Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
- Автор: Черри Кэролайн Джэнис
- Серия: Unia/Sojusz #3
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Alfa
- ISBN: 83-7001-570-0
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
Cień nie zniknął z twarzy Maziana.
— Czy zgodnie z waszymi obserwacjami porucznik Goforth był odurzony?
— Zgodnie z moimi obserwacjami był pijany.
Mazian skinął nieznacznie ręką dając jej znak, żeby usiadła. Zrobiła to opadając z gniewną miną na oparcie fotela.
— Zapomniała pani przytoczyć szczególne pobudki, jakimi się kierowała wykonując tę egzekucję. — powiedział Mazian. Wolałbym, aby dla jasności zostały tu wyraźnie przedstawione.
— Nie przyjęcie do wiadomości faktu aresztowania nie tylko przez majora sił zbrojnych, ale i kapitana Floty. Zachowywał się arogancko w obecności świadków. Moja odpowiedź również była publiczna.
Mazian pokiwał powoli głową, wciąż ponury.
— Ceniłem porucznika Gofortha; a poza tym jest we Flocie sprawą normalną, kapitanie Mallory, że patrzy się trochę przez palce na niepodporządkowywanie się żołnierzy surowej dyscyplinie obowiązującej załogi statków. Ta… egzekucja, kapitanie, stawia w niezręcznym położeniu innych kapitanów, uzależniając teraz stosowanie tej najwyższej kary od ich decyzji. Zmusza ich pani do okazania poparcia dla swojego nieprzejednania poprzez traktowanie z taką samą surowością swoich żołnierzy i załóg… albo do otwartego potępienia pani postępku poprzez ograniczanie się do udzielania żołnierzom nagan, jakimi są normalnie karane podobne wykroczenia i wyrabiania sobie tym samym opinii miękkich.
— Tu chodzi o odmowę wykonania rozkazu, sir.
— Tak to zostało odnotowane i takie oskarżenie zostanie wniesione. Ci żołnierze, którzy staną przed sądem wojennym pod zarzutem współudziału w buncie, zostaną ukarani najsurowszymi wyrokami; reszcie, która tylko asystowała, postawi się lżejsze zarzuty i uniewinni.
— Zarzuty te, to świadome i dokonane z premedytacją naruszenie bezpieczeństwa i przyczynienie się do sprowokowania ryzykownej sytuacji. Moje prace nad nowym systemem kart, sir, trwają, ale w większości rejonów stacji stare są wciąż ważne i ludzie zatrzymani w tym mieszkaniu byli bezpośrednio zamieszani w czarnorynkowy obrót dokumentami identyfikacyjnymi z uszczerbkiem dla moich zabiegów.
Rozległy się pomruki protestu zebranych kapitanów, a twarz Maziana stała się jeszcze bardziej ponura.
— Być może znalazła się pani w sytuacji wyjątkowej, w obliczu której pani reakcja była jedyną właściwą. Ale chciałem panią poinformować, kapitanie Mallory, że we Flocie istnieją interpretacje tego zajścia, wpływające na morale: chodzi mianowicie o fakt, że wśród aresztowanych i na tej niesławnej liście nie znalazła się ani jedna osoba z personelu Norwegii. Można stąd wnosić, że w grę może tu wchodzić donos podrzucony pani celowo przez jakąś rywalizującą grupę skupiającą pani żołnierzy.
— Nikt z personelu Norwegii nie był w to zamieszany.
— Działała pani poza granicami swoich kompetencji. Troska o bezpieczeństwo wewnętrzne należy do kapitana Keu. Dlaczego nie powiadomiono go o tym nalocie?
— Bo w aferę zamieszani było żołnierze z Indii. — Spojrzała prosto w chmurzącą się twarz Keu, potem na twarz innych kapitanów i wreszcie z powrotem na Maziana. — Nie wyglądało to z początku na jakąś większą operację.
— A jednak pani żołnierze wymknęli się z sieci.
— Nie byli w to zamieszani, sir.
Przez chwilę panowało posępne milczenie.
— Jest pani raczej bezstronna, prawda?
Pochyliła się, położyła ręce na stole i spojrzała Mazianowi prosto w oczy.
— Nie zezwalam moim żołnierzom na włóczenie się po noclegowniach stacji i ściśle przestrzegam zasady spowiadania ich z tego, co robili na przepustce. Zawsze wiem, gdzie przebywali i mogę panu zapewnić, że nikt z personelu Norwegii nie jest zamieszany w czarny rynek. Skoro żąda się ode mnie wyjaśnień, chciałabym podkreślić, że od początku sprzeciwiałam się propozycji złagodzenia zasad udzielania przepustek i wolałabym, aby jeszcze raz rozpatrzono tę kwestię. Zdyscyplinowani żołnierze są z jednej strony przepracowani, a z drugiej pozostawia się im za dużo swobody — dawać im w kość, aż prawie padają na nosy z wyczerpania, a potem puszczać ich samopas, żeby zalewali się do nieprzytomości — oto obecna polityka, której nie pozwalam stosować w odniesieniu do moich podwładnych. Wachty są u mnie zmieniane o rozsądnych godzinach, a swoboda poruszania się przez ten krótki czas, kiedy w ogóle wypuszcza się ich na doki, ograniczona jest do wąskiego wycinka doku, który znajduje się pod bezpośrednią obserwacją moich oficerów. Stąd moja pewność, że personel Norwegii nie ma nic wspólnego z tą aferą.
Mazian wpatrywał się w nią nieruchomym wzrokiem. Obserwowała jego rozszerzone nozdrza.
— Daleko się cofnęliśmy, Mallory. Zawsze nazywano panią tyranem o krwawych rękach. Tak panią ochrzczono. Chyba wie pani o tym przydomku?
— To całkiem możliwe.
— Rozstrzelała pani własnych żołnierzy na Eridu. Kazała pani jednemu oddziałowi otworzyć ogień do innego.
— Norwegia kieruje się swoimi normami.
Mazian wciągnął powietrze przez zaciśnięte zęby.
— Tak samo czynią inne statki, kapitanie. Pani polityka sprawdza się może na Norwegii, ale nasze oddzielne dowództwa narzucają odmienne wymagania. Wyznajemy zasadę pracy niezależnej; stosujemy ją od dawna. Teraz spoczywa na mnie odpowiedzialność za ponowne scalenie Floty i przygotowanie jej do wspólnego działania. Miałem już przykład tego cholernego dążenia do niezależności, które kazało Tybetowi i Biegunowi Północnemu sterczeć tam w osamotnieniu; zamiast dołączyć do nas, jak powinien im podpowiedzieć rozsądek. Zginęły dwa statki, Mallory. Teraz pani uraczyła mnie sytuacją, w której jeden statek trzyma się z dala od innych, a następnie podejmuje na własną rękę walkę z surowo zabronionym procederem, w który zamieszane są załogi wszystkich pozostałych statków Floty. Czy wie pani, że krążą pogłoski o istnieniu drugiej stronicy tej listy? Że została ona zniszczona? To podważa morale. Zgadza się pani ze mną?