Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 173
Перейти на страницу:

* * *

Ja­wyn­der miesz­kał w ma­łej chat­ce, zbu­do­wa­nej z tego, co woda wy­rzu­ci­ła na brzeg jego wy­sep­ki. Wy­sep­ka tkwi­ła poza li­nią brze­go­wą, do­bre pół mili w głąb mo­rza, jed­nak tak na­praw­dę cią­gle znaj­do­wa­ła się po­środ­ku rze­ki, bo El­ha­ran wdzie­ra­ła się w sło­ne wody na od­le­głość po­nad dzie­się­ciu mil, a cza­sem, po wio­sen­nych roz­to­pach, może i na dwa­dzie­ścia. Rze­ka była praw­dzi­wą po­tę­gą, ży­wi­ła i po­iła Pon­kee-Laa, do­star­cza­ła to­wa­rów z głę­bi kon­ty­nen­tu i za­bie­ra­ła te, któ­re przy­pły­nę­ły mo­rzem. Set­ki ba­rek dzień w dzień su­nę­ły w górę i w dół nur­tu, prze­wo­żąc każ­de­go roku bo­gac­two war­te mi­lio­ny or­gów. Bez El­ha­ran Pon­kee-Laa by­ło­by co naj­wy­żej ma­łym por­tem wo­jen­nym albo prze­ro­śnię­tą wio­ską ry­bac­ką.

A ja­sno­widz za­miesz­kał w miej­scu, gdzie rze­ka była naj­po­tęż­niej­sza.

Alt­sin przy­wią­zał łód­kę do brze­gu i wdra­pał się kil­ka­na­ście stop­ni w górę. Wy­sep­ka była skal­ną ostro­gą ze szczy­tem się­ga­ją­cym do­brych trzy­dzie­ści stóp po­nad po­ziom wody. Na gó­rze znaj­do­wał się ka­wa­łek pła­skie­go, po­ro­śnię­te­go ostrą tra­wą te­re­nu i chat­ka. Z po­ciem­nia­łych od wody de­sek, ka­wał­ków be­czek, pali ze znisz­czo­ne­go molo, frag­men­tów ło­dzi, ba­rek i skrzyń, w któ­rych prze­wo­żo­no to­wa­ry. Ca­łość za­da­szo­no płót­nem ża­glo­wym. Do­mo­stwo wy­glą­da­ło tak, że Alt­sin za­wsze miał ocho­tę otwo­rzyć sa­kiew­kę i wci­snąć Ja­wyn­de­ro­wi kil­ka mo­net w rękę.

Po­tem jed­nak przy­po­mi­nał so­bie, ile ja­sno­widz brał za swo­je usłu­gi. Miesz­ka­nie w czymś ta­kim było ra­czej fa­na­be­rią niż ko­niecz­no­ścią.

– Bę­dziesz tak stał i ga­pił się, czy wej­dziesz?

Zło­dziej na­wet nie drgnął. Ja­wyn­der za­wsze to ro­bił, po­zwa­lał go­ścio­wi ga­pić się na swój sza­łas, by na­gle huk­nąć mu coś nad uchem. Alt­sin wresz­cie od­wró­cił się i zmie­rzył go wzro­kiem. Wor­ko­wa­te łach­ma­ny, siwe wło­sy, zwią­za­ne ka­wał­kiem sznur­ka z sie­ci w nie­chluj­ny ku­cyk, opa­lo­na na ciem­ny brąz twarz z dwo­ma ja­sny­mi pla­ma­mi za­miast tę­czó­wek.

– Wy­mow­ne pa­trze­nie na ślep­ca jest prze­ja­wem wy­jąt­ko­wej głu­po­ty albo nie­sa­mo­wi­tej uprzej­mo­ści, Alt­sin... – Za­kry­te biel­mem oczy zmru­ży­ły się kpią­co.- Pró­bu­jesz dać mi do zro­zu­mie­nia, że moja pro­sta za­ba­wa cię nu­dzi, czy też chcesz, że­bym się po­czuł jak ktoś nor­mal­ny?

Alt­sin wzru­szył ra­mio­na­mi.

– A te­raz wzru­szasz ra­mio­na­mi i uno­sisz oczy w górę, praw­da? – Wła­ści­wie w gło­sie Ja­wyn­de­ra nie było sar­ka­zmu, tyl­ko coś na kształt znu­dze­nia. W pe­wien spo­sób to jesz­cze bar­dziej iry­to­wa­ło, lecz Alt­sin zdą­żył już po­znać więk­szość sztu­czek star­ca.

– Wzru­szam i uno­szę – przy­znał. – Mógł­bym też za­tań­czyć, ale...

– Ale mógł­byś ze­mdleć z wy­sił­ku. Po tej tru­ciź­nie, któ­rą czu­ję w two­im po­cie, mało kto dał­by radę tak szyb­ko sta­nąć na nogi. Wy­na­ją­łeś do­bre­go uzdro­wi­cie­la.

– Nie ja. Gru­by.

– Ce­tron? Aha. Po­dzię­kuj mu przy naj­bliż­szej oka­zji. Naj­pew­niej dzię­ki nie­mu nie do­łą­czy­łeś do za­cnej kom­pa­nii ślep­ców i ka­lek. Co cię do mnie spro­wa­dza? Tyl­ko – uniósł sę­ka­ty pa­luch – bez głu­pich ga­dek, że je­stem ja­sno­wi­dzem i mam zgad­nąć.

– San­wes nie żyje.

– Sły­sza­łem. Wie­ści szyb­ko się roz­cho­dzą.

– Chcę się do­wie­dzieć cze­goś o tym, kto go za­bił.

– To nie bę­dzie ła­twe. Masz ja­kąś rzecz na­le­żą­cą do tego czło­wie­ka?

Alt­sin za­brzę­czał sa­kiew­ką.

– Zło­to? – Je­śli cho­dzi­ło o roz­po­zna­wa­nie ko­lo­ru krusz­cu, Ja­wyn­der tak­że nie po­trze­bo­wał wzro­ku.

– Ile?

– Pięć ce­sar­skich. Są two­je, je­śli będę za­do­wo­lo­ny. Zło­dziej wy­trząsł mo­ne­ty na dłoń i po­dał ja­sno­wi­dzo­wi. Ten za­ci­snął pięść, otwo­rzył i pie­nię­dzy nie było.

– Sa­kiew­ka – za­żą­dał.

Wo­re­czek zmie­nił wła­ści­cie­la. Ja­wyn­der wska­zał chat­kę.

– Wejdź­my do środ­ka, tu jest za go­rą­co.

Wnę­trze było chłod­ne i za­cie­nio­ne, cał­kiem przy­jem­ne, choć jego wy­po­sa­że­nie na­le­ża­ło okre­ślić jako wię­cej niż skrom­ne. Ster­ta fo­czych fu­ter, słu­żą­ca za po­sła­nie, i dziu­ra w zie­mi wy­peł­nio­na po­pio­łem. Przez szpa­ry w ścia­nach wpa­da­ło dość świa­tła, by nie trze­ba było pa­lić lamp­ki. Usie­dli wprost na kle­pi­sku. Ja­sno­widz przez chwi­lę ob­ra­cał sa­kiew­kę w ręku. Mil­czał.

– Zło­to – mruk­nął wresz­cie. – Nie do wia­ry, co robi z ludź­mi. Chcesz wie­dzieć, kim jest ten Ewen­net-sek-Gres?

– Tak.

– Bzdu­ra, chłop­cze. Tego mo­głeś się do­wie­dzieć, po­słu­chaw­szy kil­ku plo­tek w mie­ście. Bo on stał się ostat­nio ich bar­dzo po­pu­lar­nym te­ma­tem. Mło­dy, przy­stoj­ny, od­waż­ny. Wro­go­wie go nie­na­wi­dzą i boją się, so­jusz­ni­cy dzię­ku­ją bo­gom, że jest po ich stro­nie. Świet­ny szer­mierz. Po­ko­nał Da­re­sa Ba­on­re­go, pierw­szy miecz gur-Do­re­sów. Po­eta. Jego wy­kpi­wa­ją­ce prze­ciw­ni­ków li­me­ry­ki zna już pół mia­sta. Ko­cha­nek. Ko­bie­ty opo­wia­da­ją so­bie le­gen­dy o jego wy­czy­nach w al­ko­wie. Bo­gacz. Wy­naj­mu­je mały pa­ła­cyk w Wy­so­kim Mie­ście, sia­da do gry w ko­ści tyl­ko wte­dy, gdy na bla­cie leży zło­to. Ubie­ra się u naj­lep­szych kraw­ców, uży­wa naj­lep­szej bro­ni. Bo­ha­ter. Go­ły­mi rę­ka­mi za­bił mor­der­cę na­sła­ne­go na hra­bie­go Ter­le­acha. Nie po­wiem ci o nim nic, cze­go nie do­wie­dział­byś się przy dzba­nie wina w pierw­szej lep­szej karcz­mie.

– A ile w tym jest praw­dy?

– Wszyst­ko w tym jest praw­dą. Mło­dy ba­ron po­ja­wił się kil­ka mie­się­cy temu i za­czął po­pie­rać Wy­sse­ry­nów, z któ­ry­mi po­noć jest spo­krew­nio­ny. Nikt tego nie udo­wod­ni, a ra­czej nikt nie udo­wod­ni, że jest ina­czej, bo gdy Im­pe­rium wy­co­fy­wa­ło się na wschód, wie­le ar­chi­wów zo­sta­ło za­bra­nych wraz z me­ekhań­ski­mi urzęd­ni­ka­mi albo zwy­czaj­nie spło­nę­ło. Wy­sse­ry­ni jed­nak uzna­ją go za swo­je­go, a to wy­star­cza­ją­cy do­wód. Jest bo­ga­ty, wy­kształ­co­ny, mówi kil­ko­ma ję­zy­ka­mi, zna li­te­ra­tu­rę, po­ezję, ta­niec, szer­mier­kę. Wy­pisz, wy­ma­luj syn ze sta­re­go, szla­chec­kie­go rodu, wy­cho­wy­wa­ny od dziec­ka przez gu­wer­ne­rów, uczo­ny wal­ki przez fech­mi­strzów, wy­tre­so­wa­ny do za­ba­wy w po­li­ty­kę. Do­kład­nie ko­goś ta­kie­go Wy­sse­ry­ni szu­ka­li.

Za­kry­te mlecz­nym opa­rem źre­ni­ce błą­dzi­ły po twa­rzy zło­dzie­ja.

– Mów da­lej.

– Nic wię­cej ci nie po­wiem, Alt­sin, bo nic wię­cej nie wi­dzę. Ja­sno­wi­dze­nie to nie czy­ta­nie w księ­dze, a Mały Ka­mień bywa ka­pry­śnym aspek­tem. A poza tym ten twój ba­ron jest też naj­pew­niej bie­gły w ma­gii. Nic nie mów. Stra­cę myśl. Wiem, że ni­g­dy nie przy­ła­pa­no go na cza­rach, na ni­czym wię­cej niż no­sze­nie ja­kie­goś ta­li­zma­nu przy­no­szą­ce­go szczę­ście w mi­ło­ści i ta­kich tam bzdu­rach. Ale – Ja­wyn­der po­trzą­snął atła­so­wym wo­recz­kiem – ta sa­kiew­ka zo­sta­ła za­ku­pio­na kil­ka dni temu i to naj­pew­niej przez jego słu­gę, mo­ne­ty opu­ści­ły skar­biec tuż przed tym, jak zna­la­zły się w po­sia­da­niu San­we­sa. On sta­rał się nie do­ty­kać ani sa­kiew­ki, ani zło­ta. Nikt, kto nie zna pod­sta­wo­wych za­sad dzia­ła­nia aspek­tów od­po­wia­da­ją­cych za ja­sno­wi­dze­nie, nie pod­jął­by ta­kich... środ­ków za­bez­pie­cza­ją­cych. San­wes miał zgi­nąć i ba­ron mu­siał się spo­dzie­wać, że ktoś ze­chce za­trud­nić ja­sno­wi­dza, by spraw­dzić cia­ło wła­my­wa­cza i mor­der­cy, oraz wszyst­ko, co mo­gło­by zo­stać przy nim zna­le­zio­ne, tak­że i tę sa­kiew­kę.

1 ... 107 108 109 110 111 112 113 114 115 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)