Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 167
Перейти на страницу:

Kiedy ceremonia się skończyła, czterej przyjaciele padli sobie w ramiona.

— Do kaduka! — zawołał d’Artagnan — pie można przyjechać bardziej w porę, pieczyste jeszcze nie wystygło, prawda, panowie? — dodał zwracając się do dwóch gwardzistów, których przedstawił przyjaciołom.

— Ho, ho, zdaje się, że ucztujemy — rzekł Portos.

— Mam nadzieję, że do obiadu nie zasiadają kobiety! — rzekł Aramis.

— Czy jest jakieś znośne wino w tej mieścinie? — zapytał Atos.

— Tam do kata, przecież jest wasze wino, drogi przyjacielu — odparł d’Artagnan.

— Nasze wino? — zapytał Atos zdumiony.

— Tak, to, które mi przysłaliście.

— Myśmy ci przysłali wino?

— Ależ wiesz przecie dobrze, to winko ze stoków Anjou.

— Tak, wiem, o jakim winie mówisz.

— Twoje ulubione.

— Jeśli nie mam szampana ani chambertina.

— Dobrze więc, z braku szampana i chambertina zadowolisz się tym właśnie.

— Sprowadziliśmy więc sobie wino z Anjou, proszę, jacy z nas znawcy! — rzekł Portos.

— Ależ nie, to wino przysłano mi w waszym imieniu.

— W naszym imieniu? — zawołali trzej muszkieterowie.

— Czy to ty, Aramisie — rzekł d’Artagnan — przysłałeś to wino?

— Nie, a ty, Portosie?

— Nie, a ty, Atosie?

— Nie.

— Więc jeśli nie wy — rzekł d’Artagnan — to wasz oberżysta.

— Nasz oberżysta?

— A tak, wasz oberżysta, Godeau, oberżysta muszkieterów.

— Na honor, niech się dzieje, co chce, mało mnie to obchodzi — rzekł Portos — skosztujemy, a jeśli jest dobre, wypijmy.

— Nie — rzekł Atos — nie pijmy wina, które pochodzi z nieznanego źródła.

— Masz rację, Atosie — rzekł d’Artagnan. — Nikt z was nie polecił oberżyście Godeau, by przysłał mi wino?

— Nie; a jednak przysłał ci w naszym imieniu?

— Oto list — rzekł d’Artagnan.

I pokazał list przyjaciołom.

— To nie jest jego pismo! — rzekł Atos — znam je, przed wyjazdem płaciłem nasze rachunki.

— List jest sfałszowany — rzekł Portos — nikt nas nie aresztował.

— D’Artagnanie — rzekł Aramis z wyrzutem — jak mogłeś uwierzyć, że narobiliśmy hałasu?...

D’Artagnan zbladł, konwulsyjne drżenie przebiegło przez jego ciało.

— Przerażasz mnie, synu — rzekł Atos, który w ten sposób zwracał się do niego tylko w wyjątkowych okazjach — co się stało?

— Śpieszmy, śpieszmy, przyjaciele! — zawołał d’Artagnan — powziąłem straszliwe podejrzenie! Czyżby to znów była zemsta tej kobiety?

Teraz Atos zbladł z kolei.

D’Artagnan skoczył do kantyny, trzej muszkieterowie i dwaj gwardziści za nim.

Gdy d’Artagnan wszedł do jadalni, ujrzał Brisemonta wijącego się na podłodze w straszliwych konwulsjach.

Planchet i Fourreau, śmiertelnie bladzi, usiłowali mu pomóc, ale było jasne, że pomoc nie zda się na nic; rysy umierającego skurczyły się w agonii.

— Ach — zawołał widząc d’Artagnana — ach, to okropne, darował mi pan życie, żeby mnie teraz otruć!

— Ja — zawołał d’Artagnan — ja? Nieszczęsny, co ty mówisz?

— Mówię, że to pan dał mi wina, mówię, że pan kazał mi je wypić, mówię, że chciał się pan zemścić na mnie, mówię, że to okropne!

— Nie wierz w to, Brisemont — rzekł d’Artagnan — nie wierz, to nieprawda; przysięgam ci, zaklinam...

— Och, ale jest Bóg na niebie! Bóg cię ukarze! Mój Boże, niechaj cierpi tak, jak ja cierpię!

— Przysięgam ci na Ewangelię — zawołał d’Artagnan zbliżając się do umierającego — przysięgam ci, nie wiedziałem, że to wino jest zatrute, i miałem je pić tak samo jak i ty.

— Nie wierzę — rzekł żołnierz.

Po chwili wyzionął ducha w okropnych mękach.

— Straszne, straszne — szeptał Atos, gdy Portos tłukł butelki, a Aramis wydawał spóźnione nieco rozkazy, by sprowadzić spowiednika.

— O, moi przyjaciele — rzekł d’Artagnan — znów uratowaliście mi życie i nie tylko mnie, ale i tym panom. Panowie — ciągnął zwracając się do gwardzistów — zechciejcie zachować zajście w tajemnicy, być może zamieszane są w to znamienite osoby i wszystko mogłoby się na nas skrupić.

— Ach, panie — bełkotał Planchet na pół żywy — ach, panie, że też uszedłem cało.

— Jak to, nicponiu — zawołał d’Artagnan — więc chciałeś pić moje wino?

— Miałem zamiar wypić małą szklaneczkę za zdrowie króla, panie, ale Fourreau powiedział mi, że mnie wołają.

— Niestety — rzekł Fourreau, któremu zęby szczękały z przerażenia — chciałem go oddalić i pić sam!

— Panowie — rzekł d’Artagnan zwracając się do gwardzistów — sami rozumiecie, że po tym, co się zdarzyło, uczta mogłaby być tylko nader smutna. Zechciejcie przyjąć moje przeprosiny, spotkamy się kiedy indziej.

Gwardziści przyjęli dwornie przeprosiny d’Artagnana rozumiejąc, że przyjaciele chcą być sami, i wyszli.

Kiedy młody gwardzista i trzej muszkieterowie zostali bez świadków, spojrzeli po sobie z wyrazem, który dowodził, że każdy z nich rozumie powagę sytuacji.

— Przede wszystkim wyjdźmy stąd — rzekł Atos — trup nie jest dobrym kompanem, zwłaszcza zaś trup człowieka, który zmarł gwałtowną śmiercią.

— Planchet — powiedział d’Artagnan — polecam zwłoki tego biedaka twej opiece. Niechaj zostanie pochowany w poświęconej ziemi. Popełnił wprawdzie zbrodnię, ale okazał skruchę.

I czterej przyjaciele opuścili pokój; Planchet i Fourreau mieli oddać ostatnią posługę Brisemontowi.

Oberżysta dał im inny pokój, tu przyniósł im jajka na miękko i wodę, której Atos sam zaczerpnął ze studni. W kilku słowach wyjaśniono sytuację Portosowi i Aramisowi.

— A więc, drogi przyjacielu — rzekł d’Artagnan do Atosa — sam widzisz, że jest to wojna na śmierć i życie.

Atos pokiwał głową.

— Tak, tak — rzekł — widzę to dobrze, ale czy jesteś pewien, że to ona?

— Tak.

— Muszę ci wyznać, że wciąż jeszcze powątpiewam.

— A ów kwiat lilii na ramieniu?

— To Angielka, popełniła jakieś przestępstwo we Francji i za to ją napiętnowano.

— Atosie, to twoja żona, powiadam ci — powtórzył d’Artagnan — przecież wiesz, jak to piętno wygląda, nie może być pomyłki.

— Myślałem wszakże, że tamta nie żyje, przecież ją powiesiłem.

Z kolei d’Artagnan pokiwał głową.

— Ale co robić? — spytał młodzieniec.

— Rzecz jasna, że nie można tak żyć, z mieczem wiecznie wiszącym nad głową — rzekł Atos — trzeba znaleźć wyjście z sytuacji.

— Ale jakie?

— Posłuchaj, postaraj się z nią spotkać i rozmówić. Powiedz jej: “Wojna lub pokój! Słowo szlachcica, że nie powiem nigdy nic złego o pani, że nie uczynię nic przeciw pani; pani ze swej strony złoży uroczystą przysięgę, że pozostawi mnie w spokoju, w przeciwnym razie pójdę do kanclerza, pójdę do króla, poruszę dwór, oświadczę, że jesteś napiętnowana, wydam cię trybunałowi, a jeśli cię uwolnią, zabiję cię przy jakimś kamieniu przydrożnym jak wściekłego psa, przysięgam!”

— Podoba mi się ten sposób — rzekł d’Artagnan — ale jak się z nią zobaczyć?

— Czas, drogi przyjacielu, sprowadza okazję, a okazja podwaja szansę mężczyzny; im więcej się postawiło, tym więcej się wygrywa umiejąc czekać.

— Tak, ale czekać wśród morderców i trucicieli...

1 ... 106 107 108 109 110 111 112 113 114 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)