Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Dyelin ogrzewała sobie ręce nad ogniem, lecz odwróciła się od paleniska, gdy Elayne i Aviendha weszły. Ta kobieta o mocnych rysach, delikatnych zmarszczkach w kącikach oczu i pasemkach siwizny w złotych włosach najwyraźniej nie chciała tracić czasu na przebieranie się po powrocie do pałacu, toteż nadal nosiła nieco ubłoconą podczas podróży suknię do jazdy konnej w głębokim odcieniu szarości. Właściwie się nie ukłoniła, jedynie lekko skłoniła głowę i nieznacznie ugięła kolana, choć bynajmniej nie zamierzała zachowywać się niegrzecznie. Całą biżuterię kobiety stanowiła mała, złota brosza ozdobiona Sową i Dębem Domu Taravin, przypięta do ramienia i stanowiąca jawny znak, że Głowa Dynastii Taravin nie potrzebuje żadnych innych symboli. Dyelin, podobnie jak Zaida, doskonale znała swoją wartość, a jednak pewnego dnia o mało nie umarła, udowadniając swoją lojalność wobec Dziedziczki Tronu.
— Moja Lady Elayne — zagaiła formalnie — mam honor przedstawić ci Lorda Perivala, Głowę Domu Mantear.
Ładny, złotowłosy chłopiec w prostym, niebieskim płaszczu oderwał się od spoglądania przez kalejdoskop o czterech okularach, umieszczony na pozłacanym stojaku wyższym od niego samego. Chłopiec miał w ręku srebrny puchar. Ze względu na młody wiek Perivala, Elayne żywiła nadzieję, że puchar zawiera niewiele wina albo wino nadzwyczaj mocno rozwodnione. Na jednym z bocznych stołów stało kilka tac zastawionych dzbankami i filiżankami. Oraz ozdobny imbryczek, który równie często napełniano wodą.
— Cała przyjemność po mojej stronie, moja Lady Elayne — zapiszczał, rumieniąc się. Wykonał wiarygodny ukłon mimo odrobinę niezdarnego panowania nad mieczem przypasanym do talii. Broń wydawała się dla niego o wiele za długa. — Dom Mantear opowiada się po stronie Domu Trakand.
Oszołomiona Dziedziczka Tronu odpowiedziała ukłonem, mechanicznie unosząc spódnice.
— Lady Catalyn, Głowa Domu Haevin — kontynuowała prezentację Dyelin.
— Elayne — mruknęła młoda, ciemnooka kobieta u jej boku, dotykając ciemnozielonych, rozciętych do jazdy konnej spódnic i lekko się pochylając. Może obmyśliła dygnięcie, a może jedynie zamierzała naśladować powściągliwość Dyelin. Albo nie chciała dotykać podbródkiem dużej, emaliowanej broszy, którą miała przypiętą przy wysokim kołnierzu sukni; brosza przedstawiała Błękitnego Niedźwiedzia — godło Dynastii Haevin. Włosy ukryła w srebrnej siatce, również przyozdobionej symbolem Błękitnego Niedźwiedzia, nosiła także wydłużony pierścionek z tymże godłem. Ilość biżuterii sugerowała prawdopodobnie jej przesadną dumę z własnej Dynastii. Mimo bijącej od lady chłodnej arogancji trudno ją było właściwie już nazwać kobietą, jej policzki nadal pozostawały bowiem zaokrąglone i tłuściutkie jak u dziecka. — Haevin staje oczywiście po stronie Trakand, w przeciwnym razie nie byłoby mnie tutaj.
Dyelin zacisnęła nieznacznie usta i posłała dziewczynie twarde spojrzenie, którego Catalyn wydawała się nie dostrzegać.
— Lord Branlet, Głowa Domu Gilyard.
Kolejny chłopiec z niesfornymi, czarnymi lokami, w zielonym stroju przyozdobionym złotym haftem na rękawach, pospiesznie odstawił puchar z winem na boczny stolik. Wyraźnie wolał, ażeby nikt nie widział go z trunkiem. Młokos miał niebieskie oczy, zbyt wielkie jak na jego drobną twarzyczkę, a podczas ukłonu o mało nie potknął się o własny miecz.
— Mam przyjemność powiadomić, że Dom Gilyard staje po stronie Domu Trakand, Lady Elayne. — W połowie zdania głos chłopca opadł z sopranu do basu, a on sam zarumienił się jeszcze mocniej niż Perival.
— Oraz Lord Conail, Głowa Domu Northan.
Conail Northan uśmiechnął się nad obrzeżem srebrnego pucharu. Był wysoki i szczupły, nosił szary płaszcz, z którego już wyrósł, toteż zbyt krótkie rękawy nie skrywały jego kościstych przegubów. Młodzieńca charakteryzował ujmujący, szeroki uśmiech, wesołe, brązowe oczy i nos przywodzący na myśl orli dziób.
— Ciągnęliśmy słomki dla ustalenia kolejności przedstawiania i ja wyciągnąłem najkrótszą, więc jestem ostatni. Northan staje po stronie Trakand. Nie możemy pozwolić tak głupiej osobie jak Arymilla na objęcie tronu. — Dobrze sobie radził z mieczem i przynajmniej on jeden osiągnął pełnoletniość, choć dopiero kilka miesięcy temu ukończył szesnaście lat. Uwadze Elayne nie umknęły jego wysokie buty z wywiniętymi cholewami i srebrnymi ostrogami.
Ich młodość nie mogła niewątpliwie stanowić żadnego zaskoczenia, Dziedziczka Tronu oczekiwała jednak, że zarówno Conail, jak i inni przybędą ze starszymi od siebie, zaglądającymi im przez ramię doradcami. W pomieszczeniu wszakże nie było nikogo poza czwórką dzieci, Dyelin i Birgitte, która przed wysokimi łukowatymi oknami stała z ramionami założonymi na piersi. W jaskrawym świetle południowego słońca, wpadającego przez szyby w oknie z kwaterami, Strażnik wyglądała na niezadowoloną.
— Trakand wita was wszystkich i ja was wszystkich witam — oświadczyła Elayne, starając się ukryć konsternację. — Nie zapomnę o waszym poparciu i Trakand o nim nie zapomni. — Najwyraźniej nie do końca udało jej się zamaskować zmieszanie, gdyż Catalyn zacisnęła usta, a jej oczy zalśniły.
— Jeśli naprawdę musisz to wiedzieć, Elayne, powiem ci, że już wyrosłam z opieki doradców — oznajmiła sztywno. — Mój wuj, Lord Arendor, powiedział w Święto Świateł, że jestem gotowa jak nigdy i jeszcze w tym roku mogę zacząć samodzielnie podejmować wszystkie decyzje. Sądzę, co prawda, że chciał zyskać w ten sposób tylko więcej czasu dla siebie. Może teraz częściej jeździć na polowania, póki ma jeszcze na to dość sił. Zawsze uwielbiał polować, a ostatnio szybko się starzeje. — Ponownie udała, że nie widzi marsowej miny Dyelin. Arendor Haevin i Dyelin byli mniej więcej w tym samym wieku.
— Ja również nie mam opiekuna — stwierdził niepewnie Branlet głosem niemal równie wysokim jak głos Catalyn.
Dyelin posłała mu współczujący uśmiech i odgarnęła mu z czoła włosy, które natychmiast ponownie opadły.
— Mayv jeździła sama, tak jak lubiła, aż nagle jej koń wpadł do świstaczej dziury — wyjaśniła cicho. — Gdy ją znaleziono, było już za późno. Przez jakiś czas... dyskutowano... kto ma zająć jej miejsce.
— Sprzeczają się od trzech miesięcy — szepnął Branlet. Przez chwilę wyglądał jeszcze młodziej od Perivala. Prawdopodobnie cała czwórka próbowała znaleźć własną drogę, bez doradców wskazujących odpowiedni kierunek. — Nie przekazuję mojej opinii wszystkim, ale tobie wyznam. Będziesz Królową.
Dyelin położyła rękę na ramieniu Perivala, który się wyprostował, chociaż nadal pozostał od niej niższy.
— Lord Willin miał przybyć wraz z Lordem Perivalem, jednak ma już swoje lata, a poza tym leży powalony przez chorobę. Starość wszystkich nas w końcu dopada. — Zerknęła na Catalyn, ale dziewczyna z wydętymi wargami wpatrywała się teraz uważnie w Birgitte. — Willin prosił ci przekazać życzenia powodzenia, a przysłał także młodzieńca, którego traktuje jak swojego syna.
— Wuj Willin kazał mi strzec honoru Mantear i Andoru — dodał Perival głosem tak poważnym, na jaki może się zdobyć wyłącznie dziecko. — Będę się starał, Elayne. Będę się bardzo, bardzo starał.
— Jestem pewna, że ci się uda — odparła Dziedziczka Tronu, usiłując się zdobyć na ton najcieplejszy z możliwych. Miała ochotę wygonić całą czwórkę z pomieszczenia i zadać Dyelin kilka niezwykle istotnych dla siebie pytań, niestety nie mogła tego zrobić, przynajmniej nie od razu. Niezależnie od młodego wieku, każdy z tych młodych ludzi zasiadał obecnie na Wysokim Tronie swojej Dynastii i pełnił funkcję Głowy potężnego Domu, toteż Elayne musiała im najpierw zaproponować przekąskę i odbyć z każdym przynajmniej krótką rozmowę. Dopiero później może im zasugerować przebranie się po podróży i odświeżenie.