Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Naprawdę jest Kapitan-Generał Gwardii Królowej? — spytała Catalyn, wskazując na Birgitte, która właśnie wręczyła Dziedziczce Tronu wypełnioną nieznacznie zaciemnioną gorącą wodą filiżankę z cienkiej, niebieskiej porcelany. Dziewczyna mówiła w taki sposób, jakby kobiety Strażnik nie było w pomieszczeniu. Zanim Birgitte odeszła, uniosła brwi, jednak młodziutka Lady Catalyn jawnie miała praktykę w niedostrzeganiu tego, czego nie chciała widzieć. Nad pucharem z winem, który trzymała w pulchnej, dziecięcej rączce, unosił się ostro-słodki aromat przypraw. Do nędznej, udającej herbatę wody dodano zaś zaledwie parę kropel miodu.
— Tak, jest Kapitan-Generał, a także moim Strażnikiem — odrzekła uprzejmie. „Gotowa jak nigdy?!”. Dziedziczka Tronu chętnie polemizowałaby z tym określeniem. A dziewczyna prawdopodobnie uznała je za komplement. Zdaniem Elayne za swoje jawnie niegrzeczne zachowanie Catalyn powinna dostać rózgi, tyle że nie można karać Głowy danej Dynastii. Szczególnie gdy potrzebuje się jej wsparcia.
Catalyn łypnęła na dłonie Dziedziczki Tronu, jednakże pierścień w kształcie Wielkiego Węża nie zmienił jej chłodnej miny.
— Dali ci go? Nie wiedziałam, że wyniesiono cię do pełnej Aes Sedai. Myślałam, że Biała Wieża odesłała cię do domu. To znaczy... po śmierci twojej matki. A może z powodu panujących w Wieży kłopotów, o których stale słychać. Wyobraź sobie Aes Sedai sprzeczające się na rynku jak wiejskie baby. Ale jak ona może być generałem albo Strażnikiem bez miecza? Zresztą moja ciocia Evelle twierdzi, że kobiety powinny zostawić miecze mężczyznom. Nie podkuwasz sama konia, kiedy posiadasz kowala i nie mielesz własnego ziarna, jeśli masz młynarza. — Bez wątpienia dosłownie zacytowała słowa Lady Evelle.
Elayne zapanowała nad wyrazem twarzy, usiłując ignorować niemal nieskrywaną zniewagę.
— Mieczem generała jest armia, Catalyn. Gareth Bryne twierdzi, że generał, który używa innego ostrza, powinien zmienić pracę. — Nazwisko nie zrobiło chyba na dziewczynie żadnego wrażenia. A przecież nawet dzieci górników z Gór Mgły znały nazwisko Garetha Bryne!
U boku Dziedziczki Tronu pojawiła się nagle Aviendha. Uśmiechała się radośnie, jakby zachwycała ją możliwość pomówienia z młodą Lady Catalyn.
— Miecze nie mają żadnego sensu — potwierdziła słodko. Aviendha i słodki ton! Elayne nigdy nie przypuszczała, że jej pierwsza siostra tak umiejętnie potrafi udawać. Również ona miała w dłoni puchar z grzanym winem. Trudno było wszak oczekiwać, że przez cały dzień będzie piła gorzką herbatę tylko z siostrzanej sympatii. — Powinnaś nauczyć się władać włócznią. A także nożem i łukiem. Birgitte Trahelion mogłaby ci trafić z łuku w oczy z dwustu kroków. A może i z trzystu.
— Włócznią? — spytała nieśmiało Catalyn, po czym dorzuciła z nieznacznym niedowierzaniem w głosie: — W oczy? Mnie?
— Nie poznałaś jeszcze mojej siostry — wtrąciła Elayne. — Aviendha, to Lady Catalyn Haevin. Catalyn, oto Aviendha ze szczepu Dziewięć Dolin, z klanu Taardad. — Może powinna przedstawić ją inaczej, jednakże Aviendha przecież naprawdę była jej siostrą. Zresztą, nawet Głowa Dynastii musi się pogodzić ze statusem osoby mniej znaczącej niż siostra Dziedziczki Tronu. — Aviendha to kobieta Aiel. Uczy się na Mądrą.
Dziewczyna otworzyła szeroko usta, dolna warga jej opadła, podbródek osunął się niżej. W końcu wyglądała jak wyjęta z wody, łaknąca powietrza ryba. Elayne poczuła satysfakcję. Aviendha posłała jej lekki uśmieszek, zielone oczy kobiety Aiel zaiskrzyły się wesoło nad pucharem z winem. Dziedziczka Tronu zachowała powagę, choć miała ochotę odpowiedzieć szerokim uśmiechem.
Z pozostałymi gośćmi było jej dużo łatwiej, zresztą zachowywali się znacznie mniej denerwująco. Perivala i Branleta onieśmielił pierwszy pobyt w Caemlyn i w Królewskim Pałacu, toteż nie wypowiadali nawet dwóch słów, póki ktoś nie zagadnął któregoś z nich wprost. Z kolei Conail uznał za żart stwierdzenie, że Aviendha jest Aielem i roześmiał się hałaśliwie, czym o mało nie skłonił Aviendhy do wyjęcia zza pasa noża, co — na szczęście — również uznał za dowcip. Kobieta Aiel zachowywała tak lodowaty spokój, że w zwyczajnym stroju pewnie wyglądałaby na Mądrą, jednak w aksamitach mimo noża wydawała się bardziej damą dworu. Branlet wciąż rzucał ukośne spojrzenia w stronę Birgitte. Elayne dopiero po długiej chwili pojęła, że chłopiec przygląda się, jak jej Kapitan-Generał kroczy w butach na wysokich obcasach, w szerokich spodniach dobrze dopasowanych na biodrach, ale jedynie westchnęła. Na szczęście kobieta Strażnik niczego nie zauważyła, więc Dziedziczka Tronu — wiedząc o sile łączących je więzi — starała się ukryć swoje myśli. Birgitte lubiła prowokować mężczyzn i lubiła, gdy na nią patrzyli. Chodziło jej jednak o dorosłych mężczyzn, ma się rozumieć. Jednakże w tym momencie sprawie Elayne nie pomogłoby, gdyby jej Strażnik poklepała po tyłku młodego Branleta.
Wszyscy chcieli wiedzieć, czy Reanne Corly jest Aes Sedai. Nikt z tej czwórki nigdy wcześniej nie widział wprawdzie żadnej przedstawicielki sióstr, ale uważali Reanne za Aes Sedai, ponieważ potrafiła przenosić Moc oraz przemieściła ich wraz z ich zbrojnymi w jednej minucie na odległość setek mil. Była to dobra okazja na poćwiczenie wymijających odpowiedzi i uniknięcie prawdziwego kłamstwa, w czym Elayne pomógł pierścień w kształcie Wielkiego Węża, który miała na palcu. Kłamstwo od początku popsułoby jej stosunki z czwórką Głów Dynastii, z drugiej strony Dziedziczka Tronu nie chciała, ażeby do Arymilli dotarły pogłoski o pomocy Aes Sedai. Ma się rozumieć, cała czwórka chętnie zdradziła Elayne liczbę zbrojnych, których przywiedli z sobą; ogólnie żołnierzy było ponad trzy tysiące, prawie połowę z nich stanowili kusznicy lub halabardnicy, szczególnie przydatni na murach. Spora siła jak na cztery Domy — na dodatek zbrojnych gotowych na wezwanie przekazane przez Dyelin — chociaż prawda była taka, że w obecnych, niespokojnych czasach żaden Dom nie wypuszczał swojej Głowy bez odpowiedniej ochrony. Gdy tron pozostawał pusty, nierzadko zdarzały się porwania. Wszystko to powiedział Dziedziczce Tronu Conail. Ze śmiechem, gdyż tego młodzieńca wyraźnie wszystko bawiło. Branlet kiwnął głową i przeczesał ręką włosy. Elayne zastanowiła się, ile spośród jego licznych cioć, wujków i kuzynów wiedziało, że odszedł i co by zrobili, gdyby się dowiedzieli o jego nieobecności.
— Gdyby Dyelin była skłonna zaczekać kilka dni — dodała Catalyn — mogłabym sprowadzić ponad tysiąc dwustu ludzi. — Już po raz trzeci podkreślała, że przyprowadziła z sobą najliczniejszą grupę zbrojnych. — Posłałam wiadomość do wszystkich Domów, które złożyły przysięgę Haevin.
— A ja do wszystkich Domów wiernych Dynastii Northan — dorzucił Conail, oczywiście znów z szerokim uśmiechem. — Northan nie może wezwać tyluż zbrojnych, co Haevin czy Trakand... albo Mantear — powiedział, lekko się kłaniając Perivalowi — lecz gdy Orły wzywają, wszyscy konni ruszają do Caemlyn.
— W zimie nie dojadą zbyt szybko — zauważył cicho Perival, choć nikt go nie pytał. — Chyba należy założyć, że może będziemy musieli zadowolić się tym, co mamy.
Conail znów się roześmiał, szturchnął drugiego chłopca w ramię i kazał mu się rozchmurzyć, ponieważ jego zdaniem każdy, kto miał serce, z pewnością zmierzał teraz do Caemlyn, by wesprzeć Lady Elayne. Tymczasem Dziedziczka Tronu dokładniej przypatrzyła się Perivalowi. Niebieskooki młodzieniec przez długą chwilę wytrzymywał jej spojrzenie bez mrugnięcia, po czym nieśmiało odwrócił wzrok. Choć był bardzo młody, wiedział, na co się poważył, w każdym razie wiedział to lepiej niż Conail czy Catalyn, która znów podkreślała wyjątkową liczbę zbrojnych, których z sobą przywiodła. Przypomniała też, jak wielu Haevin może jeszcze wezwać. A przecież wszystkie obecne tu osoby — poza Aviendhą — wiedziały dokładnie, ilu każdy Dom potrafi zebrać dobrze wyszkolonych żołnierzy, obeznanych z halabardami lub pikami farmerów, którzy walczyli już wcześniej w jakiejś wojnie, a także wiejskich chłopów zwoływanych w największej potrzebie. No, przynajmniej znały prawie dokładne liczby. Lord Willin dobrze wychował młodego Perivala. Teraz Elayne musiała uważać, aby młodzieńca nie zmarnować.