, rozgromieni przy przeprawie na wyspę Loix[*], musieli wsiąść na statki pozostawiając na polu walki dwa tysiące ludzi, wśród nich pięciu pułkowników, trzech podpułkowników, dwustu pięćdziesięciu kapitanów i dwudziestu szlachty ze świetnych rodów oraz cztery działa i sześćdziesiąt chorągwi; chorągwie zostały przywiezione do Paryża przez Claude de Saint-Simona i powieszone bardzo uroczyście u sklepień Notre-Dame.
W obozie śpiewano Te Deum i pieśń ta odbrzmiała echem w całej Francji.
Kardynał został więc zwycięzcą i mógł nadal prowadzić oblężenie, przynajmniej na razie nie obawiając się niczego ze strony Anglików.
Ale, jak powiedzieliśmy, odpoczynek był tylko chwilowy.
Wysłannik księcia Buckinghama, nazwiskiem Montaigu[*], został pochwycony; teraz miano już dowód, że Cesarstwo, Hiszpania, Anglia i Lotaryngia zawiązały ligę przeciw Francji.
Co więcej, w kwaterze Buckinghama, którą książę musiał opuścić szybciej niż się spodziewał, znaleziono papiery, potwierdzające istnienie tej ligi; jak utrzymuje pan kardynał w swych pamiętnikach, papiery kompromitujące panią de Chevreuse, a co za tym idzie i królową.
Na kardynale spoczywała cała odpowiedzialność, nie można bowiem być wszechwładnym ministrem nie ponosząc odpowiedzialności; toteż wszystkie siły jego geniuszu były w napięciu dzień i noc i słuchał pilnie najmniejszego odgłosu, dobiegającego z wielkich królestw Europy.
Kardynał znał rzutkość, a nade wszystko nienawiść Buckinghama. Jeśli liga zagrażająca Francji odniesie zwycięstwo, Richelieu straci wszystkie wpływy; polityka hiszpańska i polityka austriacka miały swoich przedstawicieli w Luwrze, ale niewielu jeszcze zwolenników; Richelieu, minister francuski, minister narodowy, byłby zgubiony. Król, posłuszny mu jak dziecko, nienawidził go tak, jak dziecko nienawidzi swego nauczyciela, i wydałby kardynała zemście księcia Orleańskiego i królowej; byłby więc zgubiony, a wraz z nim może i Francja. Temu wszystkiemu należało zapobiec.
W domu przy Kamiennym Moście, gdzie był sztab kardynała, z każdym dniem zwiększała się liczba zmieniających się nieustannie emisariuszy.
Byli to mnisi tak niezręcznie noszący swoje habity, że łatwo rozpoznałbyś ich przynależność do walczącego Kościoła; kobiety nie czujące się nazbyt swobodnie w strojach paziów (ich okrągłych kształtów nie mogły ukryć luźne szarawary); wreszcie wieśniacy o uczernionych rękach, ale rasowych nogach, które zdradzały szlachetne urodzenie.