Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Po defiladzie gwardziści ruszyli w drogę; muszkieterowie mieli wyruszyć dopiero z królem, co pozwoliło Portosowi zaprezentować się w całym blasku na ulicy aux Ours.
Prokuratorowa ujrzała go, gdy przejeżdżał w swym nowym mundurze na pięknym koniu. Zbyt kochała Portosa, by pozwolić mu odjechać bez pożegnania; dała mu znak, by zsiadł z konia i podszedł do niej. Portos wyglądał wspaniale, ostrogi pobrzękiwały, zbroja błyszczała, szpada chwacko uderzała o nogi. Tym razem pisarczyki nie miały najmniejszej ochoty do śmiechu. Portos wyglądał bowiem na tęgiego rębajłę.
Muszkieter został wprowadzony do pana Coquenard, którego małe szare oczka zabłysły gniewem na widok krewniaka w nowiuteńkich strojach. Jednakże pocieszał się w duchu, mówiono bowiem powszechnie, iż kampania nie będzie łatwa: w głębi serca pieścił nadzieję, że Portos zostanie zabity.
Portos złożył wyrazy uszanowania panu Coquenard, za czym pożegnał go, a pan Coquenard życzył mu wszystkiego najlepszego. Pani Coquenard nie mogła powstrzymać łez; ale jej cierpienie nie budziło podejrzeń, wiedziano bowiem, że jest bardzo przywiązana do swych krewnych, o których musiała staczać okrutne boje z mężem.
Ale prawdziwe pożegnanie nastąpiło dopiero w pokoju pani Coquenard i było rozczulające.
Jak długo prokuratorowa mogła śledzić wzrokiem kochanka, kiwała chusteczką wychylona z okna tak bardzo, że omal z niego nie wypadła. Portos przyjmował dowody afektu z miną człowieka, któremu to nie pierwszyzna.
Dopiero gdy skręcał na rogu ulicy, uniósł kapelusz i skinął ręką na znak pożegnania.
Tymczasem Aramis pisał długi list. Do kogo? Nikt nie wiedział. W sąsiednim pokoju czekała Ketty, która tego samego dnia miała wyjechać do Tours. Atos popijał małymi łykami ostatnią butelkę hiszpańskiego wina.
W tym samym czasie d’Artagnan defilował ze swoją kompanią. Gdy przybyli na przedmieście Saint-Antoine, odwrócił się, by rzucić wesołe spojrzenie na Bastylię, ponieważ jednak patrzył tylko na Bastylię, nie zauważył Milady, która siedząc na bułanku pokazywała go palcem dwóm mężczyznom o wielce niemiłej powierzchowności. Ci natychmiast zbliżyli się do szeregów, by mu się przyjrzeć; na ich pytające spojrzenie Milady odpowiedziała znakiem, że to właśnie ten. Po czym spokojna, że jej rozkazy zostaną wykonane, spięła konia ostrogami i znikła.
Dwaj mężczyźni ruszyli za kompanią. Na skraju przedmieścia Saint-Antoine dosiedli koni, które czekający na nich dwaj służący bez liberii trzymali w pogotowiu.
Rozdział XI
OBLĘŻENIE LA ROCHELLE
Oblężenie La Rochelle, wielkie wydarzenie polityczne w okresie panowania Ludwika XIII, było jednym ze sławnych wojennych czynów kardynała. Jest tedy rzeczą ciekawą, a nawet konieczną, abyśmy powiedzieli o nim kilka słów; zbyt wiele zresztą szczegółów tego oblężenia łączy się w sposób zbyt istotny z historią, którą postanowiliśmy opowiedzieć, byśmy mogli pominąć je milczeniem.
Względy polityczne, jakie miał na oku kardynał, kiedy zamyślił to oblężenie, są godne uwagi. Wyłóżmy je najpierw, po czym przejdziemy do względów osobistych, które być może, nie mniejszy miały wpływ na Jego Eminencję.
Ze znaczniejszych miast, nadanych przez Henryka IV we władanie hugenotom, została tylko La Rochelle. Chodziło teraz o to, by zburzyć ten ostatni bastion kalwinizmu, zagasić groźne zarzewie, od którego zawsze mógł buchnąć płomień rebelii lub wojny.
Hiszpanie, Anglicy, niespokojni Włosi, awanturnicy wszystkich narodowości, najemni żołnierze różnego autoramentu przybiegali na pierwsze wezwanie pod sztandary protestantów, stanowiąc potęgę groźną dla całej Europy.
La Rochelle, której znaczenie wzrosło po upadku innych miast kalwińskich, była tedy schronieniem waśni i ambicji. Co więcej, port La Rochelle był ostatnim portem w królestwie francuskim otwartym dla Anglii, zamykając go dla Anglii, naszej odwiecznej nieprzyjaciółki, kardynał kończył dzieło Joanny d’Arc i księcia de Guise.
Toteż Bassompierre, który był zarazem protestantem i katolikiem, protestantem z przekonania i katolikiem jako kawaler orderu Św. Ducha, Bassompierre, Niemiec z urodzenia, a sercem Francuz, Bassompierre wreszcie, jeden z wodzów podczas oblężenia La Rochelle, mawiał idąc do ataku na czele szlachty jak i on protestanckiej:
— Zobaczycie, panowie, że będziemy dość głupi, by wziąć La Rochelle!
Bassompierre miał rację: kanonada na wyspie Re przepowiadała prześladowania religijne w Cévennes[*]; wzięcie La Rochelle było wstępem do Edyktu Nantejskiego,
Ale jak to powiedzieliśmy, kronikarz zajmując się wojenną działalnością ministra, która należy do historii, nie może pominąć milczeniem posunięć zakochanego mężczyzny i zazdrosnego rywala.
Richelieu, jak wiadomo, był zakochany w królowej, nie wiemy, czy ta miłość miała dla niego tylko cel polityczny, czy też była to po prostu jedna z tych głębokich namiętności, jakie Anna Austriaczka budziła w otaczających ją ludziach; w każdym razie dowiedzieliśmy się już w toku naszej opowieści, że Buckingham odniósł nad nim zwycięstwo, a w paru sytuacjach, zwłaszcza w historii z diamentowymi spinkami, wywiódł go okrutnie w pole dzięki poświęceniu trzech muszkieterów i odwadze d’Artagnana.
Kardynałowi chodziło więc nie tylko o uwolnienie Francji od nieprzyjaciela, ale i o zemstę nad rywalem; ta zemsta musiała być potężna i wspaniała, godna człowieka, który dzierżył w ręku, jak szpadę, wszystkie siły królestwa.
Richelieu wiedział, że walcząc z Anglią walczy z Buckinghamem, że odnosząc zwycięstwo nad Anglią odnosi zwycięstwo nad Buckinghamem, że upokarzając Anglię w oczach Europy upokarza Buckinghama w oczach królowej.
Buckingham ze swej strony, choć na pierwsze miejsce wysuwał honor Anglii, rządził się względami jota w jotę podobnymi do tych, które kierowały kardynałem; Buckingham również pragnął zemsty: pod żadnym pozorem nie mógł wrócić do Francji jako poseł; mógł tam wrócić jedynie jako zwycięzca.
Stąd widać, że stawką w grze, którą dwa najpotężniejsze królestwa prowadziły dla przyjemności dwóch zakochanych mężczyzn, było spojrzenie Anny Austriaczki.
Pierwszą przewagę zdobył książę Buckingham: przybył nieoczekiwanie na wyspę Re z dziewięćdziesięciu okrętami i dwudziestu tysiącami żołnierza, zaskoczył hrabiego de Toirac[*], który z ramienia króla rządził wyspą, i po krwawej bitwie wysadził na brzeg swych ludzi.
Powiedzmy mimochodem, że w tej bitwie zginął baron de Chantal, który osierocił osiemnastomiesięczną dziewczynkę.
Ta dziewczynka to późniejsza pani de Sévigné[*].
Hrabia de Toirac wycofał się wraz z garnizonem do cytadeli Świętego Marcina i pchnął setkę ludzi do małego fortu, który nazywano fortem La Pree.
To wydarzenie przyśpieszyło decyzję kardynała: czekając, aż wraz z królem będzie mógł objąć dowództwo w oblężeniu La Rochelle, wysłał brata królewskiego, by kierował pierwszymi operacjami i rzucił na teatr wojenny wszystkie oddziały, jakimi mógł rozporządzać.
W jednym z tych oddziałów, idących w awangardzie, znajdował się nasz przyjaciel d’Artagnan.
Król, jak powiedzieliśmy, miał wyruszyć natychmiast po odprawieniu sądów, ale zaraz potem, 23 czerwca, chwyciła go gorączka; mimo to chciał jechać, czuł się jednak tak źle, że musiał zatrzymać się w Villeroi[*].
Gdzie zatrzymywał się król, tam zatrzymywali się i muszkieterowie; d’Artagnan, który służył tylko w gwardii, był więc pozbawiony, przynajmniej na razie, towarzystwa swych zacnych przyjaciół, Atosa, Portosa i Aramisa. Ta przykra rozłąka zaniepokoiłaby młodzieńca poważnie, gdyby wiedział, jak wielkie zagrażają mu niebezpieczeństwa.