Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 152
Перейти на страницу:

– Nie jest zła. – Uzdrowicielka badała olbrzymie sińce na brzuchu wojownika. – Tylko przestraszona. Jej mąż pojechał na wojnę, której nie byłoby, gdybyście nie wrócili. Wiele razy ruszała z nim do walki i nie znam lepszej łuczniczki, na dwieście kroków trafia w pełnym cwale w cel wielkości głowy. Chce być przy nim, dołączyć własny łuk do jego topora, ale nie może. Sahrendey wierzą, że dusza wroga zabitego w walce może wejść w ciało nienarodzonego, by się mścić. Więc są takie momenty w życiu ich kobiet, gdy trzymają się z dala od pól bitewnych.

Mężczyzna jęknął, zacharczał pod jej dotykiem. Próbował się poruszyć. Uzdrowicielka pokręciła głową wyraźnie zmartwiona.

– Dlatego nie jest zadowolona, że kazał go tu przywieźć, i dlatego kazała umieścić go w tym namiocie. – Wskazała na rzeźbiony słup. – Duchy przodków rodu, wędrujące w ziemi, nie dopuszczą, by duch tego mężczyzny zagroził dziecku. Ale najbardziej boi się, że on może zginąć. Że nie wróci. Że trafi go strzała albo oszczep, że stratują go konie albo padnie od miecza. Bądź wyrozumiała dla strachu ciężarnej kobiety.

Ranny wyglądał kiepsko. Nie udało im się usunąć skrzepu zlepiającego mu włosy, twarz nadal przypominała kawał mięsa, a rana na piersi krwawiła tak, że bandaże zdążyły już przybrać barwę jasnego karminu. Key’la słuchała wywodu Meekhanki, ale jej myśli krążyły wokół łucznika. Kim był, z jakiego rodu, ile miał lat?

– Słyszysz mnie?

– Tak. – Pokiwała głową. – Nie jest zła. Tak naprawdę otaczają mnie sami dobrzy ludzie. Jej mąż też nie jest zły, tylko z nudów pojechał zabijać moich krewnych, a jak mu rozkażą, wyda mnie w ręce Se-kohlandczyków. Właściwie mam szczęście.

Spojrzała na uzdrowicielkę, spodziewając się zmieszania albo rozdrażnienia. Dorośli często tak reagowali, gdy okazywała się bardziej wygadana, niż przystoi dziewięcioletniej dziewczynce.

Napotkała jednak wzrok, w którym rozbawienie mieszało się ze smutkiem.

– To są dobrzy ludzie. Uczciwi wobec sąsiadów, wierni wobec przyjaciół, unikają zbędnych okrucieństw i dotrzymują danego słowa. Cóż więcej trzeba, by być dobrym człowiekiem? A jacy są twoi bliscy? Nie... nie mów, przecież obie to wiemy. A jednak przysięgi złożone wiele lat temu pchną ich do wojny, której by nie było, gdybyście nie wrócili. Mimo obietnic spalenia waszych wozów, w głębi ducha chyba liczyli na to, że już się tu nie pojawicie.

– Co im takiego zrobiliśmy? Co takiego właściwie zrobiliśmy?

Uzdrowicielka pokręciła głową.

– Nie wiem. Nawet między sobą rzadko o tym rozmawiają, i nigdy przy niewolnicy. Ale jak już ci mówiłam, Sahrendey gardzą wami i woleliby, żebyście nigdy nie weszli im w drogę. Dopiero zaczynają być rozgniewani, żar ich gniewu dopiero wydostaje się spod grubej skorupy popiołu, ale wierz mi, gdy już wybuchnie, niebo zapłonie. A wy? Dlaczego ich nie lubicie?

Key’la wbiła wzrok w leżącego.

– Nie wiem – wyszeptała. – Nie powiedzieli mi... nie mówi się takich rzeczy dzieciom. Mama... miała mi opowiedzieć o Krwawym Marszu, jak skończę dwanaście lat. Ale teraz... nie wiem...

Śmiech Meekhanki był cichy i szczery, lecz zabarwiony odrobiną goryczy.

– Widzisz? Dwie niemające pojęcia o co chodzi dziewczyny próbują ocenić, czy ta wojna ma sens. W oczach Wielkiej Matki żadna wojna nie ma sensu, ale ona rozumie, że czasem trzeba się bić. To dość swobodna interpretacja Trzeciej Księgi Życia i moja przełożona w klasztorze zmyłaby mi za nią głowę, ale czasem tak to wygląda. Gdy człowiek wyjdzie zza murów albo gdy go stamtąd wywloką, zaczyna patrzeć na świat inaczej. Czasem dobrzy ludzie walczą z innymi dobrymi ludźmi, więc...

Na zewnątrz załomotały kopyta, wybuchły okrzyki. Uzdrowicielka poderwała się, jednym susem znalazła się przv wyjściu.

– Przywieźli naszych rannych. Muszę iść. Pilnuj go, ale nie dawaj nic do picia, ma uszkodzone jelita.

I znikła za zasłoną.

Key’la została sama z mężczyzną. Oddychał ciężko, z miazgi, gdzie znajdował się kiedyś jego nos, wydostawały się krwawe banieczki. Bandaż na piersi zrobił się lepki.

Przez dłuższą chwilę siedziała przy nim nieruchomo, dopiero teraz wyraźnie odczuwając własne rany. Zapomniała o nich, zajęta opieką nad wojownikiem, ale one nie znikły. Trudno. W porównaniu z jego stanem wywinęła się kilkoma zadrapaniami. Pogładziła go delikatnie po głowie, po czym ostrożnie położyła się obok i przytuliła, nie zważając, że brudzi ubranie krwią. Zapłakała, cicho, jak w rodzinnym wozie.

Dobrzy ludzie zabijają dobrych ludzi.

Nie tak wygląda świat w opowieściach bardów.

Zasnęła.

Rozdział 6

Obudził ją jęk i nagłe poruszenie. Ranny próbował wstać. Zerwała się, napotykając rozgorączkowane, pełne zagubienia spojrzenie człowieka, który nie wie, gdzie jest i co się z nim dzieje.

Przykucnęła natychmiast, mimo protestu obolałych mięśni i ostrzegawczego zawrotu głowy.

– Nie ruszaj się. Leż, bo sobie zrobisz krzywdę.

Zareagował na anaho, wlepiając w nią zdumiony wzrok.

– Jesteś ciężko ranny. Nie próbuj mówić.

Nie posłuchał, spróbował, a oczy pociemniały mu z bólu i jęknął tak, że prawie stanęło jej serce.

– Mówiłam. Leż spokojnie, bo będzie gorzej. Wiem coś o tym.

Prześlizgnął się wzrokiem po jej sińcach i znieruchomiał.

– Dobrze. Staraj się oddychać płytko. – Nieśmiertelne w takich sytuacjach „wszystko będzie dobrze” nie chciało jej przejść przez gardło. – Możesz mówić w av’anaho?

Uniósł lekko prawą rękę.

„Mogę”. „Kim jesteś?”.

Dłoń mu drżała, ale znaki dawały się zrozumieć.

– Key’la. Key’la Kalevenh.

„Córka En’leyd”.

– Tak.

Wydawało się, że w jego oczach dostrzega rozbawienie.

„Ojciec się zdenerwował”. „Bracia też”. „Widziałem, jak walczą”.

Av’anaho nie było stworzone do długich opowieści, ale czasem kilka słów wystarczy. Jak walczą... Zamrugała.

– Żyją.

„Mocno żyją”. „Walczą mocno”. „Inni też”. „Kundle uciekają”. „Wygrywamy”.

Odwróciła wzrok, żeby nie wyczytał w jej twarzy niemego oskarżenia. Wygrywamy? To co tutaj robisz, wojowniku?

Domyślił się jednak, o co jej chodzi, bo najpierw delikatnie dotknął jej ręki, a potem, gdy spojrzała na jego dłoń, ta zatańczyła.

„Zrobiliśmy błąd”. „Za daleko pojechaliśmy”. „Było ciemno”. „Zasadzka”.

– Wiesz, kto cię schwytał?

Musiał wyczuć napięcie w jej głosie, bo zamarł.

„Nie”, padło po chwili.

– Glyndoi.

Dłoń zamarła i przez chwilę leżała nieruchomo. Przeniosła wzrok na jego twarz, zapuchnięte oczy wyglądały jak studnie.

– Oni już tu są razem z resztą Sahrendey. Będą mieli ze czterdzieści tysięcy konnych. Yawenyr podobno znajduje się ledwo dzień drogi stąd z całą swoją gwardią, Kaileo Hynu Lawyo jest jakieś trzy dni za nim. Zawyr Heru Lom też już tu spieszy. Oni wiedzą czekają na nasz obóz. Cofają się, żeby wciągnąć go w pułapkę. Między wzgórzami a rzeką nie będzie już gdzie uciekać. A potem zajmą się pozostałymi karawanami. Jedną po drugiej – powtórzyła to, co usłyszała od uzdrowicielki, najlepiej jak umiała. – Nie wygrywacie. Idziecie na rzeź.

Jego dłoń zadrżała i pokazała kilka znaków.

„Mordercy”. „Zdrajcy”. Potem był znak, którego nie rozpoznała, więc z pewnością należał do tych, których nie powinno się pokazywać małym dziewczynkom.

1 ... 104 105 106 107 108 109 110 111 112 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)