Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Obok kula odbiła się rykoszetem od chodnika. Sula otworzyła drzwi i weszła do sklepu. Troje Terran podniosło na nią wzrok. Jednym z nich był wyglądający na zaskoczonego mężczyzna, który wcześniej odmówił wykonania rozkazu ataku, drugim to młoda kobieta o tłustych włosach, trzecim — nastolatek z trądzikiem i wargami poplamionymi sokiem jagodowym. Najwidoczniej raczyli się nieracjonowaną żywnością.
— Zbierzcie swoich ludzi — rozkazała Sula. — Idźcie w górę ulicy. Przeskoczycie jednostki, które właśnie tu weszły.
— Nooo — odezwał się mężczyzna — to będzie trudne, bo…
— Wszystko mi jedno, trudne czy nie! Po prostu idź i to wykonaj.
— Nooo — powiedział młody człowiek — mieliśmy atakować więzienie. Nawet nie wiem, co robimy tutaj na wzgórzu.
W żyłach Suli rozpaliła się wściekłość.
— Właśnie wygrywamy wojnę, ty tępy wypierdku! A teraz wyłaź stąd!
— Wie pani, sądzę, że to nie jest dobry pomysł, bo…
Sula przypomniała sobie, że zostawiła karabin w pałacu Ngenich. Sięgnęła więc po pistolet, wyciągnęła go z kabury, dotknęła guzika aktywacji i wycelowała w dowódcę grupy.
— Ty się tu ukrywasz, a dzielni żołnierze co chwila giną — rzekła. — Teraz zachowasz się jak przywódca, czy mam cię zastrzelić, jak obiecałam w naszej ostatniej rozmowie?
Na widok pistoletu kobieta i chłopiec wybałuszyli oczy. Twarz dowódcy wyrażała upór.
— Nie zrobię tego, zanim nie powiem, co mam do powiedzenia, bo…
Sula strzeliła mu w głowę. Kobieta pisnęła cicho, kiedy opryskała ją krew i kawałki mózgu. Chłopiec cofnął się i przewrócił na skrzynkę granatów. Małe fioletowoczerwone owoce rozsypały się po podłodze.
A ona zobaczyła martwą Caro Sulę, z bladą jak papier przezroczystą skórą. Zobaczyła, jak Caro znika w rzece jak, jej włosy połyskują niczym złoto.
Przez chwilę, kiedy patrzyła na ciało, widziała, jak Caro Sula odwzajemnia jej spojrzenie.
Miedziany zapach krwi zalał jej zmysły i musiała mocno wziąć się w garść, gdy żołądek podszedł jej do gardła. Pistolet zakołysał się w jej ręku.
— Jazda na ulicę — powiedziała pozostałej dwójce. — I to natychmiast! Jeśli zobaczę, że kierujecie się gdzie indziej, nie w stronę bitwy, zastrzelę was oboje, daję słowo!
Wycofywali się, trzymając w dłoniach broń tak, jakby nigdy wcześniej jej nie oglądali.
— W górę ulicy! — krzyknęła Sula. Dwójka dobiegła do drzwi, przekroczyła ostrożnie ciało P.J. Ngeniego i puściła się kłusem w górę ulicy, tam, gdzie toczyła się walka.
Sula ruszyła za nimi. Podniosła strzelbę P.J. i spojrzała na displej. Nie oddano z niej ani jednego strzału.
Przewiesiła strzelbę przez ramię i ruszyła ulicą, waląc po drodze w drzwi i okna.
— Wychodźcie stamtąd, tchórzliwe worki z gównem! Ruszajcie się! Ruszajcie się, wy bezużyteczni podcieracze dup! — wołała.
Bojownicy wynurzali się z kryjówek, a ona wysyłała ich w burzę ognia. Wszystkie pojazdy zjechały z ulicy lub zostały zniszczone. Ogień karabinowy nieprzerwanie ryczał.
Wyciągnęła tylu bojowników ilu się dało, a potem pomaszerowała z powrotem na plac Ashbar, gdzie przybywały już nowe jednostki. Jeśli obecny atak się nie powiedzie, zamierzała jeszcze raz zastosować sztuczkę z ciężarówkami — samobójcami.
Okazało się to niepotrzebne. Sidney i inni zwiadowcy znaleźli drogę przez labirynt uliczek i dostali się na tył pozycji naksydzkich. Zaatakowali je, zdobyli niektóre stanowiska ciężkiej broni i zwrócili ją przeciwko innym umocnionym stanowiskom. Bojownicy próbujący podejść w górę ulicy rzucili się naprzód, gdy tylko zniszczono naksydzkie stanowiska obrony. Naksydzi nie mieli głębszych rezerw, a ich stanowiska nie miały wsparcia, dlatego musieli się wycofać, bo zostaliby odcięci, a większość musiała się poddać. Bojownicy Suli opanowali Ministerstwo Prawa i Władzy, Ministerstwo Policji, Ministerstwo Obrony Praxis i Sąd Najwyższy ze wspaniałym widokiem na otaczające tereny.
Sulę opanowało szalone uczucie triumfu. Wywołała Casimira.
— Odparliśmy następny atak — odpowiedział Julien. — Wyrzynamy ich, ale oni ciągle podchodzą.
— Julien? — powiedziała ze zdziwieniem. — Gdzie jest Casimir?
— Poszedł zrobić porządek w paru jednostkach, które źle sterują ogniem. Ciągle marnują amunicję. Przekazał mi swoje protokoły łączności na czas wykonywania tego zadania.
Sula odetchnęła z ulgą.
— Kom, do Wiatru — rzekła. — Powiedz mu, że go szaleńczo kocham. Powiedz, że z tego końca wydaje się, że zajęliśmy budynki rządowe. Kom, wyślij.
— Spodziewaliśmy się, że je zajmiesz — brzmiała odpowiedź. Ale cieszyła się za wcześnie. Kiedy armia próbowała wejść do siedziby dowództwa, bojownicy wpadli w poważne tarapaty.
Zainstalowano tam jedną z tych jednostek, które Naksydzi wykorzystywali przeciwko snajperom — wyjaśniono później Suli.
— Jak wystrzelisz na ich teren jedną kulę, seria z broni automatycznej rozerwie cię na strzępy.
Na szczęście Macnamara zameldował, że wyciągnął działo antyprotonowe z wieżyczki i umieścił je na platformie ciężarówki. Sula skierowała działo do siedziby dowództwa.
Zautomatyzowany system obronny mógł wykryć każdą kulę czy rakietę wycelowaną w jego kierunku, nie wykrywał jednak drobnego ładunku antyprotonów podróżującego wzdłuż elektronowego promienia z jedną trzecią szybkości światła.
Macnamara zniszczył obronę dowództwa w ciągu dziesięciu minut. Lojaliści zaatakowali z rykiem, ścigając ocalałych strażników po labiryncie korytarzy. W pokoju sytuacyjnym sztabu schwytali dowództwo Floty naksydzkiej.
Ministerstwo Wiedzy wzięto bez walki. Naksydzkie siły bezpieczeństwa próbowały się bronić na dziedzińcu Izby Konwokacji, ale zaatakowały je przeważające siły bojowników i nastąpiła masakra.
Czterdziestu uległych wobec rebelii konwokatów schwytano, gdy ukrywali się w różnych częściach budynku. Lady Kushdai, która przewodniczyła Komitetowi Ocalenia Praxis, została pojmana w pokojach należących uprzednio do lorda seniora konwokacji.
Sula wygrała jedyną bitwę lądową w historii imperium.
Miasto Zanshaa należało teraz do niej. Rząd również.
DWADZIEŚCIA OSIEM
Technicy w Ministerstwie Wiedzy byli w większości nie-Naksydami i chętnie współpracowali ze zwycięzcami. Pozbawiony wyrazu twarzy daimongski lektor wiadomości, który przed chwilą jednostajnie mamrotał dane statystyczne o ostatnich zbiorach orkiszu na półkuli północnej, przerwał recytację i zapowiedział specjalne oświadczenie.
Obraz przełączył się na Sulę: siedziała przy biurku w sąsiednim studiu, nadal miała na sobie pancerz płytowy, a jej włosy — mimo pośpiesznej pracy tutejszego wizażysty — zwisały w strąkach i nosiły ślad po wkładce hełmu. Na płycie pancerza widoczny był naszyjnik Jednego-Kroku. Hełm i strzelba P.J. leżały przed nią na biurku.
Obraz transmitowano wszystkimi kanałami wideo na planecie. Kanały foniczne też go przekazywały.
Sula spojrzała w najbliższą kamerę i uniosła brodę. Próbowała sobie przypomnieć, jak się zachowywała, gdy po raz pierwszy spotkała Sergiusa Bakshiego, jak spojrzała z góry na zebranych klikmenów i zażądała ich lojalności.
-Jestem Caroline, lady Sula — powiedziała swoim najlepszym akcentem z Górnego Miasta. — Służę imperium jako wojskowy gubernator Zanshaa i dowódca armii podziemnej. Dziś rano dowodzone przeze mnie siły zajęły Górne Miasto Zanshaa i uwięziły naksydzki rząd. Wkrótce potem w imieniu Komitetu Ocalenia Praxis poddała się lady Kushdai.