Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Zajmij się nimi w dużym salonie do czasu, aż będę mogła do was dołączyć, Birgitte. — Mały salon wystarczał dla Zaidy, a Dziedziczka Tronu miała nadzieję, że Mistrzyni’ Fal nie uznała pobytu w nim za afront, Głowy czterech Dynastii zasługiwały wszakże na coś więcej. — I poproś Pierwszą Pokojówkę o przygotowanie gościnnych apartamentów. — Apartamentów! O Światłości! Aby zrobić miejsce, Atha’an Miere będą musiały jak najszybciej opuścić zajmowane obecnie pokoje. Do czasu swego odejścia przedstawicielki Ludu Morza zamiast po dwie, będą musiały sypiać po trzy. — Essande, założę chyba zielony jedwab z szafirami. I szafiry we włosy. Duże szafiry.
Birgitte wyszła, nadal zakłopotana i zdenerwowana. Z jakiej przyczyny tak się czuła? Chyba nie sądziła, że z powodu sprawy Zaidy powinna pozwolić Dyelin czekać w nieskończoność? O Światłości, Elayne zaintrygowało zakłopotanie jej Strażnika. Więź znowu ją zirytowała. Ta ciągła wymiana emocji zaczynała się robić niebezpieczna! Gdy za Birgitte zamknęły się drzwi, Essande ruszyła do najbliższej szafy po suknię. Uśmiechu staruszki nie można było nazwać inaczej jak triumfalnym.
Patrząc na Aviendhę, która machnięciem ręki odprawiła Naris wraz z jej grzebieniem, a później sama włożyła sobie na głowę ciemnoszarą chustę, by związać nią włosy z tyłu, Elayne się uśmiechnęła. Dzięki przyjaciółce mogła zapomnieć zarówno o więzi, jak i o innych kwestiach.
— Może tym razem powinnaś włożyć jedwabie i klejnoty, Aviendho — zaproponowała z łagodnym przytykiem w tonie. — Dyelin nie będzie oczywiście miała nic przeciwko twojemu strojowi, jednak inni nie są przyzwyczajeni do Aielów. Mogliby pomyśleć, że zabawiam stajenną.
Zamierzyła to stwierdzenie jako żart — stale dowcipkowały o ubraniach, a Dyelin patrzyła na Aviendhę z ukosa niezależnie od stroju kobiety Aiel — jednakże pierwsza siostra zmarszczyła brwi, spoglądając na ustawione pod ścianą szafy, potem skinęła głową, zdjęła chustę i położyła ją obok siebie, na pikowanej poduszce.
— No cóż, rzeczywiście chcę wywrzeć wrażenie na Głowach tych Dynastii. Nie sądź jednak, że już zawsze będę się tak ubierać. Po prostu wyświadczam ci przysługę.
Jak na osobę „jedynie” wyświadczającą przysługę, Aviendha ślęczała nad ubraniami wyjętymi przez Essande zbyt długo i ze zbyt wielkim zainteresowaniem, w końcu jednak zdecydowała się na granatowy aksamit zdobiony zielenią oraz na srebrną siatkę podtrzymującą włosy. Te stroje uszyto właśnie dla Aviendhy, kiedy zjawiła się w Caemlyn, tyle że do tej pory kobieta Aiel unikała ich, jakby roiło się w nich od pająków i skorpionów. Teraz, gładząc rękawy włożonej sukni, Aviendha zawahała się, o mało nie rozmyśliła i nie zdjęła stroju, w końcu wszakże pozwoliła Naris pozapinać małe, perłowe guziki. Odrzuciła ofertę Elayne i nie przyjęła szmaragdów, które wspaniale pasowałyby do sukni, zatrzymała jednak swoje naszyjniki ze srebrnych płatków śniegu i ciężką bransoletkę z kości słoniowej, choć w ostatniej chwili przypięła do ramienia bursztynowego żółwia.
— Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać — oświadczyła.
— Lepiej się zabezpieczyć, niż później żałować — zgodziła się z nią Elayne. — Pięknie ci w tych kolorach.
To była prawda, jednak Aviendha się zarumieniła. Przyjmowała jako zasłużone komplementy na temat własnej celności w strzelaniu z łuku lub szybkości, z jaką potrafiła biegać, ale z trudem godziła się na sugestie, że jest piękna. Aż do niedawna zupełnie ignorowała swój wygląd.
Essande z dezaprobatą potrząsnęła głową, nie wiedziała bowiem, że broszka jest angrealem. Chodziło jej tylko o to, że bursztynowy odcień gryzie się z niebieskim aksamitem. A może nie podobał jej się nóż z rogową rękojeścią, który Aviendha wsunęła za zielony, aksamitny pas. Siwowłosa staruszka upewniła się wszakże, iż Elayne przypięła sobie do pasa ze złotego splotu mały sztylet z szafirami na pochwie i głowicy. Dziedziczka Tronu musiała wyglądać idealnie, jeśli chciała zyskać aprobatę Essande.
Rasoria znieruchomiała, zaskoczona widokiem Aviendhy wchodzącej do przedsionka w aksamitnej sukni z wysokim kołnierzem. Gwardzistki nigdy wcześniej nie widziały jej w stroju innym niż typowy dla Aielów. Aviendha zerknęła na nie spode łba, chociaż wcale się z niej nie śmiały, po czym zdecydowanym ruchem chwyciła za rękojeść wsuniętego za pasek noża, na szczęście jej uwagę przyciągnęła przykryta obrusem taca, która stała na długim, bocznym stole pod ścianą. Gdy się ubierały, dostarczono najwyraźniej południowy posiłek dla Elayne. Aviendha odgarnęła obrus w niebieskie paski i starała się zainteresować Dziedziczkę Tronu jedzeniem, uśmiechając się, podkreślając potencjalną słodycz gulaszu z suszonych śliwek i rozpływając się nad kawałkami wieprzowiny w ziarnistej papce. Ta ostatnia potrawa nie wyglądała jednak szczególnie kusząco. W tym momencie Rasoria odchrząknęła i zauważyła, że w większym salonie apartamentu piękniej płonie ogień. Dodała, że będzie bardziej niż szczęśliwa, jeśli zaniesie tam tacę dla Lady Elayne. Wszyscy starali się pilnować, aby Dziedziczka Tronu odpowiednio się odżywiała, jednakże słowo „odpowiednio” postrzegali w bardzo osobliwy sposób. Taca stała tu od pewnego czasu, toteż papka zmieniła się w zakrzepłą masę, która prawdopodobnie tkwiłaby w misce, nawet gdyby odwrócić naczynie do góry dnem!
Na Elayne oczekiwały wszak Głowy czterech Domów. Goście czekali już zbyt długo! Dziedziczka Tronu przypomniała o tym obu kobietom, dodała jednak, że jeśli któraś z nich jest głodna, może coś zjeść. Właściwie dała im do zrozumienia, iż wręcz nalega, ażeby zasiadły do jedzenia. Aluzja wystarczyła. Aviendha wzruszyła ramionami, po czym natychmiast opuściła obrus na potrawy, Rasoria również nie marnowała więcej czasu.
Do dużego salonu trzeba było przejść niedługi odcinek lodowatego korytarza, w którym oprócz nich poruszały się jedynie jaskrawe, zimowe draperie ścienne, jednakże Gwardzistki utworzyły wokół Elayne krąg, Aviendha zaś pełniła straż. Zachowywały się tak ostrożnie, jakby spodziewały się tutaj trolloków! Dziedziczka Tronu z trudem przekonała Rasorię, że nie istnieje potrzeba przeszukania salonu przed jej wejściem. Gwardzistki jej służyły i słuchały, tym niemniej zobowiązały się zapewniać jej całkowite bezpieczeństwo i potrafiły być straszliwie uparte w kwestii tego ostatniego obowiązku, a Birgitte niemal nie umiała postanowić, czy w danym momencie ma być Strażnikiem, Kapitan-Generał czy starszą siostrą. Ze względu na niedawne zdarzenie z Zaidą, Rasoria o mało nie poleciła czekającym wewnątrz lordom i lady zdeponowanie u niej wszelkiej broni! Na szczęście stanowczość Elayne w sprawie jedzenia nieco zmieniła sytuację. Po krótkiej sprzeczce Dziedziczka Tronu i Aviendha przeszły szerokie wejście razem i tylko we dwie. Uczucie satysfakcji nie ogarniało wszakże Dziedziczki Tronu zbyt długo.
W tym wielkim salonie bez problemów można było ugościć tuziny ludzi. Ciemna boazeria na ścianach, pokryte dywanami kafle podłogowe, krzesła z wysokimi oparciami ustawione w kształcie podkowy przed dużym kominkiem z białego, poprzecinanego delikatnymi czerwonymi żyłkami marmuru. Tu Elayne przyjmowała ważnych dostojników z większymi honorami niż w sali audiencyjnej, gdyż pomieszczenie zapewniało spotkaniom doskonałą intymność. Płomień tańczący na drwach w kominku nie zdążył jeszcze ogrzać chłodnego powietrza, chociaż na pewno nie z tego powodu Elayne poczuła się, jakby ktoś uderzył ją nagle w żołądek. Zrozumiała teraz zakłopotanie Birgitte.