Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
Altsin umilkł, mając całą scenę jeszcze raz przed oczami.
– Nagle na ścianach komnaty zapłonęły kandelabry, wszystkie, rozległ się dźwięk, jakby zawyło sto psów, a do środka wpadł jakiś upudrowany fircyk z mieczem w dłoni. A Sanwes... Sanwes zamarł w miejscu jak przykuty czarem. A wtedy ten sukinsyn uśmiechnął się, podszedł do niego, wbił mu miecz w brzuch – widziałem ostrze wychodzące plecami – i wypchnął go przez balkon. Na dole pojawili się strażnicy i... bili go pałkami, bili bez przerwy, gdy się ruszał, bili, gdy znieruchomiał, bili, gdy przestał już wyglądać jak człowiek. Skończyli dopiero wtedy, gdy ten młody w towarzystwie jakiegoś szpakowatego mężczyzny zszedł na dół i ich powstrzymał.
– A twoja rana?
– Nie wiem, jakim cudem mnie dostrzegli. Nagle podnieśli krzyk i zaczęli na mnie pokazywać.
– Wstałeś z dachu – Cetron raczej stwierdził, niż zapytał.
– Nie pamiętam – skłamał.
– Ja bym pewnie zerwał się na równe nogi. Czym dostałeś?
– Bełtem z kuszy.
Brwi przywódcy Ligi powędrowały w górę.
– Z kuszy? Synu, gdybyś dostał z kuszy z pięćdziesięciu kroków...
– Rykoszet. Bełt zrykoszetował i uderzył mnie w bok. Upadłem, pewnie myśleli, że nie żyję, bo nie spieszyli się z przyjściem na dach. Pamiętam, że nagle zrobiło mi się słabo, ledwo dowlokłem się do krawędzi, tam poniżej jest kanał, wpadłem do wody... płynąłem... niezupełnie... dałem się nieść nurtowi aż do rzeki, tam wydostałem się na brzeg.
– I tam cię znaleźli i przynieśli do mnie. Mówiłem, że obserwujemy Wysokie Miasto. Gdy tylko zaczęło się zamieszanie, postawiłem ludzi na nogi. Masz więcej szczęścia, niż myślisz, ten bełt był zatruty, uderzył bokiem, połamał ci żebra i zdarł kawał skóry, ale niewiele trucizny przedostało się do ciała. A woda w kanale wypłukała większość z rany. Ale to była naprawdę mocna rzecz. Gdyby nie kąpiel, oślepłbyś i sparaliżowałoby cię, zanim byś skonał. Leżałeś nieprzytomny cały dzień. Jeśli teraz zaśniesz, resztki trucizny mogą zadziałać. Możesz się obudzić ślepy, sparaliżowany albo nie obudzić się wcale. – Cetron swobodnie zmienił temat. – Wiesz, kim był ten, który zabił Sanwesa?
– Nie, widziałem go pierwszy raz w życiu.
– Nic dziwnego, pojawił się w mieście nie dalej niż cztery miesiące temu. Baron Ewennet-sek-Gres, czwarty syn barona sek-Gresa, nie wiadomo, czy może w ogóle używać tytułu, ale jakoś nikt o to głośno nie pyta. Ten fircyk, jak go nazwałeś, ma opinię najlepszego szermierza w mieście i wierz mi, nie jest przesadzona. Szybko wkradł się w łaski Wysserynów. Prawdę mówiąc, po tym, jak wyzwał na pojedynek i pokaleczył kilku zwolenników gur-Doresów, został prawą ręką Arolha Wysseryna. W jego imieniu starał się uzyskać poparcie hrabiego Terleacha, aż do wczoraj, nieskutecznie.
Altsin otworzył szerzej oczy.
– Chcesz powiedzieć, że hrabia przeszedł na stronę Wysserynów?
– Ha! Więc jednak to, co dzieje się w mieście, interesuje choć trochę twoją durną pałę. Tym bardziej dziwi mnie, że słysząc od Sanwesa, gdzie macie iść, nie dałeś mu w łeb i nie zaciągnąłeś do bramy miasta. Leż, nie wstawaj, bo zemdlejesz albo zarzygasz łóżko. Coś ci powiem o tych dokumentach, które mieliście podrzucić. Musiałem przekupić zastępcę komendanta Straży, żeby się tego dowiedzieć. Wynikało z nich, że hrabia zdecydował się poprzeć Wysserynów w zamian za jedno miejsce w Radzie, należące do tej pory do przedstawicieli gildii, których zamierzano stamtąd w ogóle usunąć. Do tego miał dostać władzę nad Strażą Miejską i południowymi dokami.
Altsin przerwał mu gestem.
– Nie rozumiem, co to ma do rzeczy.
– Pogłówkuj chwilę. Pocałunek Kleh. Hrabia jest przekonany, że Sanwes miał najpierw podrzucić mu kompromitujące dokumenty, a potem zamordować. Po śmierci tak ważnej osoby doszłoby do szczegółowego śledztwa wraz z przeszukaniem domostwa i ktoś by te dokumenty odnalazł. Wybuchłby skandal, o jakim nie słyszano od dawna. Ród Terleachów straciłby większość dotychczasowych zwolenników, a w konsekwencji mógłby stracić i miejsca w Radzie Miasta. Hrabia zaś byłby martwy, a martwi nie mogą się bronić. Dokumenty te skompromitowałyby również Wysserynów, a jedyną liczącą się siłą z czystymi rękami pozostaliby gur-Doresowie, i to wokół nich zgromadziliby się zarówno sojusznicy hrabiego, jak i przerażeni reprezentanci ludu. W najgorszym przypadku byłoby trzy plus cztery, choć pewnie stary Ferles urwałby i coś z głosów należących do rodu Terleachów. Rozwiązanie doskonałe.
Cetron przerwał na chwilę, wpatrując się w niego uważnie.
– Teraz rozumiesz? Ponieważ intryga wydawała się w równym stopniu skierowana przeciw niemu, co i przeciw Wysserynom, wszystko wskazuje na robotę gur-Doresów. Więc z kim hrabia może teraz połączyć siły? Tylko z Wysserynami, których przedstawiciel, młody, bohaterski baron, z narażeniem własnego życia zabił bezwzględnego mordercę. Tylko że obaj wiemy, że Sanwes nie był zabójcą. A całe zdarzenie zbyt przypominało zasadzkę. Komuś bardzo zależało, żeby Sanwes nie miał najmniejszej szansy, by ujść z życiem. Tylko ty byłeś niespodzianką, ale ponieważ znaleziono ślady krwi na dachu, a bełt zatruto, wszyscy zdają się sądzić, że jesteś martwy. Twoje szczęście.
Altsin wpatrywał się w niego bez słowa.
– Wiem, kto to wszystko zaplanował.
– Ja też. Młody, bohaterski baron Ewennet-sek-Gres. Zamiast przekupić hrabiego pieniędzmi i władzą, kupił go strachem i garścią złota, wydaną na młodego durnia, który dał się zabić.
Młody złodziej przymknął powieki i jeszcze raz znalazł się na dachu starych koszar. Zobaczył, jak komnatę wypełnia światło, otwierają się drzwi, a Sanwes zamiera z dłonią wsuniętą za koszulę. Wyraźnie zobaczył uśmieszek triumfu na twarzy barona.
– To on go wynajął. I to pewnie osobiście.
– Pewnie tak, pewnie też dlatego kazał go tak zmasakrować swoim strażnikom, żeby nikt nie mógł rozpoznać ciała, bo była szansa, że ktoś widział ich razem. – Cetron napełnił sobie kubek. Altsin poczuł zapach wina.