Zaginiona Ewangelia
- Автор: Уоллес Ирвин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zaginiona Ewangelia». Краткое содержание книги:
– W rzeczy samej, dlaczego – mruknął Randall jakby do siebie.
– Przed chwilą, gdy przyszedłeś, komendant straży właśnie przekazał mi raport. Nie są pewni w stu procentach, ale uznali, że przyczyną pożaru był przypadek lub zwarcie instalacji elektrycznej. – Szwed zmarszczył nos. – Śmierdzi tutaj. Wyjdźmy. – Kiedy wrócili do sieni, Edlund dodał: – Bardzo przepraszam, Steve, że ci zawracam głowę moimi kłopotami. Szczególnie że pofatygowałeś się do mnie osobiście, i to pierwszy raz. Kiepski ze mnie gospodarz. Masz jakąś sprawę, tak?
– Tylko pewien drobiazg-odparł Randall, pokazując mu szarą kopertę z odbitką. – Chciałbym rzucić okiem na negatyw zdjęcia, które zrobiłeś. Chodzi o fotografię papirusu numer dziewięć.
Edlund zrobił przerażoną minę.
– Ale, Steve, to niemożliwe! Widziałeś tę zniszczoną szafkę w pracowni, prawda? Właśnie w niej trzymałem negatywy. Wszystko poszło z dymem, ani jeden się nie uchował. Ale się nie martw, już ustaliłem, że jutro porobię nowe zdjęcia papirusu i pergaminu w sejfie w Krasnapolskym. Pojutrze będę miał komplet nowych negatywów i pokażę ci, który sobie zażyczysz.
– Nie w tym problem – rzekł Randall. – Mam wszystkie odbitki z twoich starych negatywów i chciałem właśnie porównać zdjęcie papirusu numer dziewięć z jego oryginalnym negatywem. Chciałem sprawdzić, czy wszystkie szczegóły wyszły dokładnie tak samo.
Edlund nie krył zaskoczenia.
– No pewnie, że wyszły. To, co jest na negatywie, jest też na odbitce. Sam wywołuję swoje zdjęcia i jeszcze nigdy się nie zdarzyło…
– Oscarze, chyba źle mnie zrozumiałeś – przerwał mu Randall. – Nie podważam jakości twojej pracy. Chodzi o to, że przeglądałem wszystkie odbitki pod kątem naszej kampanii i jedna, tylko ta jedna, wydała mi się nieco gorsza jakościowo, nieco mniej wyrazista od pozostałych.
– Która? Dziewiątka? To niemożliwe – gorączkował się Edlund. – Wszystkie zdjęcia są tej samej jakości, były tak samo naświetlone i wywołane. Masz tę odbitkę przy sobie? Pokaż.
Randall wyciągnął fotografię z koperty i podał mu ją. Szwed przez chwilę przyglądał się zdjęciu.
– Jest w porządku – stwierdził. – Wszystko widać. Wybacz, Steve, ale ta odbitka niczym się nie różni od innych.
– Fotografowałeś papirus w podczerwieni, prawda? – zapytał Randall.
– Oczywiście.
– Dlaczego tak się to robi?
– Sądziłem, że się na tym znasz – odparł Edlund. – Podczerwień po prostu wydobywa to, co jest mało czytelne. Papirus odbija promieniowanie podczerwone i zyskuje na wyrazistości.
– I tak właśnie wykonałeś to zdjęcie, które trzymasz w ręce? – Randalł się zawahał. – Czy aby na pewno to ty je zrobiłeś? – dodał. – Przyjrzyj się dobrze, Oscarze. Czy przysiągłbyś, że to twoje zdjęcie?
Edlund, zamiast przyjrzeć się odbitce, popatrzył zdumiony na Randalla.
– O czym ty mówisz, Steve? No jasne, że moje. Przecież jestem jedynym fotografem w zespole Drugiego Zmartwychwstania, żaden inny nie ma dostępu do tych obiektów. Osobiście zrobiłem wszystkie zdjęcia i odbitki. Skąd w ogóle pomysł, że mógł być ktoś inny?
– Po prostu wydaje mi się trochę inne od pozostałych – odparł Randall. – Różni się od nich jakością albo może raczej… stylem.
– Stylem? Naprawdę nie rozumiem, do czego zmierzasz. – Edlund, lekko poirytowany, podniósł fotografię do światła i przyjrzał się jej ponownie, tym razem z większą uwagą.
– Skoncentruj się na czwartej i piątej linijce tekstu – powiedział Randall.
– Widzę je. Są w porządku. Doskonale czytelne.
– I właśnie o to chodzi – odparł Randall. Zastanawiał się, czy ujawnić Szwedowi całą sprawę, czy powiedzieć mu, że kiedy pierwszy raz oglądał zdjęcie z opatem Petropoulosem, tekst był niewyraźny, tak samo jak zapewne na oryginale, a teraz tajemniczym sposobem znaki stały się czytelne zarówno na papirusie, jak i na fotografii. Postanowił jednak udawać, że widział oryginał już wcześniej.
– Oscarze, gdy pierwszy raz oglądałem papirus, te wersy bardzo trudno było odczytać. A na tym zdjęciu wyszły tak wyraźnie. Nie rozumiem tego.
– Ty możesz tego nie rozumieć – odparł Edlund – ale każdy fotograf zrozumie. Kiedy fotografuję taki obiekt jak ten papirus, zaplamiony, miejscami pociemniały, niewyraźny, stosuję przy kopiowaniu technikę maskowania. Gdybym mocniej naświetlił całość odbitki, żeby wydobyć gorsze miejsca, reszta tekstu zostałaby prześwietlona. Przysłaniam więc światło padające z powiększalnika na papier, żeby doświetlić tylko niektóre obszary. Dzięki temu zdjęcie jest bardziej jednolite i czytelniejsze niż oryginał. Oto całe wyjaśnienie. Pokażę ci. – Podsunął odbitkę Randallowi. – Widzisz, tutaj maskowanie wzmocniło czwartą i piątą linijkę tekstu. Pamiętam, że na tym arkuszu było jeszcze
– Gdzieś ty się podziewał, do ciężkiej cholery? – warknął wydawca.
Randall zawahał się, zbity z tropu nieoczekiwaną agresją w głosie pryncypała.
– Potrzebowałem kilku zdjęć do kampanii… – zaczął.
– Nie wciskaj mi tego kitu – przerwał mu Wheeler. – Wiem, gdzie byłeś. Pojechałeś do Edlunda i właśnie stamtąd wracasz.
– Zgadza się. W jego ciemni był pożar i pokazywał mi…
– Nie opowiadaj mi tu o pożarze. Chcę wiedzieć, po co tam węszyłeś. Nie pojechałeś po żadne zdjęcia, tylko po prostu ciągle błaznujesz z papirusem numer dziewięć.
– Mam jeszcze pewne wątpliwości i chciałem coś sprawdzić – przyznał Randall.
– Ano właśnie. Edlund ci nie pomógł, więc postanowiłeś jeszcze raz zawracać głowę opatowi – rzekł gniewnie Wheeler. – Dowiedz się, że nie zobaczysz się z opatem ani teraz, ani kiedy indziej. Pojechał już na lotnisko. I nie próbuj być cwany i kontaktować się z nim w Helsinkach albo w klasztorze na górze Athos. Poradziliśmy mu, żeby nie rozmawiał na temat Ewangelii według Jakuba z nikim, także z naszym personelem, a on się na to z ochotą zgodził. Opat Petropoulos, tak samo jak my, pragnie uchronić boże dzieło przed tymi, którzy chcą mu zaszkodzić.
– Ja nie chcę niczemu szkodzić, George. Chciałbym mieć tylko stuprocentową pewność co do autentyczności tekstów.
– Opat ją potwierdził, my również, więc czego ty jeszcze, u diabła, chcesz?
– Chcę przekonać samego siebie, w końcu jestem częścią tego przedsięwzięcia…
– No to zachowuj się odpowiednio! – Wheeler był już siny ze złości. – Zachowuj się jak jeden z nas, a nie jak dywersant od de Vroome'a. Sam sprowadziłeś tu opata, żeby obejrzał oryginał, a kiedy potwierdził jego prawdziwość, ty w dalszym ciągu się czepiasz nie wiadomo czego.
Randall nie odpowiedział. Wheeler nachylił się ku niemu.
– Powiem ci, co chcielibyśmy zrobić, Randall – zagrzmiał. – Najchętniej wzięlibyśmy kogoś innego na twoje miejsce, ale jest już za późno. Zgodziliśmy się więc, że jeśli zajmiesz się swoją robotą i nie będziesz wtykał nosa w naszą, jakoś dotrwamy do końca. Zatrudniliśmy cię za ciężkie pieniądze, żebyś przedstawił nową Biblię światu, a nie po to, byś prowadził prywatne śledztwo.
Już ją zbadali po tysiąckroć kompetentni fachowcy, którzy wiedzą, co robią. Po prostu nie odgrywaj roli adwokata diabła, bo de Vroome'owie tego świata radzą sobie i bez twojej pomocy. Masz jedno jedyne zadanie do wykonania i jest nim sprzedanie nowej Biblii ludziom, którzy jej potrzebują.
– I zamierzam to zrobić – rzekł Randall bezbarwnym tonem.
– Nie interesują mnie zamiary – odparował Wheeler – tylko efekty. Posłuchaj, Steve. My wiemy, kto zniszczył ciemnię Edlunda. To któryś ze zbirów de Vroome'a…
– A jakim cudem się tam dostał?
– Nieważne. Po prostu pamiętaj, że to sprawka de Vroome'a, masz na to nasze słowo. Nie zamierzamy się więcej narażać na ataki tego przeklętego radykała. Widać, że jest już bardzo zdesperowany i zdolny do wszystkiego. Postanowiliśmy załatwić go na dobre. Przesuwamy datę konferencji prasowej, ostatni raz. Urządzimy ją za osiem dni, w piątek piątego lipca. Już rozmawiałem z twoimi ludźmi, żeby uzgodnili to z Pałacem Królewskim i z Intelsatem. Rozsyłamy depesze i zaproszenia do dziennikarzy. Puścimy pierwsze teksty w prasie, żeby podgrzać atmosferę, żeby ludzie już wiedzieli, że za tydzień od jutra czeka ich wielkie wydarzenie. Hennig ma dostarczyć twojej ekipie nieoprawione egzemplarze, jak tylko zejdą z maszyny. Ludzie od reklamy… co oznacza również ciebie… mają pracować dzień i noc aż do chwili, kiedy wejdziemy do Pałacu Królewskiego, żeby obwieścić światu Dobrą Nowinę. Rozumiesz, Steve? Od tej minuty tylko i wyłącznie praca, nic więcej.