Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #2
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187165
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód». Краткое содержание книги:
A śmierć uśmiechnęła się jeszcze szerzej i skoczyła mu na spotkanie. Jej na pewno nikt nie zarzuci partactwa.
Magiczne światełko zgasło o wiele szybciej niż skowyt kapłana.
Sakiewka pełna węży
Dzień kończył się przepięknym zachodem słońca.
Był to jeden z tych zachodów, kiedy słońce, tonąc w morzu, zdaje się podświetlać od spodu jego powierzchnię, aż cały widnokrąg płonie różnymi odcieniami szkarłatu. Nie było wiatru, ale powietrze miało przedziwny aromat, sprawiający, że ludzie oddychali pełną piersią i uśmiechali się mimowolnie. Każdy uczciwie pracujący człowiek powie, że w taki wieczór niewiele jest rzeczy lepszych niż kufel chłodnego piwa w towarzystwie przyjaciół i słuchanie plotek do późnej nocy.
Altsin opierał się o mur oddzielający Klawelę od reszty miasta i patrzył w stronę morza.
Położona poniżej Stara Przystań, dzielnica marynarzy, rybaków i szkutników, odziała się w purpurę ostatnich promieni słońca i wyglądała naprawdę ładnie. Białe ściany domów, tawern i magazynów przybrały kolor starego wina, a cienie między nimi wyglądały jak pociągnięcia pędzlem szalonego malarza. Całość z pewnością warta była obrazu. Albo przynajmniej szkicu.
Złodziej nie miał w tej chwili nic więcej do roboty poza podziwianiem widoków. Od kilkunastu lat Wysokie Miasto odgradzało się od reszty Ponkee-Laa murem, dobudowując jego kolejne fragmenty w miarę, jak Rada zbierała na nie pieniądze. Hrabiowie i baronowie, zarówno ci ze starych rodów, jak i nowobogaccy, którzy kupili tytuły już po odejściu Imperium, najwyraźniej nie życzyli sobie, żeby marynarze, drobni kupcy, rybacy i inna hołota wchodziła bez przeszkód na ich piękne ulice. A że Klawela była dzielnicą Wysokiego Miasta położoną najbliżej portu, jej mur był najwyższy i najlepiej strzeżony.
Altsinowi nie pozostawało więc nic poza podziwianiem gry światła i cienia w położonych niżej rejonach miasta. Zresztą, jeśli w mieście istniało coś bardziej regularnego niż wschody i zachody słońca, to był nim właśnie rozkład dnia baronowej Lewender. A to oznaczało, że lada moment Sanwes przejdzie przez furtkę w murze.
W chwili, gdy to pomyślał, skrzypnęły zawiasy, rozległo się uniżone „Miłego wieczoru, paniczu” i minęła go wysoka, szczupła postać. Złodziej przez chwilę mierzył ją wzrokiem, patrząc z mieszaniną rozbawienia i niesmaku na obcisłe, skórzane spodnie, jedwabną koszulę, atłasową pelerynkę fantazyjnie przerzuconą przez ramię i jasne loki, w modnym nieładzie spadające na plecy. Bawidamek, psiakrew.
Altsin gwizdnął na palcach i odkleił się od muru. Sanwes stanął, obejrzał się przez ramię i wyszczerzył dość głupio.
– Mam polecenie od Grubego. – Altsin nie bawił się w powitania.
– Ooo? Przypomniał sobie o mnie?
– Przez trzy dni raczej cię nie zapomniał. Chodź, siądziemy tam. – Altsin wskazał najbliższy murek. – Nie chcę, żeby zrobiło się zbiegowisko, jak będziesz płakał i szlochał.
Podeszli, usiedli. Jasnowłosy zagapił się przez chwilę na zachód słońca. Złodziej trącił go bezceremonialnie w bok.
– Masz wynieść się z miasta. Najszybciej jak się da.
Jedna brew paniczyka powędrowała w górę.
– Ale dlaczego? Przecież pieniądze oddałem...
– I dlatego, że oddałeś, uważa cię za jednego ze swoich ludzi i przysłał mnie. Flenwas Deranys i cała gildia rzeźników cię szuka.
– Po co?
– Chodzi o tę nową potrawę. Nazywa się pasztet z idioty, czy jakoś tak. Zwłaszcza z tego, który uwodzi córkę mistrza gildii, po czym wiesza jej bieliznę, taką z wyszytym monogramem, na głównym słupie portu. Deranys dowiedział się w końcu kto to.
Altsin z przyjemnością obserwował, jak twarz Sanwesa na przemian blednie i czerwienieje.
– Jak znajdę tego, kto...
– To co? Ją też zabijesz? Ojczulek przycisnął córeczkę, a ta wszystko wyśpiewała. Zwłaszcza po tym, jak rozeszła się plotka, że jej ukochanego czochra już inna pani. Dobra chociaż jest, ta baronowa?
Sanwes prychnął z wyższością.
– Nie rozmawiam o takich sprawach.
– Oczywiście. A powieszenie babskiej halki na środku portu to przecież zupełnie coś innego. He, he, he. Nikt nie lubi Flenwasa, więc wszyscy nieźle się obśmiali, bo dobrze jest napluć do zupy temu nadętemu bubkowi, ale dlaczego właściwie to zrobiłeś?
Jasnowłosy opuścił wzrok.
– Założyłem się – wydukał.
– Co?
– Założyłem się.
Altsin przez chwilę próbował złowić jego spojrzenie. Wreszcie wzruszył ramionami.
– Cetron nie miał racji. Ty nie jesteś głupi jak beczka zepsutych śledzi. Ty jesteś durny jak beczka zepsutych śledziowych głów. Nie pytam, z kim się założyłeś ani o co, bo żaden zakład nie jest wart poćwiartowania. Widziałeś rzeźnicze topory i tasaki?
– Widziałem.
– A Gruby opowiadał ci, jak Nesbordczycy próbowali zdobyć miasto, zaraz po tym, jak Imperium odeszło na wschód? Podobno tylko raz zaatakowali mury w miejscu, którego broniła gildia rzeźników. Zostawili tam stos trupów wysoki na dwóch chłopa, a tarcze, hełmy i zbroje zabitych były tak poniszczone ciosami rzeźniczych toporów, że to właśnie one poszły w Fiilandzkim Podatku.
Sanwes nie odrywał wzroku od swoich butów.
– Może stary Flenwas da się ugłaskać? – mruknął wreszcie cichutko.
– Może. Choć gdy ostatnim razem go widziałem, biegał po mieście z tasakiem i wrzeszczał: „Zabiję suczego syna! Zatłukę gnojka! Wypatroszę ścierwo!”. A razem z nim biegało jakichś dziesięciu krewnych. Jeśli chcesz, możesz spróbować z nim pogadać. – Złodziej szturchnął go w bok tak, że ten omal nie spadł z murku. – Durniu! On chciał wydać swoją pierworodną za najmłodszego syna barona Frennesa Golneha. Baron nie ma pieniędzy, tylko długi, rzeźnik nie ma tytułu, za to ma mnóstwo pieniędzy. Wydanie córki za synalka starej arystokracji ułatwiłoby mu starania o szlachectwo. Nie wiem co prawda, co tym wszystkim mistrzom gildii się pokręciło we łbach, ale teraz każdy z nich chce mieć tytuł i mieszkać w Wysokim Mieście. Nieważne. W każdym razie ty nie tyle zhańbiłeś jego kwiatuszek, ile zniszczyłeś jego marzenia, bo baron zerwał zaręczyny, a Deranys nie ma więcej córek na wydaniu.