Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 210
Перейти на страницу:

— Uff… — Dwa Pal­ce sa­pie jak miech w kuź­ni jej ojca i kuli się lek­ko, a w tej sa­mej chwi­li Ko­cyk ska­cze mu na ple­cy i lek­ko mu­ska twarz szpo­na­mi.

Wy­gra­li.

Trzy po­je­dyn­ki z pię­ciu.

Roz­le­ga­ją się peł­ne uzna­nia mruk­nię­cia, ktoś klasz­cze, po va­ihir­sku, ude­rza­jąc dol­ny­mi dłoń­mi o uda, ktoś śmie­je się gło­śno.

Key’la ocie­ra pot z czo­ła, dy­szy, opie­ra się o koh­hę i bez ce­re­gie­li splu­wa śli­ną gę­stą jak mu­rar­ska za­pra­wa. Och, Ana’we da­ła­by jej za coś ta­kie­go po­pa­lić, dziew­czę­ta się tak nie za­cho­wu­ją, po­wie­dzia­ła­by, to nie wy­pa­da, jak bę­dziesz się tak za­cho­wy­wać, ni­g­dy nie znaj­dziesz męża.

Męża! Też coś.

Jej naj­star­sza sio­stra ni­g­dy nie mu­sia­ła wal­czyć z ośmio­sto­po­wym, czwo­ro­rę­kim gi­gan­tem, któ­ry oka­zy­wał w cza­sie tre­nin­go­we­go po­je­dyn­ku wiel­ki sza­cu­nek prze­ciw­ni­ko­wi w ten spo­sób, że wa­lił swo­imi że­la­zny­mi ma­czu­ga­mi tak, jak­by na­praw­dę chciał go za­bić.

Key’la uśmiech­nę­ła się do Ko­cy­ka, od­po­wie­dział oczy­ma i kla­ska­niem czub­ka­mi pal­ców o sie­bie, po czym zręcz­nie ze­sko­czył z ple­ców Dwu Pal­ców i ru­szył do niej, grze­cho­cząc łań­cu­chem. Przy­zwy­cza­ił się już do nie­go, ona zresz­tą też, te pięt­na­ście stóp sta­li o drob­nych oczkach łą­czy­ło dwa skó­rza­ne pasy, któ­re za­ło­żo­no im na bio­dra dzień po wy­da­rze­niach na pla­cu sądu. Je­śli on jest two­ją dru­gą parą rąk – gło­sił wy­rok Trzy­dzie­stu Dło­ni – a ty jego du­szą, mu­si­cie być po­łą­cze­ni jak jed­no cia­ło. Twój ka­na­loo ma być przy to­bie dzień i noc, je­steś za nie­go od­po­wie­dzial­na. Zgódź się albo odejdź z ple­mie­nia.

Też mi wy­bór. Oczy­wi­ście zgo­dzi­ła się, ale gdy spię­to ich ra­zem, za­pro­te­sto­wa­ła – nie, nie trzy sto­py łań­cu­cha, za krót­ko.

Dla­cze­go?

Bo nie.

Dla­cze­go nie?

Bo, psia­krew, moja dru­ga para rąk nie bę­dzie mi to­wa­rzy­szyć, jak będę si­kać. Ma być pięć razy dłu­żej. Albo odej­dzie­my z ple­mie­nia.

Usta Zie­mi nie dys­ku­to­wa­ła, resz­ta też, naj­wy­raź­niej było coś w spo­so­bie, w jaki Key’la to po­wie­dzia­ła, co prze­ko­na­ło ich, że dziew­czyn­ka nie od­pu­ści.

Łań­cuch już jej nie cią­żył. Stał się czymś w ro­dza­ju prze­dłu­że­nia cia­ła, praw­dę mó­wiąc, je­den z po­je­dyn­ków wy­gra­li dzię­ki nie­mu, spryt­nie oplą­tu­jąc nogi prze­ciw­ni­ka i po­wa­la­jąc go na zie­mię. Ćwi­czy­li wie­le go­dzin dzien­nie, od wie­lu cy­kli. To też był je­den z wa­run­ków, ja­kie jej po­sta­wio­no, je­śli chcia­ła zo­stać. Je­steś oso­bą, za­bra­łaś głos w krę­gu sądu, więc masz umieć wal­czyć, bo ina­czej ktoś z ple­mie­nia może zgi­nąć w two­jej obro­nie. Nie, nie ma nic złe­go w ta­kiej śmier­ci, ale ile winy zdo­łasz przy­jąć na bar­ki? Tak, masz ka­na­loo, ale on nie jest nie­śmier­tel­ny ani nie­po­ko­na­ny, wierz nam. Za­bi­ja­li­śmy już ta­kich jak on, star­szych i bar­dziej do­świad­czo­nych. Wy­star­czy je­den cel­ny cios, jak na każ­de­go. Chcesz, żeby zgi­nął, bo ty nie bę­dziesz umia­ła się obro­nić?

Ro­zu­mia­ła to, dziec­ko po­gra­ni­cza, aż za do­brze. Wi­dzia­ła śmierć lu­dzi, któ­rzy gi­nę­li, by ją oca­lić, wie­dzia­ła, jak to jest być bez­rad­ną ofia­rą, po­rwa­ną, wią­za­ną jak zwie­rzę, tor­tu­ro­wa­ną. Każ­de z tych wspo­mnień zo­sta­wa­ło w niej, osa­dza­ło się głę­bo­ko, gdzieś po­ni­żej ser­ca. Gdy pierw­szy raz uję­ła w dło­nie spe­cjal­nie przy­go­to­wa­ną dla niej koh­hę – oku­ty sta­lą kij bo­jo­wy dłu­gi na pięć stóp, któ­re­go li­ścia­sty grot na jed­nym krań­cu obie­cy­wał szyb­kie szty­chy i pod­stęp­ne cię­cia, a ku­li­ste za­koń­cze­nie z dru­giej stro­ny po­ła­ma­ne ko­ści – cię­żar bro­ni za­mro­wił przy­jem­nie w jej ręce. Ni­g­dy wię­cej. Nie bę­dzie wię­cej ofia­rą.

A po­tem, pró­bu­jąc za­młyn­ko­wać ki­jem, ude­rzy­ła się w gło­wę i zro­zu­mia­ła, że cze­ka­ją ją dłu­gie go­dzi­ny ćwi­czeń, nim zo­sta­ną przy­ja­ciół­mi.

To Usta Zie­mi wy­bra­ła dla niej broń. Je­steś za mała, po­wie­dzia­ła jej z tą va­ihir­ską bez­po­śred­nio­ścią, w któ­rej nie było śla­du zło­śli­wo­ści, two­je ręce są za sła­be do sza­bli czy mie­cza, za wą­tłe do bo­jo­wej ma­czu­gi. Ale koh­hą wal­czy się obu­rącz, a ty je­steś szyb­ka i zwin­na. Ucz się więc, jak być szyb­ką i zwin­ną pa­nią bo­jo­we­go kija. Ob­ser­wuj swo­je­go ka­na­loo, on nie pró­bu­je przyj­mo­wać cio­sów na gar­dę, wie, że siła va­ihi­ra zła­mie każ­dą za­sta­wę, on tań­czy, uchy­la się, ude­rza, by za­bić. Ucz się.

Uczy­ła. Naj­pierw naj­prost­szych rze­czy, młyn­ków, pa­ro­wa­nia tak, by dać so­bie miej­sce na unik, szyb­kich pchnięć i za­ma­szy­stych cio­sów. W domu czę­sto wal­czy­ła na kije z in­ny­mi dzie­cia­ka­mi, cza­sem na­wet dla za­ba­wy z brać­mi, ale do­pie­ro trzy­ma­jąc w dło­ni praw­dzi­wą broń, po­zna­ła głę­bię swo­jej nie­po­rad­no­ści. Była bez­na­dziej­nie nie­zgrab­na, koh­ha czę­ściej ude­rza­ła ją po rę­kach i no­gach, niż tra­fia­ła w cel, a jej pła­ski i ostry grot zo­sta­wił na skó­rze Key’li kil­ka do­dat­ko­wych szram. Wi­dząc to, Usta Zie­mi po­wie­si­ła dla niej wór wy­peł­nio­ny pia­skiem i ka­za­ła ćwi­czyć pod­sta­wo­we ude­rze­nia, wa­lić w nie­go, aż się roz­pad­nie, a gdy dło­nie Key’li po­kry­ły się pę­ka­ją­cy­mi pę­che­rza­mi, dała jej maść o za­pa­chu koń­skie­go mo­czu i ka­za­ła je sma­ro­wać.

I ćwi­czyć, cały czas ćwi­czyć.

Ko­cyk oka­zał się po­moc­ny. Z po­cząt­ku stał tyl­ko i pa­trzył, jak dziew­czyn­ka znę­ca się nad wor­kiem, ale po­tem, sama nie wie­dzia­ła, jak to się sta­ło, za­czął ją uczyć. Lek­kim do­tknię­ciem po­pra­wiał uło­że­nie stóp, po­ka­zał, jak pew­niej trzy­mać kij, jak ude­rzać, pro­wa­dząc cios obu­rącz, ni­czym dwu­ręcz­nym mie­czem, aż koh­ha za­mie­nia­ła się w nio­są­cą za­gła­dę świe­tli­stą smu­gę.

Uczył ją bez słów, ge­sta­mi, mową cia­ła, wła­snym przy­kła­dem, do­sko­na­le ro­zu­mie­jąc, po co ćwi­czą. Za­czy­na­ła po­dej­rze­wać, że jego ro­zum­ność, choć od­mien­na niż jej czy va­ihi­rów, nie jest wca­le gor­sza. Tyl­ko jak­by ją miał w in­nym miej­scu, na in­nej płasz­czyź­nie. Ale im dłu­żej prze­by­wa­li ra­zem i wspól­nie ćwi­czy­li, tym le­piej się ro­zu­mie­li. Przy­ła­pa­ła się na tym, że gdy coś przy­cią­ga­ło uwa­gę chłop­ca, ona od­ru­cho­wo pa­trzy­ła w tę samą stro­nę.

Po­tem Ko­cyk stał się jej prze­ciw­ni­kiem w ćwi­cze­niach. Och, z po­cząt­ku przy­po­mi­na­ło to pró­bę schwy­ta­nia ryby. Ka­na­loo był szyb­ki jak pstrąg, jej cio­sy pa­da­ły w próż­nię, ude­rza­ła z na­ra­sta­ją­cą fru­stra­cją, usi­łu­jąc choć zmu­sić go do zło­że­nia gar­dy. Ko­cyk wal­czył swo­im dłu­gim no­żem o sza­rej klin­dze, ale nie uży­wał go do pa­ro­wa­nia, po pro­stu ro­bił uni­ki, scho­dził z li­nii cio­su ta­kim ru­chem, jak­by jego cia­ło skła­da­ło się z ja­kiejś płyn­nej sub­stan­cji.

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)