Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Na wypadek uszkodzenia stacji, zespół atakujący miał urządzenia remontowe i wystarczającą ilość powietrza w butlach, by uzupełnić zasoby powietrzne stacji w razie dekompresji. Członkowie zespołów zostali wyszkoleni nie tylko do ataku, przechwytywania i robienia awantur w środowisku nieważkości, ale umieli również remontować i obsługiwać stacje wormholowe. Po unieszkodliwieniu naksydzkich załóg mieli je zastąpić.
W zespołach atakujących byli najlepsi ludzie Floty — oddani, inteligentni i wychowani w całkowitym posłuszeństwie Praxis. Dowodzili nimi rozsądni, zdolni oficerowie. Wsadzono ich w pancerzach do pojazdów atakujących, nafaszerowano lekami wspomagającymi przy przeciążeniach i w stresujących sytuacjach i wystrzelono ku stacjom wormholowym z przeciążeniem ponad dziewięć g.
Oczywiście Naksydzi na stacjach wormholowych zobaczyli nadlatujące pojazdy i zameldowali swoim zwierzchnikom o płonących żagwiach deceleracyjnych. W odpowiedzi Flota naksydzka przy Zanshaa wystrzeliła pociski, które pomknęły przez wormhole z wciąż wzrastającą szybkością, zlokalizowały atakujące pojazdy, przechwyciły je i zamieniły w parę.
Tak więc Naksydzi obserwowali podejście Torka do Zanshaa przez wormhol osiem. Być może Tork spodziewał się takiego obrotu sprawy, ale sądził, że gra o wysoką stawkę z użyciem zespołów atakujących jest warta ryzyka. Jego strategia pokazała dowódcom Floty, że Tork przynajmniej trochę skorzystał z doświadczeń sił Chen. Flotę Ortodoksyjną osłaniało przeszło dwieście wabików; wszystkie przypominały rzeczywiste okręty i wszystkie zostały przygotowane do przechwycenia wrogich pocisków, wyrzucanych przez wormhol Zanshaa z prędkościami relatywistycznymi.
Jednocześnie w innych układach pokazały się setki innych wabików. Wszystkie kierowały się ku wormholowym wrotom do Zanshaa. Naksydzcy obserwatorzy mogli sądzić, że pędzi ku nim pięć Flot Ortodoksyjnych z misjami odwetu i zniszczenia.
Naksydzi mieli prawie pięć dni na zorientowanie się, która z tych eskadr jest prawdziwa, nie wystrzelili jednak żadnych pocisków relatywistycznych.
Oszczędzali pociski na bitwę.
Pierwszymi elementami napotkanymi przez lojalistów w układzie Zanshaa były ich własne pociski relatywistyczne, wystrzelone przed wieloma dniami ze stacji pierściennych przy Zarafan, Chijimo i Antopone. Przemknęły przez układy sąsiadujące z Zanshaa bez ani jednego korekcyjnego impulsu silników, dzięki czemu pozostały niewykryte. Ich zadanie nie polegało na zniszczeniu wrogich statków, lecz na nasyceniu układu Zanshaa wściekłymi poniebieszczonymi impulsami radarowymi i laserowymi, których echa powinny poinformować Flotę Ortodoksyjną o formacjach wroga natychmiast po jej przybyciu do układu.
Podwładni Torka wlecieli do układu Zanshaa przez Wormhol 8. W tej samej chwili przez inne wormhole wleciały cztery eskadry wabików z czterech innych układów. Naksydzi oczekiwali tego i wyłączyli swe radary. Nie widać było żadnych żagwi antymaterii — najwidoczniej wróg poruszał się w nieważkości, ukrywając się gdzieś w układzie z wyłączonymi silnikami. Żaden dalekosiężny laser nie malował po Flocie Ortodoksyjnej przy wejściu do układu, gdyż nie było takiej potrzeby — Naksydzi doskonale wiedzieli, gdzie się ta Flota znajduje.
Jednak dzięki relatywistycznym pociskom czujnikowym, które wlatywały do układu przez ostatnich dziesięć godzin, nie tylko Naksydzi mieli najnowsze informacje taktyczne. Aktualizacje zaczęły się pojawiać na ekranach okrętów lojalistycznych już w kilka sekund po wyjściu z wormhola.
Martinez siedział w kapitańskim fotelu na „Prześwietnym” i wpatrywał się w displej taktyczny. Dziewiąta eskadra krążowników ciągle znajdowała się za eskadrą Torka. Położenie statków określono w taki sposób, aby podczas manewrów nie paliły się wzajemnie swymi żagwiami, a jednocześnie były wystarczająco blisko siebie, by móc natychmiast reagować na rozkazy.
Zanim echa laserowe ustaliły położenie naksydzkiej Floty, upłynęło kilka minut. Składała się ona z pięćdziesięciu dwóch okrętów otoczonych obłokiem paruset wabików. Wykonały właśnie procowanie wokół gazowego giganta Stendis i znajdowały się na kursie ku samej Zanshaa, który powinien łagodnie zbiec się z kursem Floty Ortodoksyjnej za nieco ponad cztery dni. Trajektorie obu eskadr przecinały się dokładnie na planecie Zanshaa. Należało oczekiwać, że bitwa decydująca o losie imperium, przynajmniej w końcowej swej fazie, odbędzie się nad samą stolicą.
Było to idealne miejsce na bitwę, jaką zaplanował sobie Tork. Floty będą zbliżały się do siebie powoli, co pozwoli każdej ze stron bombardować przeciwników pociskami, salwa po salwie. Będzie to bitwa na wyniszczenie, której wynik zależy od tego, kto ma więcej okrętów. Jedna ze stron zostanie zniszczona, a druga poniesie ciężkie straty, nawet w razie zwycięstwa.
Tork musiał wiedzieć, gdzie są tamci — pomyślał Martinez. Flota Ortodoksyjna wskoczyła do układu i okazało się, że wróg znajduje się właśnie tam, gdzie chciał Tork. To zbyt nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Tork musi mieć szpiegów w układzie Zanshaa, którzy dokładnie go informują, gdzie są w danej chwili Naksydzi. Wódz dostosował czas swego ataku do ruchów wroga.
Martinez odetchnął swobodnie po raz pierwszy od kilku dni. Walka nie rozpocznie się jeszcze przynajmniej przez siedemdziesiąt dwie godziny. Zdjął hełm, podrapał się po zarośniętym podbródku i wezwał Alikhana, by przyniósł kanapki i kawę.
Dziesięć godzin później, kiedy złapał trochę snu w swej kabinie, pilna wiadomość od Kazakov wezwała go do sterowni. Kiedy zerknął na displej taktyczny, zobaczył, że stało się coś całkowicie nieprzewidzianego.
Statki naksydzkie, zamiast dalej lecieć swym kursem, by za trzy dni spotkać się z Flotą Ortodoksyjną, nagle przyśpieszyły. Pędziły ku Zanshaa z przyśpieszeniem 5 g, jakby chciały wbić statki Torka w stolicę.
Albo jakby uciekały.
Martinez zaczął naciągać skafander próżniowy. Przewidywał, co się zaraz wydarzy.
Okazało się, że miał rację. Tork nakazał Flocie Ortodoksyjnej przyśpieszyć, by zrównać szybkość z szybkością wroga.
Problem polegał na tym, że Tork nie mógł ich doścignąć. Naksydzi przyśpieszali już od dziewięciu godzin, zanim światło z ich żagwi dotarło do Floty Ortodoksyjnej. A Tork nie mógł tak mocno przyśpieszać, gdyż Lai-owni ze względu na swój układ kostny nie mogli wytrzymać przyśpieszeń większych od dwóch i pół g. Tork miał więc wybór: albo zostać w tyle, albo zostawić za sobą formacje Lai-ownów.
Martinez, zamknięty w skafandrze wraz z zapachem uszczelniacza i smrodem swego ciała, obserwował z kapitańskiego fotela, jak wróg ciągnie naprzód.
Tork nigdy nie zdoła ich dogonić. Zakręci wokół Zanshaa i pójdzie kilwaterem Naksydów. Potyczka nastąpi jedynie pod warunkiem, że Naksydzi zmniejszą przyśpieszenie i pozwolą, by Tork ich dogonił.
Martinez nie mógł sobie wytłumaczyć, dlaczego Naksydzi w takim pośpiechu mkną ku Zanshaa.
Przyczyna stała się jasna, kiedy z Zanshaa dotarła niezaszyfrowana wiadomość radiowa. Martinez usłyszał, jak główna łącznościowiec Nyamugali wzdycha ze zdziwienia na jej widok, a potem cicho się śmieje.