Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
No, prawie same.
Uśmiechnął się lekko i bez najmniejszego wysiłku zmiażdżył najbliższą krę.
Korzystał z czarów, i to wcale nie delikatnie i ostrożnie jak dotychczas, bo mógł. Ślady użycia magii są tysiąckrotnie łatwiejsze do wyśledzenia na lądzie, gdzie zarówno aspekty, jak i dzika, chaotyczna magia lepią się do ziemi, kamieni, a nawet żywych stworzeń i mogą być wykryte po wielu dniach. A tutaj? Wreszcie znajdował się na pełnym morzu. Nawet gdyby nasycił tysiące galonów wody najczystszą Mocą, to ta kropla rozmyje się w oceanie i zniknie. Nikt nie wytropi jego śladu, nie puści za nim myśliwych. Z Oumem łączył go dziwaczny sojusz, bo umierający bożek potrzebował Altsina, ale reszta świata…
Z resztą świata będzie musiał się jakoś dogadać. Kiedyś.
Po kilku godzinach poczuł zmęczenie. Tępe, wypełniające głowę mokrą watą. Jakby cały dzień siedział nad księgami i wypełniał kolejne linijki rzędami cyfr. Albo musiał wykuć na pamięć nesbordzką sagę rodzinną i właśnie odkrył, że nie pamięta ani linijki. To umysł kieruje Mocą. A umysł męczy się tak samo jak mięśnie.
Potrzebował odpoczynku.
Wreszcie, po kolejnej godzinie, wypłynął na prawie otwarte morze. Noc była bezksiężycowa, ale niebo rozświetlała zorza polarna, a więcej światła nie było mu potrzebne. Kry pływały tu rzadko, szeroki na milę kanał bez wątpienia był pozostałością po tym czymś, co walczyło z Panią Lodu. „Tym czymś”? Uśmiechnął się pod kapturem. W końcu Oum zdradził mu kiedyś swoje pochodzenie, więc Altsin zaczynał nabierać pewności, co ściga. To dlatego bożek Seehijczyków wydawał się taki podekscytowany. Sukinsyn. Co właściwie nawiedziło nasz świat, hę?
Wizja olbrzymiego okrętu – albo całej floty długich na ćwierć mili gigantów, będących półboskimi bytami zaklętymi w drewnie – nie wzbudzała w Altsinie przerażenia, lecz gniew. Doskonale zdawał sobie sprawę, skąd ten gniew się bierze. To szalała ta część jego duszy, która kiedyś była awenderi Pana Bitew. Pamiętał doskonale bitwy z tym przeciwnikiem, zawzięte, bezlitosne, krwawe.
Po co wróciliście, bękarty? Czy znów będziemy musieli z wami walczyć?
Druga część duszy złodzieja uśmiechała się na ten gniew i kpiła – a odmówisz im prawa do powrotu? Ty? Właśnie ty?
To dziwne rozdwojenie jaźni, nieustanna walka z myślami, czasem go bawiło, a czasem męczyło. Tak jak teraz. Póki nie potwierdzi podejrzeń, nie było sensu ani się wściekać, ani niepokoić. Oum wydawał się pewien swych racji, gdy opowiadał Altsinowi historię własnego ludu. Nieśmiertelnej Floty. I gdy wysyłał go w podróż na Północ, gdzie niegościnne, rzadko zaludnione ziemie pozwoliły przetrwać wielu śladom z czasów Wojen Bogów. Inaczej niż tam, gdzie poświęcono całe stulecia, by odnajdywać i niszczyć każdy materialny dowód minionych wydarzeń. Bogowie za pośrednictwem swoich świątyń, kapłanów i proroków usuwali z oblicza ziemi wszystko, co nie zgadzało się z oficjalną wersją legend o tamtych czasach.
Zgrzytnął zębami.
I zaraz uspokoił się, stłumił gniew. Nie wściekaj się na cudze błędy i grzechy sprzed tysiącleci, głupcze. Myśl o tych, które dopiero się wydarzą. To dopiero będzie zabawa.
Żeglował szerokim i z każdą godziną rosnącym kanałem, gdzie kry było mało. Prąd morski, który co roku wpływał za północny kraniec kontynentu, niosąc niewyobrażalną ilość ciepłej wody z południa, wreszcie znalazł przejście i robił swoje. Przy okazji pchał łódź Altsina na wschód z prędkością jakichś trzech–czterech węzłów, więc złodziej mógł na chwilę odpocząć, przestać koncentrować się na korzystaniu z Mocy. Jeśli tak dalej pójdzie, to za kilka, kilkanaście dni Północ zrzuci większość lodowej pokrywy i nawet Anday’ya nie da rady znów skuć jej mrozem. Przynajmniej dopóki dni nie staną się krótsze niż noce, a naturalny bieg rzeczy nie wspomoże Królowej Zimy.
Istniała szansa, że wkrótce rzeczywiście pojawią się ławice drobnych morskich stworzeń, za którymi przypłyną ryby, pingwiny, foki, morsy i wieloryby. Istniała szansa, by…
Nie łudź się; jakaś mroczna i paskudna część jego rozdwojonej jaźni szturchnęła go tą myślą. Nawet jeśli tak się stanie, nawet jeśli tutejsze morza eksplodują życiem, dla nich będzie za późno. Większość umrze. Przeżyją tylko ci, którzy zdecydują się żywić mięsem swoich bliskich. Ale po czymś takim… po czymś takim…
Obóz aherów utkwił mu w pamięci bardziej, niż chciałby przyznać. Gorzkie, palące poczucie bezradności… Miał w ręku potęgę, która kruszyła góry lodowe na proch, a nie mógł nakarmić głodnych niczym więcej niż ciałem wychudzonego niedźwiedzia.
Stłumił gniew i frustrację.
Zapomnij o tych ledwo powłóczących nogami szkieletach, które pomagały ci ruszyć z miejsca podarowaną łódź. Nic nie możesz poradzić. To nie twoja sprawa.
Ale, do cholery, niczego innego nie nienawidził tak, jak bezsilności.
Skulił się na ławeczce, szczelniej owinął habitem, przymknął oczy. Potrzebował odpoczynku choć na godzinę lub dwie. Morze wydawało się w tym miejscu dość spokojne, prawie nie było już na nim kry, a prąd niósł go w pożądanym kierunku.
Odpłynął w niespokojny półsen.
Rozdział 22
Uchyla się w ostatniej chwili, a głowica żelaznej maczugi przefruwa, frrrrr!, nad jej głową, muskając włosy związane w luźny kucyk. Przewrót w tył, przez lewy bark, jak dalece pozwala łańcuch, i od razu stanąć na nogi, a kohha wiruje jej w rękach, tworząc rozmazaną tarczę. Stalowy pręt już nie gryzie jej dłoni, stwardniałych po wielu dniach ćwiczeń, pęcherze, którymi je ozdobił, zdążyły popękać, zagoić się dzięki cudownym maściom Oka Ziemi, znów popękać i znów się zagoić… wiele razy, aż w końcu skóra stała się tak twarda, że Key’la miała wrażenie, iż wyciąganie gorących węgli z ognia byłoby dla niej teraz zwykłą fraszką.
Przejmuje kolejny cios, nie próbując go powstrzymać, siła uderzenia wbiłaby ją bowiem w ziemię, lekko zmienia tylko kierunek ataku, robiąc jednocześnie unik. Łup! Maczuga wali w czarną skałę kilka cali od stóp dziewczynki, aż kawałki szkliwa pryskają na wszystkie strony, gryząc jej nogi. Ma szansę, więc kontruje, waląc z całej siły w odsłonięte żebra napastnika.