Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 210
Перейти на страницу:

Od­po­wie­dzia­ła obu krót­kim ski­nie­niem gło­wy i spo­koj­nie po­de­szła do sto­łu. Sze­ro­ki, mar­mu­ro­wy blat pod­trzy­my­wa­ło sześć po­sąż­ków przed­sta­wia­ją­cych sta­ją­ce dęba ko­nie. Prze­mknę­ło jej przez gło­wę, że ar­ty­sta, któ­ry wy­rzeź­bił te zwie­rzę­ta, wart był swo­jej wagi w zło­cie.

— Gdzie Va­ra­la?

— Za­raz przyj­dzie, pani. — Su­chi prze­rwał roz­kła­da­nie mapy i skło­nił gło­wę w ge­ście te­atral­ne­go sza­cun­ku.

Zgrzyt­nę­ła zę­ba­mi. Gdy byli sami, tru­ci­ciel na­zy­wał ją cza­sem dzi­ku­ską albo gdy się szcze­gól­nie za­wzię­cie kłó­ci­li, cię­żar­ną tępą mał­pą. Za to w to­wa­rzy­stwie in­nych oka­zy­wał De­anie prze­sad­ny sza­cu­nek, ak­cen­tu­jąc jej po­zy­cję Pani Pło­mie­ni i od­gry­wa­jąc całą tę ko­me­dię. Ależ ją tym iry­to­wał. A co naj­gor­sze, naj­wy­raź­niej do­sko­na­le się przy tym ba­wił.

— Co wie­my?

Obaj af’ge­mi­dzi po­de­szli do sto­łu, po­brzę­ku­jąc zbro­ja­mi. Ba­wół po­chy­lił się nad mapą ni­czym że­la­zna góra.

— Pani Pło­mie­ni, mogę mó­wić pierw­szy?

— Tak.

— Wie­ści przy­szły dziś rano. Kil­ka dni temu – tu­taj in­for­ma­cje są sprzecz­ne i nie wie­my do­kład­nie, czte­ry czy pięć – ar­mia Ge­ghii Pół­noc­ne­go pod do­wódz­twem Han­ta­ra Seh­ra­wi­na za­ata­ko­wa­ła obóz Krwa­we­go Ka­hel­le. Mie­li mnó­stwo ma­gów i spró­bo­wa­li do­słow­nie wy­ku­rzyć nie­wol­ni­ków z Wy­ży­ny Ha­le­syj­skiej na rów­ni­ny na wscho­dzie. Ogniem.

De­ana ski­nę­ła gło­wą. Za­rów­no Me­ekhań­czy­cy, jak i Is­sa­ram ce­ni­li ma­gię na polu bi­twy, ale ni­g­dy nie sta­wia­li jej na pierw­szym miej­scu. Opar­cie ca­łej tak­ty­ki na cza­rach skut­ko­wa­ło tym, że gdy ma­go­wie się zmę­czy­li lub zgi­nę­li, zo­sta­wa­łeś z pu­sty­mi rę­ka­mi na­prze­ciw wście­kłe­go wro­ga.

Przyj­rza­ła się ma­pie. Ge­ghii Pół­noc­ne nie gra­ni­czy­ło z tą wy­ży­ną, więc… Ta­kie stra­te­gicz­ne my­śle­nie, pla­no­wa­nie, prze­wi­dy­wa­nie re­ak­cji wro­giej ar­mii pra­wie jak po­je­dy­nek w ciem­nym po­ko­ju z prze­ciw­ni­kiem, któ­re­go bro­ni ani ulu­bio­ne­go sty­lu wal­ki nie znasz. I do­pie­ro gdy wy­ko­na ruch, gdy za­śpie­wa­ją klin­gi, uczysz się go i z każ­dym ata­kiem zwięk­szasz swo­je szan­se. Co ksią­żę Ge­ghii chciał uczy­nić, gdy­by jego plan się po­wiódł?

De­ana po­stu­ka­ła pal­cem we wschod­nią część gra­ni­cy mię­dzy Ko­no­we­ryn a Wa­he­si.

— Czy to zna­czy, że resz­ta ge­ghij­skiej ar­mii, zwłasz­cza sło­nie, są gdzieś tu­taj? U nas albo w Wa­he­si?

Kos­se Olu­wer ski­nął gło­wą.

— Tak są­dzi­my, pani. Sło­nie i część kon­ni­cy oraz…

— Ile sło­ni?

— Pani? — Ba­wół zmarsz­czył brwi i przez chwi­lę wi­dać było, jak dys­cy­pli­na wal­czy w nim ze zdu­mie­niem. Jak to? Ja­kaś ko­bie­ta, niech­by i wy­bran­ka sa­me­go Aga­ra, wtrą­ca się i prze­ry­wa mu w pół zda­nia? Py­ta­jąc o spra­wy, któ­rych i tak nie zro­zu­mie?

Drzwi otwo­rzy­ły się i we­szła Va­ra­la. De­ana po­wi­ta­ła ją ski­nie­niem gło­wy.

— Za­trzy­ma­ło cię coś waż­ne­go?

Olu­wer sap­nął, te­raz już wy­raź­nie po­iry­to­wa­ny. W jego wy­obra­że­niach na­ra­dy wo­jen­ne wy­glą­da­ły zu­peł­nie ina­czej. Przede wszyst­kim nie uczest­ni­czy­ły w nich baby. Żad­ne.

— Ta wia­do­mość może za­cze­kać. — Va­ra­la rzu­ci­ła okiem na stół i mapy. — Omi­nę­ło mnie coś?

— Py­ta­łam, ile Ge­ghii wy­sta­wi­ło sło­ni.

— Przez ostat­nie lata utrzy­my­wa­li set­kę bo­jo­wych sło­ni — pod­jął z sap­nię­ciem Ba­wół — ale nie są­dzę, by ta wia­do­mość mia­ła dla nas zna­cze­nie, te­raz, gdy resz­ta ar­mii Seh­ra­wi­na le­d­wo zi­pie pod Po­mwe.

— Ro­zu­miem. Jed­nak co te sło­nie i ta kon­ni­ca ro­bią w tym mo­men­cie?

Su­chi ob­rzu­cił ją uważ­nym spoj­rze­niem. Drań wie­dział już, co zna­czy ta sub­tel­na zmia­na w jej gło­sie. Ale do­wód­ca Ba­wo­łów nie znał jej tak do­brze, więc po­zwo­lił so­bie na gry­mas iry­ta­cji i z wy­raź­nym znie­cier­pli­wie­niem za­czął tłu­ma­czyć:

— Za­pew­ne ru­szy­li na­przód w chwi­li ata­ku, go­to­wi zmiaż­dżyć ucie­ka­ją­cych z lasu bun­tow­ni­ków, ale spo­tka­ło ich roz­cza­ro­wa­nie. Po ca­ło­noc­nej bi­twie głów­ne siły Ge­ghii zo­sta­ły roz­bi­te i zdzie­siąt­ko­wa­ne. A sło­nie i ka­wa­le­ria za­wró­ci­ły i za­pa­dły w dżun­gli gdzieś tu­taj. — Po­stu­kał pal­cem w miej­sce, któ­re wcze­śniej wska­za­ła. — Przy gra­ni­cy. Nie są w tej chwi­li waż­ni.

— Nie­waż­ni…

Tym ra­zem i Va­ra­la, i Evi­kiat spoj­rze­li na nią uważ­nie. Su­chi uśmie­chał się tyl­ko zło­śli­wie.

— Nie­waż­ni, mó­wisz — po­wtó­rzy­ła, jeż­dżąc pal­cem po ma­pie. — W na­szej ar­mii każ­de­mu sło­nio­wi to­wa­rzy­szy od pięć­dzie­się­ciu do sześć­dzie­się­ciu nu­awa­chi. Osła­nia­ją go przed ata­ka­mi lek­kiej pie­cho­ty, łucz­ni­ków, oszczep­ni­ków i pro­ca­rzy. Do­brze mó­wię?

Wiel­ki wo­jow­nik po­chy­lił gło­wę. Chy­ba wła­śnie do­tar­ło do nie­go, że ma kło­po­ty. De­ana kon­ty­nu­owa­ła:

— Mó­wisz i my­ślisz jak żoł­nierz, Kos­se Olu­we­rze. Jak do­wód­ca, któ­ry ma przed sobą jed­no głów­ne za­da­nie i sku­pia się tyl­ko na nim. Tak my­ślą nie­któ­rzy męż­czyź­ni i nie ma w tym nic złe­go. Ale prze­stań na chwi­lę być af’ge­mi­dem Ba­wo­łów i spró­buj po­my­śleć jak wład­ca księ­stwa. Więc, wra­ca­jąc do li­cze­nia, sto sło­ni to co naj­mniej pięć ty­się­cy lek­kiej pie­cho­ty. A ka­wa­le­ria? Jego wy­so­kość Han­tar Seh­ra­win nie za­brał­by do ata­ku na obóz nie­wol­ni­ków byle cze­go. Po­szedł w te lasy z eli­tą, a za sobą zo­sta­wił od­dzia­ły mniej war­to­ścio­we. Do do­rzy­na­nia ucie­ka­ją­ce­go wro­ga wy­zna­cza się za­zwy­czaj za­wo­do­wych rzeź­ni­ków, praw­da? Na­jem­ni­ków, któ­rzy lu­bią ta­kie rze­czy bar­dziej niż wal­ne bi­twy i któ­rych nie żal, gdy wpad­ną w pu­łap­kę. Ilu ich tam zo­sta­wił? Są­dzę, że też nie­ma­ło, w koń­cu spo­dzie­wał się ty­się­cy ucie­ka­ją­cych z lasu nie­wol­ni­ków. My­ślę za­tem, że co naj­mniej tyle samo co nu­awa­chi. A więc na na­szej gra­ni­cy czai się dzie­się­cio­ty­sięcz­na ar­mia, któ­rej po­ło­wę sta­no­wią na­jem­ni­cy. Gdy usły­szą o klę­sce swo­je­go pana, jak szyb­ko doj­dą do wnio­sku, że moż­na po­ha­sać so­bie po bez­bron­nym kra­ju? Bo prze­cież te­raz nie do­sta­ną żoł­du. Więc oprócz bun­tu nie­wol­ni­ków bę­dzie­my wkrót­ce mie­li na gło­wie ar­mię ban­dy­tów, któ­rzy spu­sto­szą na­sze po­gra­ni­cze, po czym uciek­ną do Wa­he­si albo Ge­ghii. A ty mó­wisz, że oni są nie­waż­ni.

1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)