Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
W końcu nadeszła pora na wymianę grzecznościowych pocałunków. Gdy Dziedziczka Tronu pochylała się nad Branletem, ten zarumienił się aż po same włosy, Perival zamrugał wstydliwie, Conail zaś obiecał, że nigdy już nie umyje cmokniętego przez Elayne policzka. Catalyn oddała zaskakująco niezdecydowany całus Dziedziczce Tronu, muskając jej policzek w taki sposób, jakby właśnie sobie uświadomiła, że przyzwala się wywyższać Elayne, po chwili wszakże pokiwała do siebie głową, a chłodna duma opadła na nią ponownie niczym płaszcz. Wreszcie całą czwórką zajęły się służące i pokojówki, które poprowadziły ich do apartamentów. Elayne miała nadzieję, że Pierwsza Pokojówka zdążyła przygotować pokoje na czas. Dyelin ponownie napełniła sobie puchar winem i ze znużonym westchnieniem usadowiła się na jednym z wysokich, rzeźbionych krzeseł.
— Zauważ, że mówimy o efektach mojej tygodniowej pracy. Zjechałam do Candraed, chociaż nie było mi po drodze. Nie sądziłam, żeby Danine umiała podjąć decyzję i godzinę zajęło mi przekonanie jej do moich racji, a przez następne trzy musiałam się powstrzymać przed obrażeniem jej. Odniosłam wrażenie, że ta kobieta wyleguje się w łóżku aż do samego południa, ponieważ nie potrafi postanowić, na którą stronę materaca opuścić nogi! Szczególnie że inne Głowy Dynastii dostrzegły sens mojego wywodu po kilku minutach przekonywania. Nikt z głową na karku nie ma ochoty ryzykować, że tron przejmie Arymilla.
Przez moment kobieta marszczyła brwi, łypiąc na swoje wino, potem wpatrzyła się ponuro w Elayne. Dyelin nigdy nie wahała się mówić tego, co myśli, nawet gdy wiedziała, że zdanie Dziedziczki Tronu znacznie się różni od jej opinii.
Tym razem najwyraźniej miała zamiar postąpić podobnie.
— Może błędem było określać te Kuzynki mianem Aes Sedai, nawet jeśli nie wypowiadałyśmy tego określenia głośno. Te kobiety pozostają w zbyt wielkim napięciu, co naraża nas wszystkie na niebezpieczeństwo. Dzisiaj rano bez żadnego znanego mi powodu pani Corly wpatrywała się długą chwilę w jeden punkt, otworzywszy usta niczym gęsiarka, która pierwszy raz w życiu weszła do miasta. Sądzę, że z trudem udało jej się utkać bramę, za pomocą której wróciłyśmy do Caemlyn. Wyobrażasz sobie, co by się stało, gdyby nas wtedy zawiodła... gdyby stworzony przez nią otwór nigdy nie zmaterializował się w powietrzu. Utknęłabym wówczas w towarzystwie Catalyn na Światłość jedna wie jak długi czas. Wstrętna dziewucha! Posiada niby bystry umysł i można by ją wiele nauczyć, ale ta mała żmija ma dwukrotnie ostrzejszy języczek niż inni przedstawiciele Domu Haevin.
Elayne zazgrzytała zębami. Wiedziała, jak uszczypliwi potrafią być Haevinowie. Cała rodzina słynęła ze swej złośliwości, wręcz się nią szczyciła! Catalyn więc oczywiście także nie pozwalała sobie w kaszę dmuchać. A Dziedziczkę Tronu zmęczyło już wyjaśnianie potencjalnych zagrożeń, które mogą przestraszyć kobietę z umiejętnością przenoszenia Mocy. W ogóle miała dość przypominania sobie o problemach, które usilnie starała się zignorować. Ta przeklęta latarnia morska wciąż płonęła na zachodzie. Niemal niewyobrażalna była zarówno ilość dzierżonej tam Mocy, jak i długość przenoszenia. Ktoś przenosił Jedyną Moc już od wielu godzin bez przerwy! Każdy, kogo Elayne znała, po tak długim przenoszeniu padłby już do tej pory z wyczerpania. I gdzieś tam przebywał też przeklęty Rand al’Thor, był w samym sercu tego szaleństwa. Elayne nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości! Rand żył, ale ponieważ wpakował ją w tę nieprzyjemną sytuację, miała ochotę dać mu w twarz. No cóż, nie widziała wprawdzie jego twarzy, lecz...
Birgitte postawiła srebrny puchar na bocznym stoliku tak gwałtownie, że wino chlusnęło we wszystkie strony. Jakaś praczka będzie się musiała mocno namęczyć, zanim zdoła usunąć plamy z rękawów kaftana kobiety Strażnik. Dobre kilka godzin zajmie jej też szorowanie i polerowanie bocznego stołu.
— Dzieciaki! — warknęła. — Ludzie będą umierać z powodu decyzji podejmowanych przez dzieci. A Conail jest najgorszy ze wszystkich! Słyszałaś go, Dyelin. Chce wyzwać mistrza Arymilli jak przeklęty Artur Jastrzębie Skrzydło! Nie, nawet Jastrzębie Skrzydło nigdy nie walczył z niczyim cholernym mistrzem i jako jeszcze młodszy chłopak od Lorda Northana wiedział, że głupotą jest polegać na przeklętym pojedynku... Conailowi zaś się zdaje, że potrafi zdobyć dla ciebie cholerny tron swoim przeklętym mieczem!
— Birgitte Trahelion ma rację — oświadczyła zawzięcie Aviendha. Dłonie zacisnęła mocno na fałdach spódnic. — Conail Northan to prawdziwy głupiec! Jak ktokolwiek może podążyć za tymi dziećmi i przyłączyć się wraz z nimi do tańca włóczni? Jak ktokolwiek mógłby ich poprosić o dowództwo?
Dyelin obrzuciła obie kobiety ostrym spojrzeniem, po czym postanowiła odpowiedzieć najpierw Aviendzie. Wydawała się jawnie rozbawiona strojem kobiety Aiel. Tyle że uprzednio bawił ją fakt, iż Aviendha i Elayne zaadoptowały się wzajemnie jako siostry, a jeszcze wcześniej śmiała się z wiadomości, że Dziedziczka Tronu na przyjaciółkę wybrała sobie przedstawicielkę Aielów. Tolerowała jakoś, że Elayne zdecydowała się włączyć pierwszą siostrę do kręgu swoich doradców, tym niemniej stale i na wszelkie możliwe sposoby tę swoją tolerancję podkreślała i o niej wspominała.
— Zostałam Głową Domu Taravin jako piętnastolatka, gdy mój ojciec zginął w potyczce podczas Altarańskich Marszów. Moi dwaj młodsi bracia zmarli w tym samym roku, walcząc z murandiańskimi złodziejami bydła. Słuchałam moich doradców, ale to ja wskazywałam jeźdźcom Taravinu, gdzie mają uderzyć. Przegoniliśmy wówczas z naszego kraju Altaran i Murandian, sugerując, żeby kradli gdzieś indziej. Czasem przychodzi pora i dzieci nagle muszą dorosnąć, Aviendho. I nie my o tym decydujemy, lecz historia. W takich momentach Głowa Dynastii, choć według wieku zaledwie chłopiec czy dziewczynka... musi przestać być dzieckiem! Co do ciebie, Lady Birgitte — kontynuowała bardziej cierpkim tonem — twój język jest... jak zawsze... drażniący. — Nie spytała, skąd kobieta Strażnik wie tak dużo o Arturze Jastrzębie Skrzydło, skąd ma informacje nieznane żadnemu historykowi, tym niemniej studiowała ją krytycznie. — Branlet i Perival będą otrzymywać wskazówki ode mnie, podobnie Catalyn, chociaż już żałuję czasu, który będę zmuszona spędzić z tą dziewczyną. Co do Conaila, nie pierwszy to młody człowiek, jaki uważa się za osobnika niezwyciężonego i nieśmiertelnego. Jeśli jako Kapitan-Generał nie potrafisz go utrzymać w cuglach, proponuję przed nim przemaszerować. Widziałam, jak ten młokos patrzył na twoje spodnie i wnioskuję, że pójdzie, gdzie każesz.
Elayne niemal się zatrzęsła, gdyż ogarniała ją czysta furia. W dodatku nie była to jej własna furia, lecz wściekłość Birgitte. Bardziej był to w każdym razie gniew Birgitte na Dyelin niż jej, Dziedziczki Tronu, gniew na Birgitte za rozlanie wina. I to również nie ona sama pragnęła spoliczkować Randa al’Thora, lecz Birgitte... Och, Elayne także tego pragnęła, lecz nie aż tak strasznie. O Światłości, więc także Conail wpatrywał się w Birgitte?