Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 167
Перейти на страницу:

Przybył wszakże do obozu rozciągającego się przed La Rochelle około 10 września 1627 roku.

Sytuacja wciąż była ta sama; książę Buckingham i jego Anglicy, zawładnąwszy wyspą Re, nadal oblegali bez rezultatów cytadelę Świętego Marcina i fort La Pree; od paru dni rozpoczęto działania przeciw La Rochelle, albowiem książę d’Angoulême[*] kazał zbudować fort tuż pod miastem.

Gwardziści pod dowództwem pana des Essarts rozlokowali się w Minimes[*].

Wiemy jednak, że d’Artagnan, który marzył tylko o tym, by przejść do muszkieterów, nie przyjaźnił się zbytnio że swymi kolegami; był więc samotny i zdany na rozmyślania.

Te rozmyślania nie były wesołe: był w Paryżu dwa lata, wpadł w wir spraw publicznych, a co do spraw prywatnych, to nie sprzyjało mu ani szczęście w miłości, ani nie uśmiechnęła się doń fortuna.

Jedyną kobietą, którą kochał, była pani Bonacieux, pani Bonacieux znikła i nie mógł nawet dowiedzieć się, co się z nią stało. Jeśli zaś mowa o karierze, on, mizerak, zdobył sobie wroga w kardynale, to znaczy w człowieku, przed którym drżeli najpotężniejsi w królestwie, a król pierwszy.

Ten człowiek mógł go zgnieść, a jednak tego nie uczynił. D’Artagnan miał umysł przewidujący, uważał więc pobłażliwość kardynała za dobry znak i widział przyszłość w jaśniejszych kolorach.

Co więcej, zdobył sobie jeszcze jednego wroga, mniej niebezpiecznego co prawda, ale czuł instynktem, że nie był to wróg, którego można sobie lekceważyć: myślał o Milady.

W zamian za to miał opiekę i przychylność królowej, ale przychylność królowej była wówczas jeszcze jednym powodem do prześladowań, a jej opieka niezbyt chroniła, jak widać z przykładu pana Chalais i pani Bonacieux.

Jak dotychczas zdobył jedynie diament wartości pięciu — sześciu tysięcy liwrów, który nosił na palcu; ale jeśli ambitny młodzieniec zechce zachować pierścień jako dowód wdzięczności królowej, ów diament znaczy dla niego tyle samo co kamienie, które depcze nogami, skoro nie może go sprzedać. Powiadamy: kamienie, które depcze nogami, ponieważ d’Artagnan snuł te rozważania przechadzając się samotnie po ślicznej dróżce wiodącej z obozu do wsi Angoutin[*]. Zaprowadziły go one dalej, niż przypuszczał; zaczęło już zmierzchać, kiedy w ostatnim promieniu zachodzącego słońca ujrzał lufę muszkietu połyskującą zza płota.

D’Artagnan miał bystre oko i przytomny umysł, zrozumiał, że muszkiet nie zjawił się tu sam, a jego właściciel nie ukrył się za płotem w przyjaznych zamiarach. Postanowił już zmykać, kiedy z drugiej strony drogi, za skałą, ujrzał lufę drugiego muszkietu.

Była to niewątpliwie zasadzka.

D’Artagnan rzucił okiem na pierwszy muszkiet i ujrzał z pewnym niepokojem, że zniża się w jego kierunku; ale zaledwie otwór lufy znieruchomiał, rzucił się na ziemię. Natychmiast nastąpił strzał i młodzieniec usłyszał gwizd kuli przelatującej nad głową.

Nie było czasu do stracenia, d’Artagnan skoczył na równe nogi; jednocześnie kula z drugiego muszkietu wzbiła w górę kamyki w tym samym miejscu, gdzie rzucił się na ziemię.

D’Artagnan nie należał do tych chwatów, co skorzy są umrzeć głupio i bez potrzeby, byle nie powiedziano, że cofnęli się o krok; zresztą nie szło tu już o odwagę, wpadł przecie w zasadzkę.

“Jeśli nastąpi trzeci strzał — powiedział sobie — jestem zgubiony”.

Natychmiast wziął nogi za pas i pomknął w stronę obozu z szybkością, która wsławiła ludzi z jego stron, znanych z chyżości; ale choć pędził co tchu ten, który strzelał pierwszy, miał dość czasu, by ponownie nabić broń, i posłał d’Artagnanowi strzał tak celny, że kula strąciła mu z głowy kapelusz i odrzuciła na odległość dziesięciu kroków.

Ponieważ d’Artagnan nie miał innego kapelusza, podniósł swój w biegu, bardzo zadyszany i bardzo blady wpadł do kwatery, usiadł nie mówiąc nic nikomu, i zamyślił się.

To zdarzenie mogło mieć trzy przyczyny:

Pierwsza, najbardziej naturalna: mogła to być zasadzka roszelczyków, którzy chętnie uśmierciliby gwardzistę Jego Królewskiej Mości nasamprzód dlatego, że byłoby o jednego nieprzyjaciela mniej, a po wtóre dlatego, że ten nieprzyjaciel mógł mieć dobrze nabitą sakiewkę w kieszeni.

D’Artagnan wziął kapelusz, przyjrzał się dziurze pozostawionej przez kulę i pokiwał głową. Nie była to kula z muszkietu, ale kula z rusznicy; celność strzału naprowadziła go już na myśl, że strzelano z doskonałej broni; więc to nie zasadzka wojskowa, skoro użyto kul innego kalibru.

Mogła to być również czuła pamiątka od pana kardynała. Pamiętamy, że w chwili kiedy d’Artagnan zobaczył lufę rusznicy, szczęściem dla niego połyskującą w ostatnim promieniu słońca, zdumiewał się pobłażliwością, z jaką traktuje go Jego Eminencja.

Ale d’Artagnan potrząsnął głową. Jeśli idzie o ludzi, po których wystarczyłoby tylko sięgnąć ręką, Jego Eminencja rzadko ucieka się do podobnych środków.

Mogła to być zemsta Milady.

To wydawało się najbardziej prawdopodobne.

Na próżno usiłował sobie przypomnieć rysy lub strój opryszków; oddalił się od nich tak szybko, że nie zdołał nic zauważyć.

— Ach, moi biedni przyjaciele — szepnął d’Artagnan — gdzie jesteście? Jakże mi was brak!

D’Artagnan spędził źle noc. Kilka razy budził się i zrywał na równe nogi, wyobrażając sobie, że do jego łóżka zbliża się ktoś, by go zasztyletować. Ale noc minęła spokojnie.

D’Artagnan żywił jednak poważne obawy, że co się odwlecze, to nie uciecze.

Przez cały dzień pozostał w kwaterze, sam przed sobą tłumacząc się niepogodą.

Nazajutrz o dziewiątej rano rozległo się bicie w bęben. Książę Orleański sprawdzał posterunki. Gwardziści pobiegli po broń i d’Artagnan zajął swe miejsce pośród towarzyszy.

Brat królewski przejechał przed frontem, za czym wszyscy wyżsi oficerowie otoczyli księcia, by złożyć mu wyrazy szacunku, pan des Essarts, kapitan gwardzistów, razem z innymi.

Po chwili d’Artagnanowi wydało się, że pan des Essarts daje mu znak, by się zbliżył; oczekiwał nowego gestu przełożonego, przypuszczając, że się myli; ale kiedy pan des Essarts skinął po raz wtóry, wystąpił z szeregu.

— Książę Orleański szuka ochotników do wykonania misji niebezpiecznej, ale mogącej okryć chwałą tych, co ją wypełnią; dałem ci znak, byś był gotów.

— Dziękuję, kapitanie — odparł d’Artagnan, który marzył tylko o tym, by się odznaczyć na oczach naczelnego dowódcy.

W nocy roszelczycy zrobili wycieczkę i odebrali z powrotem bastion, który armia królewska zdobyła przed dwoma dniami; trzeba było wysłać ludzi na rekonesans i dowiedzieć się, czy ów bastion jest broniony.

Po kilku chwilach brat królewski podniósł głos i powiedział:

— Do tego zadania trzeba mi trzech albo czterech ochotników pod wodzą pewnego człowieka.

— Człowieka pewnego mam pod ręką, książę — rzekł pan des Essarts wskazując na d’Artagnana — co zaś do kilku ochotników, Wasza Wysokość zechce tylko wyjawić swoje plany, a ludzi nie zabraknie.

— Czterech ochotników, którzy pójdą na śmierć wraz ze mną! — zawołał d’Artagnan wznosząc szpadę.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)