Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 137
Перейти на страницу:

— Jak do tego doszło? — zawołał. — Jak mógł upaść tak nisko?

Suukmel podeszła i uklękła przy jego boku. Odepchnął ją, zawstydzony i wściekły, zerwał się na nogi, wciąż napuchnięte i bolesne, i odszedł, nie patrząc na macochę, bo był synem swojego ojca i czuł, jak narasta w nim żądza mordu i teraz szukał tylko kogoś, kogo będzie mógł zaatakować. Zbiegł po kamienistym zboczu, przewracając się raz po raz, nie zważając na ból i poranione stopy, zmierzając w kierunku, z którego dobiegł głos jego kuzynki. Przy wąskim potoku, płynącym przez środek doliny, zebrała się grupka Runów i Jana’atów, budując z kamieni zaporę — nie wiedział po co — a ponad gwar wzbijał się jej głos, który rozpoznawał z daleka po tym dziwacznym, żałosnym akcencie.

— Nie, nie podnoś ich! Przetaczaj! — krzyczała do swojego męża, Shetriego, który chwiał się niezdarnie, trzymając w ramionach niewielki głaz. — Popatrz na Sofi’alę! Tocz je!

Ich pierworodna córka przetaczała właśnie mały kamień, komicznie zgięta w pół, z krótkim ogonem w powietrzu; jej maleńka buzia zesztywniała z wysiłku i skupienia. — Popatrz, jak pracuje moje maleństwo! — zawołała Ha’anala, naga i zdyszana jak tragarz portowy. — Dobra dziewczynka, pomaga innym!

Rukuei podbiegł do Ha’anali od tyłu, złapał ją za kostkę i szarpnął, przewracając na ziemię.

— Jesteś z rodu Kitherich! — krzyknął do niej, do swojego ojca, do siebie. — Jak możesz się tak poniżać? Jak możesz tak poniżać swoje dziecko? Jak śmiesz…

Łagodny dotąd żołnierz, Shetri Laaks, już siedział mu na karku i z pewnością rozerwałby mu gardło, gdyby nie powstrzymały go ostrzegawcze krzyki Ha’anali. Chwyciła męża za ramiona i odciągnęła na bok, a potem uklękła, by spojrzeć na Rukueiego pytająco oczami, które nie miały do tego prawa — które powinny być martwe.

— Jesteśmy bliskim krewniakami — warknął Rukuei, ciskając jej wściekłe spojrzenia z kamienistej ziemi, na którą upadł pod ciężarem Shetriego. — Twoja matka była siostrą mojego ojca! — Jej twarz rozjaśnił uśmiech szczęścia. Niczego teraz nie pragnął tak, jak zniszczyć to szczęście, zmazać je jednym celnym ciosern. — Mój ojciec zabił twojego — powiedział z okrutną dumą — dwadzieścia cztery dni temu.

Ach, jaką poczuł rozkosz, gdy po jego słowach zapanowała cisza, jak się cieszył, że ktoś inny zadławił się rozpaczą, jak go rozradował ten ból, który zmienił jej twarz!

— Zginął nie tylko twój ojciec. Równina Inbrokaru zasłana jest trupami, a kiedy po raz ostatni widziałem swojego ojca, leżał obok twojego. Zabity przez takich jak ci! — ryknął, zataczając ręką łuk, oskarżając wszystkich Runów, którzy ich otoczyli. — Mówiłaś mi o wyborach. Więc wybieraj, kobieto! Kto umrze, by przywrócić honor zmarłym?

Odpowiedziało mu milczenie. Słychać było tylko jego chrapliwy oddech i dalekie, jękliwe beczenie jakiegoś górskiego zwierzęcia, nieświadomego tego, co tu się dzieje, i piskliwy krzyk Izaaka obracającego się w kółko na skraju tłumu.

Ha’anala położyła dłoil na brzuchu i powstała, a wówczas dostrzegł w pełnym świetle dnia, że jest nie tylko w ciąży, ale wychudzona i zmęczona. Rozejrzała się i popatrzyła na Jana’atów, którzy wybrali życie w dolinie N’Jarr.

— Miałam taki sam wybór jak wy — powiedziała. — Przetrwanie lub zemsta. Ja wybrałam życie. — Spojrzała na Rukueiego i wskazała na kamienisty szlak wiodący na wschód, ku przełęczy między dwoma szczytami. — Byli już tacy jak ty, którzy wybrali śmierć. To trzy dni drogi stąd. Zapytaj o siostrzeńca mojego męża, Athaansiego Erata. Tam dobrze karmią. — Podniosła głos, żeby ją wszyscy słyszeli. — Powinnam raczej powiedzieć, dają im dużo do zjedzenia. Oni wybrali śmierć. Tylko śmierć. I zemstę. Śmiercią odpłacają za śmierć. Umrą nędznie, ale z pełnymi brzuchami. Przyjmą cię tam z ochotą, kuzynie. A ja uczczę pamięć zmarłych, żyjąc i nauczając tych, którzy zgodzą się mnie wysłuchać, że taki wybór jest oznaką męstwa.

Zawodzenie Izaaka przeszło w jęk, do którego dołączył się szloch jana’atańskiego chłopca. Ha’anala usiadła przy nim i oparła czoło o jego czoło, zarzucając mu chude ramię na szyję i przyciągając do siebie.

— Nasi ojcowie są martwi — szepnęła do łkającego chłopca. — My żyjemy. Żyj ze mną, kuzynie. Żyj…

Zafascynowani tym widowiskiem mieszkańcy osady stali, kołysząc się na boki lub wytrzeszczając oczy, póki Shetri nie kazał im się rozejść. Po chwili nad brzegiem strumienia pozostała tylko para kuzynów i Izaak, który obracał się coraz wolniej.

Teraz już starszy i bardziej zrównoważony, mniej bezbronny wobec zamętu, jeśli tylko dawało się nad nim szybko zapanować, Izaak nawet nie zauważył emocji, które targały siostrą i jej kuzynem. Zrobił jednak wszystko, co w jego mocy, by przywrócić klarowność.

— Mam coś do powiedzenia — oznajmił mocnym, bezbarwnym głosem. Nie patrzył na Rukueiego i z pewnością nie zbliżyłby się do kogoś tak nieprzewidywalnego, ale powiedział mu: — Będziesz uczył się pieśni. — Odczekał chwilę i dodał: — I będziesz ich uczył.

Nadal panował spokój, więc Izaak mógł dokończyć swą myśl. — Pewnego dnia nauczę cię jednej pieśni. Jeszcze nie jest gotowa. Możesz teraz odejść, ale wróć.

„Giordano Bruno”: 2084 czasu ziemskiego

— Zostałem tam z Ha’analą i moją macochą Suukmel do czasu, gdy skończyłem czternaście lat — powiedział Sandozowi Rukuei Kitheri wiele lat później. — Uczyłem się śpiewać z Izaakiem, a czasami mówił mi niezwykłe rzeczy. Zacząłem ufać jego… ocenie. Był bardzo dziwny, ale miał rację: urodziłem się, i by uczyć się i nauczać pieśni. Przez prawie pięć lat wędrowałem po górach Garnu… Chciałem usłyszeć i zapamiętać opowieści o losach każdego Jana’ aty, który żył w tych ostatecznych czasach, i łaknąłem ich kołysanek i poematów. Chciałem zrozumieć prawo i politykę, i poezję, by uratować choć cząstkę myśli i sztuki świata, który umierał na moich oczach.

— Ale w końcu powróciłeś do doliny? — zapytał Sandoz. — Do Ha’anali i Izaaka?

— Tak.

— I wtedy Izaak był już gotów nauczyć cię pieśni, którą w sobie odnalazł?

— Tak.

Izaak spotkał Rukueiego na przełęczy. Jak zawsze nagi, z postrzępionym parasolem nad głową, nie spojrzał na Rukueigo ani go nie powitał. Po prostu stał na jego drodze.

— Wiem, po co tu jesteś — powiedział w końcu. — Wróciłeś, żeby nauczyć się pieśni. — Chwila milczenia. — Znalazłem muzykę. — Jeszcze jedna chwila milczenia. — Nie mam jeszcze słów.

Jego głos pozbawiony był emocji, jak zawsze, ale jakieś głębokie poczucie nieładu kazało mu zacząć obracać się w kółko, co natychmiast uczynił, bucząc cicho i klaszcząc w dłonie.

— Co się stało, Izaaku? — zapytał Rukuei, wtedy już wyczulony na cudzy ból.

Izaak przestał się nagle obracać i zachwiał się, oszołomiony.

— Muzyki nie można zaśpiewać, jeśli nie ma słów — powiedział w końcu. — Pieśni mają słowa.

Rukuei, który zdążył poznać dziwnego brata swojej kuzynki, zanim odszedł z osady, poczuł, że powinien go pocieszyć.

— Znajdę ci słowa, Izaaku — obiecał.

1 ... 103 104 105 106 107 108 109 110 111 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)