Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 296
Перейти на страницу:

– Imperatorowa nie kocha – odrzekła. – Przykro mi. Jestem z tobą, bo tak powiedziały znaki. I to z tobą dam Seanchan następcę tronu.

Mat poczuł ucisk w dołku.

– Jednakże – dodała Tuon – muszę przyznać, że… dobrze cię widzieć.

„Cóż” – pomyślał Mat. – „Sądzę, że mogę przyjąć i to. Na razie”.

Pocałował ją raz jeszcze.

16

Cisza jak krzyk.

Loial, syn Arenta syna Halana, w skrytości ducha zawsze chciał być szybki.

Ludzie go fascynowali. Nigdy tego nie krył. Sądził, że większość jego przyjaciół o tym wie, choć pewności nie miał. Zdumiewało go, jak wielu rzeczy ludzie nie byli w stanie usłyszeć. Loial mógł mówić do nich cały dzień, po czym orientował się, że usłyszeli tylko część jego słów. Czy naprawdę sądzili, że ktoś odzywał się, nie licząc na to, że inni będą go słuchali?

Kiedy ludzie mówili, Loial słuchał. Każde słowo, padające z ich ust, zdradzało o nich coraz więcej. Ludzie byli niczym błyskawica. Błysk, eksplozja, moc i energia. Potem cisza. Jak to można było określić?

Popędliwość. Można było dzięki niej czegoś się nauczyć. Loial zaczął się zastanawiać, czy nie opanował tej szczególnej lekcji zbyt dobrze.

Wędrował poprzez las zbyt milczących drzew z Erith przy boku, w otoczeniu Ogirów. Wszyscy oni, maszerując w kierunku frontu, nieśli na barkach siekiery albo długie noże. Uszy Erith drżały. Nie była Śpiewakiem Drzew, lecz wyczuwała, że drzewa nie czują się dobrze.

To było straszne, naprawdę straszne. Nie mógł wytłumaczyć, odczucia zdrowotności drzew, podobnie jak nie mógłby wyjaśnić odczucia, które pojawiało się, gdy wiatr muskał jego skórę. Tak jak w zapachu porannego deszczu, w zdrowych drzewach była jakaś prawość. Nie odbierał jej jako dźwięku, lecz jako melodię. Kiedy śpiewał im, zdawało mu się, że jest skąpany w tejże prawości.

Te drzewa nie miały takiej prawości. Jeśli zbliżał się do nich, czuł, że może coś usłyszeć. Ciszę jak krzyk. To nie był dźwięk, lecz odczucie.

W lasach wrzały walki. Siły królowej Elayne wycofywały się ostrożnie na wschód, poza leśne ostępy. Znajdowali się na skraju Lasu Bream. Pomaszerowali ku mostom, przekroczyli je i spalili za sobą. Później żołnierze siali destrukcję wśród Trolloków próbujących przekroczyć rzekę śladem sił Elayne, używając do tego celu własnych mostów. Bashere miał nadzieję w znacznym stopniu przetrzebić siły przeciwnika nad Erinin, nim będą kontynuowali marsz na wschód.

Loial był pewien, że wszystkie jego doświadczenia staną się fascynującym materiałem do książki, którą kiedyś zaczął pisać. Jeśli będzie ją w stanie dokończyć. Położył uszy płasko, bo Ogirowie zaintonowali pieśń wojenną. Przyłączył się do nich, zadowolony iż straszna pieśń – był w niej zew krwi i śmierci – wypełniła ciszę, którą pozostawiły drzewa.

Zaczął biec wraz z innymi z Erith przy boku. Loial wysunął się na czoło grupy, unosząc siekierę ponad głowę. Porzucił rozmyślania, bo poczuł, że ogarnia go złość, furia w stosunku do Trolloków. One nie tylko zabijały drzewa. Zabrały im spokój.

Wezwanie do krwi i do śmierci.

Głośno śpiewając, Loial rzucił się na Trolloki z siekierą. Erith i Ogirowie przyłączyli się do niego, starając się powstrzymać siłę bocznej flanki Trolloków. Loial nie planował poprowadzić ataku Ogirów. Ale tak po prostu wyszło.

Wymierzył cios w ramię Trolloka o baraniej twarzy, odrąbując mu je. Stwór zawył i padł na kolana, a Erith kopnęła go w twarz, odrzucając ku nogom Trolloka znajdującego się z tyłu.

Loial nie przestawał śpiewać. Wezwanie do krwi i do śmierci. Niech go usłyszą! Niech usłyszą! Zamach za zamachem. Wycinanie umarłego lasu, wszystkie ciosy właśnie tym były, cięciem umarłego, gnijącego, przerażającego lasu. Loial i Erith walczyli ramię w ramię z Elderem Hamanem, który – z uszami położonymi na płask do tyłu – wyglądał bardzo wojowniczo. Łagodny Elder Haman. On także czuł wściekłość.

Nękana atakami linia Białych Płaszczy – którym Ogirowie przyszli w sukurs – wycofała się, ustępując Ogirom pola.

Loial śpiewał, walczył, ryczał i zabijał, atakując Trolloki siekierą preznaczoną do cięcia drzewa, nigdy zaś ciała. Praca z drewnem była nabożnym dziełem. A to… to było wycinanie chwastów. Trujących chwastów. Dławiących chwastów.

Zabijał Trolloki, zatracając się w zewie krwi i śmierci. Stwory zaczęły się bać. Loial widział w ich świdrujących oczach przerażenie i sprawiło mu to niebywałą przyjemność. Trolloki były przyzwyczajone walczyć z istotami, które były mniejsze od nich.

„Cóż, pozwólmy Trollokom walczyć z kimś ich wzrostu”. Warczały, gdy Ogirowie zmusili ich do wycofania się. Loial zadawał cios za ciosem, odrąbując ręce, raniąc tułowia.

Za pomocą siekiery utorował sobie drogę pomiędzy dwoma niedźwiedziowatymi Trollokami, rycząc z wściekłości – wściekłości spowodowanej krzywdą, jaką wyrządziły Ogirom te potwory. Ogirowie powinni cieszyć się spokojnym życiem. Powinni móc budować, śpiewać i wzrastać.

A nie mogli. Ze względu na te… te chwasty nie mogli! Ogirowie byli zmuszeni walczyć. Trolloki przemieniły budowniczych w zabójców. Zmusiły Ogirów i ludzi, by byli do nich podobni. Wzywały do krwi i śmierci.

Cóż, Cień powinien ujrzeć, jak niebezpieczni mogą być Ogirowie. Oni walczyli i zabijali. I robili to lepiej, niż jakikolwiek człowiek, Trollok czy Myrddraal mógłby sobie wyobrazić.

Strach, który Loial ujrzał w Trollokach, i ich przerażone oczy świadczyły o tym, że zaczęły to rozumieć.

– Światłości! – krzyknął Galad, wycofując się z gąszcza walki. – Światłości!

Atak Ogirów był straszny i wspaniały zarazem. Ich uszy były odchylone ku tyłowi, oczy szeroko otwarte, zaś szerokie twarze były płaskie niczym kowadła. Ogirowie wydawali się przechodzić transformację, wszelka łagodność zniknęła. Przebili się przez flanki Trolloków, powalając bestie na ziemię. Ogirowie znajdujący się w drugim rzędzie, w przeważającej części płci żeńskiej, szlachtowali Trolloki za pomocą długich noży, powalając każdego, który próbował się przedostać na pierwszą linię walki.

Trolloki z twarzami o rysach ludzkich i zwierzęcych zarazem przerażały Galada, ale Ogirowie jeszcze bardziej. Trolloki były po prostu straszne… a Ogirowie delikatni, cisi i uprzejmi. Ujrzenie ich wściekłych, intonujących potworną pieśń i atakujących za pomocą siekier tak wielkich jak człowiek… Światłości!

Galad przywołał Dzieci z powrotem, po czym zrobił unik, bo właśnie jakiś Trollok uderzył w pobliskie drzewo. Kilku Ogirów chwyciło ranne Trolloki za ręce i rzuciło w dal, oczyszczając drogę. Wielu Ogirów było unurzanych we krwi po pas, atakując i siekąc niczym rzeźnicy porcjujący mięso. Od czasu do czasu niektórzy padali, a choć nie mieli na sobie pancerzy, ich skóra była bardzo wytrzymała.

– Światłości! – powiedział Trom, znalazłszy się blisko Galada. – Widziałeś kiedyś coś podobnego?

Galad pokręcił głową. Była to najuczciwsza odpowiedź, na jaką mógł się zdobyć.

– Gdybyśmy mieli taką armię… – kontynuował Trom.

– Sprzymierzeńcy Ciemności – rzucił Golever, przyłączając się do nich. – Pomiot Cienia.

– Ogirowie są mniej więcej takim Pomiotem Cienia jak ja – odparł Galad sucho. – Patrzcie, masakrują Trolloki.

– A za chwilę zwrócą się przeciwko nam – rzekł Golever. – Spójrz…

Przerwał, wsłuchując się w pieśń wojenną Ogirów. Jedna duża grupa Trolloków zrejterowała, uciekając wraz z klnącym Myrddraalem. Ogirowie nie pozwolili im uciec.

Ogarnięci furią gigantyczni Budowniczowie rzucili się w pogoń. Siekiery o długich trzonkach ćwiartowały nogi bestii, krew lała się strumieniami i rozlegały się jęki agonii.

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)