Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 158
Перейти на страницу:

— Fragment zbroi znajduje się w jego wątrobie. Nie jesteśmy w stanie dostarczać mu płynów dostatecznie szybko, by przeciwdziałać skutkom krwawienia. Będę operował natychmiast, jak dżentelmena przygotują do zabiegu, ale będą z tym kłopoty.

Spojrzała na niego.

— Napraw go — powiedziała.

W głosie doktora zabrzmiał ton wyższości.

— Zrobię, co się da, ale proszę, niech pani weźmie pod uwagę, jak trudno jest naprawić przeciętą wątrobę Terranina — rzekł i wypłynął z pomieszczenia. Sula wiedziała, że przez pewien czas nic nie usłyszy o Casimirze, a nie chciała bezczynnie czekać, odbyła więc zaimprowizowaną inspekcję szpitala. Za nią szli w milczeniu Jeden-Krok i torminelski ochroniarz Casimira. Zrobiono postępy, ale w dalszym ciągu panował chaos i najwyraźniej brakowało wykwalifikowanego personelu. Zadzwoniła do Macnamary, by kazał wszystkim stacjom nadawczym wezwać personel medyczny i ochotników do szpitala Chwała Higieny.

— Natychmiast, milady — oparł Macnamara. Nastąpiła przerwa, kiedy wydawał rozkazy, po czym Sula poprosiła o raport.

— Naksydzi podjęli jeszcze jedną próbę przy kolejce — powiedział Macnamara — z tym samym skutkiem co poprzednio. Próbowałem się zorientować, gdzie znajdują się nasze jednostki. Zdaje się, że wiele z nich po prostu zniknęło. — Nastąpiła przerwa, a potem dodał: — To pora obiadowa. Może jedzą i zameldują się po posiłku.

Sula poleciła mu, by zwołał sztab.

— Ale kogo?

Macnamara potrzebował do wykonywania swych zadań sprawnej łączności, a Ministerstwo Wiedzy było pełne specjalistów od łączności. Potrzebował też gońców, by sprawdzali, czy jednostki robią to, co im polecił, oraz ludzi od dostaw. Zaproponowała, by zaczął od Sidneya.

— Zrobię, co będę mógł, milady — zapewnił Macnamara. Jestem tam potrzebna — pomyślała. Powinnam być w kwaterze głównej i sama budować swój sztab.

Nie mogła się jednak zdobyć na to, by stąd odejść. Pomaszerowała z powrotem do sali Casimira, zatrzymując się od czasu do czasu, by porozmawiać z rannymi, którzy nadal leżeli na korytarzach. Przeważnie byli lekko ranni, w dobrym humorze i skłonni do winienia Naksydów za swe kłopoty. Sula zaczęła niewyraźnie odczuwać przypływ optymizmu.

W sali Casimira czekała Terranka odziana w sterylne szaty asystenta chirurgicznego, z maską tylko częściowo zsuniętą z twarzy. Miała w oczach troskę i współczucie. Na jej widok Sula poczuła, że jej nadzieja umiera.

— Przykro mi — powiedziała kobieta. — Zmarł w trakcie przygotowań do operacji. Jeszcze przez pół godziny po śmierci doktor robił, co mógł, ale naprawdę nie było już szans.

— Gdzie jest doktor? — spytała Sula. Chciała usłyszeć to bezpośrednio z nieruchomych, grających ust.

— Nadal na sali operacyjnej. Przeszedł do następnego pacjenta.

W jej mózgu rozbrzmiał gorzki śmiech. Nie ma sensu przeszkadzać lekarzowi. Trzeba dać mu szansę zabicia następnego rannego.

— Nazywał się Massaud — powiedziała Sula. — Casimir Massaud. Zapiszcie to.

— Tak, milady.

— Chciałabym go zobaczyć.

Ponieważ wszystkie sienniki i nosze wykorzystano dla rannych, Casimir leżał w kostnicy na zimnych kafelkach podłogi. Miał na sobie tylko bandaże z pierwszej operacji i skręcone niebieskie prześcieradło. Małe dziurki na prawym boku, przez które lekarz wprowadzał narzędzia, zostały starannie zalepione krążkami z różowego plastiku. Krążki wyglądały jak lekarskie bańki — zabawki.

Paciorki Jednego-Kroku miał owinięte wokół dłoni.

Sula uklękła i spojrzała, na jego oczy pod ciężkimi powiekami, które zamknęły się po raz ostatni. Wrzała w niej burza silnych uczuć, emocje narastały i gasły, zanim nadążała je rozpoznać.

Zrobiłabym z ciebie lorda — myślała. Przeszlibyśmy przez Górne Miasto jak gniewny wiatr. A gdybyś przy tym zginął, to dlatego, że wszyscy baliby się i ciebie, i mnie.

Nie wiem, czy mam w sobie siłę na samotną walkę z systemem. Nie wiem, czy będę chciała walczyć.

Nachyliła się, by pocałować zimne wargi i odetchnąć po raz ostatni jego zapachem, ale Casimir już nie pachniał sobą. W oczach Suli pojawiły się łzy.

Wstała nagle i zwróciła się do asystenta chirurga.

— Zgłoszę się po ciało później — powiedziała. — W tej chwili muszę zająć się wojną.

— Tak, milady.

Tak czy inaczej, znowu będzie z Casimirem. Albo przyjdzie po ciało i urządzi mu wspaniały pogrzeb gangstera — z kwiatami, których nie pomieściłaby żadna cieplarnia, chórem Daimongów i z karawanem zaprzężonym w białe konie — albo przyniosą ją i tu położą — już bez krwi — obok niego, na zimnych kafelkach.

W tej chwili było jej wszystko jedno, która z tych możliwości się ziści.

Jeden-Krok i torminelski ochroniarz wyszli za nią z kostnicy.

— Jak się nazywasz? — Zwróciła się do Torminela.

— Turgal, milady.

— Teraz pracujesz dla mnie, Turgal.

— Tak, milady.

— Gdzie jest twój partner?

— Martwy, milady.

Zawahała się.

— Współczuję ci — powiedziała.

— Milady — oznajmił Torminel. — Mam tu testament pana Massouda.

Nastawiła swój displej narękawny.

— Mogę odbierać.

„Będziesz potrzebowała pieniędzy” — powiedział Casimir, wiedząc, że umiera. Chciałby, żeby po wojnie odgrywała ważną rolę w Górnym Mieście.

Może tak będzie. A może zamieni to wszystko na drogocenne kamienie i zrzuci je z Górnego Miasta ludziom w dole.

Kiedy schodziła frontowymi schodami szpitala, w nagłowniku odezwał się głos Macnamary.

— Milady. — W głosie mężczyzny wyczuła zaniepokojenie. — Wiem, że chciałaby pani jeszcze pobyć w szpitalu, ale sądzę, że powinna pani przyjść jak najszybciej do dowództwa.

Sula odpowiedziała, że już idzie, i spytała, o co chodzi.

— Kiedy Naksydzi odeszli, nie pozostawili w dowództwie specjalistów od sprzętu — wyjaśnił Macnamara. — Ale zajrzało tam kilku techników z ministerstwa i stwierdzili, że chyba coś się dzieje. Coś w kosmosie.

Prawdopodobnie nadlatuje Flota.

DWADZIEŚCIA DZIEWIĘĆ

Bitwę przy Zanshaa poprzedzały potyczki na różnych frontach. Kiedy Naksydzi zdobyli Zanshaa, zajęli także wszystkie stacje wormholowe w układzie. Następnie przerzucili przez wormhole uzbrojone drużyny i opanowali stacje po drugiej stronie. Mieli w ten sposób widok na wszystkie układy otaczające Zanshaa — zarówno przyjazne, jak i wrogie.

A to oznaczało także wspaniały widok na mknącą ku Zanshaa Jedynie Słuszną i Ortodoksyjną Flotę Odwetu. Naksydzi wiedzieliby o Flocie wszystko; znaliby jej kurs, szybkość, liczbę statków, wormhol, przez który przeleci, oraz przybliżony czas jej przybycia. Dlatego wódz naczelny Tork postanowił odzyskać stacje wormholowe, zanim zdążą przekazać wrogowi jakiekolwiek informacje.

Stąd też zanim jeszcze Flota Ortodoksyjna opuściła układ Chijimo, wysłała okręty do pięciu wormholi prowadzących do układu Zanshaa z układów nadal lojalnych konwokacji. Umieszczono na nich doskonale wyszkolone i zmotywowane zespoły atakujące. Zespoły miały nie tylko zawładnąć stacjami przekaźnikowymi po przyjaznej stronie wormholi, ale także przejść przez wormhole i opanować stacje po stronie Zanshaa. Po zajęciu stacji w układzie Zanshaa zespoły dostarczałyby Torkowi i Flocie Ortodoksyjnej świeżych wiadomości o liczbie i położeniu wrażych statków.

Zespoły atakujące wyekwipowano w najnowocześniejszą broń do walki w nieważkości, która miała zminimalizować szkody wyrządzone stacjom: plastikowe kule nie przebijające ścian stacji, rzutniki pokrywające teren szybko twardniejącą pianą, by unieruchomić wroga i odebrać mu możliwość stawienia oporu, a także strzałki, które miały przenikać przez pancerze osobiste i wstrzykiwać neurotoksynę śmiertelną dla Naksydów, ale nieco mniej zabójczą dla innych gatunków. Zespoły ubrano w ciężko opancerzone skafandry próżniowe z osprzętowaniem manewrującym, by jak najlepiej poruszały się w nieważkości. Ich pojazdy zaopatrzono w specjalnie zaprojektowaną śluzę, która mogła przejąć sterowanie dowolnymi śluzami wewnętrznymi stacji. Mogła też przepalać ściany stacji i tworzyć w razie konieczności nowe śluzy.

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)