Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 137
Перейти на страницу:

— Gdzie? — zapytał Maksym, jako pierwszy wyskakując ze szczygła.

— Tam. Pod drzewami.

— Alu, niech pani tam nie idzie — zaproponował Gorbowski, ale ona zawzięcie pokręciła głową i ruszyła, niemal pobiegła za Maksymem.

Pod niskimi czarnolistnymi płaskoronowcami, na białych prześcieradłach, leżało, przykryte po pierś takim samym płotem, piętnaście ciał. Ciał ludzi. Płótno było najwyraźniej nieprzemakalne, pozostało białe; dlatego wszystko wydawało się nierzeczywiste.

Ala przeszła wzdłuż szeregu, pochylając się i wpatrując w twarze: młodzi i starsi, spokojni i skrzywieni… Wszystko było jakoś szalenie proste.

— Tu go nie ma — powiedziała.

— Tak, z porwanych są tu tylko dwaj — rzekł Maksym. — Już ich rozpoznano.

— Mam na myśli szefa. I… centrum. Centrum. Tak, musi być centrum.

Maksym patrzył na nią i nie rozumiał. Ona sama siebie nie do końca rozumiała.

Stas

To był ten słynny jantaryn. Przeklęte bezcieniowe światło nie pozwalało określić wymiarów i nawet kształtu pomieszczenia. Dla prostoty postanowiłem uważać, że to spłaszczona kopuła. Na podłodze szary i drobny piasek. Dokoła leżały przysypane nim niepojęte metalowe szkielety — części gigantycznego owada.

Nieco później natrafiłem po prostu na szkielet. Dokładniej mówiąc: mumię.

Człowiek ten umarł w pozycji siedzącej, plecami do podziurkowanego plastikowego panelu. Za życia był obnażony do pasa. Miał skórę koloru wyschniętych liści. Z piasku sterczały kolana obciągnięte bladobłękitnymi spodniami. W miejscu, gdzie kiedyś był brzuch, leżał brązowy skórzany pas. Drugi pas obciągał rękę zmarłego. Nie wiadomo po co, pochyliłem się i pociągnąłem; był to starożytny automat. Niemiecki MP-40, słynna w swoim czasie zabawka… Druga wojna światowa. Wygląda na to, że moje przeczucia dotyczące przerzutu w czasie mogą okazać się prawdą… Chociaż łatwiej jest założyć, że żelazo po prostu zmumifikowało się, jak i jego właściciel. Jak pewnie i ja niedługo…

Położyłem automat na kolanach zmarłego i poszedłem dalej. Wkrótce natrafiłem na częściowo zagrzebaną zero-kabinę.

Ala

Oczywiście, że on tu był — Ala prawie rozpoznawała te pokoje, przejścia, sale… Tu czuł się dobrze. Atu coś go przygniatało. Ściany i powietrze pamiętały o tym, a ta pamięć stała się jakoś dostępna i dla niej.

— O czym pani tak intensywnie myśli, Sasza? — zapytał ją Maksym, który chodził obok niej, tak że Ala nie widziała możliwości pozbycia się go i porozmyślania w samotności.

— O niczym. Tak intensywnie myślę o niczym. Powinien mnie pan rozumieć, skoro bywał pan w takiej sytuacji.

— Dlatego właśnie pytam, że jakby mam do tego prawo.

— Wydaje się panu. Nikt nie ma takiego prawa.

— Dlatego powiedziałem „jakby”. Pozorne prawo. Pierwiastek z minus jeden.

— Pierwiastek… Nie wie pan przypadkiem, dlaczego androidy mają zakaz życia na Ziemi?

— Wiem.

— Może mi pan powiedzieć?

— Chyba tak. Chociaż to nie tak łatwo wyjaśnić.

— Proszę spróbować.

— Hm… Dobrze. Ten program rozpoczęto sześćdziesiąt lat temu, kiedy wszystkich z jakiegoś powodu opanowała myśl.

O nadchodzącej interwencji Wędrowców. Więc oprócz wielu innych rzeczy postanowiono stworzyć… jakby to powiedzieć… archiwum genetycznego zasobu ludzkości. A nosicieli tego zasobu rozprowadzić po wszystkich nadających się do życia, ale dla postronnych obserwatorów nieciekawych planetach. I już. Ludzi tych uczyniono maksymalnie przystosowanymi, zdolnymi do przeżycia w najbardziej niewiarygodnych warunkach. Stworzono około pięciuset takich osobników, do dziś pozostało czterystu jedenastu. Jeśli Ziemia się wyludni, oni powrócą i zaludnią ją.

— Chce pan powiedzieć, że na Ziemi zaczną rozmnażać się w lawinowym tempie?

— Tak. Taki jest program…

— Dziękuję, Maksymie. Może mi pan powiedzieć, kto to właściwie wymyślił?

— Niejaki Pirs. Umarł dawno temu. Ja też chciałem obić mu pysk, kiedy się dowiedziałem.

— Szkoda, że pan nie zdążył.

— A wie pani, jak umarł? Miał laboratorium w Zachodniej Saharze. Wykonywał jakąś pracę dla Instytutu Eksperymentalnej Historii, to tacy przodkowie progresorów. Ciekawe, że Pirs miał dość niezwykły personel. Brał do pracy tylko fizycznych inwalidów, którym medycyna nie potrafiła pomóc. To się, wie pani, zdarza. I pewnego niezbyt zwyczajnego dnia zleceniodawcy przylecieli po odbiór zlecenia. Niby odbyło się przyjęcie. Powiedzieli, że następnego dnia wszystko zabiorą. A wieczorem wrócili uzbrojeni w jakieś wykopaliskowe automaty i wystrzelali wszystkich: personel i… jakby to powiedzieć… własne zamówienie. Wystrzelali, spalili, wysadzili w powietrze, zniszczyli całą dokumentację… To coś dzikiego, prawda? Potem napisali listy do bliskich, przyjaciół i wystrzelali się nawzajem. W jednym z listów stwierdzili, że zdążyli w ostatniej chwili…

— I nic nie wiadomo?

— Praktycznie nic. Nie udało się nawet wyjaśnić charakteru tego zlecenia. W instytucie również odbyła się czystka: zniszczono archiwum, notatki…

— Co za koszmarna historia. Aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach może się dziać coś takiego.

— Tak, Sasza. Rzadko, ale może. Niestety.

Ala nagle zamarła. Jakby lekki strumień ciepłego powietrza trącił prawy policzek…

— Stój, Kammerer — powiedział ktoś. — Mam scorchera i oboje was na muszce. Jeśli zaczniesz robić głupstwa, strzelę. Zdążę.

Stas

Kabina była starego typu, z tych pierwszych, z cylindrycznymi drzwiami. Ale żeby się przekonać, czy jest podłączona do sieci, musiałem wygrzebać z niej cały piasek i jeszcze przedmuchać fugę prowadzącą. Od tego dmuchania w biednej mojej głowie zgęstniała mgła, zaczęły migotać gwiazdy przed oczami…

…znowu graliśmy w piłkę: Mały, Majka i ja. Ale nie była to zimna planeta Arka, nie zamarznięty piasek, nie brzeg szarego oceanu, lecz Zachodnia Sahara, ruiny starożytnej twierdzy schowane pod srebrzystą kopułą „oazy”, lekkie domki personelu, ciemniejszy, ale niczym lód połyskujący sześcian laboratorium. Mały z łatwością nas ogrywał, ponieważ graliśmy w futrzanych dochach; na piłce umieszczono obręcz „trzeciego oka”, a w jakimś ciemnym wilgotnym zakątku jak w centrum pajęczyny siedział Komow, obserwował pląs postaci na ekranie i wyprowadzał wnioski. Potem nagle poruszył się piasek i wynurzył się z niego obnażony do pasa trup z automatem w ręku. Automat wolno zaterkotał, wypluł krwawe skrzepy, a cała nasza trójka prysnęła w różne strony, zostawiając za plecami różnokolorowe fantomy; pomyślałem, że należy zrzucić dochę, ale Majka zdążyła to zrobić wcześniej. Docha długo wisiała w powietrzu, wyginając się i opadając jak trafiony w plecy człowiek, a do przodu straszliwie szybko pędził na swój sposób piękny metalowy owad, zgrabny, kolczasty, wydłużony, śmiercionośny…

Wstałem. Miałem zawroty głowy. Dokoła wszystko wywracało się wraz ze mną. Jakby zapanowała nieważkość. Z trudem trafiwszy, w końcu nacisnąłem klawisz drzwi, które skoczyły w prawo i do tyłu, odsłaniając panel sterowniczy i ekran wideofonu. Miałem szczęście.

Nagle zrozumiałem, że nie znam żadnego numeru i żadnego kodu.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)