Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— Twoi ludzie są więcej warci niż szable i łuki, które dzierżą w garści — kontynuował dowódca niewolników.
— Już o tym mówiliśmy. — Laskolnyk wzruszył ramionami. — Są. A podjęliśmy walkę, bo nie było wyboru. Nie traktujcie tego jak oficjalnej pomocy Imperium.
— Prawda, nie było i nie potraktujemy. — Pore Lun Dharo też pochylił się nad stołem, uśmiechnął krzywo. Błyskawice wytatuowane na jego piersi wychynęły zza kamizelki krwawym śladem. — Gdybyście mieli okazję uciec, nawet byście się na nas nie obejrzeli.
— Zapewne tak. — Kolejne wzruszenie ramion okraszone grymasem zniecierpliwienia wskazywało, że generał nie ma zamiaru tracić czasu na głupoty. — Mam własne obowiązki i przysięgi. I nie po to tu przyjechałem.
— Wystarczy. — Krwawy Kahelle krótkim gestem powstrzymał koczownika od kąśliwej odpowiedzi. — I tak dziękuję. Dziękujemy. Stracilibyśmy więcej ludzi, gdyby nie wy.
Kailean dopiero teraz dostrzegła, jak bardzo ten mężczyzna był zmęczony, jak bardzo zmęczeni byli oni wszyscy. Cały wieczór i całą noc dowodzili, wzmacniali obronę, szykowali kontratak. W chaosie, w ciemnościach i dymie, zdołali zapanować nad taką masą ludzi, nie dopuścili do upadku morale, do paniki. Niski Błyskawica jeździł po całym polu walki, rzucając swoje szczupłe siły tam, gdzie przeciwnik uzyskiwał choć chwilową przewagę, Kor’ben Olhewar osobiście ustawił mały tabor z kilkudziesięciu wozów, którym zagrodził drogę głównym siłom wroga i zatrzymał je przez dwie najgorsze nocne godziny. A saw-Kirhu dowodził nimi wszystkimi, zbierał meldunki, wysyłał rozkazy… Kha-dar towarzyszył mu przez część nocy i stwierdził potem, że ktoś, kto tak szybko i sprawnie zapanował nad sytuacją, powinien nosić błękit na płaszczu.
Rzadko słyszało się taką pochwałę z ust Laskolnyka.
Ale teraz machnął tylko ręką ze zniecierpliwieniem. Nie ma o czym mówić. Zajmijmy się ważniejszymi sprawami.
— Wiecie już, kto to był?
Dowódcy niewolniczej armii wymienili spojrzenia, a Krwawy Kahelle zgrzytnął zębami.
— Geghijczycy. Północni Geghijczycy. Pod dowództwem Hantara Sehrawina.
— On sam? Tutaj?
— Osobiście. Z trzema albo czterema tuzinami magów ognia i dwudziestoma tysiącami wojska. Mniej więcej.
Kailean niewiele to mówiło. Zarówno nazwa kraju, jak i imię jakiegoś tam generała czy księcia nie budziły żadnych skojarzeń. Ale Laskolnyk najwyraźniej wiedział od razu, o kim mowa. Zastanawiał się przez chwilę. Wreszcie podszedł do stołu, sięgnął po jedną z map.
— Geghii jest tu. — Palec kha-dara błądził po pergaminie. — Granicę mają z pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt mil stąd. Dokładna ta mapa?
— Tak.
— No to prawie sześćdziesiąt. Jak was tak podeszli?
Zakłopotanie przemknęło przez twarze wszystkich zgromadzonych mężczyzn. Nawet Uware Lew opuścił wzrok.
— Przez Wahesi — mruknął wreszcie. — Uznaliśmy, że tamtejszy książę tak się nas boi, że nie musimy się za bardzo pilnować od południa. Sehrawin zostawił słonie, artylerię, tabory, wszystko, co mogło go opóźniać, i pomaszerował przez to zasrane księstewko z piechotą i jazdą. Obszedł nas od południa, potem ruszył na północ i uderzył z zachodu, ze strony, z której nie spodziewaliśmy się ataku. A my mieliśmy wczoraj szczęście. Dużo więcej szczęścia, niż na to zasługujemy.
Laskolnyk spojrzał wyczekująco na czarnoskórego olbrzyma, ale to Kahel-saw-Kirhu udzielił mu odpowiedzi.
— Wiatr ucichł. Zazwyczaj o tej porze roku wiatry wieją z zachodu. Dlatego Geghijczycy podpalili las z tamtej strony. Gdyby wiało jak przez ostatnie dni, płomienie pożarłyby dżunglę stąd aż po równiny dwadzieścia mil na wschodzie. Ale wiatr ucichł i…
— Później złożysz dziękczynienie, Dress. Albo Pani Losu, albo jakimś lokalnym duchom, które nie chciały przypiec sobie tyłków. — Laskolnyk znów pochylił się nad mapą. — Gdzie uciekają niedobitki?
— W stronę Pomwe.
— Dlaczego tam?
Kailean stłumiła uśmieszek. Mężczyźni w namiocie nawet nie zauważyli, jak jej kha-dar przejął przywództwo. Jeszcze nie dowodził, ale gdyby rzucił jakiś rozkaz, zapewne w pierwszym odruchu pobiegliby go wykonać. Na razie tylko słuchali i odpowiadali na pytania. Szybko i dokładnie. Tak jak Krwawy Kahelle teraz.
— Odcięliśmy ich od południa i wschodu. Na zachodzie są wzgórza z lasem tak gęstym, że ptaki nie latają między drzewami, bo nie mają jak rozłożyć skrzydeł, a za nimi wielkie równiny, gdzie czarne plemiona nie witają ludzi z tutejszych księstw kwiatami. Został im jeden kierunek. Północ. A Pomwe jest po drodze.
Pomwe. Ta nazwa wywoływała u wszystkich gniew. Kailean nie potrzebowała Berdetha, żeby go poczuć. Gorzki, kwaśny, domagający się zemsty za pomordowanych.
Laskolnyk też wyczuł nastroje w namiocie.
— Ilu ludzi ma Sehrawin? — zapytał, nie podnosząc głowy znad mapy.
Twarz Kahela-saw-Kirhu przybrała ostrożny wyraz.
— Nie wiemy dokładnie. Wysłałem za nimi zwiadowców. Najwyraźniej ocalił swoją gwardię, Rude Psy, w sile dwóch tysięcy. Drugie tyle pewnie zbierze z tych, którzy uciekają teraz przez dżunglę. Może więcej, może mniej… Zobaczymy.
To „zobaczymy” powiedziało wszystko o planach niewolników.
— Pójdziecie za nimi — Laskolnyk nie pytał.
— Tak — przytaknęli jednogłośnie. Nawet Uware.
— Zemsta?
Pore Lun Dharo uśmiechnął się drapieżnie.
— Jeśli Pomwe wpuści go za mury…
Ale Krwawy Kahelle westchnął i pokręcił głową.
— Nie. Nie tylko zemsta. W Geghii Północnym Hantar Sehrawin jako jedyny skutecznie stłumił bunt. Żelazem, ogniem i krwią. Niewielu naszym udało się w ogóle wyrwać z jego księstewka. Jeśli teraz go dobijemy, jeśli zatkniemy jego głowę na włóczni, powstanie zapłonie tam jak stóg siana. Bez księcia, bez armii…
Przerwał, zaczekał, aż generał spojrzy na niego.
— Uderzenie na Białe Konoweryn, na Miasto Agara, byłoby błędem, całe Południe zjednoczyłoby się w obronie Oka. Nawet Wahesi i Bahdara posłałyby na nas wojska. Ale tutaj jest jeszcze jeden wielki, pełnomorski port. W Geghii Południowym. A w porcie są statki, wiele statków, którymi będziemy mogli popłynąć na północ. Do domu. Geghii Południowe ma mało wojska i niedołężnego władcę, więc jeśli zniszczymy do końca armię Sehrawina, z łatwością opanujemy ujście Persalii i zmusimy oba te księstewka do ustępstw.