Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 217
Перейти на страницу:

Zwróciła do ostatniego rozwidlenia i poszła w prawo. Tym razem czterokrotnie skręcała w prawo, nim doszła do ślepego zaułka. Przez chwilę stała, patrząc.

— Jak ja się tutaj dostałam? — powiedziała na głos. — Co to jest za miejsce?

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz”.

Jeszcze raz zawróciła. Pewna była, że musi istnieć sposób na poruszanie się po labiryncie. Na następnym rozwidleniu poszła w lewo, potem zaś w prawo. Stanowczo trzymała się obranego sposobu postępowania. W lewo, a później w prawo. Prosto do rozwidlenia. W lewo, potem w prawo.

Sposób wydawał się skuteczny. Tym razem pokonała kilkanaście rozwidleń, nie wpadając w ślepy zaułek. Zbliżała się właśnie do następnego.

Kątem oka pochwyciła jakby drgnienie, jakby ślad czyjegoś ruchu. Kiedy jednak odwróciła się, zobaczyła tylko pylisty pasaż pomiędzy gładkimi kamiennymi ścianami. Właśnie miała skręcić w lewe odgałęzienie korytarza... ale odwróciła się, powodowana przelotnym mgnieniem ruchu. Znowu pusto, tym razem jednak była pewna tego, że coś widziała. Ktoś za nią szedł. Ktoś tam był. Zdenerwowana pobiegła w przeciwnym kierunku.

Wciąż czuła czyjąś obecność. Na samym skraju pola widzenia dostrzegała, jak coś się porusza, raz w tym lub tamtym przejściu, zbyt szybkie mignięcie, by je dostrzec, nim odwróci głowę, by wyraźnie zobaczyć. Pobiegła szybciej. Tylko kilku chłopców było szybszych od niej, gdy jako dziewczynka ścigała się z nimi w Dwu Rzekach.

„Dwie Rzeki? Co to jest?”

Ze znajdującej się przed nią bramy wyszedł człowiek. Jego ciemne szaty wyglądały jak zbutwiałe, niemal na poły spleśniałe; był stary. Znacznie starszy niż stary. Jego czaszkę niczym popękany pergamin pokrywała skóra, zbyt ściśle, jakby pod spodem w ogóle nie było ciała. Rzadkie kępki kruchych włosów porastały pokrytą strupami czaszkę, z której głęboko zapadłe oczy wyglądały jak wloty jaskiń.

Przystanęła ślizgając się, nierówne kamienie, którymi wyłożono korytarz, obtarły stopy.

— Jestem Aginor — powiedział — przyszedłem po ciebie.

Jej serce chciało wyrwać się z piersi. Jeden z Przeklętych.

— Nie! To niemożliwe!

— Jesteś całkiem przystojna, dziewczyno. Dostarczysz mi dużo radości.

Nagle Nynaeve przypomniała sobie, że jest zupełnie naga. Z cichym jękiem i twarzą po części jedynie zaczerwienioną gniewem, rzuciła się w dół pasażu najbliższego skrzyżowania. Ścigał ją skrzypiący śmiech i odgłosy powłóczenia nogami, które zdawały się dorównywać szybkością jej szaleńczemu biegowi, i zdyszane obietnice dotyczące tego, co on z nią zrobi, kiedy ją złapie, obietnice, które powodowały, że skręcał się jej żołądek, nawet jeśli połowy z nich nie słyszała.

Biegła z zaciśniętymi pięściami, desperacko poszukiwała wyjścia, szaleńczo rozglądając się dokoła.

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz. Pozostań nieugięta”.

Nie było nic, tylko wciąż nie kończący się labirynt. Biegła tak szybko, jak tylko mogła, ale paskudne, brudne słowa wciąż ją goniły. Powoli strach zamienił się w gniew.

— Niech sczeźnie! — wyłkała. — Światłości, spal go! Nie ma prawa!

Poczuła wewnątrz, jak coś w niej rozkwita, otwiera się, rozwija ku światłu.

Z wyszczerzonymi zębami, odwróciła się, by stawić czoło Aginorowi, w momencie gdy tamten pojawił się, biegnąc kulawo i chichocząc.

— Nie masz prawa!

Wyrzuciła ku niemu dłonie z rozpostartymi palcami, jakby ciskające czymś. Nie była nawet specjalnie zaskoczona, gdy zobaczyła wypływającą z rąk kulę ognia.

Wybuchła na piersiach Aginora, powalając go na ziemię. Tylko przez chwilę leżał nieruchomo, zaraz jednak chwiejnie powstał. Wydawał się nie zauważać, iż płonie przód jego płaszcza.

— Ośmieliłaś się? Ośmieliłaś się!

Zadrżał, ślina ściekła mu po policzku.

Nagle na niebie pojawiły się chmury, groźną falą szarości i czerni. Uderzyła błyskawica — prosto w serce Nynaeve.

Zdało się jej, dosłownie w mgnieniu pomiędzy dwoma uderzeniami serca, że czas nagle zwolnił, jakby to mgnienie miało trwać przez wieczność. Poczuła w sobie przypływ — saidar, podszepnęła daleka myśl — poczuła falowanie rezonansu w potoku błyskawicy. I zmieniła jej kierunek. Czas skoczył naprzód.

Piorun z łoskotem roztrzaskał kamień nad głową Aginora. Przeklęty jakby zapadł się w sobie, zatoczył chwiejnie w tył.

— Nie jesteś w stanie! To niemożliwe!

Odskoczył chwilę wcześniej, zanim błyskawica trafiła w miejsce, w którym stał i kamień wytrysnął fontanną odłamków.

Nynaeve ponuro, zawzięcie patrzyła na niego. I Aginor uciekł.

Saidar na wskroś przenikał ją. Była w stanie wyczuwać otaczające skały i powietrze, czuć drobne, płynne cząstki Jedynej Mocy, które pnenikały je, które je stworzyły. Mogła też poczuć Aginora, jak robi... jak coś również robi. Czuła to niejasno, w ogromnej odległości, jakby było to coś, czego nigdy w życiu naprawdę nie wiedziała, ale wokół siebie widziała efekty, a znała przecież ich przyczynę.

Posadzka zadudniła i zafalowała pod jej stopami. Z przodu ściany zapadły się, stos kamieni zablokował drogę. Gramoliła się przez nie, nie dbając iż ostra skała rozcina dłonie i stopy, wciąż nie spuszczając wzroku z Aginora. Zerwał się wiatr i wył w przejściach, jego wściekłe uderzenia rozpłaszczały jej policzki, wyciskały łzy z oczu. Zmieniła kierunek przepływu mocy i Aginor potoczył się po korytarzu jak krzak wyrwany z korzeniami. Dotknęła strumienia przepływającego przez posadzkę, skierowała go w inną stronę i kamienne ściany zapadły się wokół Aginora, grzebiąc go w zwałach gruzu. Z oczu wytryskały jej błyskawice, bijąc wokół niego, rozpryskując kamień, wciąż bliżej i bliżej. Mogła czuć jak usiłuje skierować je przeciw niej, ale krok za krokiem zbliżały się oślepiające pioruny, godząc w Przeklętego.

Coś zalśniło po lewej stronie.

Nynaeve czuła, jak Aginor słabnie, jak jego wysiłki ugodzenia jej stają się coraz bardziej nieudolne, coraz bardziej desperackie. Jednak w jakiś sposób rozumiała, że nie poddał się jeszcze. Jeśli pozwoli mu teraz odejść, będzie ścigał ją z równą siłą jak poprzednio, przekonany że mimo wszystko okazała się zbyt słaba, by go pokonać, zbyt słaba, by powstrzymać go od zrobienia z nią tego, co pragnął.

Tam gdzie przedtem był kamień, stał teraz srebrny łuk, wypełniony delikatną srebrzystą promienistością.

„Wyjście...”

Wyczuła, kiedy Przeklęty zaniechał swych ataków, wówczas gdy cały swój wysiłek obrócił na uchronienie się przed jej ciosami. Ale jego moc okazała się niewystarczająca, nie był już w stanie unikać jej uderzeń. Teraz usiłował jedynie chronić się przed tryskającymi nań masami kamienia, którymi zalewały go kolejne eksplozje.

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz. Pozostań nieugięta”.

Kolejna błyskawica nie pojawiła się. Nynaeve odwróciła się od gramolącego się spod stosu kamieni Aginora i spojrzała na łuk. Po chwili spojrzała na powrót w jego stronę, by zobaczyć, jak po kopcach skały odpełza z pola widzenia i znika. Syknęła z zawodu. Większość labiryntu wciąż stała nie tknięta, a w rumowisku skalnym, które stworzyła wraz z Przeklętym przybyło wiele nowych kryjówek. Ponowne odnalezienie go zabierze mnóstwo czasu, była jednak pewna, że nawet jeśli ona tego nie uczyni, on znajdzie ją na pewno. W pełni zregenerowawszy siły, napadnie ją wtedy, gdy się najmniej będzie spodziewać.

„Wyjście pojawi się na powrót, lecz tylko raz”.

Przestraszona spojrzała z powrotem i z ulgą stwierdziła, iż łuk wciąż stoi. Jeśli nie uda się szybko znaleźć Aginora...

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)