Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 109 110 111 112 113 114 115 116 117 ... 146
Перейти на страницу:

— Znowu stawia pan warunki, Konstantin?

— Zabierze nas pan do bazy głównej i przygotuje listę dostaw; szybko i bez awantur dopilnujemy, aby dostał pan to, czego wam trzeba. W ten sposób zabezpieczymy wzajemnie swoje interesy. Będą nam pomagali robotnicy hisa. Dostanie pan wszystko, czego chce.

Po drugiej stronie zapanowało milczenie. Przez chwilę nikt się nawet nie poruszył.

— Niech pan zabierze te brakujące części maszyn, panie Konstantin.

Odwrócił się i skinął ręką. Jeden z członków jego personelu, Haynes, wycofał się zabierając ze sobą czterech ludzi.

— Jeśli czegoś będzie brakowało, proszę nie liczyć na pobłażliwość, panie Konstantin.

Nie drgnął. Personel słyszał. To wystarczyło. Stał twarzą do szczegółów — było ich dziesięciu z karabinami — a za plecami mieli sondę lądowniczą najeżoną wszelkiego rodzaju bronią częściowo wymierzoną w tę stronę; przy otwartym luku stało jeszcze paru żołnierzy. Milczenie przeciągało się. Może spodziewali się, że teraz zapyta o wiadomości, że zaszokują go informacją o morderstwie, o śmierci rodziny. Pragnął bardzo dowiedzieć się wszystkiego, ale nie zapytał. Nie poruszył się.

— Panie Konstantin, pański ojciec nie żyje; pański brat przypuszczalnie też; pańska matka czuje się dobrze i przebywa w odizolowanym rejonie stacji pod dobrą opieką. Kapitan Mazian przesyła swe wyrazy ubolewania.

Złość wystąpiła mu wypiekami na twarz, to rozdrapywanie ran doprowadzało go do wściekłości. Prosił o panowanie nad sobą tych, którzy z nim szli. Stał nieruchomy jak skała, czekając na powrót Haynesa i jego ludzi.

— Czy pan mnie zrozumiał, panie Konstantin?

— Moje uszanowanie — powiedział — dla kapitanów Maziana i Poreya.

Znowu zapadło milczenie. Czekali. W końcu wrócił Haynes ze swoją grupą, niosąc mnóstwo sprzętu.

— Skoczku — powiedział cicho, spoglądając na Dołowca, który stał wśród swoich współplemieńców. — Jeśli już postanowiliście wracać do bazy, to lepiej idźcie tam pieszo. Ludzie polecą statkiem, słyszysz? Na statku są ludzie-z-karabinami. Hisa mogą iść.

— Szybko iść — zgodził się z nim Skoczek. — Proszę tu podejść, panie Konstantin.

Ruszył spokojnie przed siebie na czele swojej grupy ochotników. Żołnierze ustawili się po jednej stronie trasy ich przemarszu z gotowymi do strzału karabinami. Z wielotysięcznego tłumu zgromadzonego wokół obelisku dobiegł cichy z początku pomruk, jak bryza. Hisa intonowali pieśń.

Śpiew rozbrzmiewał coraz głośniej, aż w końcu wstrząsał już powietrzem. Emilio zerknął przez ramię obawiając się reakcji żołnierzy. Stali nieporuszeni z karabinami w ręku. Mimo pancerzy i broni musieli poczuć się w tej chwili bardzo nieliczni.

Pieśń trwała nadal, przeradzała się w histerię, w żywioł, w którym się poruszali. W rytm tej pieśni, tak samo jak pod nocnym niebem, kołysały się tysiące ciał hisa.

On-Przychodzi-Znowu. On-Przychodzi-Znowu.

Słyszał to, gdy dochodzili do statku z otwartą na oścież ładownią i gdy otaczał ich jeszcze jeden oddział żołnierzy. To był dźwięk, który wstrząśnie nawet Nadwyżem, kiedy dojdą tam komunikaty… coś, czego słuchanie nie może cieszyć nowych właścicieli. Szedł poruszony potęgą tego brzmienia, myśląc o Miliko, o swej wymordowanej rodzinie… Co stracił, to stracił i kroczył teraz z gołymi rękami, tak jak hisa, żeby oddać się w ręce najeźdźców.

Księga V

1

PELL: DOK NIEBIESKI
NA POKŁADZIE NOSICIELA
ECS 1 EUROPA;
11/29/52

Signy rozparła się wygodnie w swoim fotelu przy stole rady na Europie, przymknęła na chwilę oczy i wyciągnęła nogi opierając je na siedzeniu fotela obok. Ta błoga chwila nie trwała długo. Pojawili się Tom Edger z Edo Poreyem i zajęli swoje miejsca przy stole. Otworzyła jedno oko, potem drugie, ale nadal obejmowała się rękoma w pasie. Edger usiadł za nią, Porey o jedno miejsce od jej stóp. Odburknęła niechętnie na słowa powitania, spuściła stopy na podłogę, oparła się łokciami o stół i zapatrzyła tępo w ścianę nie przejawiając ochoty do rozmowy. Wszedł Keu i usiadł w swoim fotelu. Zaraz za nim zjawił się Mika Kreshov, który zajął miejsce między nią a Poreyem. Sung z Pacyfiku był nadal na patrolu z pechowymi kapitanami rajderów ze wszystkich statków oddanymi pod jego komendę, które pełniły nieprzerwaną służbę dokując tylko na zmiany, żeby wymienić załogi. Nie opuszczą swych posterunków bez względu na to, jak długo potrwa oblężenie. Nie było żadnych wiadomości o statkach Unii, o których wiedzieli, że wciąż tam są. Na granicach układu pętał się jeden statek, kruszyna o nazwie Młot, kupiec co do którego byli pewni, że wcale nie jest kupcem, nadając propagandowe odezwy… a będąc holownikiem dalekiego zasięgu, mógł wejść w skok szybciej, niż zajęłoby im zbliżenie się do niego na odległość rażenia. Obserwator. Wiedzieli to. Prawdopodobnie był i drugi taki, statek o nazwie Oko łabędzia, kupiec tak samo jak Młot, który wcale nie zajmował się handlem, i jeszcze jeden o nie ustalonej nazwie, duch pojawiający się i znikający od jakiegoś czasu na ekranach skanera dalekiego zasięgu, który równie dobrze mógł być statkiem wojennym Unii a nawet grupą takich statków. Holowniki krótkodystansowe, które pozostały w układzie, pozwalały utrzymać w ruchu kopalnie i trzymały się z dala od Pell i z dala od tego, co działo się na obrzeżach systemu. Ich załogi stanowili zdesperowani kupcy zajmujący się swoimi sprawami i zdający się nie przyjmować do wiadomości całej tej ponurej awantury, nieobecności holowników dalekiego zasięgu, floty snującej się po peryferiach układu, statków obserwacyjnych śledzących każdy ich ruch i panującej sytuacji w ogóle.

Tak samo zachowywała się stacja próbująca przywrócić normalne warunki w niektórych swych sekcjach pomimo kręcących się wszędzie żołnierzy na służbie i żołnierzy na przepustce. Dowództwo Floty musiało wydawać przepustki. Żołnierzy ani załóg nie można było trzymać miesiącami stłoczonych w dokach, gdy kusiły znajdujące się w zasięgu ręki luksusy Pell, a powierzchnia mieszkania na nosicielach podczas przedłużającego się postoju w doku była iście spartańska i nadmiernie zagęszczona.

A to niosło ze sobą szczególne niebezpieczeństwa.

Wszedł Maziana jak zawsze nieskazitelny. Usiadł. Rozłożył przed sobą papiery, rozejrzał się dokoła. Na końcu i najdłużej zatrzymał wzrok na Signy.

— Kapitanie Mallory. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli na początek wysłuchamy pani raportu.

Sięgnęła nieśpiesznie po leżące przed nią papiery i podniosła się z fotela; wolała mówić stojąc.

— Dnia 28/11/52 o godzinie 23:14 weszłam do numeru niebieskiego 0878 na stacji, numeru mieszkalnego w sekcji zamkniętej, reagując na donos, który wpłynął na moje biurko. Towarzyszyli mi dowódca moich żołnierzy, major Dison Janz, oraz dwudziestu uzbrojonych żołnierzy z mojego statku. W tym czteropokojowym mieszkaniu zastałam porucznika sił zbrojnych Benjamina Gofortha, sierżanta sił zbrojnych Bilę Mysos, oboje z Europy, oraz czternaście innych osób, wszyscy wojskowi. Znaleźliśmy przy nich narkotyki i napoje wyskokowe. Żołnierze i oficerowie znajdujący się w mieszkaniu słownie zaprotestowali przeciw naszemu wejściu i naszej interwencji, ale szeregowcy Mila Erton i Tomas Centia byli zamroczeni do tego stopnia, że nie potrafili rozpoznać w nas sił porządkowych. Nakazałam przeszukanie mieszkania, w trakcie którego znaleźliśmy jeszcze cztery osoby — mężczyznę lat dwadzieścia cztery, mężczyznę lat trzydzieści jeden, mężczyznę lat dwadzieścia dziewięć i kobietę lat dziewiętnaście, wszyscy cywile — roznegliżowani i w stanie wykazującym ślady oparzeń i innych obrażeń, zamknięte w jednym z pokoi. W drugim pokoju wykryliśmy skrzynki zawierające napoje wyskokowe i środki farmakologiczne pochodzące z apteki stacyjnej i opatrzone jej etykietami oraz pudełko zawierające trzynaście sztuk wyrobów jubilerskich i drugie pudełko, w którym znajdowało się pięćdziesiąt osiem kompletów cywilnych dokumentów tożsamości i kart kredytowych stanowiących własność obywateli Pell. Znaleźliśmy w nim też pisemną notatkę, którą dołączyłam do raportu, a zawierającą spis wartościowych przedmiotów i listę pięćdziesięciu dwóch członków załóg i sił zbrojnych Floty nieobecnych w kontrolowanym mieszkaniu, z wymienionymi przy nazwiskach przedmiotami wartościowymi. Skonfrontowałam porucznika Benjamina Gofortha z tymi znaleziskami i poprosiłam go o wyjaśnienie okoliczności. Oto co odpowiedział: „Jeśli chodzi ci o dolę, to po co to całe zamieszanie. Ile chcesz?” Ja: „Panie Goforth, jest pan aresztowany; pan i pańscy wspólnicy zostaniecie przekazani swoim kapitanom celem ukarania; przebieg tej akcji jest rejestrowany na taśmie, która zostanie wykorzystana w procesie.” Porucznik Goforth: „Ty pieprzona dziwko. Ty kurewska, pieprzona dziwko. Gadaj, ile chcesz”. W tym miejscu zaniechałam dalszej dyskusji z porucznikiem Goforthem i strzeliłam mu w brzuch. Taśma wykaże, że w tym samym momencie jego wspólnicy przestali się stawiać. Moi żołnierze aresztowali ich bez dalszych incydentów i odprowadzili na nosiciel Europa, gdzie osadzono ich w areszcie. Porucznik Goforth zmarł w mieszkaniu po złożeniu szczegółowych zeznań, których zapis załączam. Wydałam rozkaz przeniesienia pozycji znalezionych w kontrolowanym mieszkaniu na pokład Europy, co zostało wykonane. Po przeprowadzeniu dokładnej identyfikacji poleciłam uwolnić cywilów z Pell ostrzegając ich jednocześnie, że zostaną aresztowani, jeśli szczegóły tej sprawy przedostaną się do wiadomości publicznej. Mieszkanie zwróciłam kwaterunkowi stacji po całkowitym jego oczyszczeniu. Koniec raportu. Dalej następują załączniki.

1 ... 109 110 111 112 113 114 115 116 117 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)