Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 210
Перейти на страницу:

No, pra­wie same.

Uśmiech­nął się lek­ko i bez naj­mniej­sze­go wy­sił­ku zmiaż­dżył naj­bliż­szą krę.

Ko­rzy­stał z cza­rów, i to wca­le nie de­li­kat­nie i ostroż­nie jak do­tych­czas, bo mógł. Śla­dy uży­cia ma­gii są ty­siąc­krot­nie ła­twiej­sze do wy­śle­dze­nia na lą­dzie, gdzie za­rów­no aspek­ty, jak i dzi­ka, cha­otycz­na ma­gia le­pią się do zie­mi, ka­mie­ni, a na­wet ży­wych stwo­rzeń i mogą być wy­kry­te po wie­lu dniach. A tu­taj? Wresz­cie znaj­do­wał się na peł­nym mo­rzu. Na­wet gdy­by na­sy­cił ty­sią­ce ga­lo­nów wody naj­czyst­szą Mocą, to ta kro­pla roz­my­je się w oce­anie i znik­nie. Nikt nie wy­tro­pi jego śla­du, nie pu­ści za nim my­śli­wych. Z Oumem łą­czył go dzi­wacz­ny so­jusz, bo umie­ra­ją­cy bo­żek po­trze­bo­wał Alt­si­na, ale resz­ta świa­ta…

Z resz­tą świa­ta bę­dzie mu­siał się ja­koś do­ga­dać. Kie­dyś.

Po kil­ku go­dzi­nach po­czuł zmę­cze­nie. Tępe, wy­peł­nia­ją­ce gło­wę mo­krą watą. Jak­by cały dzień sie­dział nad księ­ga­mi i wy­peł­niał ko­lej­ne li­nij­ki rzę­da­mi cyfr. Albo mu­siał wy­kuć na pa­mięć nes­bordz­ką sagę ro­dzin­ną i wła­śnie od­krył, że nie pa­mię­ta ani li­nij­ki. To umysł kie­ru­je Mocą. A umysł mę­czy się tak samo jak mię­śnie.

Po­trze­bo­wał od­po­czyn­ku.

Wresz­cie, po ko­lej­nej go­dzi­nie, wy­pły­nął na pra­wie otwar­te mo­rze. Noc była bez­k­się­ży­co­wa, ale nie­bo roz­świe­tla­ła zo­rza po­lar­na, a wię­cej świa­tła nie było mu po­trzeb­ne. Kry pły­wa­ły tu rzad­ko, sze­ro­ki na milę ka­nał bez wąt­pie­nia był po­zo­sta­ło­ścią po tym czymś, co wal­czy­ło z Pa­nią Lodu. „Tym czymś”? Uśmiech­nął się pod kap­tu­rem. W koń­cu Oum zdra­dził mu kie­dyś swo­je po­cho­dze­nie, więc Alt­sin za­czy­nał na­bie­rać pew­no­ści, co ści­ga. To dla­te­go bo­żek Se­ehij­czy­ków wy­da­wał się taki pod­eks­cy­to­wa­ny. Su­kin­syn. Co wła­ści­wie na­wie­dzi­ło nasz świat, hę?

Wi­zja ol­brzy­mie­go okrę­tu – albo ca­łej flo­ty dłu­gich na ćwierć mili gi­gan­tów, bę­dą­cych pół­bo­ski­mi by­ta­mi za­klę­ty­mi w drew­nie – nie wzbu­dza­ła w Alt­si­nie prze­ra­że­nia, lecz gniew. Do­sko­na­le zda­wał so­bie spra­wę, skąd ten gniew się bie­rze. To sza­la­ła ta część jego du­szy, któ­ra kie­dyś była awen­de­ri Pana Bi­tew. Pa­mię­tał do­sko­na­le bi­twy z tym prze­ciw­ni­kiem, za­wzię­te, bez­li­to­sne, krwa­we.

Po co wró­ci­li­ście, bę­kar­ty? Czy znów bę­dzie­my mu­sie­li z wami wal­czyć?

Dru­ga część du­szy zło­dzie­ja uśmie­cha­ła się na ten gniew i kpi­ła – a od­mó­wisz im pra­wa do po­wro­tu? Ty? Wła­śnie ty?

To dziw­ne roz­dwo­je­nie jaź­ni, nie­ustan­na wal­ka z my­śla­mi, cza­sem go ba­wi­ło, a cza­sem mę­czy­ło. Tak jak te­raz. Póki nie po­twier­dzi po­dej­rzeń, nie było sen­su ani się wście­kać, ani nie­po­ko­ić. Oum wy­da­wał się pe­wien swych ra­cji, gdy opo­wia­dał Alt­si­no­wi hi­sto­rię wła­sne­go ludu. Nie­śmier­tel­nej Flo­ty. I gdy wy­sy­łał go w po­dróż na Pół­noc, gdzie nie­go­ścin­ne, rzad­ko za­lud­nio­ne zie­mie po­zwo­li­ły prze­trwać wie­lu śla­dom z cza­sów Wo­jen Bo­gów. Ina­czej niż tam, gdzie po­świę­co­no całe stu­le­cia, by od­naj­dy­wać i nisz­czyć każ­dy ma­te­rial­ny do­wód mi­nio­nych wy­da­rzeń. Bo­go­wie za po­śred­nic­twem swo­ich świą­tyń, ka­pła­nów i pro­ro­ków usu­wa­li z ob­li­cza zie­mi wszyst­ko, co nie zga­dza­ło się z ofi­cjal­ną wer­sją le­gend o tam­tych cza­sach.

Zgrzyt­nął zę­ba­mi.

I za­raz uspo­ko­ił się, stłu­mił gniew. Nie wście­kaj się na cu­dze błę­dy i grze­chy sprzed ty­siąc­le­ci, głup­cze. Myśl o tych, któ­re do­pie­ro się wy­da­rzą. To do­pie­ro bę­dzie za­ba­wa.

Że­glo­wał sze­ro­kim i z każ­dą go­dzi­ną ro­sną­cym ka­na­łem, gdzie kry było mało. Prąd mor­ski, któ­ry co roku wpły­wał za pół­noc­ny kra­niec kon­ty­nen­tu, nio­sąc nie­wy­obra­żal­ną ilość cie­płej wody z po­łu­dnia, wresz­cie zna­lazł przej­ście i ro­bił swo­je. Przy oka­zji pchał łódź Alt­si­na na wschód z pręd­ko­ścią ja­kichś trzech–czte­rech wę­złów, więc zło­dziej mógł na chwi­lę od­po­cząć, prze­stać kon­cen­tro­wać się na ko­rzy­sta­niu z Mocy. Je­śli tak da­lej pój­dzie, to za kil­ka, kil­ka­na­ście dni Pół­noc zrzu­ci więk­szość lo­do­wej po­kry­wy i na­wet An­day’ya nie da rady znów skuć jej mro­zem. Przy­naj­mniej do­pó­ki dni nie sta­ną się krót­sze niż noce, a na­tu­ral­ny bieg rze­czy nie wspo­mo­że Kró­lo­wej Zimy.

Ist­nia­ła szan­sa, że wkrót­ce rze­czy­wi­ście po­ja­wią się ła­wi­ce drob­nych mor­skich stwo­rzeń, za któ­ry­mi przy­pły­ną ryby, pin­gwi­ny, foki, mor­sy i wie­lo­ry­by. Ist­nia­ła szan­sa, by…

Nie łudź się; ja­kaś mrocz­na i pa­skud­na część jego roz­dwo­jo­nej jaź­ni szturch­nę­ła go tą my­ślą. Na­wet je­śli tak się sta­nie, na­wet je­śli tu­tej­sze mo­rza eks­plo­du­ją ży­ciem, dla nich bę­dzie za póź­no. Więk­szość umrze. Prze­ży­ją tyl­ko ci, któ­rzy zde­cy­du­ją się ży­wić mię­sem swo­ich bli­skich. Ale po czymś ta­kim… po czymś ta­kim…

Obóz ahe­rów utkwił mu w pa­mię­ci bar­dziej, niż chciał­by przy­znać. Gorz­kie, pa­lą­ce po­czu­cie bez­rad­no­ści… Miał w ręku po­tę­gę, któ­ra kru­szy­ła góry lo­do­we na proch, a nie mógł na­kar­mić głod­nych ni­czym wię­cej niż cia­łem wy­chu­dzo­ne­go niedź­wie­dzia.

Stłu­mił gniew i fru­stra­cję.

Za­po­mnij o tych le­d­wo po­włó­czą­cych no­ga­mi szkie­le­tach, któ­re po­ma­ga­ły ci ru­szyć z miej­sca po­da­ro­wa­ną łódź. Nic nie mo­żesz po­ra­dzić. To nie two­ja spra­wa.

Ale, do cho­le­ry, ni­cze­go in­ne­go nie nie­na­wi­dził tak, jak bez­sil­no­ści.

Sku­lił się na ła­wecz­ce, szczel­niej owi­nął ha­bi­tem, przy­mknął oczy. Po­trze­bo­wał od­po­czyn­ku choć na go­dzi­nę lub dwie. Mo­rze wy­da­wa­ło się w tym miej­scu dość spo­koj­ne, pra­wie nie było już na nim kry, a prąd niósł go w po­żą­da­nym kie­run­ku.

Od­pły­nął w nie­spo­koj­ny pół­sen.

Rozdział 22

Uchy­la się w ostat­niej chwi­li, a gło­wi­ca że­la­znej ma­czu­gi prze­fru­wa, frrrrr!, nad jej gło­wą, mu­ska­jąc wło­sy zwią­za­ne w luź­ny ku­cyk. Prze­wrót w tył, przez lewy bark, jak da­le­ce po­zwa­la łań­cuch, i od razu sta­nąć na nogi, a koh­ha wi­ru­je jej w rę­kach, two­rząc roz­ma­za­ną tar­czę. Sta­lo­wy pręt już nie gry­zie jej dło­ni, stward­nia­łych po wie­lu dniach ćwi­czeń, pę­che­rze, któ­ry­mi je ozdo­bił, zdą­ży­ły po­pę­kać, za­go­ić się dzię­ki cu­dow­nym ma­ściom Oka Zie­mi, znów po­pę­kać i znów się za­go­ić… wie­le razy, aż w koń­cu skó­ra sta­ła się tak twar­da, że Key’la mia­ła wra­że­nie, iż wy­cią­ga­nie go­rą­cych wę­gli z ognia by­ło­by dla niej te­raz zwy­kłą frasz­ką.

Przej­mu­je ko­lej­ny cios, nie pró­bu­jąc go po­wstrzy­mać, siła ude­rze­nia wbi­ła­by ją bo­wiem w zie­mię, lek­ko zmie­nia tyl­ko kie­ru­nek ata­ku, ro­biąc jed­no­cze­śnie unik. Łup! Ma­czu­ga wali w czar­ną ska­łę kil­ka cali od stóp dziew­czyn­ki, aż ka­wał­ki szkli­wa pry­ska­ją na wszyst­kie stro­ny, gry­ząc jej nogi. Ma szan­sę, więc kontr­uje, wa­ląc z ca­łej siły w od­sło­nię­te że­bra na­past­ni­ka.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)