Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
– I cóż? – zapytał Trom.
– Być może… – rzekł Golever. – Może to swego rodzaju plan. Aby zdobyć nasze zaufanie.
– Nie bądź głupi, Golever – odparł Trom.
– Nie jestem…
Galad uniósł rękę.
– Pozbierajcie zabitych. Kierujmy się ku mostowi.
Rand pozwolił, by wirujące kolory zniknęły z zasięgu jego wzroku.
– Już czas, bym ruszał – powiedział.
– Na bitwę? – zapytała Nynaere.
– Nie, do Mata. Jest w Ebou Dar.
Rand powrócił z obozowiska Elayne do Merrilor. Rozmowa z Tamem wciąż rozbrzmiewała w jego głowie. „Odpuść to”. To nie było takie proste. Jednakże rozmowa z ojcem coś w Randzie zmieniła. „Odpuść to”. W słowach Tama była głębia i wykraczały one poza zwykłe znaczenie.
Rand potrząsnął głową. Nie mógł poświęcać czasu na zbyteczne rozmyślania. Ostatnia Bitwa… to koncentrowało jego uwagę.
„Jestem w stanie zbliżać się do kogoś bez zwracania na siebie uwagi” – pomyślał, dotykając przytroczonego do paska sztyletu z rękojeścią wykonaną z rogów jelenia. „Wydaje się to prawdą. Ciemność nie jest w stanie mnie wyczuć, gdy noszę ten sztylet”.
Zanim będzie mógł wyruszyć przeciwko Czarnemu, musiał wyjaśnić kwestię związaną z Seanchanami. Jeśli to, co mówił Thom, było prawdą, kluczem do sprawy mógł być Mat. Seanchanie musieli przyłączyć się do Pokoju Smoka. Jeśli jednak tak nie było…
– To jest wyrażenie, które nasuwa mi pamięć – powiedział cichutki głos. – Konsternacja. Wykonujesz to bardzo dobrze, Randzie al’Thor.
Obrócił się ku Moiraine. Za nią, na stole w jego namiocie, rozłożono mapy, które przesłała przez posłańca Aviendha. Wyrysowano na nich miejsca, w których mogłaby zebrać się jego armia w Ugorze.
Moiraine stanęła obok Randa.
– Czy wiedziałeś, że spędzałam godziny, zastanawiając się, co wyczarowuje twój umysł? To zastanawianie się sprawiło, że o mało co nie wyrwałam sobie wszystkich włosów z głowy, tak byłam sfrustrowana.
– Byłem głupcem, nie ufając ci – oznajmił Rand.
Roześmiała się. Był to delikatny śmiech Aes Sedai, która miała władzę.
– Zaufałeś mi w dostatecznym stopniu. To czyniło całą sprawę jeszcze bardziej frustrującą, bo nie wszystkim mogłeś się podzielić.
Rand głęboko odetchnął. Powietrze w Merrilorze było słodsze niż gdzie indziej. Sprawił, że kraina ta zaczęła powracać do życia. Trawa rosła. Kwiaty rozkwitały.
– Pnie drzew i ludzie – powiedział do Moiraine. – Dwie Rzeki mają i jedno, i drugie, i tak samo trudno skłonić ich do ustąpienia.
– To chyba zbyt ostra ocena – odparła Moiraine. – Nie tylko upór powodował tobą. Była to także chęć udowodnienia sobie i innym, że możesz sam osiągnąć cel. – Dotknęła jego ramienia. – Ale nie jesteś w stanie tego zrobić, prawda?
Rand potrząsnął głową. Sięgnął ku przytroczonemu do pleców Callandorowi, dotykając go. Ostateczny sekret miecza został odkryty. Kryła się w nim zarówno pułapka, jak i pewna mądrość, ponieważ broń ta była sa’angrealem w służbie nie tylko Jedynej Mocy, ale także Prawdziwej Mocy.
Rand odrzucił klucz dostępu, lecz na swych plecach dźwigał coś wielce kuszącego. Prawdziwa Moc, sedno Ciemności, była najsłodszą rzeczą, z jaką Rand kiedykolwiek się zetknął. Używając Callandora, mógł osiągnąć moc, jakiej nigdy nie doświadczył żaden człowiek. Callandor nie miał zabezpieczeń, jakie posiadały angreale i sa’angreale, nie można było powiedzieć, jak wielką Moc mógł generować.
– I znowu ta sama kwestia – wymamrotała Moiraine. – Co planujesz, Randzie al’Thor, Odrodzony Smoku? Czy wreszcie pozwolisz sobie na to, by mi o tym opowiedzieć?
Spojrzał na nią.
– Czy zainicjowałaś całą tę naszą rozmowę, by wyciągnąć ze mnie tę tajemnicę?
– Wysoko cenisz moje talenty konwersacyjne.
– Odpowiedź, która nic nie mówi – rzekł Rand.
– Tak – powiedziała Moiraine. – Ale czy mogę zaznaczyć, iż to ty pierwszy zastosowałeś ten unik, aby nie odpowiedzieć na moje pytanie?
Rand powrócił w myślach do ich wcześniejszej rozmowy i musiał przyznać, że faktycznie tak się zachował.
– Mam zamiar zabić Czarnego – oświadczył. – Nie chcę go jedynie powstrzymać, zamierzam go unicestwić.
– Myślałam, że dorosłeś nieco, gdy mnie nie było – oświadczyła Moiraine.
– Tylko Perrin dorósł. Mat i ja nauczyliśmy się jedynie udawać, że dorośliśmy. – Zawahał się. – Mat nie nauczył się tego zbyt dobrze.
– Czarnego nie można zabić – zauważyła Moiraine.
– Sądzę, że mogę to zrobić – rzekł Rand. – Pamiętam, czego dokonał Lews Therin i była taka chwila… krótki moment… To może się zdarzyć, Moiraine. Bardziej ufam w to, iż mogę unicestwić Czarnego, niż w to, że mogę go powstrzymać. Istnieje jedna droga. – To była prawda, choć Rand nie mógł mieć całkowitej pewności, że zdoła wykonać zadanie.
Pytania. Tak wiele pytań. Czy powinien je teraz mieć?
– Czarny jest częścią Koła – zauważyła Moiraine.
– Nie. Czarny jest poza Wzorcem – sprzeciwił się Rand. – W żadnym razie nie jest częścią Koła.
– Oczywiście, że jest – oświadczyła Moiraine. – My jesteśmy nitkami, które tworzą wzór, a Czarny wpływa na nas. Nie jesteś go w stanie zabić. To zadanie głupca.
– Wcześniej byłem głupcem – powiedział Rand. – I będę nim znowu. Czasami, Moiraine, moje całe życie… wszystko, co do tej pory uczyniłem… wydaje się zadaniem dla głupca. Jakie kolejne wyzwanie jest niemożliwe do wykonania? Inne wypełniłem. Być może uda się wykonać i to.
Uścisnęła jego ramię.
– W znacznym stopniu dorosłeś, ale wciąż jesteś młodzieniaszkiem, prawda?
Rand natychmiast przejął kontrolę nad swymi emocjami i nie odwzajemnił się ciętą ripostą. Najpewniejszy sposób, by być postrzeganym jako młodzieniaszek, to zachowywać się jak on. Stał wyprostowany i mówił cicho.
– Żyłem przez wieki – rzekł. – Być może jestem młodzieńcem, ale w sposób, w jaki każdy z nas jest w odniesieniu do ponadczasowego wieku Koła. Ja jestem jednym z najstarszych istniejących ludzi.
Moiraine uśmiechnęła się.
– Bardzo pięknie. Czy to działa w przypadku innych?
Zawahał się. Po czym, ku swemu zaskoczeniu, uśmiechnął się.
– W przypadku Cadsuane sprawdza się całkiem dobrze.
Moiraine pociągnęła nosem.
– Tamta… Cóż, o ile ją znam, wątpię, byś ogłupił ją tak bardzo, jak sądzisz. Być może masz wspomnienia człowieka, który przeżył cztery wieki, Randzie al’Thor, ale to nie czyni cię pradawnym. Gdyby tak było, Mata należałoby uznać za patriarchę nas wszystkich.
– Mata? Dlaczego właśnie jego?
– Nic, nic – odrzekła Moiraine. – To coś, czego nie powinnam wiedzieć. W sercu jesteś wciąż pasterzem o szeroko otwartych oczach. Nie może być inaczej. Lews Therin, zważywszy nawet na jego mądrość i siłę, nie mógłby zrobić tego, co musisz zrobić ty. A teraz, bądź tak dobry i przynieś mi herbaty.
– Tak, Moiraine Sedai – rzekł Rand, natychmiast ruszając ku czajnikowi grzejącemu się na ogniu. Zamarł, a potem odwrócił się i spojrzał na Moiraine.
Odwzajemniła spojrzenie.
– Chciałam tylko zobaczyć, czy to wciąż działa.
– Nigdy nie przynosiłem ci herbaty – zaprotestował Rand, idąc ku niej. – O ile pamiętam, spędziłem ostatnich parę tygodni, wydając rozkazy tobie.
– Tak robiłeś – rzekła Moiraine. – Pomyśl o tym, co powiedziałam o Czarnym. Ale chciałabym cię zapytać o coś innego. Co zrobisz teraz? Dlaczego jedziesz do Ebou Dar?