Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 173
Перейти на страницу:

Alt­sin wstał z mur­ku, otrze­pał spodnie.

– Ale to do­brze, że od­da­łeś Ce­tro­no­wi pie­nią­dze, bo ina­czej pal­cem by nie kiw­nął. Ka­zał mi wy­rzu­cić cię z mia­sta. – Chło­pak uśmiech­nął się zło­śli­wie, wi­dząc bla­dość na twa­rzy San­we­sa. – No, do­brze, żar­to­wa­łem. Ka­zał mi od­pro­wa­dzić cię do Czar­nej Bra­my. Za nią jest go­spo­da, masz tam po­cze­kać, aż ktoś się z tobą skon­tak­tu­je i po­wie, co da­lej. Ce­tron spró­bu­je ja­koś do­ga­dać się z rzeź­ni­ka­mi. Idzie­my.

– Alt­sin. Cze­kaj, ja nie mogę...

Zło­dziej uniósł brwi.

– Bę­dzie z cie­bie ład­ny ka­wa­łek sie­ka­ne­go mię­sa. O co tym ra­zem cho­dzi?

– Ja... wzią­łem zle­ce­nie. I pie­nią­dze. Nie mogę się te­raz wy­co­fać... cho­dzi o małą ro­bót­kę w Po­fe­erze. Trze­ba tyl­ko gdzieś wejść i...

Alt­sin prze­rwał mu unie­sie­niem dło­ni, przy­mknął oczy, po­li­czył w my­ślach do dzie­się­ciu.

– Po­cze­kaj. Nic nie mów. Ba­wisz się w utrzy­man­ka, piesz­czosz­ka bo­ga­tych szlach­cia­nek, i jed­no­cze­śnie w zło­dzie­ja. To twój wy­bór. Ale, do cięż­kiej cho­le­ry, nie w tym sa­mym cza­sie. Nie mo­żesz przy­cho­dzić do ba­ro­no­wej – i tego sa­me­go dnia za­kra­dać się do Wy­so­kie­go Mia­sta, żeby coś ukraść. Gdy po­ja­wi­łeś się w dziel­ni­cy, mnó­stwo lu­dzi wi­dzia­ło tę two­ją ślicz­ną buź­kę. Służ­ba, straż­ni­cy przy mu­rze, jej zna­jo­mi. Je­śli kto­kol­wiek cię te­raz zo­ba­czy w in­nej dziel­ni­cy Wy­so­kie­go Mia­sta, bę­dziesz pierw­szym po­dej­rza­nym. Na do­da­tek Gru­by wy­raź­nie za­ka­zał nam się tam po­ka­zy­wać.

– Ale ja już wzią­łem pie­nią­dze... – Ja­sno­wło­sy po­wtó­rzył to tro­chę płacz­li­wie. – I nie mogę ich od­dać.

– Bo?

– Bo to spła­ta prze­gra­nej w ko­ści, do­brze?! Gra­łem z kimś, on miał wię­cej szczę­ścia i za­nim się zo­rien­to­wa­łem, by­łem mu win­ny tro­chę pie­nię­dzy. No do­brze, nie patrz tak na mnie, dużo pie­nię­dzy... Dwa... dwa­dzie­ścia or­gów.

– Tyl­ko tyle? Ba­ro­no­wa nie spła­ci dłu­gów ko­cha­sia? Taka ską­pa?

San­wes żach­nął się wy­raź­nie.

– Nie mów tak o Bie­dron­ce.

– Bie­dron­ce...? – Alt­sin za­śmiał się krót­ko. – To jak cie­bie na­zy­wa? Żucz­kiem? – Wcze­pił się spoj­rze­niem w twarz San­we­sa, ob­ser­wu­jąc po­kry­wa­ją­cy jego po­licz­ki ru­mie­niec. – Nie wie­rzę... Na­praw­dę?

– I co z tego?!

– Nic, ro­bacz­ku, nic. – Zło­dziej wy­szcze­rzył się tak, że na­le­ża­ło za­cząć się oba­wiać, czy za­raz gło­wa nie pęk­nie mu na pół. – To co? Po­kłó­ci­li­ście się o to, do kogo na­le­ży któ­ry kwia­tek i nie spła­ci cię? To tyl­ko dwa­dzie­ścia or­gów, wię­cej wy­da­je na rę­ka­wicz­ki.

San­wes opu­ścił wzrok.

– Nie we­zmę od niej pie­nię­dzy – rzu­cił krót­ko. – Poza tym to dwa­dzie­ścia ce­sar­skich – wy­szep­tał.

Ce­sar­ski org. Mo­ne­ta tej sa­mej wiel­ko­ści, co zwy­kły org. Tyle tyl­ko, że zło­ta. Ba­wi­da­mek nie pod­no­sił oczu.

– Za­pła­cił mi – do­dał szyb­ko, za­nim Alt­sin zdą­żył otwo­rzyć usta. – Po­wie­dział, że ro­bo­ta jest na ja­kieś dwa­dzie­ścia pięć ce­sar­skich, więc do­dał pięć i pa­ku­nek. Bo to ma być ja­kaś za­ba­wa moż­nych. To naj­lep­sze, słu­chaj. Nie mam tam nic ukraść, tyl­ko pod­rzu­cić. Na­wet jak ko­goś zo­ba­czą, to nie bę­dzie kło­po­tów, sło­wo. Nic nie zgi­nie. To co? Pój­dziesz ze mną?

– Po co?

– A tak, na wszel­ki wy­pa­dek. Za­bez­pie­czy­łem się, ale wiesz, jak to mó­wią, le­piej za­wsze mieć ścia­nę za ple­ca­mi. I żeby Ce­tron był spo­koj­ny. Dziś w nocy ro­bo­ta, ju­tro o świ­cie zni­kam z mia­sta. Umo­wa stoi?

Zło­dziej przez chwi­lę pa­trzył w mil­cze­niu na to­wa­rzy­sza.

– Zgo­da. Ale naj­pierw pie­nią­dze.

– Ja­kie pie­nią­dze?

– Te pięć ce­sar­skich. Dzię­ki temu będę wie­dział, że nie znik­niesz gdzieś w środ­ku nocy. Już!

Po chwi­li wa­ha­nia mała sa­kiew­ka zmie­ni­ła wła­ści­cie­la.

– No, to te­raz je­stem spo­koj­ny, przy­ja­cie­lu.

* * *

Alt­sin le­żał na łóż­ku, przy­kry­ty gru­bą ster­tą ko­ców, sku­tecz­nie nie­po­zwa­la­ją­cą mu się po­ru­szyć. Mimo to miał ta­kie dresz­cze, że le­d­wo na­dą­żał wzro­kiem za Ce­tro­nem, któ­ry za­prze­stał wresz­cie krę­cić się po po­ko­ju i sta­nął przy zło­dzie­ju. Przy­wód­ca gil­dii za­ci­snął dło­nie w pię­ści, aż trza­snę­ły ko­ści i przez chwi­lę wy­glą­da­ło na to, że od­wi­nie się i zdzie­li le­żą­ce­go ku­ła­kiem wiel­ko­ści ko­wal­skie­go mło­ta. Z wi­docz­nym wy­sił­kiem opa­no­wał się i znów za­czął cho­dzić po po­miesz­cze­niu. Lewo, pra­wo, lewo, pra­wo, lewo...

Wy­gląd Ce­tro­na kła­mał. Był śred­nie­go wzro­stu, śred­niej tu­szy, a z siwą czu­pry­ną i ja­sny­mi ocza­mi, ukry­ty­mi pod si­wy­mi brwia­mi, wy­glą­dał jak za­żyw­ny i bu­dzą­cy za­ufa­nie ku­piec albo rze­mieśl­nik. Z pew­no­ścią nie spo­sób by­ło­by go po­są­dzić o to, że prze­wo­dzi po­nad dwóm set­kom zło­dziei, wła­my­wa­czy, rze­zi­miesz­ków i oszu­stów. Nie li­cząc ta­kich oka­zyj­nych pod­wład­nych jak Alt­sin. Tyl­ko dło­nie nie pa­so­wa­ły do tego ob­ra­zu. Męż­czy­zna miał wiel­kie, cięż­kie łapy ko­wa­la albo cie­śli, a por­to­we le­gen­dy opo­wia­da­ły o tym, jak kie­dyś wy­bił ude­rze­niem pię­ści dziu­rę w bur­cie ło­dzi.

Alt­sin od chwi­li od­zy­ska­nia przy­tom­no­ści nie spusz­czał oczu z dło­ni Gru­be­go. Mó­wi­ły one o ich wła­ści­cie­lu wię­cej niż mi­mi­ka, głos i spoj­rze­nie. W tej chwi­li były to bar­dzo wście­kłe dło­nie.

– Wi­dzę, że już do­sze­dłeś do sie­bie. – Ce­tron za­trzy­mał się znów i jak­by świa­do­my, że ręce go zdra­dza­ją, za­ło­żył je na ple­cy. – Leż, bo ci szwy po­pę­ka­ją. Masz po­szar­pa­ną skó­rę i zła­ma­ne dwa że­bra. A i tak wy­glą­dasz le­piej niż San­wes – stwier­dził spo­koj­nie.

Mło­dy zło­dziej spró­bo­wał pod­nieść się z łóż­ka, ale ćmią­cy ból w pra­wym boku unie­ru­cho­mił go sku­tecz­niej niż war­stwa ko­ców.

– Za­bi­li go jak psa – wy­stę­kał, czu­jąc kulę żół­ci pod­jeż­dża­ją­cą do gar­dła. – Jak zwie­rzę. Sze­ściu straż­ni­ków rzu­ci­ło się na nie­go i tłu­kli go pał­ka­mi, aż zmie­nił się w kupę okrwa­wio­ne­go mię­sa. A naj­pierw ten fir­cyk wbił mu miecz w brzuch.

Ze spoj­rze­nia Ce­tro­na nie dało się ni­cze­go wy­czy­tać, tyl­ko mię­śnie ra­mion na­pię­ły mu się wy­raź­nie.

– Za­bro­ni­łem wam się zbli­żać do Wy­so­kie­go Mia­sta – po­wie­dział po­wo­li. – Za­bro­ni­łem tego gło­śno, wy­raź­nie i sta­now­czo.

– Mie­li­śmy nic nie kraść...

– Nie rób ze mnie dur­nia, Alt! – wark­nął. – Za­kaz był wy­raź­ny i nie za­wie­rał żad­nych wy­jąt­ków. Przy­naj­mniej wy­da­wa­ło mi się, że nie za­wie­ra. Po­wi­nie­nem cię te­raz wrzu­cić do rze­ki.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 173
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)