Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Nie widzieliśmy jej, Wasza Dostojność — odparł Atos.
— Nie widzieliście jej. Bardzo dobrze — powiedział żywo kardynał. — Postąpiliście słusznie broniąc honoru kobiety, a ponieważ udaję się właśnie do oberży “Pod Czerwonym Gołębnikiem”, dowiem się, czy powiedzieliście mi prawdę.
— Wasza Dostojność — rzekł dumnie Atos — jesteśmy szlachcicami i żeby ratować własną skórę, nie splamimy się kłamstwem.
— Toteż nie wątpię w to, coście mi powiedzieli, mości Atosie, nie wątpię ani przez chwilę. Ale — dodał, by zmienić temat rozmowy — czy ta dama była bez opieki?
— Był z nią kawaler — rzekł Atos — ale nie zjawił się mimo hałasu. Można więc przypuszczać, że to tchórz.
— Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, mówi Pismo Święte — odparł kardynał.
Atos skłonił się.
— A teraz, panowie — rzekł Jego Eminencja — wiem, co chciałem wiedzieć. Proszę za mną.
Trzej muszkieterowie cofnęli się; kardynał znów zasłonił twarz płaszczem i ruszył stępa, trzymając się w odległości jakich dziesięciu kroków od swych czterech towarzyszy.
Wkrótce dojechali do cichej i pustej oberży; oberżysta wiedział zapewne, jak znakomity gość przybywa, i odprawił natrętów.
W odległości dziesięciu kroków od wejścia kardynał dał znak giermkowi i trzem muszkieterom, żeby się zatrzymali; koń gotów do jazdy stał przywiązany do okiennicy; kardynał zapukał trzy razy w szczególny sposób.
Natychmiast ukazał się mężczyzna owinięty w płaszcz i zamienił kilka szybkich słów z kardynałem, za czym wskoczył na konia i ruszył w kierunku na Surgères[*], a więc na Paryż.
— Proszę, panowie — rzekł kardynał. — Mówiliście mi prawdę — powiedział zwracając się do trzech muszkieterów — nie moja wina, że nasze dzisiejsze spotkanie nie było dla was przyjemne, na razie idźcie za mną.
Kardynał zsiadł z konia, trzej muszkieterowie zrobili to samo; kardynał rzucił uzdę wierzchowca giermkowi, trzej muszkieterowie przywiązali swe konie do okiennic.
Oberżysta stał na progu: dla niego kardynał był tylko oficerem, który przyszedł złożyć wizytę damie.
— Czy masz jakiś pokój na parterze, gdzie ci panowie mogliby poczekać na mnie przy dobrym ogniu? — rzekł kardynał.
Oberżysta otworzył drzwi do wielkiej sali, w której kiepski piec zastąpiono właśnie doskonałym kominkiem sporych rozmiarów.
— Mam ten pokój — powiedział.
— Wybornie — rzekł kardynał. — Wejdźcie tu, panowie, i zechciejcie na mnie poczekać; nie zatrzymam się dłużej niż pół godziny.
Trzej muszkieterowie weszli do pokoju na parterze, a kardynał nie mieszkając wszedł na schody krokiem człowieka, któremu nie trzeba wskazywać drogi.
Rozdział XIV
O POŻYTKU RURY OD PIECA
Nie ulegało wątpliwości, że nasi trzej przyjaciele, nie wiedząc zresztą o tym i powodowani jedynie rycerskim i awanturniczym duchem, oddali usługę komuś, kogo kardynał zaszczycał szczególną opieką.
Ale któż to taki? To pytanie zadali sobie od razu; widząc jednak, że żadna z odpowiedzi, na jaką mogliby się zdobyć, nie jest zadowalająca, Portos wezwał oberżystę i zażądał kości do gry.
Portos i Aramis usiedli przy stole i zabrali się do gry. Atos przechadzał się rozmyślając.
Chodząc tam i z powrotem po sali, mijał na wpół złamaną rurę od pieca, która łączyła się z pokojem położonym na piętrze; za każdym razem dobiegał go szept, który w końcu przyciągnął jego uwagę. Atos podszedł bliżej i usłyszał kilka słów, które wydały mu się tak ważkie, że dał znak towarzyszom, by zamilkli, sam zaś pochylił się nad otworem i nadstawił ucha.
— Proszę posłuchać, Milady — mówił kardynał — sprawa jest ważna. Usiądźmy i porozmawiajmy.
— Milady — szepnął Atos.
— Słucham Waszą Eminencję z największą uwagą — odparł głos kobiecy, który przyprawił Atosa o drżenie.
— Mały statek z załogą angielską, którego kapitan jest oddanym mi człowiekiem, czeka na panią u ujścia Charente[*], przy forcie La Pointe[*]; jutro rano rozwinie żagle.
— Mam się tam udać jeszcze tej nocy?
— Jak najszybciej, natychmiast po otrzymaniu ode mnie instrukcji. Dwaj ludzie, którzy czekają przy drzwiach, będą pani eskortą. Ja wyjdę pierwszy, pani w pół godziny po mnie.
— Tak jest, Wasza Dostojność. Teraz powróćmy do zadania, które chcesz mi zlecić, a ponieważ zależy mi na tym, by nie utracić zaufania Waszej Eminencji, proszę mi wyłożyć rzecz jasno i dokładnie, bym nie popełniła żadnego błędu.
Zapadła chwila głębokiej ciszy. Było rzeczą jasną, że kardynał waży słowa, które ma powiedzieć, a Milady wysila całą swą inteligencję, by zrozumieć to, co zostanie powiedziane i wyryć w pamięci.
Atos skorzystał z tej chwili, powiedział swym towarzyszom, by zamknęli drzwi od wewnątrz, i dał im znak, by słuchali wraz z nim.
Dwaj muszkieterowie, którzy lubili wygodę, przynieśli krzesła dla siebie, a także dla Atosa. Wszyscy trzej usiedli i nachylili głowy, pilnie nasłuchując.
— Pojedzie pani do Londynu — ciągnął kardynał. — Zaraz po przybyciu udasz się do Buckinghama.
— Zwracam uwagę Waszej Eminencji — rzekła Milady — że po tej historii z diamentowymi spinkami, o którą książę mnie zawsze podejrzewał, Jego Wysokość ma się przede mną na baczności.
— Tym razem — rzekł kardynał — nie chodzi o to, by zmylić jego czujność, lecz by ułożyć się z nim szczerze i lojalnie.
— Szczerze i lojalnie — powtórzyła Milady tonem wielce dwuznacznym.
— Tak, szczerze i lojalnie — podjął kardynał tym samym tonem. — To otwarta gra.
— Będę postępować ściśle wedle wskazówek Waszej Eminencji. Czekam na nie.
— Uda się pani do Buckinghama w moim imieniu i powie mu pani, że wiem o wszystkich jego przygotowaniach, ale niewiele o nie dbam zważywszy, że przy pierwszym jego kroku zgubię królową.
— Czy uwierzy, że Wasza Eminencja może to zrobić?
— Tak, mam bowiem dowody.
— Muszę przedstawić te dowody księciu.
— Oczywiście; powie mu pani, że ogłoszę raport Bois-Roberta[*] i markiza de Beautru[*] o spotkaniu księcia z królową u pani marszałkowej owego wieczora, kiedy pani marszałkowa wydawała bal maskowy, dla zupełnej pewności dodasz, że książę zjawił się w stroju Wielkiego Mogoła, który miał nosić kawaler de Guise i który Buckingham kupił od niego za trzy tysiące pistoli.
— Dobrze, Wasza Dostojność.
— Podasz wszystkie szczegóły jego wejścia i wyjścia owej nocy, gdy wkradł się do pałacu w stroju włoskiego wróżbiarza; aby nie wątpił w prawdziwość mych informacji, powiesz mu, że miał pod płaszczem wspaniałą białą suknię usianą czarnymi łzami, trupimi głowami i skrzyżowanymi kośćmi: gdyby go zaskoczono, miał przebrany w tę suknię wystąpić jako widmo Białej Damy, które jak wiadomo, ukazuje się Luwrze za każdym razem, kiedy ma się zdarzyć coś ważnego.
— Czy to wszystko, Wasza Dostojność?
— Powie mu pani, że znam ponadto wszystkie szczegóły przygody w Amiens, że z tych szczegółów każę ułożyć mały, ale pospieszny romans uzupełniając go planem ogrodu i portretami głównych aktorów tej nocnej sceny.
— Powiem mu to.
— Powiesz mu również, że pochwyciłem Montaigu, że Montaigu jest w Bastylii, że nie znaleziono przy nim żadnego listu, ale tortury mogą go zmusić do powiedzenia wszystkiego, co wie, a nawet tego, czego nie wie.