Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 137
Перейти на страницу:

— Nie wiem — rzekła Majka. — A po co w ogóle to wszystko?

— Dobre pytanie. Nie wiem. Jak wystukałem akurat twój adres? Też nie wiem. Kim jestem? O co chodzi w operze Verdiego Trubadur? Co to jest gr’ochb? I na koniec: czego chcą Wędrowcy?

— Może oni nie istnieją? — powiedziała Majka.

— Może i nie istnieją. Chociaż ktoś na pewno jest.

— Próbowałam usystematyzować nasze wyobrażenia o Wędrowcach. Właśnie wyobrażenia, a nie wiedzę. Dynamika w ciągu ostatnich osiemdziesięciu lat. Korelacja z rzeczywistymi znaleziskami. Wszystko to bardzo dziwne. Wyobrażenia wyprzedzają znaleziska mniej więcej o pięć lat.

— Aha. To się układa w całość.

— Wiesz coś?

— Na pewno wiem wszystko. Przecież ci mówiłem. Ale ja, właśnie ja, nie mogę wyciągać własnych wniosków. Co do całości… Rozumiesz, Majka, nie mam niczego, co można by było określić jako dowody. Jestem teraz jak Mały. Pamiętasz, otrzymywał odpowiedzi, ale nie wiedział jak. Coś podobnego dzieje się ze mną, a ja zupełnie nie wiem, jak się do tego ustosunkować.

— Ze mną też coś się dzieje i też nie wiem, jak się do tego odnieść — odparła Majka. — Nigdy bym nie pomyślała. Kiedy zobaczyłam ciebie na ekranie, nagle zrozumiałam, że tego właśnie oczekiwałam… przez te… lata… Rozumiesz? Czekałam właśnie na ciebie, sama o tym nie wiedząc. To takie dziwne.

— Nie dziwniejsze od reszty — powiedziałem wolno. — Tylko, Majka, zrozum: nie jestem człowiekiem. Jestem bardzo podobny do człowieka, ale jestem czymś innym. O wiele bardziej czymś innym niż był Lew. Będziesz musiała mnie zamknąć na noc…

Ala

Nie straciła przytomności, ale na jakiś czas ponownie straciła możliwość reagowania na rzeczywistość. Pomniejszona i zbliżona kopia niedawnego stanu. Szok. Przeciążenie. Chyba krzyczała. Czy coś jeszcze.

Potem okazało się, że ktoś wynosi ją na zewnątrz. Na rękach. Jak dziewczynkę. Rozpłakała się — z poczucia krzywdy i niezrozumiałej ulgi.

— Saszeńko, Saszeńko — powtarzał Gorbowski. — Już po wszystkim. Już wszystko w porządku. Wszystko się skończyło.

Jednak Ala wiedziała, że nic się jeszcze nie skończyło.

5

Stas

Było jeszcze zimno i ciemno. Siąpił drobny poranny deszczyk, resztka dużego nocnego. Miasto budziło się i trzeba było iść. — Na razie — powiedziałem.

Majka w końcu popatrzyła na mnie, a ja nagle się zachłysnąłem.

— Oni zabiją i ciebie — odezwała się. — Wiem, że zabiją i ciebie. Są gotowi zabić wszystkich.

— Nie ma sensu mnie zabijać — powiedziałem. — Zabiją tu, a ja pojawię się tam. I wrócę do ciebie.

— Nie wrócisz. Nikt nigdy nie wraca. To legendy, że ktoś kiedyś wrócił. Wszyscy odchodzą i znikają.

Wariowaliśmy razem.

Ale w naszym szaleństwie była metoda.

Nie pozwoliliśmy sobie spać tej nocy i bałem się, że nie wytrzymam, zdemoluję całą elektronikę w najbliższych okolicach, a potem Majka będzie miała insite, a wtedy…

Nie wyobrażam sobie, co wtedy by się działo. Coś strasznego. Znaleźć się między dwoma zwierciadłami…

Teraz miałem wodę, żywność i zwykłe ubranie. Nie miałem o co się martwić, poza tym najważniejszym.

— Jeśli nie wrócisz do północy, ja… ja nie wiem, co zrobię. Nie, wiem. Powiedz im, że jeśli cię nie wypuszczą, to oddam detonatory… tamtym. Wiem gdzie są…

— Oni już się tego nie boją.

— Boją się. Nie wiesz o tym, ale oni się boją.

— Dobrze…

Pocałowałem jej dłoń i wszedłem do kabiny.

W podziemiu było jeszcze chłodno. Wróciłem do pulpitu wideofonu. Wywołałem BPI. Po pół godzinie dość chytrych poszukiwań miałem w głowie potrzebny numer. Trochę zwlekałem, zanim go wystukałem. Zaczęło pulsować wywołanie. Musiałem długo czekać.

Człowiek, który pojawił się na ekranie, przypominał starego żółwia. Był łysy, pomarszczony i plamisty. Ogromne paskudne worki wisiały mu pod wodnistymi i niewiarygodnie spokojnymi oczami. Cienkie wargi miał wykrzywione, jakby w pogardliwym uśmieszku…

— Dzień dobry — powiedziałem. — Nazywam się Stas Popów. Jestem jednym z „dzieci diun”.

— Popów…? — Zmarszczył czoło. — Atak, pan jest z Pandory…

— Nie. Jestem na Ziemi.

— Po co?

— Chcę się z panem zobaczyć.

— Ze mną? Dziwne… No to proszę na mnie patrzeć. Przy okazji, kto dał panu mój numer?

— Wyliczyłem go. To nie takie trudne, zwłaszcza….

— A nie powinien pan być pod obserwacją? Dobrowolną, jak rozumiem.

— To jest względna dobrowolność. Zatem pan jeszcze nie wie, co się wydarzyło na Pandorze?

— Nie. A co tam się mogło wydarzyć?

— Bardzo dużo. Proszę mi wybaczyć, ale byłoby mi… przyjemniej… rozmawiać z panem bezpośrednio.

— Czy to rzeczywiście coś poważnego? — Tak.

— Dobrze, proszę przyjść… — Podał adres.

Ala

Pierwszy mówił Maksym.

— Muszę zauważyć, że operację zawaliliśmy w sposób popisowy. Zginęli ludzie, zginęły androidy, obawiam się, że umyślnie tu w tym celu pozostawione: żeby zginęły. A do rozwiązania zagadki nie zbliżyliśmy się ani o krok. Co więcej, nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że oddalamy się od niego. Ktoś podsuwa nam pseudoważne problemy, na rozwiązanie których tracimy cały swój czas i siły. Niewykluczone, że „sprawa Pirsa”, która wypłynęła w tak niezwykły sposób, również ma nas odciągnąć…

— Uważa pan, że powiedziano panu prawdę? — zapytał ktoś nieznajomy, brodaty i z opaloną błyszczącą łysiną. Był jednym z tych ludzi, którzy pojawili się niedawno i na razie nikt ich Ali nie przedstawił; siedziała w kąciku, słuchała, ale milczała; tak kazał Gorbowski: słuchać i milczeć. — Czy to też była zaplanowana dezinformacja?

— Obawiam się, że w naszym wypadku nie da się odróżnić jednego od drugiego — odpowiedział tajemniczo Maksym. — Ponieważ te właśnie pojęcia są przedmiotem działania stron.

— Proszę posłuchać, Kammerer — powiedział inny człowiek, smagły, o wąskiej twarzy i jakby znajomy, lecz gdzie Ala go niby widziała, nie mogła sobie przypomnieć. Przyszło jej nagle do głowy, że widziała go nie ona, lecz Stas… — Wiemy o dewiacji informacyjnych strumieni. Znamy też warunki, w jakich ona zachodzi. Proszę lepiej wyjaśnić, jaki jest cel tych przedsięwzięć? Czy znowu bronimy się przed interwencją?

— Tak. — Maksym skinął głową.

— Przecież to śmieszne!

— Myśli pan?

— Oczywiście. Sądząc po wynikach…

— Zna pan takiego zwierzaka charliego-śmieszka? Z Jajły?

— Nie znam. Co ma do tego jakiś zwierzak?

— Jest bardzo śmieszny i niezgrabny, i wygląda, jakby sam się z siebie śmiał, i przedrzeźnia pana, i wszystko jest fajnie, póki nie zbliży się na trzy metry. Ale nawet wiedząc, że jest niebezpieczny, znajduje się pan pod jego urokiem i do ostatniej sekundy nie może uwierzyć, że po prostu chce pana zjeść.

— Maksym, tu są dorośli ludzie, a pan nam opowiada jakieś alegorie. Proszę mówić normalnie.

— To nie alegoria. To brutalny zoologiczny fakt. Ofiara ze śmiechem sama włazi w gardło drapieżnikowi. Wydaje się jej, że to taki żart. Nie wiadomo dlaczego, zupełnie nieadekwatnie oceniamy stopień niebezpieczeństwa i nikogo to nie dziwi. Więcej: jesteśmy gotowi wszelkimi sposobami inaktywować tych, którzy wskazują nam na zagrożenie. I jeszcze więcej: sam odczuwam wewnętrzną potrzebę niemyślenia o żadnym niebezpieczeństwie, a jeśli już mam myśleć, to z ironią…

1 ... 105 106 107 108 109 110 111 112 113 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)