Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Uff… — Dwa Palce sapie jak miech w kuźni jej ojca i kuli się lekko, a w tej samej chwili Kocyk skacze mu na plecy i lekko muska twarz szponami.
Wygrali.
Trzy pojedynki z pięciu.
Rozlegają się pełne uznania mruknięcia, ktoś klaszcze, po vaihirsku, uderzając dolnymi dłońmi o uda, ktoś śmieje się głośno.
Key’la ociera pot z czoła, dyszy, opiera się o kohhę i bez ceregieli spluwa śliną gęstą jak murarska zaprawa. Och, Ana’we dałaby jej za coś takiego popalić, dziewczęta się tak nie zachowują, powiedziałaby, to nie wypada, jak będziesz się tak zachowywać, nigdy nie znajdziesz męża.
Męża! Też coś.
Jej najstarsza siostra nigdy nie musiała walczyć z ośmiostopowym, czwororękim gigantem, który okazywał w czasie treningowego pojedynku wielki szacunek przeciwnikowi w ten sposób, że walił swoimi żelaznymi maczugami tak, jakby naprawdę chciał go zabić.
Key’la uśmiechnęła się do Kocyka, odpowiedział oczyma i klaskaniem czubkami palców o siebie, po czym zręcznie zeskoczył z pleców Dwu Palców i ruszył do niej, grzechocząc łańcuchem. Przyzwyczaił się już do niego, ona zresztą też, te piętnaście stóp stali o drobnych oczkach łączyło dwa skórzane pasy, które założono im na biodra dzień po wydarzeniach na placu sądu. Jeśli on jest twoją drugą parą rąk – głosił wyrok Trzydziestu Dłoni – a ty jego duszą, musicie być połączeni jak jedno ciało. Twój kanaloo ma być przy tobie dzień i noc, jesteś za niego odpowiedzialna. Zgódź się albo odejdź z plemienia.
Też mi wybór. Oczywiście zgodziła się, ale gdy spięto ich razem, zaprotestowała – nie, nie trzy stopy łańcucha, za krótko.
Dlaczego?
Bo nie.
Dlaczego nie?
Bo, psiakrew, moja druga para rąk nie będzie mi towarzyszyć, jak będę sikać. Ma być pięć razy dłużej. Albo odejdziemy z plemienia.
Usta Ziemi nie dyskutowała, reszta też, najwyraźniej było coś w sposobie, w jaki Key’la to powiedziała, co przekonało ich, że dziewczynka nie odpuści.
Łańcuch już jej nie ciążył. Stał się czymś w rodzaju przedłużenia ciała, prawdę mówiąc, jeden z pojedynków wygrali dzięki niemu, sprytnie oplątując nogi przeciwnika i powalając go na ziemię. Ćwiczyli wiele godzin dziennie, od wielu cykli. To też był jeden z warunków, jakie jej postawiono, jeśli chciała zostać. Jesteś osobą, zabrałaś głos w kręgu sądu, więc masz umieć walczyć, bo inaczej ktoś z plemienia może zginąć w twojej obronie. Nie, nie ma nic złego w takiej śmierci, ale ile winy zdołasz przyjąć na barki? Tak, masz kanaloo, ale on nie jest nieśmiertelny ani niepokonany, wierz nam. Zabijaliśmy już takich jak on, starszych i bardziej doświadczonych. Wystarczy jeden celny cios, jak na każdego. Chcesz, żeby zginął, bo ty nie będziesz umiała się obronić?
Rozumiała to, dziecko pogranicza, aż za dobrze. Widziała śmierć ludzi, którzy ginęli, by ją ocalić, wiedziała, jak to jest być bezradną ofiarą, porwaną, wiązaną jak zwierzę, torturowaną. Każde z tych wspomnień zostawało w niej, osadzało się głęboko, gdzieś poniżej serca. Gdy pierwszy raz ujęła w dłonie specjalnie przygotowaną dla niej kohhę – okuty stalą kij bojowy długi na pięć stóp, którego liściasty grot na jednym krańcu obiecywał szybkie sztychy i podstępne cięcia, a kuliste zakończenie z drugiej strony połamane kości – ciężar broni zamrowił przyjemnie w jej ręce. Nigdy więcej. Nie będzie więcej ofiarą.
A potem, próbując zamłynkować kijem, uderzyła się w głowę i zrozumiała, że czekają ją długie godziny ćwiczeń, nim zostaną przyjaciółmi.
To Usta Ziemi wybrała dla niej broń. Jesteś za mała, powiedziała jej z tą vaihirską bezpośredniością, w której nie było śladu złośliwości, twoje ręce są za słabe do szabli czy miecza, za wątłe do bojowej maczugi. Ale kohhą walczy się oburącz, a ty jesteś szybka i zwinna. Ucz się więc, jak być szybką i zwinną panią bojowego kija. Obserwuj swojego kanaloo, on nie próbuje przyjmować ciosów na gardę, wie, że siła vaihira złamie każdą zastawę, on tańczy, uchyla się, uderza, by zabić. Ucz się.
Uczyła. Najpierw najprostszych rzeczy, młynków, parowania tak, by dać sobie miejsce na unik, szybkich pchnięć i zamaszystych ciosów. W domu często walczyła na kije z innymi dzieciakami, czasem nawet dla zabawy z braćmi, ale dopiero trzymając w dłoni prawdziwą broń, poznała głębię swojej nieporadności. Była beznadziejnie niezgrabna, kohha częściej uderzała ją po rękach i nogach, niż trafiała w cel, a jej płaski i ostry grot zostawił na skórze Key’li kilka dodatkowych szram. Widząc to, Usta Ziemi powiesiła dla niej wór wypełniony piaskiem i kazała ćwiczyć podstawowe uderzenia, walić w niego, aż się rozpadnie, a gdy dłonie Key’li pokryły się pękającymi pęcherzami, dała jej maść o zapachu końskiego moczu i kazała je smarować.
I ćwiczyć, cały czas ćwiczyć.
Kocyk okazał się pomocny. Z początku stał tylko i patrzył, jak dziewczynka znęca się nad workiem, ale potem, sama nie wiedziała, jak to się stało, zaczął ją uczyć. Lekkim dotknięciem poprawiał ułożenie stóp, pokazał, jak pewniej trzymać kij, jak uderzać, prowadząc cios oburącz, niczym dwuręcznym mieczem, aż kohha zamieniała się w niosącą zagładę świetlistą smugę.
Uczył ją bez słów, gestami, mową ciała, własnym przykładem, doskonale rozumiejąc, po co ćwiczą. Zaczynała podejrzewać, że jego rozumność, choć odmienna niż jej czy vaihirów, nie jest wcale gorsza. Tylko jakby ją miał w innym miejscu, na innej płaszczyźnie. Ale im dłużej przebywali razem i wspólnie ćwiczyli, tym lepiej się rozumieli. Przyłapała się na tym, że gdy coś przyciągało uwagę chłopca, ona odruchowo patrzyła w tę samą stronę.
Potem Kocyk stał się jej przeciwnikiem w ćwiczeniach. Och, z początku przypominało to próbę schwytania ryby. Kanaloo był szybki jak pstrąg, jej ciosy padały w próżnię, uderzała z narastającą frustracją, usiłując choć zmusić go do złożenia gardy. Kocyk walczył swoim długim nożem o szarej klindze, ale nie używał go do parowania, po prostu robił uniki, schodził z linii ciosu takim ruchem, jakby jego ciało składało się z jakiejś płynnej substancji.