Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 152
Перейти на страницу:

Gdy reszta oddziału, eskortująca konie i kobiety, dotarła na miejsce, większość żołnierzy spała już snem sprawiedliwych. Szósta stała na warcie, odebrała nagrodę i obiecała, że podzieli się z Drugą, która ponoć przegrała wyścig o włos. Kenneth zostawił dziewczyny w obozie i zarządził szybki, pięciomilowy bieg dla nieparzystych dziesiątek. Dwie i pół mili w głąb jaru i z powrotem. Nagroda jak poprzednio.

Siódma miała najwięcej szczęścia albo najlepszych biegaczy.

Po raz pierwszy od wielu godzin cała kompania spała jak zabita, a rankiem Kenneth miał z powrotem pełnowartościowy oddział. Następny umowny wieczór spędzili na zawodach w przeciąganiu liny, zapasach i wyścigach. Nawet psy wzięły udział w zabawie. Jeśli cokolwiek w tej krainie miało uszy, to słysząc dzikie wrzaski siłujących się ludzi i szczekanie psów, zapewne uznało, że należy trzymać się z dala od tych demonicznych bestii.

Wciąż szli wzdłuż kamiennej drogi i wciąż na coś czekali. Ruch, atak, próbę odbicia lub zabicia hrabianki. Jeśli wnioski, które wyciągnęli z opowieści Laiwy i dziewczyn, były właściwe, ta wędrówka powinna wreszcie mieć swój kres.

* * *

Noc minęła spokojnie. To znaczy spokojnie jak na stan, w którym się znajdowała. Ból powrócił, ale nie tak wściekły jak poprzednio, czasem udawało jej się zasnąć, czasem budziła się nagle, zwłaszcza gdy próbowała przewrócić się na bok.

Dręczyło ją pragnienie. Oprócz kilku łyków mleka nie miała w ustach niczego od kolacji, którą zjadła tuż przed porwaniem. Nie pomyślała o tym, żeby poprosić Tsaeran o coś do picia, a pobieżne przeszukanie namiotu zakończyła w chwili, gdy walnęła się spuchniętym kolanem o jakąś pakę i omal nie zemdlała.

Po tym wydarzeniu przeleżała prawie do świtu i zasnęła w chwili, gdy zmęczenie wygrało z cierpieniem.

Obudziło ją delikatne dotknięcie. Uzdrowicielka siedziała obok i wpatrywała się w twarz Key’li z dziwną miną.

– Szukają cię.

Przez chwilę szalona nadzieja zatańczyła jej w piersi, ale zgasła, gdy zrozumiała, co właściwie widzi w oczach Meekhanki. Troskę.

– Se-kohlandczycy? – domyśliła się.

– Tak. Kyh Danu Kredo zażądał, żebyśmy cię wydali. Ale wszyscy posłowie, którzy wczoraj byli w jego obozie, wyjechali na zachód, na spotkanie waszych rydwanów, a nikt nie wie, który z nich właściwie cię zabrał.

– Jak to nikt? Na pewno ktoś...

– Ciii. – Tsaeran położyła palec na ustach i uśmiechnęła się szelmowsko. – Nikt w TYM obozie tego nie wie. Zapewniam cię. A przed bitwą Danu Kredo nie zaryzykuje zaczepki z tak nieistotnego powodu. Ale potem – troska wróciła – gdy twoi ludzie przeleją krew naszych... Może się okazać, że niechęć do tych kozich smarków jest mniejsza niż do Wozaków. Przed jutrzejszym dniem powinnam cię przenieść do mojego namiotu, i to tak, żeby nikt nie widział. Potem niech szukają. Chcesz pić?

Nie czekając na odpowiedź, z bukłaka nalała do maleńkiego kubeczka odrobinę wody, po czym wetknęła w nią kawałek słomki.

– Pij przez to. To jedyny sposób, żebyś piła małymi łykami. Następną porcję dam ci za chwilę.

Key’la wysączyła całą wodę w mgnieniu oka, mając wrażenie, że było jej tyle co w naparstku. Oblizała wargi.

– Jeszcze.

– Poczekamy chwilę. Nadal nie podoba mi się twój brzuch. Zwłaszcza te siniaki z lewej strony. Sikałaś znów?

– Nie mam czym.

– Widziałam ludzi z takimi brzuchami, którzy opijali się wodą, a po chwili umierali, wyrzygując krwawą flegmę. Ci, którzy powstrzymywali się od picia, czasem żyli dłużej. Sądzę, że tych pierwszych zabijały skurcze przy wymiotach, które pogłębiały obrażenia trzewi. Dlatego wolałam zaczekać z podaniem ci wody.

– Mogłaś mi powiedzieć. – Key’la nie odrywała wzroku od kubka, w którym znów znalazło się odrobinę płynu.

– I okręcić wszystkie twoje myśli wokół pragnienia? Ciekawy pomysł. Mdli cię? Czujesz skręt kiszek?

– Nie.

– No to pij. Przez słomkę.

Napełniła kubek jeszcze kilka razy, za każdym nalewając odrobinę więcej wody, aż w końcu mały bukłak został opróżniony. Key’la poczuła się odrobinę lepiej. Na tyle, że ból znów stał się najważniejszą częścią jej życia.

Powtórzyły wczorajsze oględziny i nacieranie maścią. Część siniaków przybrała niebieskozielony odcień, za to opuchlizna na kolanie jakby się zmniejszyła.

– Dobrze. – Uzdrowicielka wyglądała na zadowoloną. – Jaki to ból, gdy próbujesz chodzić?

– Jakby... skrzypiący.

– Skrzypiący? Dobre. Przyniosę później maść, która zmniejszy opuchliznę, i zabandażujemy kolano. Za jakiś czas powinno być jak nowe.

– Nie można wcześniej?

– Nie. Mam swoje zajęcia, a taka maść sama się nie zrobi. Głodna?

Pytanie. W kilku kęsach pochłonęła porcję zimnej papki o smaku suszonej wołowiny i oblizała wargi, wypatrując reszty. Meekhanka nie spuszczała z niej wzroku.

– Co wymyśliłaś? – rzuciła nagle, nakładając jej kolejną łyżkę.

Key’la zamarła w pół ruchu. To aż tak widać?

– Nic.

Niebieskie oczy zmrużyły się kpiąco.

– Nic? Wczoraj była w tobie jedna wielka dziura. O tu. – Dotknęła piersi dziewczynki na wysokości serca. – Przywieźli cię na koniu, więc jeśli dobrze rozumiem wasze zwyczaje, nie należysz już do Verdanno. Ale byłaś twarda. Nie płakałaś nawet wtedy, kiedy bili cię i kopali, ani wtedy, gdy rozmawiałaś z moim amenray. Łzy popłynęły, dopiero gdy wspomniałaś braci. Mogłaś myśleć tylko o tym, że być może ktoś z twojej rodziny zginął, a ty i tak nie możesz wrócić i przekonać się, co z nimi. To, co cię najbardziej dręczyło, to wcale nie złamania i siniaki, tylko rany ducha. A teraz? Masz iskierki w tych czarnych ślepiach, wrócił ci apetyt i aż się rwiesz do... Powiesz mi do czego? Dlaczego nagle spieszy ci się do wyleczenia kolana? Dokąd się wybierasz?

Key’la odebrała z jej rąk kolejną porcję papki i zaczęła jeść, demonstracyjnie wpatrując się w miskę.

– Nie chcesz, nie mów. Ale ten namiot należy do Amureha Womreysa z Klanu Złamanego Kła, dowódcy Wilków, i nikt tu nie wejdzie bez jego pozwolenia. Jeśli go opuścisz, znajdziesz się poza jego ochroną.

– Nie potrzebuję jego ochrony.

– To dobrze, bo on nie jest zainteresowany, by ci jej udzielać. Widziałam to w jego oczach, tak samo czarnych i dzikich jak twoje. I lepiej...

Zasłona pełniąca funkcję drzwi uchyliła się, szarpnięta wściekle. Do namiotu weszła wysoka kobieta o najpiękniejszych włosach, jakie Key’la widziała w życiu. To pierwsze rzucało się w oczy. Sięgały poniżej pośladków, były gęste i błyszczały jak barwiony na czarno jedwab. Dopiero potem uwagę przyciągały mroczne, podkreślone ciemnym tuszem oczy, wargi, które musiały być czymś pociągnięte, bo takiej czerwieni nie mają naturalne usta, i kilkadziesiąt małych kółek w uszach. Prawdziwa dzikuska. Żadna kobieta Verdanno nie umalowałaby się tak, nie ozdobiła taką ilością kolczyków ani nie zapuściła takich włosów.

Na jej widok uzdrowicielka zerwała się na nogi.

– Ueneya. – Ukłoniła się lekko, ale z wyraźnym szacunkiem.

Kobieta zignorowała ją całkowicie, stała po prostu przez chwilę w wejściu i wpatrywała się w Key’lę. A dziewczynka, choć bardzo starała się wyglądać godnie, czuła, jak z każdym uderzeniem serca opuszcza ją pewność siebie. Oczy kobiety były tak beznamiętne, jakby miała przed sobą kawałek drewna. Trudno rzucić wyzywające spojrzenie komuś, kto patrzy na ciebie jak na przedmiot.

– Widzę, że karmisz ją naszym mięsem i poisz naszą wodą.

1 ... 102 103 104 105 106 107 108 109 110 ... 152
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)