Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 158
Перейти на страницу:

Sula była wściekła, że musi oglądać takie rzeczy, kiedy ma pilną sprawę do załatwienia. Gdy tylko wysiadła z ciężarówki Jednego-Kroku, zażądała, by wszyscy przywódcy grup i zespołów spotkali się z nią w sali Casimira.

To miejsce pachniało krwią, lękiem i rozpaczą. Na korytarzach leżał rozrzucony rdzawy gruz z hotelu „Nowe Przeznaczenie” — nikt nie miał czasu sprzątać. Bojownicy dumnie kroczyli po korytarzach, wymachiwali bronią i bezczelnie wtrącali się do pracy medyków. Ranni jęczeli i krzyczeli o pomoc. Wyobraziła sobie Casimira leżącego na podłodze w jakimś obskurnym, nasiąkniętym krwią pokoju i przyśpieszyła kroku.

Serce podskoczyło jej z radości, kiedy zobaczyła, że — jak mówił raport — leży na łóżku w sali. Miał otwarte oczy; słyszała jego głęboki, chropowaty głos na tle stałego mamrotania innych rannych.

Podbiegła do niego. Miał zabandażowane jedno ramię i klatkę piersiową, a pastelowe niebieskie prześcieradło zakrywało go do pasa. Sala była przepełniona i łóżko wsunięto między rannych, z których wielu nie miało łóżek, a jedynie poduszki i cienkie materace. Ochroniarz Casimira — jeden z jego Tormineli — stał u wezgłowia łóżka z karabinem opartym o biodro; jego futrzasta twarz wyrażała powściągliwość.

Ciemne oczy Casimira zwróciły się ku Suli i jego twarz pojaśniała z zaskoczenia i radości. Sula przywarła do niego i ucałowała go w policzek. Miał zimne ciało. Cofnęła się i dotknęła jego policzka dłonią, czując świeży zarost pod koniuszkami palców. Miał posępny wzrok, choć na twarzy pozostał mu cień uśmiechu.

— Myślałem, że już cię nie zobaczę — zadudnił. — Sporządziłem testament.

— O co takiego? — Słowa potykały się na jej języku.

— Zostawiam ci wszystko. Staram się przypomnieć sobie hasła do tajnych sejfów.

Dotknęła jego piersi, jego ramienia; był zimny i bezkrwisty. Spojrzała na Torminela.

— Dlaczego on tak mówi?

Głos Torminela brzmiał niepewnie.

— Doktor powiedział, że wyzdrowieje. Powiedział, że rany nie są poważne i że wydobył wszystkie odłamki szrapnela. Ale szef obstaje przy myśli, że umiera, więc nagrywam jego testament na swoim displeju mankietowym. — Machnął obojętnie dłonią. — Czemu nie? Będzie się z tego później śmiał.

Powieki Casimira opadły.

— Coś się nie udało. Czuję to.

Sula spojrzała na displeje łóżka i zobaczyła, że żaden się nie świeci.

— Dlaczego łóżko nie działa? — zapytała.

Torminel popatrzył na displeje, jakby widział je pierwszy raz w życiu.

— Łóżko? — zapytał.

Łóżko nie było podłączone do źródła zasilania, ponieważ najwidoczniej w sali było zbyt wiele łóżek i czyjeś łóżko musiało być odłączone, by można było włączyć łóżko Casimira do ściennego gniazdka wtyczkowego. Casimir patrzył bez zainteresowania, jak displeje nad jego głową jaśnieją, gdy Sula poinformowała łóżko, że leży na nim samiec Terranin.

Sygnały alarmowe zaczęły natychmiast ćwierkać. Ciśnienie krwi było niebezpiecznie niskie.

— Mówiłem ci, że coś się popsuło — oznajmił obojętnym tonem.

— Przyprowadź doktora! — krzyknęła Sula do Torminela. Ten pomknął do drzwi.

Sula odwróciła się do Casimira i ujęła jego dłoń. Ścisnął jej palce. Nadal miał mocny chwyt.

— Będziesz potrzebowała po tym wszystkim pieniędzy — powiedział. — Żałuję, że nie będę lordem Sulą i nie pomogę ci w złupieniu Górnego Miasta.

Jego postawa oburzyła ją. Widziała, jak się gniewał, jak się skręcał ze śmiechu, jak dopadał go atak morderczej wściekłości. Widziała, jak przebiegle potrafi planować. Znała jego umiejętności panowania nad każdą sytuacją.

Ale nigdy przedtem nie widziała u niego takiej bierności.

— Nie umrzesz! — powiedziała rozkazującym tonem. — Zostaniesz lordem Sulą.

Spojrzał na nią przez półprzymknięte powieki i na jego wargach pojawił się smętny uśmiech.

— Mam nadzieję — powiedział i zemdlał.

Łóżko zaczęło świergotać na alarm.

Casimir przyszedł trochę do siebie, kiedy sanitariusze rzucili się na pomoc. Otworzył nieco oczy i sprawdził, co to za krzątanina. Potem jego spojrzenie rozjaśniło się na widok Suli, znowu uśmiechnął się i zacisnął mocną dłoń na jej palcach.

Sula zdjęła z szyi sznureczek paciorków, które dał jej Jeden-Krok, i włożyła mu do ręki.

— To ci zapewni bezpieczeństwo — powiedziała.

Jego dłoń zamknęła się na paciorkach.

Przybył daimongski lekarz. Prezentował się godnie w sterylnych beżowych szatach. Przez długą chwilę patrzył na displeje.

— Wyjąłem wszystkie kawałki szrapnela — powiedział, jakby obrażony, że Casimir uparcie odmawia wyzdrowienia. — Nie rozumiem, co z nim jest.

Sula chciała na niego wrzasnąć, ale wciągnęła woń jego martwego ciała i jej trzewia gwałtownie szarpnęły.

Casimir znowu zemdlał. Doktor kazał odjechać łóżkiem na dalsze badania. Sula chciała iść za nim, ale lekarz był stanowczy.

— Tylko by pani przeszkadzała — powiedział. Jego niemrugające oczy zlustrowały ją od stóp do głów. — I nie jest pani sterylna. — Sula spojrzała na siebie, zobaczyła, że jest zbryzgana krwią, i uznała, że doktor ma rację.

Ponadto zaczynali już ściągać dowódcy zespołów i grup, którym kazała przyjść.

— Tu wszędzie panuje bałagan — stwierdziła, kiedy Casimir i doktor wyszli. — Musicie to ogarnąć i wziąć swoich ludzi w garść.

Wyznaczyła Torminela i Lai-owna do służby wartowniczej, by zmieniali się na dzień i na noc, pozostałych przydzieliła do sprzątania.

— Od tej pory, jeśli nie będziecie potrzebni w walkach, wszystkich waszych ludzi trzeba uważać za pomocników personelu medycznego — oznajmiła. — Jeśli sanitariusz poprosi o pomoc, musicie jej udzielić. Jeśli trzeba wysprzątać korytarz, wasi ludzie mają to zrobić. I cholernie grzecznie poprosić o środki czyszczące. I niech usuną tę stertę trupów spod wejścia. To miejsce ma być czyste, do cholery. Jeśli kostnica nie pomieści ciał, wywieźcie je gdzieś ciężarówką.

Coś w jej postawie — może wściekłość i plamy krwi — sprawiło, że usłuchali bez szemrania. W każdym razie nie musiała już zastrzelić żadnego z własnych podkomendnych. Już po chwili zobaczyła kilku terrańskich bojowników, którzy przewiesili broń przez plecy, a w rękach trzymali ścierki na kijach i wiadra.

Powiew gnijącego ciała poprzedzał nadejście daimongskiego doktora. Miał ze sobą duży kompnotes ze zdigitalizowanym przekrojem wnętrzności Casimira.

— Rozumiem teraz, na czym polega problem — oznajmił. — Młody dżentelmen został trafiony szrapnelem z rakiety. Przypadek był prosty. Ponieważ wszystkie skanery były przedtem zajęte, a w przypadku szrapnela równie dobrze mogliśmy wykorzystać rentgen, zrobiliśmy prześwietlenie. Zlokalizowałem wtedy wszystkie kawałki szrapnela i je usunąłem.

Podsunął Suli displej. Jaskrawe kolory rozmywały jej się przed oczami.

— Problem polega na tym, że kiedy go zraniono, dżentelmen miał na sobie pancerz. Kawałek zbroi przeniknął do ciała, a był zrobiony z jakiegoś twardego plastiku, który akurat dla promieni X jest przezroczysty, więc rentgen go nie zobaczył. Ale teraz skaning całego ciała ujawnił ten fragment, i oto on.

Sula nie mogła odczytać displeju. Zmusiła się do mówienia, choć pięść uciskała ją w gardło.

— Niech mi pan wyjaśni, co się dzieje.

W kurantowym głosie Daimonga pojawił dźwięczny, wytrenowany ton współczucia.

1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)