Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 173
Перейти на страницу:

Alt­sin zmie­rzył się z nim wzro­kiem.

– Więc zrób to – wy­ce­dził.

Przez chwi­lę mil­cze­li, po czym Ce­tron na­gle od­wró­cił się i trza­snął pię­ścią w stół. Blat jęk­nął, sto­ją­cy na nim gą­sio­rek za­tań­czył.

– Niech cię szlag, Alt! To może mi po­wiesz, co mam te­raz zro­bić?! San­wes nie żyje, za­bi­ty w re­zy­den­cji hra­bie­go Ter­le­acha, cie­bie przy­nie­śli tu go­dzi­nę temu, nie­przy­tom­ne­go, z po­ła­ma­ny­mi że­bra­mi i taką go­rącz­ką, że moż­na było ci na gło­wie jaj­ka sma­żyć. W Wy­so­kim Mie­ście wrze. Po­szła plot­ka, że ktoś pró­bo­wał za­mor­do­wać hra­bie­go i tyl­ko in­ter­wen­cja Ewen­ne­ta-sek-Gre­sa oca­li­ła mu ży­cie. Wie­dzia­łeś, że San­wes miał przy so­bie noże?

Alt­sin z wy­sił­kiem pod­cią­gnął się w górę, przyj­mu­jąc pół­le­żą­cą po­zy­cję.

– Do li­cha, Ce­tron, on za­wsze przy ro­bo­cie no­sił noże, co naj­mniej dwa. Ja zresz­tą też je no­szę, do­brze wiesz.

– Wiem, ale ty nie no­sisz Po­ca­łun­ku Kleh, w do­dat­ku za­tru­te­go.

Alt­sin otwo­rzył i za­mknął usta, zbyt za­sko­czo­ny, żeby coś po­wie­dzieć. Ni­g­dy nie wi­dział ta­kiej bro­ni u San­we­sa. Po­ca­łu­nek Kleh – na­zwa­ny tak od imie­nia bo­gi­ni, pa­tron­ki zło­dziei i mor­der­ców – był krót­kim, ale za to sze­ro­kim szty­le­tem, dwu­stron­nym i ostrym jak brzy­twa, uwa­ża­nym na do­da­tek, słusz­nie czy nie, za znak roz­po­znaw­czy skry­to­bój­ców. Z tego po­wo­du ża­den sza­nu­ją­cy się wła­my­wacz nie no­sił go przy so­bie.

– Do­brze. – Ce­tron po­now­nie usiadł przy sto­le, przy­pa­tru­jąc się chło­pa­ko­wi spod przy­mru­żo­nych po­wiek. – W ten spo­sób do ni­cze­go nie doj­dzie­my. Opo­wia­daj po ko­lei. Po co tam po­szli­ście?

Alt­sin przy­mknął oczy, ból w boku sta­wał się po­wo­li nie do znie­sie­nia.

– San­wes mó­wił coś o pod­rzu­ce­niu pew­ne­go dro­bia­zgu do ga­bi­ne­tu hra­bie­go. Tyl­ko tyle. Wejść, po­ło­żyć i wyjść. Ro­bo­ta na sto mru­gnięć.

Skrzyp­nę­ło krze­sło.

– Co to był za dro­biazg?

– Nie otwie­ra­li­śmy pacz­ki. Są­dząc po wy­glą­dzie, ja­kieś do­ku­men­ty.

– Do­ku­men­ty? – w gło­sie Ce­tro­na po­ja­wi­ła się nowa nuta. – Alt, przy San­we­sie zna­le­zio­no pa­pie­ry su­ge­ru­ją­ce, że hra­bia Ter­le­ach sprze­dał Wy­sse­ry­nom swo­je po­par­cie w Ra­dzie, że wresz­cie dał się ku­pić.

– Nie ro­zu­miem.

– Pew­nie, że nie. – Krze­sło skrzyp­nę­ło, Ce­tron znów za­czął cho­dzić. – Cza­sa­mi dzi­wię się, że ty w ogó­le wiesz, w ja­kim mie­ście ży­jesz.

Alt­sin usły­szał, jak męż­czy­zna na­le­wa coś do kub­ka.

– Dzie­sięć dni temu zwol­ni­ły się dwa miej­sca w Ra­dzie Mia­sta. Sta­ry gyn-Ka­de­rel zmarł w wie­ku osiem­dzie­się­ciu sze­ściu lat, cho­ciaż nie­któ­rzy mó­wi­li, że to ni­g­dy nie na­stą­pi, bo ta­kie­go skur­wy­sy­na na­wet śmierć woli omi­jać z da­le­ka. A Har­denn Mor­hes za­gi­nął gdzieś na mo­rzu. Dwa miej­sca z trzy­na­stu. Ła­ko­my ką­sek.

Kro­ki zbli­ży­ły się i Alt­sin po­czuł, że ktoś uno­si mu gło­wę i przy­kła­da coś do warg.

– Wy­pij to. – Przez chwi­lę wy­da­wa­ło mu się, że sły­szy w gło­sie Ce­tro­na tro­skę. Uśmiech­nął się w du­chu, chy­ba do­pa­da­ła go ma­li­gna. – Zła­go­dzi ból, ale nie po­zwo­li ci za­snąć. Po le­kach, któ­re do­sta­łeś, nie wol­no ci spać co naj­mniej do wie­czo­ra.

Płyn był chłod­ny, o lek­ko gorz­ka­wym po­sma­ku.

– Radą trzę­są trzy szla­chec­kie rody, sto­ją­ce na cze­le trzech stron­nictw. – Ce­tron pod­jął marsz po po­miesz­cze­niu. – Wy­sse­ry­ni, Ter­le­acho­wie i Her­ker-gur-Do­res ze swo­imi krew­ny­mi i zwo­len­ni­ka­mi. Wszy­scy mają po trzy gło­sy. Po­zo­sta­łe czte­ry to tak zwa­ne „gło­sy ludu”, czy­li przed­sta­wi­cie­le gil­dii ku­piec­kich, ar­ma­to­rów i ce­chów rze­mieśl­ni­czych z Ni­skie­go Mia­sta, wy­bie­ra­ni przez ze­bra­nie ich mi­strzów. To wła­śnie dwa miej­sca spo­śród nich się zwol­ni­ły. Słu­chasz mnie? Nie śpij.

– Nie śpię. – Otwo­rzył oczy.

– Wszy­scy za­czę­li go­rącz­ko­wy wy­ścig po te miej­sca, bo one da­wa­ły­by im prze­wa­gę w Ra­dzie. Daw­niej, gdy rzą­dzi­ło Im­pe­rium, Rada była za­leż­na od gu­ber­na­to­ra i choć­by wszy­scy przed­sta­wi­cie­le Ni­skie­go Mia­sta na­raz za­pu­ka­li do bram Domu Snu, nie mia­ło­by to zna­cze­nia. Lecz te­raz po raz pierw­szy w hi­sto­rii mia­sta za­ist­niał taki układ sił, trzy razy trzy plus dwa i brak ko­goś, kto po­wstrzy­mał­by za­pę­dy Wy­sse­ry­nów czy gur-Do­re­sów, żeby zdo­być po­zo­sta­łe dwa gło­sy. Gdy­by dwa głów­ne rody po­łą­czy­ły siły, mia­ły­by sześć prze­ciw pię­ciu i mo­gły­by ob­sa­dzić te dwa miej­sca swo­imi ludź­mi, wbrew woli gil­dii ku­piec­kich i ce­chów. To zna­czy gil­die na­dal by wy­bie­ra­ły, ale to Rada Mia­sta mo­gła­by im wska­zać kan­dy­da­tów. Słu­chasz?

– Słu­cham... – Alt­si­no­wi znów opa­dły po­wie­ki.

– Nie śpij, bo do­sta­niesz w łeb. Gdy­by ja­kieś dwa rody po­łą­czy­ły siły i ob­sa­dzi­ły te dwa bra­ku­ją­ce miej­sca swo­imi ludź­mi, w prak­ty­ce to one rzą­dzi­ły­by Pon­kee-Laa. Mia­ły­by sześć wła­snych gło­sów plus dwa, to daje osiem do pię­ciu. Wła­dza, ja­kiej nie miał nikt od cza­sów im­pe­rial­nych gu­ber­na­to­rów. Ale Her­ker-gur-Do­res i Wy­sse­ry­ni nie­na­wi­dzą się ser­decz­nie. Nie­na­wi­dzą się tak, że gdy­by za­mknąć ich w ciem­nym po­ko­ju, to po stu ude­rze­niach ser­ca wy­cią­ga­no by ich w ka­wał­kach. Oni ni­g­dy nie po­łą­czą sił. Oba rody pró­bu­ją więc skap­to­wać hra­bie­go Ter­le­acha, obie­cu­jąc mu, bo­go­wie wie­dzą co, ten jed­nak wciąż się waha. Jego wła­dza bie­rze się w więk­szo­ści z sza­cun­ku, jaki ma wśród śred­nio­za­moż­nej szlach­ty, oraz z opi­nii nie­za­leż­ne­go i bez­stron­ne­go rad­cy, dla któ­re­go naj­waż­niej­sze jest do­bro mia­sta. No i rzecz ja­sna, nie ufa ani Her­ke­ro­wi, ani Wy­sse­ry­nom.

Coś ude­rzy­ło zło­dzie­ja w twarz. Szarp­nął się, za­mru­gał.

– Mó­wi­łem, nie śpij. Po­dej­rze­wam, że hra­bia gra we wła­sną grę. – Ce­tron mó­wił te­raz ci­cho i szyb­ko, zmu­sza­jąc go do kon­cen­tra­cji. – Wy­sy­ła po­słań­ców do mniej waż­nych ro­dów, przyj­mu­je od nich po­dar­ki, jeź­dzi na ta­jem­ni­cze spo­tka­nia. Ka­za­łem do­kład­nie ob­ser­wo­wać to, co dzie­je się w Wy­so­kim Mie­ście, bo czu­je się tam so­lid­ną bu­rzę. W każ­dej re­zy­den­cji po­tro­jo­no stra­że, a cza­row­ni­cy na­rzu­ca­li tyle za­klęć ochron­nych, że po­wie­trze aż iskrzy. I dla­te­go za­bro­ni­łem wam się tam po­ka­zy­wać.

Alt­sin po­now­nie za­mknął oczy. Gdy je otwo­rzył, Ce­tron sie­dział na krze­śle i wpa­try­wał się w nie­go in­ten­syw­nie.

– Co za­szło u hra­bie­go? – za­py­tał wresz­cie le­żą­ce­go.

Mło­dy zło­dziej prze­łknął śli­nę. Gar­dło na­gle zro­bi­ło mu się bar­dzo su­che.

– Po­szli­śmy po da­chach, od stro­ny sta­rych ko­szar. Re­zy­den­cja jest tyl­ko pięć­dzie­siąt kro­ków od nich. Noc ja­sna, ale do peł­ni było jesz­cze da­le­ko. Ja zo­sta­łem na gó­rze, a San­wes prze­szedł mu­rek, wspiął się po ścia­nie na bal­kon i otwo­rzył okno do ga­bi­ne­tu hra­bie­go. Nie było żad­nych za­klęć, stra­ży, ni­cze­go. Wszedł do środ­ka i pod­szedł do szaf­ki na ścia­nie.

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)