Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 217
Перейти на страницу:

„Pozostań nieugięta”.

W jej krzyku rozbrzmiał ból zawodu i gniew. Po stercie rozrzuconych kamieni zaczęła wspinać się w kierunku łuku.

— Ten kto odpowiada za to, że znalazłam się tutaj — mamrotała — pożałuje, że nie znalazł się na miejscu Aginora. Ja im...

Weszła pod sklepienie łuku i zalało ją światło.

— Ja im...

Nynaeve wyszła z łuku i zatrzymała się, rozglądając się dokoła. Wszystko było tak, jak zapamiętała — srebrny ter’angreal, Aes Sedai, komnata — lecz przypomnienie było jak cios, nieobecne wspomnienia zwaliły się przemocą na jej umysł.

Czerwona siostra wysoko wzniosła jeden ze srebrnych pucharów i wylała strumień chłodnej, czystej wody na głowę Nynaeve.

— Zostajesz oczyszczona z grzechów, których mogłaś się dopuścić — zaintonowała Aes Sedai — i z tych, których dopuszczono się przeciw tobie. Zostajesz oczyszczona ze zbrodni, które mogłaś popełnić i z tych, które popełniono przeciw tobie. Przychodzisz do nas obmyta i czysta, na sercu i duszy.

Nynaeve zadrżała, kiedy woda spłynęła po jej ciele, skapując na podłogę.

Sheriam podniosła dłoń z pełnym ulgi uśmiechem, lecz głos Mistrzyni Nowicjuszek nie zdradzał nawet śladu niedawnych zmartwień.

— Jak dotąd idzie ci dobrze. Sam fakt twego powrotu o tym świadczy. Pamiętaj o swoim celu, a wszystko ułoży się pomyślnie.

Rudowłosa siostra poprowadziła ją wokół ter’angreala ku następnemu łukowi.

— To było tak prawdziwe — wyszeptała Nynaeve.

Pamiętała wszystko, przenoszenie Jedynej Mocy z równą łatwością, z jakąś podnosi się rękę. Pamiętała Aginora i te wszystkie rzeczy, które chciał jej zrobić. Ponownie zadrżała.

— Czy to istnieje naprawdę?

— Nikt tego nie wie — odparła Sheriam. — We wspomnieniach wydaje się rzeczywiste, a niektóre wychodziły na zewnątrz z prawdziwymi ranami po odniesionych w środku obrażeniach. Innym jednak zdarzały się poważne okaleczenia, po których później nie zostawało śladu. Wszystko nieprzerwanie zmienia się dla każdej kobiety, która wejdzie do środka. Starożytni powiadali, że istnieje wiele światów. Być może ten ter’angreal przenosi cię do nich. Jeśli nawet tak jest, to jak na rzecz, której zadaniem jest tylko przeniesienie z jednego miejsca na inne, rządzi się niezwykle surowymi regułami. Osobiście sądzę, iż nie mamy tu do czynienia z rzeczywistością. Ale pamiętaj, niezależnie od tego czy to, co ci się przytrafia jest prawdziwe, czy nie, niebezpieczeństwo jest równie realne, jak nóż pogrążający się w twym sercu.

— Przenosiłam Moc. To było takie łatwe.

Sheriam potknęła się.

— Nie sądzi się, by było to możliwe. Nie powinnaś nawet pamiętać, że jesteś zdolna do przenoszenia. — Uważnie wpatrywała się w twarz Nynaeve. — A jednak nie odniosłaś obrażeń. Wciąż czuję w tobie zdolności równie silne jak dotąd.

— Mówisz tak, jakby to było niebezpieczne — powiedziała wolno Nynaeve, a Sheriam zawahała się, nim odpowiedziała.

— Nie należy konieczne ostrzegać przed tym, nie powinnaś w ogóle pamiętać o Mocy, lecz... Ten ter’angreal znaleziony został podczas Wojen z Trollokami. Posiadamy w archiwach protokoły z jego badań. Pierwsza siostra, która weszła do środka, była osłaniana, najsilniej jak to tylko było możliwe, gdyż nikt nie wiedział, do czego jest on zdolny. Zatrzymała swe wspomnienia i w chwili zagrożenia przenosiła Jedyną Moc. A wyszła na zewnątrz ze zdolnościami wypalonymi do szczętu, niezdolna do przenoszenia, niezdolna nawet do odczuwania obecności Prawdziwego Źródła. Następna była również osłaniana, ale ją także spotkał ten sam los. Trzecia weszła do środka zupełnie pozbawiona osłony, kiedy była w środku, nie pamiętała nic, ale wróciła bez szwanku. Jest to jeden z powodów, dla których wysłaliśmy cię tam zupełnie bezbronną. Nynaeve, nie wolno ci ponownie przenosić wewnątrz ter’angreala. Wiem, że w środku trudno jest o czymkolwiek pamiętać, ale spróbuj.

Nynaeve przełknęła ślinę. Pamiętała wszystko, nawet brak pamięci.

— Nie będę przenosić — powiedziała.

„Jeśli zapamiętam, żeby tego nie robić”.

Miała ochotę histerycznie się roześmiać.

Doszły do następnego łuku. Poświata wciąż wypełniała wszystkie. Sheriam rzuciła Nynaeve ostatnie ostrzegawcze spojrzenie i pozostawiła ją samą.

— Druga próba — powiedziała Sheriam — poświęcona jest temu, co jest. Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz. Pozostań nieugięta.

Nynaeve wpatrywała się w lśniący, srebrny łuk.

„Co tam będzie tym razem?”

Obecne w komnacie siostry czekały i patrzyły. Weszła zdecydowanie do środka, w światło.

Nynaeve popatrzyła z zaskoczeniem na prostą, brązową sukienkę, jaką miała na sobie i drgnęła. Dlaczego przygląda się swojej sukience?

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz”.

Rozejrzała się dokoła i uśmiechnęła. Stała na skraju Łąki w Polu Emonda, wokół rozciągały się kryte strzechą dachy, przed sobą miała gospodę „Winna Jagoda”. Sama Winna Jagoda wytryskiwała z kamiennej odkrywki, rzeźbiąc sobie koryto przez trawę Łąki, a potem zasilając pęd strumienia biegnącego na wschód pod wierzbami rosnącymi za gospodą. Uliczki były puste, jednak o tej porze dnia wszyscy na pewno oddawali się swym porannym zajęciom.

Kiedy patrzyła na gospodę, uśmiech powoli zamierał na jej twarzy. Unosiła się wokół niej atmosfera czegoś znacznie gorszego niż tylko zaniedbania. Wapno bielące ściany zniknęło, rygiel u drzwi zwisał luźno, ze szczeliny między dachówkami wystawał spróchniały koniec krokwi.

„Co wstąpiło w Brana? Czy obowiązki burmistrza zabierają mu tak wiele czasu, że zapomniał zadbać o swą gospodę?”

Drzwi gospody rozwarły się na oścież, wyszedł z nich Cenn Buie i zamarł, gdy ją zobaczył. Stary strzecharz pokrzywiony był jak korzeń dębu, a spojrzenie, którym ją obrzucił, było równie przyjazne.

— Tak więc wróciłaś, nieprawdaż? Cóż, równie dobrze mogłaś pozostać tam, gdzie byłaś dotąd.

Zmarszczyła brwi, kiedy splunął jej pod nogi i pośpiesznie przeszedł obok. Cenn nie należał do miłych ludzi, rzadko jednak posuwał się do otwartego grubiaństwa. Przynajmniej nigdy wobec niej. Nigdy otwarcie, w twarz. Podążyła za nim wzrokiem i w całej wiosce dostrzegła ślady opuszczenia, strzechę, którą należało naprawić, chwasty, zarastające obejścia. Drzwi domu pani al’Caar wisiały krzywo na zerwanym zawiasie.

Potrząsając głową, Nynaeve weszła do wnętrza gospody.

„Mam do pogadania z Branem na temat tego wszystkiego”.

Sala ogólna była pusta, wyjąwszy obecność samotnej kobiety. Długi siwiejący warkocz zwisał jej przez ramię. Ścierała stół, lecz ze sposobu, w jaki patrzyła na jego blat, nie dawało się stwierdzić, czy jest świadoma tego, co robi. Podłoga izby wydawała się pokryta kurzem.

— Marin?

Marin al’Vere podskoczyła, jedną ręką chwyciła się za gardło i wejrzała. Wyglądała na znacznie starszą, niż Nynaeve zapamiętała. Na zniszczoną.

— Nynaeve? Nynaeve! Och, to ty. Egwene? Przywiozłaś z powrotem Egwene? Powiedz, że tak.

— Ja... — Nynaeve splotła dłonie. „Gdzie jest Egwene?” Wydaje się, że powinna pamiętać. — Nie. Nie przywiozłam jej z powrotem.

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz”.

Pani al’Vere zapadła w głąb jednego z krzeseł o prostych oparciach.

— Taką miałam nadzieję. Nawet po śmierci Brana...

— Bran nie żyje? — Nynaeve nie mogła sobie tego wyobrazić, potężnie zbudowany, uśmiechnięty mężczyzna wydawał się zawsze niezniszczalny. — Powinnam tu być.

1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)